16/07/2025
„Musi mnie Pan ponastawiać, dzień dobry.”
Tak zaczęła się wizyta jednej z moich pacjentek, już jakiś dobry czas temu. I na wstępie zaznaczę, że nie jestem absolutnym przeciwnikiem manipulacji na kręgosłupie (rzadko, ale czasami sam je wykonuję). Jednak ta historia daje bardzo dużo do myślenia. A wizyta wyglądała mniej więcej tak:
Zadzwoniła pewna pani, prosząc o wizytę, powiedziała tylko, że ma problem kręgosłupowy. Zapisałem, przyjechała następnego dnia rano. Podchodzę jak zwykle i witam przy furtce:
- Dzień dobry.
- Musi mnie Pan ponastawiać, dzień dobry.
- Zapraszam do środka, muszę na początek założyć kartę. Proszę sobie usiąść, poproszę Pani imię, nazwisko i PESEL
- O Boże! Ja tylko chcę żeby Pan mnie ponastawiał, bo mnie boli strasznie…
- Wie Pani, obowiązuje mnie prowadzenie dokumentacji medycznej, jest Pani na pierwszej wizycie, muszę zapytać Panią o dolegliwości i przeciwwskazania, więc muszę założyć kartę.
- No dobrze, ale ja nie mam za dużo czasu.
(Pani niechętnie odpowiada na kolejne pytania – od kiedy boli, gdzie boli, jak zachowuje się ból w różnych pozycjach, czy gdzieś promieniuje itp. Ale dowiaduję się coraz ciekawszych rzeczy: na przykład, że 3 miesiące temu straciła całkowicie siłę w ręce po jednej z wizyt u fizjoterapeutki i dopiero po miesiącu ją odzyskała (w tej historii coś się nie zgadza, ale tak opowiedziała ją pacjentka). Zgłasza, że drętwienie w rękach czuje właściwie cały czas. Prawa noga zdrętwiała praktycznie cały czas. Pani zgłosiła też powtarzające się często zawroty głowy, nudności, pojawiający się czasami szum w uszach i podwójne widzenie. Atmosfera robi się jeszcze gorętsza gdy pytam o choroby współistniejące)
- Czy na coś jeszcze Pani choruje?
- No wie Pan! To moja sprawa!
- Cóż, ale niektóre choroby mogą stanowić przeciwwskazanie do wykonania manipulacji, stąd muszę wiedzieć czy ich Pani nie ma.
- Jestem zdrowa, na nic więcej nie choruję.
(Pani w wieku okołomenopauzalnym, trochę mało prawdopodobne, ale dobra, pytam dalej)
- Czy jakieś leki Pani przyjmuje?
- No na osteoporozę, bo coś mi tam wyszło jakaś ostopełnia.
- Czyli ma Pani osteopenię, to istotna informacja w kontekście manipulacji.
- Żaden inny fizjoterapeuta mnie nigdy nie pytał o takie rzeczy! A chodzę regularnie, żeby się ponastawiać.
- Jak często Pani chodzi na te manipulacje?
- No co tydzień we wtorek. Bez tego to ja proszę Pana nie funkcjonuję. A jak mnie ktoś dobrze ponastawia, to nawet parę dni potrafię być bez bólu.
- To dlaczego postanowiła Pani przyjść do mnie? Skoro ktoś Panią regularnie nastawia, to dlaczego nie pójdzie Pani do tego fizjoterapeuty?
- Bo moja fizjoterapeutka akurat jest na urlopie, a ja muszę być dzisiaj ponastawiana!
- Czy Pani fizjoterapeutka nastawia Panią co tydzień?
- Tak, przecież mówię, ja bez tego już normalnie nie funkcjonuję.
- Ma Pani ze sobą RTG albo rezonans ?
- A tak, akurat wzięłam, najnowszy mam sprzed roku, bo wie Pan, ja to chodzę na te nastawiania tak już od 10 lat.
- To poproszę, chciałbym zobaczyć.
(A w rezonansie : W odcinku szyjnym między innymi: dyskopatia praktycznie na każdym poziomie, ekstruzje dysków na poziomach: C4/C5, C5/C6, ucisk rdzenia kręgowego na dwóch poziomach.
W odcinku lędźwiowym między innymi: cechy uszkodzenia krążka międzykręgowego praktycznie na każdym poziomie, kręgozmyk przedni L4/L5, kręgozmyk tylny L2/L3, ekstruzja dysku L4/L5 z dużym modelowaniem korzeni nerwowych po prawej stronie
Po obejrzeniu MRI zaczynam badanie i w sumie nawet mnie nie zdziwiło, że Pani ma osłabioną siłę w rękach, a prawa stopa jest opadająca.
Tłumaczę Pani szczegółowo jak widzę leczenie, co proponuję, jak długo ono potrwa i jakie widzę rokowanie. Tłumaczę, że jeśli stopa od dłuższego czasu jest opadająca, to możliwości jej powrotu do pełnej funkcji mogą być ograniczone. Pani w końcu zniecierpliwiona pyta:
- To będzie mnie Pan w końcu nastawiał, czy nie?
- Proszę Pani, według mojej oceny, ma Pani przeciwwskazania do wykonania manipulacji i ja ze względu na Pani bezpieczeństwo ich nie wykonam.
- Ale żaden inny fizjoterapeuta nigdy mi nie mówił, że mam przeciwwskazania do nastawiania.
- Ja mogę odpowiadać tylko za siebie – uważam, że manipulacje Pani nie pomogą, skoro ma je Pani wykonywane od dłuższego czasu co tydzień i ciągle wraca Pani z dolegliwościami, które tylko się pogarszają, to nie ma sensu tego kontynuować. Ja proponuję Pani inną formę leczenia.
( Resztę wizyty zostawię dla siebie, ale Pani wyszła ode mnie bardzo niezadowolona, że jej nie ponastawiałem, wręcz chciała nie zapłacić za wizytę. Więcej oczywiście nie wróciła i pewnie już nigdy nie wróci.)
Zdaję sobie sprawę, że manipulacje to temat rzeka, bardzo złożony i kontrowersyjny, ale chcę tu poruszyć kilka kwestii.
1. Po pierwsze bezpieczeństwo. Wiele osób, które wykonuje manipulacje bardzo często, odpowie na ten zarzut, że kiedy stosuje się je zgodnie ze wskazaniami i w przypadku braku przeciwwskazań to są w pełni bezpieczne. I jestem w stanie ten argument przyjąć. Problem pojawia się gdzie indzie. Dlaczego w takim razie niektóre osoby, które wykonują manipulacje, robią to mimo braku wskazań i z obecnymi przeciwwskazaniami? Czy czują się tak pewnie w swoich działaniach, że nie widzą, że mogą zrobić krzywdę? Czy nie znają przeciwwskazań do wykonania manipulacji? Czy problem leży w ich kształceniu, czy w późniejszym „zapomnieniu” o bezpieczeństwie? Czy nigdy „skrzywdzony” pacjent nie wrócił do nich z pretensjami? Ja sam w swojej praktyce minimum 5 razy spotkałem się z sytuacją, że stan pacjenta drastycznie pogorszył się po wykonanych przez kogoś manipulacjach, a 4 razy skończyło się to szybkim zabiegiem operacyjnym. Kiedy zgłosiłem ten fakt pacjentowi, usłyszałem tylko: Panie, jak ja to udowodnię? A po sądach też nie mam zdrowia się tłuc. (Co jako były biegły sądowy niestety rozumiem – ale czy beznadzieja i bezradność naszego systemu sądowego jest wytłumaczeniem do ryzykowania na zdrowiu ludzi?)
Z jakiego zatem powodu, ktoś wykonuje manipulacje, mimo przeciwwskazań?
2. „To nieprawda, że od manipulacji można się „uzależnić”.” Takie stwierdzenie usłyszałem od jednego z prowadzących kurs, w którym uczestniczyłem. Jeżeli to nieprawda, to czym jak nie uzależnieniem jest wykonywaniem sobie manipulacji co tydzień, od lat. Niczym tłumaczenie alkoholika, który powie: „Od 10 lat piję codziennie i nie wpadłem w alkoholizm”
3. Jak będzie wyglądało postrzeganie naszego zawodu przez pacjentów w sytuacji, gdy z jednej strony oczekują od nas „postrzelania z kręgosłupa”, a z drugiej strony rzetelnego opartego na nauce leczenia? Jeśli przyzwyczaimy pacjentów do tego, że fizjoterapeuta to taki kręgarz, tylko że legalny i z wykształceniem, to nie dziwmy się potem, że większe zaufanie mają do lekarzy, którzy co prawda nie pomogli, ale też nie zaszkodzili – poza tym, lekarz to lekarz, a nie jakiś chłop co strzela z kręgosłupa. To my – fizjoterapeuci będziemy odpowiedzialni za postrzeganie naszego zawodu przez pryzmat „strzelaczy”.
4. Kto ostatecznie decyduje o formie leczenia? Pacjent? Wyobrażacie sobie, że ktoś wchodzi na pierwszą wizytę do lekarza i woła: „Musi mi pan przepisać Doretę i Dicloduo, dzień dobry”? Lekarz by kogoś takiego wyprosił za drzwi. A Pani z historii powyżej zrobiła dokładnie tak samo. „Musi mnie Pan ponastawiać, dzień dobry”. Owszem, lepiej by pacjent był aktywnym uczestnikiem, decydującym świadomie o formie leczenia zaproponowanego przez terapeutę. Ale nie może wymuszać na lekarzu czy fizjoterapeucie zastosowania konkretnych technik. W końcu jeśli coś się pacjentowi stanie, to my poniesiemy za to odpowiedzialność.
5. No i ostatnia kwestia. Czy, żeby zabić komara na ścianie sypialni strzelamy do niego z karabinu maszynowego? Wystarczy pacnąć go gazetą albo kapciem. Zapewniam wszystkich: zrzucenie bomby (nawet nie atomowej) na dom, bardzo szybko i skutecznie zabije komara w sypialni, więc po co się męczyć z gazetą albo kapciem, ganiać go, jeszcze ucieknie. Co prawda dom i dobytek życia też zostaną zniszczone, ale ważne, żeby ubić komara... No chyba nie tędy droga… Skoro na komara nie zrzucamy bomby, żeby ochronić swój dom, może warto się zastanowić, czy nie chronić też swojego zdrowia? Po co robić komuś niebezpieczne manipulacje na kręgosłupie (strzelać z karabinu maszynowego), kiedy można całkowicie wyleczyć pacjenta zadając mu proste ćwiczenie (lekki problem dyskowy „pacnąć gazetą”)? Jak gazeta nie zadziała można powoli progresować siłę terapeutyczną, ale nie sięgać od razu po ciężki kaliber.