04/06/2024
ADIDAS STOCKHOLM MARATHON
Maraton w Sztokholmie ukończony pomyślnie. Co prawda nie udało mi się zrobić rekordu życiowego, niestety warunki pogodowe dały o sobie znać. Było tak gorąco, że samo ukończenie maratonu w Stolicy Szwecji było cudem, a co dopiero zrobić życiówkę.
Niemniej jednak Maraton Sztokholm był moim pierwszym za granicą poza Polską, a trzecim w życiu. W każdym razie ciesze się bezwarunkowo, że mogłem w nim uczestniczyć i z wielką ochotą do Sztokholmu jeszcze się wybiorę w niedalekiej przyszłości.
Start w biegu o godzinie 12:00 z jednej strony byłby do przyjęcia: było dużo czasu na dojazd na Stadion Olimpijski, załatwienie najważniejszych spraw, przygotowanie się i rozgrzewkę. Natomiast z drugiej strony, tak jak mówiłem, warunki pogodowe nie ułatwiały sprawy. Żar lał się z nieba, a nadmierny wysiłek na Maratonie był najmocniej odczuwalny. Co innego, gdyby start by o godzinie 9:00 rano, albo ewentualnie wieczorem od godziny 20:00. Ale to jest tylko i wyłącznie moje zdanie.
Co do mojego startu, po dotarciu na miejsce i załatwieniu niezbędnych spraw, postąpiłem tak samo jak w poprzednim maratonie. Stan cukrzycowy 3krotnie na glukometrze wskazywał około 350mg/dl. Najpierw jedna jednostka insuliny po pierwszym mierzeniu. Po kolejnym około pół godziny później wynik się utrzymywał. Ostateczne 353mg/dl i zdecydowałem się na jeszcze jedną jednostke insuliny dodatkowo, później już to zostawiłem i nie kombinowałem już więcej żeby sobie nie zaszkodzić jeszcze bardziej.
Zrobiłem rozgrzewkę najlepiej jak tylko mogłem, w międzyczasie dodatkowo nawadniałem się i schładzałem wodą z kranu, tzw "Kranówa" w Szwecji jest zdrowa i można było pić cały czas, prawdopodobnie dzięki specjalnej technologii filtrowania. Nawet w restauracjach woda jest podawana z kranu. Kto nie był przynajmniej raz w Szwecji, uwierzy lub nie, ale woda w restauracjach jest tam za darmo.
Zgodnie z planem wszedłem do swojej strefy startowej, a nawet udało sie podejść troche bliżej. O 12:00 Start. Celem było przebiegnięcie Maratonu w czasie poniżej 3:15. Postawiłem wszystko na tą jedną kartę. Przez 25km wg zegarka Garmina udawało mi się utrzymywać tempo po około 4:30-4:35, czasami jak siły pozwalały to było nawet do 4:20, ale starałem sie nie przeginać. Do 30stego kilometra dobrze mi się biegło. Co prawie 3km była woda, a co 5ty kilometr woda i izotonik. Na zmianę piłem wodę i izo. A co któryś kilometr były banany. Raz na połowie trasy były nawet małosłone ogórki, ale ich nie ruszyłem, a raz bulionik, a na 35km czy wcześniej była nawet mała kawa ;) Tak poza tym miałem ze sobą swoje żele energetyczne SIS. Od 30 kilometra zaczynały się schody. Upał i wysoka temperatura prawie 30 stopni dawały mocno o sobie znać. Byłem tak wykończony że od 35km musiałem zwolnić i przejść do truchtu, nie było wyjścia. Wtedy do mnie dotarło, że nie złamię 3:15 ani nie urwę nic z poprzedniej życiówki, więc te ostatnie 7km przebiegnę tylko na samo skończenie. Pierwsze co myślałem czy nie zejść z trasy, ale nieee, za daleko pobiegłem by się teraz wycofać, bez sensu byłoby przerywać. Byłem na tyle zdeterminoway skończyć ten Maraton do samego końca. Od około 40km mogłem ponownie przyspieszyć. Ostatni kilometr ile fabryka dała. Finish na Stadionie Olimpijskim był najbardziej upragnionym widokiem. Na mecie aż padłem na kolana, to był koniec biegu.
Ostatecznie Maraton Sztokholm ukończyłem bez życiówki. Wynik 03:26:09 przyjmuję na klate wraz z motywacją do dalszego działania. Niewiele gorszy czas od poprzedniego, tylko 19 sekund ;)
Szczegóły z pomiaru:
Split Time Diff min/km km/h
5K 00:22:41 22:41 04:33 13.23
10K 00:45:06 22:25 04:29 13.39
15K 01:07:57 22:51 04:35 13.13
20K 01:31:02 23:05 04:37 13.00
Half 01:36:00 04:58 04:32 13.25
25K 01:54:26 18:26 04:44 12.70
30K 02:19:08 24:42 04:57 12.15
35K 02:44:37 25:29 05:06 11.77
40K 03:14:44 30:07 06:02 9.96
Finish 03:26:09 11:25 05:13 11.53
Zmierzyłem cukier ponownie po skończonym biegu: 64mg/dl. Od razu uzupełniłem płyny, elektrolity, banany i mogłem dojść częściowo do siebie.
Tak jak pisałem wcześniej, to był mój pierwszy Maraton zagraniczny. Według trenera jestem gotów na 3:15, tylko następnym razem trzeba dobrze trafić z trasą. W każdym razie cieszę się bardzo że mogłem uczestniczyć w jednym z prestiżowych Maratonów w europie i poza Polską i być może jeszcze tam wrócę.
Dziękuję Trenerowi Marek Dłubała za przygotowanie mnie do ponownego startu na Maratonie. Jeszcze to nie jest moje ostatnie słowo, a póki dobrze idzie, nie ma co psuć. Niedługo ostatni start w sezonie wiosennym we Wrocławiu, czyli 10 Nocny Wrocław Półmaraton i zasłużony odpoczynek ;)
Ponadto dziękuje swojej kuzynce i jej wesołej rodzince za doping na 30stym kilometrze, możliwość przenocowania itd. ;)
Marcel Borkowski Fizjo strefa-sport za profesjonalną fizjoterapie ;)
Oraz pozostałym obserwatorom ;)
Stockholm Marathon