10/02/2026
Bywa, że po praktyce trwa długa rozmowa, która jest bardzo głęboką wymianą i zasila obie strony. Dziś po porannej jodze miałyśmy z Ester jedną z najgłębszych konwersacji. Padło zdanie: "Nie rozumiem jak można całe życie zanurzać w jeziorze tylko najmniejszy palec stopy". Joga jest dla mnie bezkresnym oceanem wiedzy o życiu i świadomości. Zanurzenie się w jej głębi bywa wymagające i potrafi przerazić. Jednak idąc dalej w bezkres samopoznania coraz lepiej rozumiemy i czujemy siebie. To pogłębia naszą umiejętność słuchania innych, bo sami już lepiej słyszymy swój wewnętrzny głos. Na początku większość rzeczy bywa płytka. Potrzebujemy czasu i przygotowania technicznego by nabrać odwagi, wskoczyć na główkę by płynąć z nurtem pod powierzchnią wody. Trenujemy ciało, oddech i umysł, aby pewnego dnia odłożyć to co zbędne i popłynąć jeszcze głębiej. Tam panuje cisza, koncentracja i obecność. Dlatego mamy najlepszy dostęp do intuicji i wewnętrznej wiedzy zapisanej w ciele. Źródłem mocy nie jest już cokolwiek z zewnątrz. Za to wewnętrzne światło świeci bardzo jasno i oświetla nam drogę. Poczucie wolności jest unikatowe.
Strach nie znika. My uczymy się żyć przeżywając go, a mimo jego obecności tworzyć, działać i czuć. Potrzeba nam ogromnej dyscypliny duchowej, aby budować w sobie odwagę do stawania twarzą w twarz z tym co jest prawdą. Strefa komfortu to miejsce na odpoczynek, nie na całe życie. Bez stresu/nacisku nie ma transformacji. Wszędzie szukamy możliwie największej równowagi. Po każdym "nurkowaniu głębinowym", trzeba wypłynąć na powierzchnię, odetchnąć i odpocząć. Ciało i umysł nie mogą żyć pod stałą presją. Jednocześnie ciągle dryfowanie na powierzchni to ogromna strata i niedocenienie majestatycznego piękna głębi oceanu. Doświadczając czym on jest - świątynia balansu - otrzymujemy dostęp do mieszanki gniewu, który stawia i chroni naszych granic oraz wewnętrznego spokoju, jakiego potrzebujemy w trakcie każdego sztormu.