18/02/2026
Kolejny rok i kolejne licytacje "kto da więcej". A mówię tym razem o tym co dzieje się wokół balów ósmoklasisty i zastanawiam się po co to wszystko. Mam wrażenie, że to bardziej dla rodziców, a nie dzieci. Jaki jest tego wszystkiego cel? Co my właściwie chcemy tym wydarzeniem powiedzieć naszym dzieciom? (Bo chyba nikt się nie łudzi, że to TYLKO zabawa).
Słucham, obserwuję i dzieciaki i rodziców w gabinecie i nie tylko i mam wrażenie, że coraz częściej to już nie jest szkolne zakończenie etapu, tylko jakieś małe wesele.
Suknie jak na studniówkę (dziewczynki tego dnia wyglądają jak baaaaaardzo dorosłe kobiety).
Garnitury szyte na miarę.
Makijażystki, fryzjerzy, limuzyny, ścianki do zdjęć, atrakcje z górnych półek.
Presja, porównania, budżety idące w tysiące złotych.
A przypomnę tylko, że to są czternastolatki.
Dzieci. (A mózg w pełni kształtuje się w wieku 25/29lat!).
Zastanawiam się, czego my ich uczymy.
Tego, że każda okazja musi być wystawna?
Że ważne wydarzenie = drogie wydarzenie?
Że trzeba wyglądać „jak milion dolarów”, żeby zasłużyć na uwagę?
Że bez profesjonalnej oprawy coś nie ma wartości?
Czy uczymy je radości z relacji, czy raczej rywalizacji o to, kto zrobi większe wrażenie?
Bal ósmoklasisty miał być symbolicznym domknięciem etapu. Pożegnaniem podstawówki. Wspólnym tańcem, śmiechem, zdjęciem z klasą.
A coraz częściej staje się projektem logistyczno-wizerunkowym.
Czy o to chodzi? Ej! Rodzice!
Przecież chcemy uczyć dzieci pewności siebie, sprawczości, zdrowego podejścia do pieniędzy i do siebie, to czy nie powinniśmy pokazać, że wartość wydarzenia nie zależy od jego ceny?
Może zamiast kolejnej atrakcji warto zadać sobie pytanie: co moje dziecko ma zapamiętać z tego wieczoru?
Czy wspólny śmiech z przyjaciółmi?
Czy stres przed wejściem na salę?
Czy poczucie, że „muszę wyglądać perfekcyjnie”?
Nie chodzi o to, żeby zabrać dzieciom radość.
Chodzi o proporcje. A nie instagramową chwilę, która może nas i przede wszystkim nasze dzieciaki kosztować dużo więcej niż banknoty.
Po co robić z naszych- jeszcze dzieci- dorosłych na siłę? Jeszcze zdążą doświadczać wielkiego swiata. Dajmy im pobyć dziećmi.
Po co fundować im tymi przepychankami (kto da więcej)- dylematy, z którymi zostają.
Kto będzie miał lepszą sukienkę.
Kto będzie wyglądał dojrzalej.
Kto ma droższy garnitur.
Kto dostanie więcej komplementów.
Kto wypadnie „najlepiej”.
To już nie jest tylko zabawa tylko SCENA SPOŁECZNA.
A czternastolatek jest w wieku, w którym mózg dosłownie żyje porównaniami.
Układ nagrody reaguje na status, akceptację, bycie zauważonym.
To naturalne. Rozwojowe. Ale.... I tu duże ALE ------> my dokładamy do tego reflektory.
Robimy z tego wydarzenie, które ma nieadekwatną oprawę.
To jeszcze dzieci!