Edukacja jest dla mnie drugim, alternatywnym życiem. Przestrzenią poszukiwań, sprawdzania siebie, udowadniania sobie własnych możliwości, ale też drogą dochodzenia do osobistej prawdy. Przez lata uczestniczyłam w wielu kursach, szkoleniach i wiele szkół było dla mnie miejscem spotykania się z różnymi teoriami, naukami i prawdami – nie po to, by znaleźć jedną odpowiedź, chociaż taka była intencja, lecz by konfrontować się z pytaniem, kim jestem i jak chcę żyć/pracować. Dziś wiem, że moja osobista prawda nie mieści się w całości w żadnym systemie, a jednocześnie z każdego z nich wynoszę coś, co ją potwierdza lub modyfikuje (weryfikuje). Co praktycznie oznacza, że żadna z tych nauk/szkół nie zdefiniowała moich umiejętności 1:1. Ale z każdej z nich wyniosłam coś co pasuje do mnie, określa mój pogląd, moje wartości i moje metody pracy. Brzmi dziwnie? Jakbym zaprzeczyła potrzebie edukacji? Ta droga zweryfikowała we mnie wiele prawd i ujawniła moje osobiste prawdy. Z wykształcenia i z powołania jestem pielęgniarką. Od dzieciństwa marzyłam o tym, by zostać lekarzem, jednak to pielęgniarstwo stało się fundamentem mojej tożsamości zawodowej. Pracowałam w różnych miejscach – doświadczałam zarówno poczucia sprawczości i wzrastania, jak i momentów, w których się nie sprawdzałam. Dziś mogę powiedzieć, że bycie pielęgniarką jest podstawą mojego funkcjonowania zawodowego i punktem odniesienia dla wszystkich kolejnych ról. Na bazie tego zawodu stałam się menadżerem w opiece medycznej. Ukończyłam w Warszawską Szkołę Zarządzania - Szkołę Wyższą na kierunku zarządzanie zasobami ludzkimi. Rola menadżera w opiece medycznej to praca polegająca na nieustannym łączeniu interesu pacjenta, potrzeb personelu oraz oczekiwań pracodawcy. Wychodziło mi to z różnymi skutkami, na różnych etapach, ale dało mi ogromne doświadczenie zarządzania ludźmi, zarządzania procesami w tym zmaganiu się z określeniem "czy w służbie zdrowia można mówić o zyskach". Jak te zyski alokować. Czy Pacjent jest w systemie beneficjentem czy narzędziem. Trudny to był dla mnie czas a jednocześnie bardzo wartościowy, bo wskazujący na mankamenty i pozytywy opieki medycznej w ogóle. Przy okazji pracy w korporacji miałam szansę uczestnictwa w niezliczonej liczbie kursów i szkoleń oraz obserwowania, jak zmienia się rozumienie zarządzania pod wpływem biznesu, psychologii i psychoterapii. Niektóre z tych szkoleń wsparły moje indywidualne kompetencje emocjonalne ale większość z nich pozwoliło mi spojrzeć na innych ludzi z perspektywy "odbiorców". Równolegle zawsze ciągnęło mnie poza obszar czystego rozumu, nauki i dowodów. Będąc na coraz wyższych stanowiskach menadżerskich, marzyłam o ukończeniu Akademii Feng Shui. Przez długi czas nie ujawniałam tej części siebie przed współpracownikami i środowiskiem zawodowym. Czy myślałam, że zostanę nie zostanę zrozumiana, może odrzucona z tak nieracjonalną pasją? A może to ja sama nie umiałam sobie poradzić z tą "dualnością" we mnie: JA DLA ŚWIATA I JA DLA SIEBIE. Po ukończeniu Akademii Feng Shui pojawiło się we mnie silne wewnętrzne przekonanie, że „wiem”, jak powinno wyglądać właściwe życie i właściwie uporządkowana przestrzeń. To doświadczenie – z dzisiejszej perspektywy ocierające się o megalomanię – zostało szybko zweryfikowane przez realną pracę z ludźmi. Kilkanaście konsultacji wystarczyło, by zrozumieć, że nie istnieje jeden wzór na dobre życie, a każdy człowiek ma swoją drogę, swoją ścieżkę i swój los, które zasługują na szacunek. Tu zmierzyłam się z własną megalomanią. poczuciem wyższości i......samotnością. To odkrycie zaprowadziło mnie do Instytutu Psychologii Stosowanej w Warszawie. Tam wydarzyło się dla mnie coś przełomowego. Zamiast uczyć się, jak przeprowadzać Klienta przez zmianę w sposób „właściwy” według z góry przyjętych przez siebie założeń, nauczyłam się pokory wobec procesu, oporu i gotowości drugiego człowieka. Zrozumiałam, że terapeuta nie wie lepiej i nie bierze odpowiedzialności za życie Klienta – może jedynie towarzyszyć mu w drodze, być lustrem i świadkiem jego procesu. Równolegle coraz wyraźniej zaczęłam dostrzegać przestrzeń, w której to, co się wydarza w życiu, wymyka się logice i racjonalnym wyjaśnieniom. Było wiele pytań DLACZEGO i wiele niewiadomych. Tak dotarłam do ustawień systemowych według metody Bertha Hellingera. Swoją drogę, swoją edukację i własne doświadczanie tej pracy realizuję w Szkole Cichych Ustawień Gerharda Walpera, gdzie uczę się głębokiego szacunku do porządku systemowego, losu i indywidualnej drogi każdego człowieka. To trudna droga. W dużej mierze polegająca na konfrontowaniu się z własnymi procesami, akceptowaniu, że czucie CZEGOŚ jest ważniejsze niż wiedza o CZYMŚ. W lutym odbiorę certyfikat ukończenia tej szkoły, zamykając kolejny ważny etap mojej osobistej i zawodowej drogi. W Październiku 2025 rozpoczęłam studia podyplomowe w Wyższej Szkole Kształcenia Zawodowego na kierunku psychologia pozytywna. Pierwszy semestr za mną a radość z nowej ścieżki rośnie z dnia na dzień. Czy moja droga edukacyjna, zawodowa, życiowa daje mi prawo, żeby twierdzić, iż wiem lepiej, jak żyć, jak czuć, jak prowadzić ludzi? Nie jestem inna niż my wszyscy. Tak samo jak Wy, mam swoje procesy, swoje trudności, swoje bariery, swoje niedoskonałości. Nie mam poczucia, że wiem, jak żyć. Nie mam żadnego prawa, żeby takie poczucie mieć. To, co mam, to doświadczenie bycia w drodze – uczenia się, upadania, podnoszenia, kwestionowania własnych przekonań i konfrontowania się z tym, co niewygodne. Mam ciekawość człowieka, uważność na procesy wewnętrzne i szacunek do indywidualnych historii, które nie poddają się prostym odpowiedziom ani gotowym schematom. Nie oferuję recept, lecz towarzyszenie. Nie prowadzę „z pozycji wiedzy”, ale z miejsca relacji, dialogu i wspólnego poszukiwania sensu. Wierzę, że każdy człowiek jest ekspertem od własnego życia, a moja rola – jeśli w ogóle ją podejmuję – polega na tworzeniu bezpiecznej przestrzeni do słuchania, nazywania i rozumienia tego, co się dzieje. Moja praca nie polega na zmianie ludzi, lecz na wspieraniu procesów, które już w nich istnieją. Na zadawaniu pytań zamiast udzielania odpowiedzi. Na obecności zamiast kontroli. Na zaufaniu zamiast dominacji