Psycholog Pejka

Psycholog Pejka Dane kontaktowe, mapa i wskazówki, formularz kontaktowy, godziny otwarcia, usługi, oceny, zdjęcia, filmy i ogłoszenia od Psycholog Pejka, Psycholog, Poniatowskiego 26/8, Bydgoszcz.

* Instagram➡️psycholog_pejka
* konsultacje psychologiczne (Bydgoszcz, Solec Kujawski)
* coś do poczytania, czyli kilka słów ode mnie na tematy różne
* YT➡️ Psycholożka dla Prawdziwych Nastolatków

Nastolatku!Za chwilę Twój pierwszy Sylwester poza domem?Warto zadbać o obustronny komfort: Twój i Rodziców. W gdyby tak ...
29/12/2025

Nastolatku!
Za chwilę Twój pierwszy Sylwester poza domem?
Warto zadbać o obustronny komfort:
Twój i Rodziców.
W gdyby tak napisać list?
Napisanie listu-umowy pokazuje jedną ważną rzecz: „umiem myśleć odpowiedzialnie”.
Rodzice najczęściej nie boją się samego wyjścia dziecka, ale braku informacji i poczucia bezsilności. Gdy wiedzą, gdzie jesteś i z kim, ich wyobraźnia przestaje podsuwać najgorsze scenariusze.
To nie jest kontrola – to zmniejszenie napięcia.
Nie ma niczego złego w tym, że rodzic wie:
gdzie jesteś,
z kim spędzasz czas,
o której planujesz wrócić,
że w razie czego dasz znak życia.
Meldowanie się nie oznacza, że ktoś Ci nie ufa.
Wręcz przeciwnie – to zaufanie w praktyce.
W relacjach (także dorosłych!) jasne ustalenia zmniejszają konflikty, a dotrzymywanie słowa buduje poczucie bezpieczeństwa i wzajemnego szacunku. Dla Ciebie to kilka wiadomości, dla rodzica – spokojniejszy wieczór i lepszy sen.

Zachęcam do "kopiuj - wklej"😉, "uzupełnij" i "przekaż w odpowiednie ręce" ❤️.
___________________________________________

Mamo/Tato, wiem, że to mój pierwszy Sylwester poza domem i że w Twojej/Waszej głowie właśnie pojawił się cały film katastroficzny 😉.

Będę w .............................., z ..................................,
a jeśli coś się zmieni, od razu dam znać. Telefon mam naładowany, zasięg sprawdzony, a zdrowy rozsądek zabieram ze sobą (tak, naprawdę!).

Umawiamy się na kontakt o godzinie ..........., a gdyby wydarzyło się cokolwiek dziwnego – dzwonię, nawet jeśli zegar pokaże 2:00. Wolę obudzić Ciebie niż spać na ławce😉.

Rozumiem, że się martwisz, bo to część bycia rodzicem. Ja z kolei chcę pokazać, że umiem być odpowiedzialny/a i że można mi zaufać.
Dajmy temu sylwestrowi szansę – a jutro wrócę cały/a, szczęśliwy/a i z historią, którą da się opowiedzieć przy obiedzie ❤️

Umowa? 🎆

___________________________________________
A jeśli jesteś Rodzicem i to czytasz:
jeśli Twoje dziecko idzie pierwszy raz na Sylwestra – wydrukuj ten tekst, wręcz mu go i zaproponuj, żebyście potraktowali to jako umowę z przymrużeniem oka. Bez moralizowania i straszenia. Taki gest często daje dziecku poczucie bycia traktowanym poważnie, a jednocześnie uczy odpowiedzialności za własne słowa.

Czasem jeden spokojny, lekko żartobliwy list potrafi zrobić więcej dla relacji niż sto zakazów. 🎆

🎯 Dlaczego wraz z Nowym Rokiem pojawia się tyle postanowień?Zmiana roku ma w sobie coś magicznego. Nagle pojawia się myś...
27/12/2025

🎯 Dlaczego wraz z Nowym Rokiem pojawia się tyle postanowień?

Zmiana roku ma w sobie coś magicznego.
Nagle pojawia się myśl: teraz to już naprawdę.
Jakby 1 stycznia był momentem, w którym życie ma w końcu współpracować, motywacja wstawać wcześniej, a chipsy same znikać z domu.

Nowy rok wygląda zachęcająco — jeszcze nic się w nim nie zepsuło, nikt niczego nie zawalił, a lista planów jest czysta jak nowy notes (ten, który zwykle kończy z trzema stronami zapisków).

Problem w tym, że po kilku dniach wraca codzienność. Ta sama kanapa, ten sam brak czasu i to samo „od jutra”, które zna się aż za dobrze.

Dlaczego postanowienia często kończą się szybciej niż noworoczna motywacja?
👉 Bo są zbyt ogólne („będę zdrowsza” — czyli… jak dokładnie?)
👉 Bo opierają się na zrywie, który ma krótszą żywotność niż świeża sałata
👉 Bo jeden gorszy dzień brzmi w głowie jak: „no trudno, spróbujemy za rok”

A teraz dobra wiadomość: cele da się osiągać, tylko nie w wersji „wszystko naraz i bez potknięć”.

Kilka zasad, które serio pomagają:

✔️ Konkret wygrywa z wielkimi hasłami
Nie „schudnę”, tylko „15 minut spaceru”. Da się. Nawet w piżamie (prawie).

✔️ Mało, ale regularnie
5 minut dziennie działa lepiej niż plan, który zakłada perfekcyjne życie.

✔️ Otoczenie robi robotę
Buty przy drzwiach motywują bardziej niż najlepsze postanowienie.

✔️ Potknięcie to nie koniec świata
Jeden opuszczony dzień to dzień. Nie katastrofa. Nie znak z kosmosu.

✔️ Liczy się proces, nie ideał
Wystarczy zapytać: „czy dziś został zrobiony mały krok?”, a nie „czy już jestem nowym człowiekiem”.

Najważniejsze?
Zmiana nie polega na zostaniu „nową wersją siebie”.
Polega na robieniu trochę lepszych rzeczy w zwykłym życiu, które czasem ma gorszy humor. I to jest okej 😉

23/12/2025
W ostatnim czasie w swojej pracy coraz częściej jestem świadkiem momentów przełomowych — chwil, w których ludzie uświada...
16/12/2025

W ostatnim czasie w swojej pracy coraz częściej jestem świadkiem momentów przełomowych — chwil, w których ludzie uświadamiają sobie, że wiele ich obecnych trudności, powtarzających się błędów i życiowych problemów ma swoje źródło w tym, co zostało ukształtowane znacznie wcześniej, w domu rodzinnym. To właśnie te momenty zatrzymania, refleksji i odkrycia stały się dla mnie impulsem do zebrania myśli i przelania ich na "papier..."

Być może to, co teraz przeczytasz, stanie się dla Ciebie inspiracją — zachętą do rozmowy z psychologiem albo do spojrzenia na siebie z większą życzliwością. Może pomoże Ci przestać obwiniać się za pewne błędy i zamiast tego skierować uwagę na zmianę! Być może pozwoli także zaakceptować, że w przeszłości wydarzyło się coś, co miało wpływ na to, kim jesteś dzisiaj — i że wtedy nie miałeś na to wpływu...
Ale dzisiaj, przyszłość jest w Twoich rękach 💪.

„Dopiero teraz to widzę”
Czyli, o tym kiedy w wieku dojrzałym odkrywasz dziwactwa przeszłości i domu rodzinnego...

Podobno dorosłość to moment, w którym wszystko zaczyna mieć sens. Człowiek wreszcie „rozumie”, „wie” i „patrzy dojrzale”. Szkoda tylko, że jednym z pierwszych olśnień tej dojrzałości bywa odkrycie, że fundamenty, na których budował swoje życie, są co najmniej… wątpliwej jakości. Jakby ktoś po latach użytkowania domu poinformował Cię mimochodem, że jednak stał on na ruchomych piaskach — i to od samego początku.
Jest w tym odkryciu coś absurdalnego i trochę niesprawiedliwego. Bo kiedy byłeś mały, nikt nie dał Ci alternatywy, instrukcji ani ostrzeżenia. A kiedy wreszcie masz narzędzia, język i świadomość, żeby zrozumieć, co właściwie się wydarzyło — rachunek emocjonalny już dawno leży na stole. I właśnie od tego momentu zaczyna się opowieść o zdziwieniu, złości i spóźnionym rozumieniu własnego dzieciństwa.

Jest w życiu człowieka moment szczególny. Nie jest to matura, ślub ani pierwsza rata kredytu. To chwila, w której nagle – zwykle zupełnie nieproszony – pojawia się błysk myśli: „Chwila… to, co działo się w moim domu, było chyba jednak nie do końca normalne.”
I wtedy zaczyna się lekkie, a czasem całkiem solidne oburzenie. Bo dlaczego, do jasnej psychologii😉, człowiek musi dochodzić do takich wniosków dopiero po dwudziestu, trzydziestu, a czasem pięćdziesięciu latach życia?
Przecież jako dziecko byłeś w tym domu codziennie. Widziałeś, słyszałeś, czułeś. A jednak nie – wtedy wszystko było „w porządku”.
Krzyk był „wychowawczy”, cisza była „normalna”, emocje były „fanaberią”, a napięcie w powietrzu najwyraźniej miało być domyślnym tłem egzystencji.
I nikt nie dał instrukcji obsługi, że to nie jest uniwersalny model rodziny, tylko jeden z wielu – i to wcale niekoniecznie zdrowy..
Jako dziecko nie miałeś szans. Nie miałeś porównań, języka ani prawa do krytycznej oceny. Rodzice byli światem, prawem i pogodą w jednym.
A świata się nie kwestionuje – do świata się dostosowuje. Więc się dostosowałeś. Kosztem siebie, swoich emocji, granic i potrzeb. Ale za to „grzecznie”.

Najbardziej ironiczne jest to, że dopiero kiedy dorastasz, uniezależniasz się i – teoretycznie – jesteś gotowy na życie, zaczyna do Ciebie docierać, że coś tu nie gra. Że nie wszyscy tak jak Ty, żyli w ciągłym napięciu. Że nie każdy nauczył się zgadywać nastroje innych jak prognozę pogody. Że nie każdy ma w głowie wewnętrzny głos mówiący: „nie przesadzaj”, „nie bądź problemem”, „jakoś to znieś”, "weź się ogarnij"....

Z czasem uświadamiasz sobie też coś jeszcze bardziej niewygodnego: że problemem nie było wyłącznie to, jak rodzice traktowali Ciebie, ale również to, jak traktowali siebie nawzajem— na Twoich oczach, dzień po dniu, bez cenzury.
Jako dziecko obserwowałeś ich relację jak jedyny znany model bliskości: lekceważące spojrzenia, ironiczne komentarze, bagatelizowanie emocji jednego z nich, chłód, obojętność albo niekończące się napięcie zamiast rozmowy. Czasem było to jawne krytykowanie, czasem cicha wojna, a czasem po prostu brak zainteresowania sobą nawzajem, który z czasem stawał się bardziej dotkliwy niż kłótnie. Nawet rozstania — choć wtedy rzadko nazywane rozwodami i często owiane milczeniem — nie były neutralne: jeden rodzic opowiadający się przeciwko drugiemu, wciąganie dziecka w dorosłe konflikty, podważanie autorytetu lub emocjonalne rozliczenia prowadzone przy świadku, który nie miał dokąd uciec.

Dopiero w dorosłości zaczynasz rozumieć, że to wszystko było nauką relacji — tylko że bardzo wadliwą. I nagle okazuje się, że trudności w bliskości, komunikacji czy zaufaniu nie wzięły się znikąd, lecz są echem scen, które kiedyś oglądałeś, myśląc, że tak właśnie wygląda „normalny związek"...

I po latach...co? Przychodzi złość. Na życie, na los, na rodziców?
Bo czemu to zrozumienie nie przyszło wcześniej? Czemu nie wtedy, gdy można było się bronić, reagować, nazwać rzeczy po imieniu? Odpowiedź jest brutalnie prosta: bo dziecko nie jest od rozumienia‼️ Dziecko jest od przetrwania. A psychika zrobi wszystko, żeby to przetrwanie zapewnić – nawet jeśli rachunek przyjdzie wiele lat później...😟

W tym miejscu łatwo wpaść w kolejną pułapkę: obwinianie rodziców już z perspektywy dorosłego. Rozliczanie, analizowanie, rozpamiętywanie, co powinni byli zrobić inaczej.
Tyle że prawda jest taka, że przeszłości nie da się cofnąć, a rodzice – jacy byli, tacy byli. Najczęściej z własnymi deficytami, historią i ograniczeniami, których nawet nie umieli nazwać.
To nie znaczy, że masz udawać, że nic się nie stało. To znaczy tylko tyle, że nie da się zbudować przyszłości, stojąc plecami do niej i twarzą do przeszłych krzywd. Można uznać, że coś było trudne.
Można nazwać swoje braki.
Ale odpowiedzialność za dalsze życie – niestety albo na szczęście – leży już po Twojej stronie!

Jeśli więc po latach odkrywasz w sobie deficyty, schematy, które nie służą, albo emocje, które ciągle wracają jak niechciany refren, to nie jest dowód słabości. To jest dowód świadomości. I być może najlepszym, co można wtedy zrobić, jest skierować pretensję nie w stronę życia, ale w stronę troski o siebie – choćby przez rozmowę z psychologiem lub psychoterapię.

Bo olśnienie przyszło późno. To prawda. Ale przyszło. A to oznacza, że teraz wreszcie można coś z nim zrobić – już nie jako dziecko, które musiało.
Tylko jako dorosły, który może.

„Szacunek nie tuczy — czyli kilka słów o świątecznym stole”Odnoszę wrażenie, że często największym "zagrożeniem" przy św...
15/12/2025

„Szacunek nie tuczy — czyli kilka słów o świątecznym stole”

Odnoszę wrażenie, że często największym "zagrożeniem" przy świątecznym stole nie jest cukier ani gluten...😉

„Zjedz, bo mi będzie przykro...”
„No jak to, nawet nie spróbujesz?”
„Teraz to się odchudzasz? Akurat w Święta?”
„Za moich czasów nikt nie miał depresji, tylko się jadło...”

Znacie to?
Wielokrotnie z niewinnego posiłku robi się rodzinny panel dyskusyjny - o cudzym talerzu, ciele i życiu.
Bo dla wielu osób jedzenie już dawno przestało być tylko jedzeniem. To decyzje podejmowane codziennie wbrew nawykom. To praca nad sobą. Czasem ostatnia rzecz, nad którą ktoś ma jeszcze poczucie kontroli.
Ktoś zmienił dietę, bo chce zadbać o zdrowie, ktoś inny, bo walczy o lepsze samopoczucie i wagę, która od lat jest tematem żartów. A ktoś jeszcze dlatego, że ma depresję, zaburzenia odżywiania albo po prostu trudny czas i naprawdę nie potrzebuje publicznej analizy swojego talerza przy barszczu‼️‼️‼️

I wtedy teksty takie jak: „Oj, jeden kawałek Ci nie zaszkodzi”, „Przestań wymyślać”, „Kiedyś jadłaś normalnie” – to dokładanie stresu, podważanie granic i idealny sposób na to, żeby Święta przestały być bezpieczne. A chyba nie o to chodzi...
Nie potrzebujemy przecież tłumaczyć, dlaczego nie chcemy więcej. „Nie, dziękuję” to pełne zdanie. Bez przypisu. Bez negocjacji. Bez „ale”. Talerz nie jest zaproszeniem do rozmowy o wadze, psychice ani o tym, kto ile kiedyś jadł. Naciskanie nie buduje relacji – buduje napięcie.

To, że ktoś: 🥗 je inaczej, 🍰 nie chce deseru, 🍽️ kończy szybciej, 😶 unika rozmów o diecie – nie jest osobistym atakiem na kuchnię, tradycję ani rodzinne wartości przekazywane od pokoleń.
Święta to nie casting na „najlepszego biesiadnika roku”. To czas bycia razem, a nie sprawdzania, kto się złamie po trzecim „no weź jeszcze”.

Czasem największym wyrazem miłości nie jest dokładka, tylko: „Okej. Rozumiem.”
Więc może w te nadchodzące Święta: pozwólmy każdemu, kto zasiądzie przy stole, decydować o swoim talerzu, zostawmy zbędne komentarze w kuchni i zamieńmy presję na spokój.
Bo naprawdę – szacunek nie tuczy, a spokój przy stole jest zdrowszy niż piąty kawałek sernika 💛.

Mała rada dla gospodarzy, którzy gotują dla całej rodziny: zanim zaczniecie gotować, policzcie, ile faktycznie będzie osób i ile one są w stanie zjeść. Goście nie mają obowiązku „ratować jedzenia”, bo ktoś ugotował za dużo.
Nikt nie powinien jeść ponad swoje możliwości tylko dlatego, że „się zmarnuje”. Gotowanie „na zapas dla zapasu” to wybór gospodarza – odpowiedzialność za nadmiar jedzenia nie powinna być przerzucana na cudze żołądki 😉.

Czasem najlepszym rozwiązaniem jest po prostu spokój i zrozumienie. A Święta?
Wystarczy, że będą wspólne, z miłością, życzliwością, zrozumieniem siebie nawzajem.

I na koniec...
Kilka słów dla Rodziców i Dziadków...
Dla Waszych dzieci👶🏻, każde „no jeszcze kawałek, bo się zmarnuje”, "bo babci zrobisz przykrość" to nauka:

- jedzenia wbrew własnym potrzebom (a za tym idzie utrata kontroli nad apetytem),
- poczucia winy,
- stresowania się przy posiłku,
- myślenia, że moje potrzeby i granicę są bagatelizowane.
Nie jest też tajemnicą, że takie naciski (z lekką nutą szantażu) kształtują "trudną" relację z jedzeniem na całe życie... i za kilkanaście lat - zapełniają grafik w gabinetach psychoterapeutycznych.
💡 Pozwólcie każdemu decydować o własnym talerzu. Świat się nie zawali, babcia też przeżyje, a wszyscy będą jeść trochę spokojniej, z radością ...😏

P.s. PS. Jeśli podczas czytania przyszła Ci do głowy konkretna osoba z rodziny, to spokojnie — to czysty przypadek 😌😁.
Ale jeśli masz wrażenie, że ten tekst mógłby komuś pomóc przeżyć święta w trochę większym spokoju, śmiało go udostępnij...
Niech krąży po rodzinach niczym przepis na sałatkę jarzynową — z intencją, a nie z wyrzutem 💛.
Spokojnych Świąt!🎄🤶🏻

Mikołajki!Dawanie i otrzymywanie prezentów ma w sobie coś nieuchwytnego, coś, co wykracza daleko poza samą rzecz zapakow...
06/12/2025

Mikołajki!

Dawanie i otrzymywanie prezentów ma w sobie coś nieuchwytnego, coś, co wykracza daleko poza samą rzecz zapakowaną w papier. To drobny rytuał bliskości, pamięci i czułości wobec drugiego człowieka — gest, który często mówi więcej niż słowa.
I właśnie dziś, w Mikołajki, czuć tę magię szczególnie mocno.

Mikołajki nie są zarezerwowane wyłącznie dla dzieci. To dzień, który przypomina, że niezależnie od wieku wciąż potrzebujemy poczuć, iż ktoś o nas pomyślał. Nie ma znaczenia, czy mamy siedem lat, czterdzieści czy siedemdziesiąt — każdy moment jest dobry, by podarować komuś drobiazg od serca: ulubioną czekoladę, herbatę pachnącą zimą czy nawet świąteczna kartkę z kilkoma ciepłymi słowami.

Właśnie dlatego tak nie lubię, gdy słyszę: „Mikołaj jest tylko dla dzieci” albo „daj spokój, jesteś za stara na prezenty”. Albo kiedy ludzie całkowicie rezygnują z obdarowywania się upominkami. To dla mnie pójście na łatwiznę — rezygnacja z małej codziennej radości, która nie wymaga wielkiego wysiłku, ani ogromnych pieniędzy, tylko odrobiny intencji...

Dawanie jest piękne samo w sobie: zatrzymujemy się na chwilę, myślimy o kimś, chcemy wywołać uśmiech. To drobne potwierdzenie więzi.
A otrzymywanie również niesie w sobie coś fajnego — to moment, kiedy pozwalamy sobie poczuć, że ktoś o nas zadbał. Nawet jeśli prezent nie trafia idealnie w nasze gusta😉, wciąż nosi w sobie ślad czyjegoś starania. Widzimy nie tylko przedmiot, ale wysiłek, czas i uważność, które za nim stoją.

Nasza reakcja na prezent też wiele pokazuje.
Szczery uśmiech, docenienie samego gestu, by druga osoba poczuła, że jej starania miały sens...,.to coś o czym nie powinniśmy zapominać.
Odłożenie upominku na szafę, w dodatku zamkniętego jest dla mnie hmmm - smutne.
Przecież to naprawdę proste, to małe, ale jak ważne potwierdzenie, że widzimy czyjąś intencję, nawet jeśli efekt nie jest perfekcyjny.

I jestem przekonana, że ci, którzy mówią, że „nie potrzebują prezentów”, również uśmiechnęliby się szeroko, znajdując rano w bucie swoją ulubioną czekoladę. Bo takie drobiazgi są przypomnieniem, że ktoś nas dostrzega — w naszej codzienności, w pośpiechu, w zwykłych dniach.

Dlatego warto pielęgnować te drobne mikołajkowe rytuały. W małych gestach mieści się zaskakująco dużo ciepła. I czasem właśnie one najbardziej zbliżają ludzi do siebie.

A do Was przyszedł dziś Mikołaj?

Pięknych Mikołajek!

"Coraz bliżej Święta... Nie lubię Świąt!"Święta od dawna były symbolem ciepła, rodzinnej atmosfery – jakby cały świat za...
30/11/2025

"Coraz bliżej Święta... Nie lubię Świąt!"

Święta od dawna były symbolem ciepła, rodzinnej atmosfery – jakby cały świat zatrzymywał się na chwilę, by westchnąć z ulgą.
Ale coraz częściej młodzi ludzie mówią: „Nie lubię Świąt”. I w tych słowach nie ma buntu dla zasady! Jest raczej cicha rezygnacja, zmęczenie, a czasem zwyczajny smutek. .. Słyszę to w swojej pracy od młodych ludzi, zwłaszcza nastolatków i za każdym razem brzmi to jak niewypowiedziane wołanie o zrozumienie.

Więc jak to wygląda....?
Święta bywają jak teatr, w którym wszyscy powinni grać tę samą rolę – z uśmiechem, energią, wdzięcznością. A jeśli ktoś czuje inaczej, jeśli w środku ma chaos, niepokój, poczucie pustki – wtedy występuje dysonans. Pojawia się myśl: „coś jest ze mną nie tak” albo "nie chce tu być".
Młodzi bardzo szybko wyczuwają, kiedy świat oczekuje udawania. I to udawanie często boli bardziej niż sama niechęć...

Kiedy człowiek dorasta, zaczyna widzieć to, co wcześniej było niewidoczne.
Świąteczny blask przygaszają nagle niewypowiedziane konflikty, napięcia przy stole, zmęczenie rodziców.
Nastolatek jest jak czujnik emocji całej rodziny. Chłonie atmosferę i reaguje na nią, nawet jeśli nikt o tym nie mówi głośno. W tych dniach cisza potrafi brzmieć głośniej niż kolędy.

Dzisiejszy świat internetowy też dokłada swoje.
Media pełne są obrazów idealnych świąt, domu z katalogu, nieskazitelnych rodzin, które uśmiechają się na komendę. Łatwo wtedy poczuć, że własna rodzina jest nie taka, że brakuje czegoś, co mieć „powinniśmy”.
Zamiast zachwytu pojawia się porównywanie i często samotność.

Do tego dochodzi zmęczenie emocjonalne, lęk, poczucie presji.
Dla nastolatka Święta często oznaczają konieczność bycia z ludźmi, odpowiadania na pytania, które wielokrotnie są po prostu "trudne", udawania lekkości. To dużo. Czasem za dużo...

Może dlatego młodzi coraz częściej mówią, że nie lubią Świąt.
Przypominające o brakach, o niewypowiedzianych słowach, o bliskości, której na co dzień nie doświadczają.

A co z Rodzicem, który widzi w swoim dziecku ten ciężar?🆘
Może pierwszym krokiem nie jest pytanie:
„Dlaczego nie lubisz Świąt?”,
lecz spokojne:
„Co dla Ciebie w tym czasie jest trudne?”.

Zamiast prób naprawiania nastroju, warto dać przestrzeń na to, jaki on jest.
Czasem nastolatek nie potrzebuje pocieszenia, lecz kogoś, kto wytrzyma z nim te emocje.

Pomaga kilka prostych gestów:
- nie wymagać radości na siłę,
- nie zmuszać do rozmów i tradycji, które z jakiegoś powodu mogą być za ciężkie;
- znaleźć małe rytuały zamiast wielkich oczekiwań – wspólna herbata, spacer, film wieczorem potrafią zastąpić wielkie scenariusze;
- zapytać, czego młody człowiek potrzebuje – czasem to jest cisza, czasem bliskość, czasem śmiech.

Bo Święta nie stają się piękne od bombek, stołu i światełek. One stają się piękne wtedy, kiedy ktoś czuje, że ma przy sobie drugiego człowieka, który widzi i rozumie jego emocje.
A może w tym właśnie tkwi ich sens?
Nie w perfekcji. Nie w tradycji dopiętej na ostatni guzik.
Ale w uważności.
W tym, że potrafimy być razem w prawdzie.
I dać sobie to, czego potrzebujemy najbardziej:
obecność bez przymusu i miłość bez warunków.

P.s. DO RODZICA‼️
I może warto, jako dorośli, zatrzymać się na chwilę i zapytać samych siebie: czy atmosfera, którą tworzymy w domu przez cały rok, naprawdę sprzyja temu, by nastolatek czekał na wspólne Święta?
Czy relacje z dziadkami, ciocią, wujkiem są ciepłe i naturalne, czy tylko odtwarzamy scenariusz „bo tak wypada”?
Bywa, że przez cały rok narzekamy na rodzinę, komentujemy, oceniamy, a przy wigilijnym stole oczekujemy harmonii, serdeczności i rodzinnej magii. Dla młodego człowieka to jak rozdwojenie – słyszy, że ciotka jest „nie do zniesienia”, a potem dostaje polecenie, by być dla niej miły, uśmiechnięty i wdzięczny. Takie komunikaty potrafią zaburzyć nie tylko świąteczny nastrój, ale przede wszystkim poczucie sensu i autentyczności.
Zanim więc zapytamy dziecko: „Czemu nie cieszysz się Świętami?”, może warto najpierw zapytać: „Co my sami robimy, żeby te Święta były oparte na bliskości, a nie na graniu roli?”.
Bo jeśli nasze oczekiwania wobec świątecznej atmosfery są sprzeczne z tym, co pokazujemy na co dzień, to nic dziwnego, że młody człowiek czuje w tym fałsz. A dzieci i nastolatki mają wyjątkowy radar na niekonsekwencję dorosłych.

Zbliżają się Andrzejki, czyli jedyna noc w roku, kiedy wylewanie wosku staje się legalnie akceptowaną metodą „diagnozy p...
24/11/2025

Zbliżają się Andrzejki, czyli jedyna noc w roku, kiedy wylewanie wosku staje się legalnie akceptowaną metodą „diagnozy przyszłości”, a klucz od drzwi zamienia się w magiczny artefakt niczym z „Harrego Pottera”.

Jak co roku pojawią się przeróżne wróżby — lanie wosku, ustawianie butów, przebijanie serduszek z imionami… i oczywiście interpretacje dziwnych cieni, w których każdy widzi to, co chce.
A do tego dochodzą klasyczne przesądy: „czarny kot — zły znak”, „nie przechodź pod drabiną”, „stłuczone lustro = 7 lat pecha”.

A co na to psychologia?
Odpowiedź brzmi: spoko, to normalne. 😄

Wierzenie w przesądy i wróżby jest w pewnym sensie częścią ludzkiej potrzeby kontroli. Nasz mózg nie lubi niepewności, więc czasem łapie się wszystkiego, co daje chociaż pozór przewidywalności.
I tu warto się zatrzymać. Niektórzy ludzie mają szczególne predyspozycje do bardziej dosłownego traktowania wróżb.

Najczęściej są to osoby:
✨ bardziej lękowe,
✨ niepewne siebie,
✨ przytłoczone odpowiedzialnością,
✨ takie, które wolą, żeby „los zdecydował za nie”, bo czują mniejszą sprawczość.

I tu jest haczyk; dla takich osób wróżby wcale nie są niewinną zabawą. Zamiast rozluźnić — mogą zwiększać lęk, dawać złudne poczucie braku wpływu na własne życie i pogłębiać bezradność.
Innymi słowy: jeśli ktoś wierzy w to „aż za bardzo”, to wróżby… zwykle nie wróżą niczego dobrego 😉
Bo wspierają myślenie: „skoro karta tak powiedziała, to po co ja mam coś robić?”.

Dlatego warto podkreślać, że:
✨ Andrzejkowe wróżby są formą zabawy,
✨ przyszłość kształtujemy my — nie wosk, nie but, nie kot,
✨ a najlepszym „antidotum” jest zdrowy dystans, poczucie humoru i świadomość własnej sprawczości.

Więc bawmy się na Andrzejkach, śmiejmy, lejmy ten wosk jak Picasso abstrakcje 🎨😄
Ale nie oddawajmy sterów życia w ręce przypadkowych symboli!

Bo choć czarny kot może przebiec drogę — to decyzje i tak należą do nas 🐈‍⬛!

17/11/2025

Gdy nastolatek zamyka się w pokoju...

Są tacy, którzy mówią, że pies to tylko zwierzę. A ja mam ochotę zapytać: które zwierzę? To, które uczy dzieci empatii s...
16/11/2025

Są tacy, którzy mówią, że pies to tylko zwierzę.
A ja mam ochotę zapytać: które zwierzę?
To, które uczy dzieci empatii szybciej niż niejedna bajka? To, które samotnym robi za najlepsze towarzystwo, osobistego ochroniarza i żywy alarm przypominający, że czas wstać z kanapy?
A starszym — daje sens dnia większy niż dziesięć krzyżówek panoramicznych? No właśnie.

Pies to chodzący (i merdający) terapeuta. Darmowy psycholog z futrem. Indywidualna jednostka szczęścia emocjonalnego wyposażona w cztery łapy i zdolność odczytywania naszych nastrojów lepiej niż testy projekcyjne. Badania psychologiczne jasno mówią: kontakt ze zwierzęciem obniża stres, reguluje emocje i wspiera poczucie bezpieczeństwa.
I co najważniejsze — pies kocha bezwarunkowo,
a to waluta, której w relacjach międzyludzkich czasem dramatycznie brakuje.

A teraz pozwólcie, że na chwilę przestanę być miła.
Bo jest jedna rzecz, która doprowadza mnie do furii większej niż widok pustej lodówki w niedzielę:
odawanie psa, bo… urósł.
Tak. U-r-o-s-ł.
Jakby to było jakieś zaskakujące zachowanie żywego organizmu.

Albo oddawanie, bo „już nie jest słodką maskotką”.
Bo „trzeba się nim zajmować”.
Bo „dzieciom się znudził”.

Przepraszam bardzo, ale to nie jest pies winny — to jest absolutny brak odpowiedzialności, wyobraźni i elementarnej empatii. I jedyne, czym mogę obdarzyć takie postawy, to sarkazmem tak gęstym, że można by nim zaszpachlować dziury w asfalcie.

Natomiast naprawdę szanuję i podziwiam ludzi, którzy uczciwie mówią: „Nie biorę psa, bo nie mogę zapewnić mu dobrych warunków”. To jest właśnie odpowiedzialność. To jest dojrzałość.
To jest postawa godna pochwały — bardziej niż impulsywne decyzje o adopcji robione „bo słodki!”.

Bo pies nie jest ozdobą, nie jest zabawką, nie jest sezonowym trendem.
Pies to istota, która oddaje człowiekowi całe swoje serce.
I naprawdę, można by się od nich tego nauczyć.

„Rodzic nastolatka: praktyczna ściąga – 10 kluczowych zasad"1. Szanuj ich prywatność i granice.Nastolatki potrzebują prz...
14/11/2025

„Rodzic nastolatka: praktyczna ściąga
– 10 kluczowych zasad"

1. Szanuj ich prywatność i granice.
Nastolatki potrzebują przestrzeni, by eksperymentować z własną tożsamością.
Unikaj nadmiernej kontroli, ale bądź świadomy ich działań i miejsca pobytu.
Ustalcie wspólnie granice i konsekwencje, zamiast narzucać je autorytarnie.

2. Słuchaj aktywnie.
Skup się na tym, co mówią, bez przerywania i oceniania.
Pokaż, że ich emocje i opinie są ważne, nawet jeśli się z nimi nie zgadzasz.
Zadawaj otwarte pytania typu: „Co o tym myślisz?” zamiast „Dlaczego to zrobiłeś?”

3. Bądź konsekwentny, ale elastyczny.
Jasne zasady i konsekwencje dają poczucie bezpieczeństwa.
Elastyczność pozwala nastolatkowi na samodzielne podejmowanie decyzji i uczenie się na błędach.

4. Buduj zaufanie, nie strach.
Lepiej działa zaufanie niż groźby czy szantaż emocjonalny.
Pamiętaj, że kłamstwa nastolatków często wynikają z obawy przed karą, nie z braku moralności.

5. Wzmacniaj ich autonomię.
Zachęcaj do podejmowania decyzji w sprawach, które ich dotyczą.
Ucz ich odpowiedzialności, pokazując naturalne konsekwencje, zamiast jedynie karać.

6. Wyrażaj miłość i akceptację bezwarunkowo
Nie uzależniaj swojej miłości od ocen, zachowania czy wyników.
Proste „kocham Cię” lub „jestem z Ciebie dumna/dumny” działa cuda, nawet jeśli nastolatek nie odpowiada entuzjazmem.

7. Bądź wzorem, nie tylko nauczycielem.
Nastolatki uczą się przez obserwację.
Twoje zachowanie, sposób radzenia sobie ze stresem, relacje z innymi – wszystko jest dla nich lekcją życia.

8. Utrzymuj kontakt, nawet gdy jest trudno
Nawet jeśli nastolatek jest zdystansowany lub buntowniczy, nie wycofuj się.
Czasem wystarczy wspólne spędzenie czasu w ciszy, by więź się utrzymała.

9. Utrzymuj kontakt codziennie.
Nawet krótka rozmowa, wspólny posiłek lub spacer wzmacniają więź.

10. Akceptuj emocje, nawet trudne.
Złość, smutek czy bunt są naturalne.
Nie bagatelizuj ich, nie karz za uczucia.

"Dwa serca..."Moglibyśmy udawać, że w dzisiejszych czasach wszystko da się uprościć.Że dziecko „poradzi sobie” bez jedne...
14/11/2025

"Dwa serca..."

Moglibyśmy udawać, że w dzisiejszych czasach wszystko da się uprościć.
Że dziecko „poradzi sobie” bez jednego rodzica, że „jakoś to będzie”, że „inni też tak żyją”.

Tylko że psychologia jest bezlitośnie szczera:
dziecko naprawdę potrzebuje i mamy i taty.
Nie opcjonalnie. Nie „w miarę możliwości”.
Po prostu — bo tak działa ludzki rozwój.

Mama — pierwsza bezpieczna przystań, pierwszy przewodnik po świecie emocji.
To matka najczęściej buduje z dzieckiem więź, która staje się fundamentem jego wewnętrznego poczucia, że świat jest miejscem, w którym można oddychać bez strachu.
Psychologia przywiązania wyraźnie pokazuje, że to relacja z mamą uczy dziecko rozpoznawać, nazywać i rozumieć emocje, a przede wszystkim — czuć się z nimi bezpiecznie.

Mama 🤱🏻daje:
* czułość, która reguluje napięcie emocjonalne i uczy wrażliwości,
* komunikację, która rozwija język, myślenie i samoświadomość,
* empatię,
* poczucie wartości, które zostaje w dziecku na lata.
To ona tworzy pierwsze doświadczenie bliskości, w którym dziecko uczy się: "Moje uczucia mają znaczenie. Ja mam znaczenie.”

Tata 🧔🏻‍♀️ ten, który uczy, jak iść dalej, gdy świat stawia opór.
O ojcu często mówi się za cicho, choć badania są wyjątkowo jasne: jego rola jest absolutnie fundamentalna!!!
Tata daje:
* odwagę do prób, błędów i ponownych prób,
* strukturę, granice i zasady, które budują odpowiedzialność,
* inny styl rozwiązywania problemów — bardziej zadaniowy i praktyczny,
* stabilną, męską obecność, która wzmacnia poczucie bezpieczeństwa,
* wzorzec relacji i postaw, który dziecko zabiera ze sobą w dorosłość.
To często tata pokazuje: "Porażka nie jest końcem. Wstań, spróbuj jeszcze raz.”

I właśnie ten balans — emocjonalnej bliskości mamy i strukturalnej siły taty — tworzy pełnię, której dziecko potrzebuje, by rosnąć zdrowo, pewnie i stabilnie‼️

A teraz: rzeczywistość, której nie wolno zamiatać pod dywan!
Rozwody się zdarzają. Kłótnie, rozstania, nowe układy rodzinne — to część naszego świata...
Ale jest jedna granica, której dorosłym nie wolno przekroczyć: dziecko nie może tracić rodzica tylko dlatego, że rodzice przestali być razem!

Jeśli mama i tata żyją i chcą się angażować — to powinni...
Nie „mogliby”.
Nie „jeśli będzie wygodnie”.
Powinni!
Bo rozwój dziecka potrzebuje ich obojga‼️

Oczywiście, są sytuacje dramatyczne, których nie da się „naprawić”, jak śmierć jednego z rodziców...
Wtedy dziecko potrzebuje opieki, wsparcia i bliskości od tego rodzica, który pozostał — oraz od innych bliskich osób. To zupełnie inna historia, pełna bólu i zupełnie innych emocjonalnych zadań.
Są też rodzice, którzy po rozwodzie nie chcą angażować się w życie dziecka– i to jest jeszcze inny temat. Tam problem nie polega na tym, że ktoś ogranicza kontakty, tylko że rodzic sam rezygnuje z odpowiedzialności. To nie jest kwestia Sądu, trendów czy matki „blokującej” tatę lub na odwrót (bo czasem bywa też tak, chodź rzadziej) – to decyzja tego rodzica.

Ale jeśli oboje rodzice są i mogą być obecni w życiu dziecka — dziecko potrzebuje mamy i taty.
Bez dzielenia, bez rywalizacji, bez zabierania‼️

Dziecko nie jest połową rodziny.
Nie jest trofeum.
Nie jest argumentem w sporze.
To człowiek, który ma prawo do dwóch serc, dwóch spojrzeń, dwóch stylów miłości.

Bo tylko wtedy jego dzieciństwo jest naprawdę pełne!

Obserwuję jednak niepokojący trend.
Po rozwodach bardzo często kontakty dzieci z ojcami są ograniczane, nawet jeśli wcześniej wszystko było w porządku. Mówię o tych, którzy bawili się z dzieckiem, zostawali sami w domu, angażowali się w wychowanie – i nagle, po rozwodzie, są traktowani jak „goście raz w tygodniu”.

I tu pojawia się pytanie: skoro przed rozwodem nic złego się nie działo, dlaczego nagle dziecko ma nie widzieć taty? Bo „Sąd tak postanowił”? Naprawdę? Rozwód kończy małżeństwo, nie rodzicielstwo‼️

Tak, oczywiście pomijam patologie, przemoc, alkohol. Ale jeśli tata przed rozwodem był zaangażowany i kochający – nie ma żadnego powodu, żeby jego obecność nagle stała się luksusem.
Sąd może ustalać ramy, ale rozsądni rodzice potrafią się dogadać tak, by dziecko było szczęśliwe!
I uwierzcie mi, że to działa - naprawdę wiem, o czym piszę...

Bo prawda jest prosta: dziecko nie potrzebuje „zgody Sądu” na kochanie taty!

Adres

Poniatowskiego 26/8
Bydgoszcz

Godziny Otwarcia

10:00 - 16:00

Telefon

+48699829219

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Psycholog Pejka umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Udostępnij

Share on Facebook Share on Twitter Share on LinkedIn
Share on Pinterest Share on Reddit Share via Email
Share on WhatsApp Share on Instagram Share on Telegram

Kategoria