23/06/2025
9-latek reanimował swojego tatę. Zadzwonił na 112 mimo zablokowanego telefonu. Jest apel ratowników
21 czerwca o godzinie 6:30 na numer 112 zadzwonił 9-letni Julek, mieszkaniec Krępic pod Wrocławiem. Chłopiec powiedział, że tata potrzebuje natychmiastowej pomocy, ponieważ doszło do nagłego zatrzymania krążenia. Dziecko nie potrafiło jednak dokładnie wskazać swojej lokalizacji - nie było żadnych punktów orientacyjnych, a na dodatek do zdarzenia doszło w trakcie jazdy. On sam znajdował się z tatą w samochodzie marki BMW. Podejrzewano, że mogą być w okolicach stawów Pogalewa Małego i Wielkiego, co stanowi ogromny teren do przeszukania. Do akcji włączono helikopter LPR. Wkrótce pojawiła się bardziej precyzyjna informacja - najpierw znaleziono ślady opon, które doprowadziły do wioski Owieczki, znajdującej się w środku lasu, niedaleko Miękini. Chłopiec, słysząc helikopter, wyszedł z auta i zaczął machać do ratowników.
Na miejscu pierwsi byli ratownicy LPR, którzy prowadzili reanimację mężczyzny, a zaraz potem dojechali strażacy. Przerażony 9-latek siedział w samochodzie. Strażacy z OSP Brzeg Dolny zabrali go więc na spacer, żeby odwrócić jego uwagę. To właśnie wtedy chłopiec opowiedział, że sam reanimował ojca, korzystając z wiedzy zdobytej na lekcjach w szkole i w harcerstwie. 9-latek reanimował tatę i dzwonił na 112 mimo tego, że telefon taty był zablokowany. - To dziecko, które w jednej chwili musiało być dorosłe. I udźwignęło to. Nie każdy by potrafił - powiedzieli "Faktowi" strażacy z Brzegu Dolnego.
Niestety, taty Julka nie udało się uratować. Strażacy piszą, że doszło do tego na skutek nieszczęśliwego wypadku. Ratownicy apelują jednak do rodziców, by uczyli dzieci tego, jak wzywać pomoc. "To może uratować życie - wasze lub kogoś innego. Julek był niesamowicie dobrze przygotowany do tej dramatycznej sytuacji. Ale nie każde dziecko będzie wiedziało, jak się zachować".
fot. Władysław Czulak/Agencja Wyborcza