15/02/2026
A jeśli ciąża nie jest najpiękniejszym czasem życia?
Co jeśli moje ciało wcale nie rozkwita?
Cukierkowa ciąża vs. moje ciało.
Romantyzujemy ciążę.Nazywamy ją „stanem błogosławionym”. Mówimy: „ciąża to nie choroba”.
A ja czasem czuję, jakby moje ciało było w stanie zagrożenia.
Pierwszy trymestr był dla mnie koszmarem.
Wymioty. Mdłości. Skrajne zmęczenie.
Potem krwawienie i kilka dni w szpitalu z podejrzeniem utraty ciąży.
Unieruchomienie. Zależność od innych.
Kiedy jedno się uspokajało, pojawiało się kolejne:
ból miednicy, trudność w chodzeniu, dni lepsze i gorsze. I o tym rzadko się mówi.
Rzadko mówi się też o tym, jak bardzo ból fizyczny wpływa na psychikę. Jak zmienia się relacja z własnym ciałem, gdy „odmawia posłuszeństwa”.
Korzystam z pomocy psychiatry i psychoterapeutki. Zdecydowałam się na to jeszcze przed ciążą i dziś wiem, że bez tego byłoby mi dużo trudniej. Nie wstydzę się mówić, że potrzebuję wsparcia.
Żałuję tylko, że opieka psychiczna i fizjoterapia uroginekologiczna nie są standardem w ciąży. Tak wiele dzieje się z kobietą – i z jej partnerem, który często patrzy bezradnie na jej ból.
Jest też presja wdzięczności. „Bądź wdzięczna, nie każda może być w ciąży.”
Rozumiem to zdanie. A jednocześnie wdzięczność i trud mogą istnieć równolegle.
Ciąża nie była moim życiowym celem. Podjęłam świadomą decyzję, kiedy usłyszałam bicie serca. Ale to nie zmienia faktu, że jest to dla mnie doświadczenie trudne.
Ciąża jest trudna – dla mnie. I to zdanie nie odbiera nikomu jego pięknego doświadczenia.
Nie chcę straszyć.
Nie chcę lukrować.
Chcę mówić prawdę z uważnością.
Bo czasem największym kosztem cukierkowej narracji jest samotność kobiety, która nie mieści się w obrazie „rozkwitającej przyszłej mamy”.
Jeśli to czytasz i też tak masz — nie jesteś sama 🤍