23/03/2026
Wizyta domowa u starszego pana. Kamienica poniemiecka - w oknach ciężkie zasłony, brudne okna, szare ściany, popsute przedmioty, zapach stęchlizny i kurzu.
Można by tu sequel "Obecności" kręcić. Bez dodatkowej scenografii.
Pacjent bardzo schorowany, terminalny, nielogiczny, będący pod opieką swojej małomównej żony o małych, świdrujących oczkach.
Kończę już terapię dziadka kiedy pani domu niespodziewanie odzywa się za moimi plecami:
- Jak pani skończy to proszę sięgnąć tam pod łóżko męża i wyciągnąć długopis. Wpadł mi tam rano i nie mogę skończyć pisać opłat do banku.
- Jasne zaraz spróbuję go wyciągnąć. - mówię z uśmiechem, a seniorka wychodzi do kuchni.
Już się schylam i zerkam pod to stare łóżko. Świecę telefonem, widzę jakieś stare gazety, kartony, kulki z kurzu, ale długopisu brak. Wsadzam rękę i chcę przesunąć najbliższy karton - może długopis wpadł za niego.
- Uważaj żeby nie obgryzły ci palców - słyszę nagle zachrypnięty głos pacjenta. Szybko cofam rękę.
- Słucham? - pytam zaskoczona
- Uważaj na palce, czasem słyszę jak ostrzą zęby na deskach i ramie łóżka. - kontynuuje przepalonym przez leki głosem
- Kto? - pytam - Myszy?
- Nie. One.
- Kto? - pytam,ale pacjent już nie chce mówić, zapatrzył się w grający telewizor i myślami odbiegł gdzieś daleko.
Wstaję z kolan i przegrzebuję torebkę.
Znajduję jakiś długopis i stawiam na stole.
Widziałam wystarczająco dużo horrorów w moim życiu.
Nie będę wsadzać łap pod podejrzany mebel ☠️