30/03/2026
"Przeprowadzona kilka lat temu analiza danych wyborczych z lat 1870–2014 wykazała, że po kryzysach gospodarczych scena polityczna zawsze nieco się radykalizuje. Nie ma w tym nic zaskakującego, że wyborcy chcą zmian, gdy jest im źle. Co jednak ciekawe, okazało się, że kryzysy finansowe, czyli te związane na przykład z upadkiem banków, inflacją albo niewypłacalnością państwa, mają zupełnie inne skutki niż kryzysy, po których wprawdzie koniunktura jest zła i bezrobocie rośnie, ale pieniądz pozostaje nietknięty.
Różnica polega na tym, że po kryzysach finansowych w siłę rosną ugrupowania skrajnie prawicowe. Dlaczego tak się dzieje? Być może kryzys finansowy – jak żaden inny – uderza w zaufanie społeczne. Kiedy rząd upada po najgorszym nawet skandalu korupcyjnym, tracimy zaufanie do konkretnych ludzi, może nawet do całej partii politycznej. Jeśli wcześniej mieliśmy złudzenia, możemy stać się bardziej cyniczni, ale nasza wiara w życie publiczne jako takie prawdopodobnie przetrwa. Inaczej sprawy się mają, kiedy wali się pieniądz. Gdy bankrutują banki lub inflacja zjada oszczędności całego naszego życia, tracimy nie tylko konkretne pieniądze, lecz także zaufanie, że symbole, które służyły nam do życia wśród innych ludzi, mają sens. To tak, jakby z niewiadomych przyczyn używane przez nas na co dzień słowa nagle straciły znaczenie. Nic dziwnego, że ludzie czują się wtedy zagubieni i poszukują kogoś, kto obieca im wprowadzenie bezpiecznego porządku opartego na symbolach rzekomo ponadczasowych, takich jak naród czy rasa.
Jak już wiemy, w średniowiecznej Anglii podobną rolę odgrywały leszczynowe patyki. Rewasze ostatecznie wyszły z użycia dopiero w XIX wieku, a ich stosy przez lata zagracały budynek parlamentu. W końcu, by poradzić sobie z kłopotem, zaczęto palić zbędną leszczyną w piecach Pałacu Westminsterskiego. Pewnego jesiennego dnia 1834 roku pełen rewaszy i rozgrzany do czerwoności piec pozostawiono bez dozoru. Kiedy o godzinie wpół do siódmej wieczorem niebo nad Londynem rozświetliła wielka łuna ognia, pod parlament ściągnęły setki tysięcy gapiów. Zwołano wielką akcję ratunkową, która jednak na niewiele się zdała. W jednym z największych pożarów w historii Londynu ogień pochłonął większą część Westminsteru. W tamtym pożarze – choć z okazji skorzystała legendarna liczba kieszonkowców, którzy okradli zapatrzony w ogień tłum – nie ucierpiał żaden człowiek. Inaczej było w roku 2008 – gdy światowy system finansowy zajął się ogniem, wydarzyło się coś znacznie ważniejszego. Dla obserwujących pożogę Londyńczyków wyryte w płonącej leszczynie symbole były już całkowicie pozbawione znaczenia. Tym razem na oczach całego świata płonęły symbole wciąż żywe. Takie, które setkom milionów ludzi organizowały nie tylko plany na przyszłość, lecz także codzienne życie. Ich naruszenie musiało pozostawić w społeczeństwach głęboki ślad.
Co gorsza, pożar, który wybuchł w 2008 roku, trwa do dzisiaj. Kryzys ujawnił, że nie tylko światowy system finansowy jest łatwopalny, lecz także akcja przeciwpożarowa polega na zalewaniu świeżymi pieniędzmi najbogatszych i odbieraniu usług publicznych i zabezpieczeń socjalnych całej reszcie.
Jednym z mitów założycielskich demokracji liberalnej była opowieść o pieniądzu apolitycznym, neutralnym i naturalnym. Można zrozumieć, że pełniła ważną i – dla niemałej liczby ludzi – pożyteczną funkcję. Jednak dziś uporczywe trwanie przy tym micie powoduje, że nie możemy rozpoznać systemowych przyczyn naszych problemów i frustracji i zamiast naprawiać to, co jest zepsute, zachowujemy się jak szefostwo Goldman Sachs po kryzysie – szukamy kozłów ofiarnych, na których można wyładować złość. Jednak naszych problemów nie rozwiąże zwracanie się przeciwko słabszym, migrantom ani rozmaitym mniejszościom. W żargonie terapeutycznym mówi się czasem o „wczesnych mechanizmach obronnych”, czyli zniekształcających rzeczywistość mechanizmach wykształconych w młodości po to, by jakoś przetrwać trudny czas dzieciństwa. Problem pojawia się oczywiście wtedy, gdy tych samych mechanizmów używa się w życiu dorosłym do rozwiązywania dorosłych problemów. Być może na historię pieniądza możemy spojrzeć przez podobny pryzmat. Mit o pieniądzu apolitycznym był potrzebny, gdy demokracja liberalna dopiero się rodziła i musiała walczyć o życie z wrogami rodem ze średniowiecza. Dziś jednak zdaje się, że aby demokracja mogła obronić się przed wrogami rodem z wieku XXI, musi dorosnąć. Czas więc po prostu na konfrontację z rzeczywistością."
Jędrzej Malko, Porachunki, wyd. Karakter
fot Victor