Wtedy na mojej drodze stanął mój serdeczny przyjaciel, który pokazał początek drogi, związanej ze zdrowym odżywianiem i regularnymi treningami. W pierwszej kolejności odrzuciłam całkowicie żywość przetworzona, sól, cukier prosty, węglowodany proste. Zaczęłam przywiązywać dużą wagę do tego co jem. Po około roku regularnych posiłków i treningów moja waga stała w miejscu, a raczej wahała się. Przyznaję bez bicia ze przez ten czas nie byłam super regularna z posiłkami, czyli jak była okazja zjeść coś „niedozwolonego” typu ciacho czy buła zjadałam. Mimo wszystko uważałam, że pomimo moich małych grzeszków coś jest nie tak, że nie tracę w ogóle na wadze. Czułam się opuchnięta, tkanka mięśniowa rosła, natomiast tkanka tłuszczowa bez większych zmian. Do tego dochodziły częste bóle brzucha, wzdęcia, odbijanie. Zaczęłam się zastanawiać co jest nie tak i trafiłam do Centrum Medycyny Przeciwstarzeniowej i Dietetyki Klinicznej we Wrocławiu. Zrobiłam badanie BET-Analyse z krwi, moczu i śliny. Na podstawie tego badanie miałam się dowiedzieć, co mi szkodzi a co wzmacnia. Badanie to pozwala na zbadanie środowiska wewnętrznego organizmu, a przez to sprawności procesów metabolicznych. Dzięki wynikom został stworzony mój indywidualny program żywieniowy. Pani dietetyk ułożyła dla mnie dietę i powiedziała, że czego mam zrezygnować. Na podstawie tego badania dowiedziałam się mnóstwo rzeczy na temat swojego organizmu. grzybica w jelitach, zatrzymanie wody w organizmie, źle funkcjonujące nerki etc. Z jednej strony przeraziłam się, ale z drugiej ucieszyłam, że coś się dowiedziałam, coś się wyjaśniło. Dostałam leki, dietę i wzięłam się za siebie po raz kolejny. Zaczęłam diete, którą dostałam od Pani Dietetyk. Po około miesiącu niestety poddałam się. Czemu? Byłam słaba psychicznie, nie poradziłam sobie, myślenie o jedzeniu w tym czasie stało się obsesją, myślałam o nim cały czas, czy mogę to zjeść, czy nie, czy to jest dla mnie dobre czy nie, czy to mi zaszkodzi czy nie. Przez ten miesiąc miałam odmierzone posiłki, jadłam równo co 3h. Waga ruszyła w dół ale moja psychika również. Czułam się źle, myślałam non stop o jedzeniu, o treningach, o tym czy robie dobrze czy nie. Moje ciało było zestresowane razem ze mną. Pewnego dnia powiedziałam sobie dość! Stwierdziłam, że jestem tylko człowiekiem i jak mam ochotę zjeść coś słodkiego dlaczego mam wiecznie sobie odmawiać. Trenowałam dalej, jadłam zdrowo regularnie dalej ale bez tej spiny w głowie, która miałam, która mnie wykańczała. Aż pewnego dnia usłyszałam, że jest miejsce w Londynie (mieszkam tu i pracuje) gdzie mogę zrobić testy na nietolerancje pokarmowe. Badania robione są z włosów. Zdziwiłam się, nie wiedziałam, że na podstawie włosów można takie testy zrobić, pomyślałam, co mi szkodzi. Badania pokryły się z wrocławskimi badaniami. Nietolerancja pszenicy, nabiału. Do tego jaja, kofeina i wiele warzyw takich jak: papryka, cebula, por, szczypiorek, bakłażan, papryczki chilli. Rozpoczęłam walkę o lepszą siebie ponownie. Tym razem powiedziałam sobie DOŚĆ! Chce zgubić dodatkowe kilogramy i chce mieć ładne, wysportowane i gładkie ciało. Zapomniałam o najważniejszym. Zmagam się od wielu lat z wysypką na skórze, głównie na rękach, ale mam ją też na łopatkach, boczkach, udach i na pupie Doprowadza mnie ona do szału, wstydzę się kiedy ktoś mnie pyta co to jest. Wstydzę się pokazać w bikini, nie wygląda to dobrze, choć pewnie nie ma takiej tragedii jak to w tym momencie opisuje, dla mnie jest to okropne. Szukam od dawna przyczyny tych krostek. Kiedyś lekarz dermatolog mi powiedział, że nie ma na to leku, z wiekiem mi przejdzie. Od tego momentu minęło kilka lat i jest ona nadal. Co do tego, że jest ona spowodowana nietolerancją pokarmową jestem pewna. Nie jestem pewna tylko czy jest to gluten czy nabiał. Czeka mnie jeszcze jedna wizyta u lekarza i badania i mam nadzieje, że moje wątpliwości zostaną rozwiane. Wracając do początku wypowiedzi, zaczęłam czytać wszystkie, ale to wszystkie etykiety produktów. Przejrzałam szafki kuchenne, tam gdzie mógłby się znajdować gluten to te rzeczy wyrzuciłam. Kupiłam książki „Dieta bez przenicy” Williama Davis’a i „Dieta bez mleka i glutenu” Barbary Kuligowskiej-Dudek. Po przeczytaniu pierwszych rozdziałów byłam naprawdę zdumiona jak bardzo pszenica jest szkodliwa dla naszego organizmu, i nie tylko dla osób z nietolerancją, dla społeczeństwa! Napiszę osobny post o tym. Cały czas się uczę ale z każdym dniem jestem bardziej świadoma jakie duże znaczenia ma odżywianie w naszym życiu. W związku z tym, że jestem okropnym łasuchem, a przy moich nietolerancjach pokarmowych ciężko kupić coś słodkiego w sklepie, jak już coś jest to jest przede wszystkim naładowane cukrem, zaczęłam bawić się w pieczenie przeróżnych ciast, ciastek, ciasteczek, kulek itp. Sprawia mi to niesamowitą radość. Uwielbiam wypróbowywać nowe przepisy i częstować potem przyjaciół. Zamiast cukru używam stevie lub miód lub ksylitol. Zamiast mąki pszennej, mąkę ryżową, kokosowa, kukurydziana itp. Zamiast mleka krowiego, mleko roślinne kokosowe, migdałowe bądź ryżowe. Na razie raczkuje w tym temacie ale mam w głowie mnóstwo pomysłów, które oczywiście zrealizuję i oczywiście podzielę się z Wami na mojej stronie.