15/03/2026
Wyobraźmy sobie przez chwilę bardzo prostą sytuację. Człowiek przychodzi do psychologa po pomoc, bo zdradził partnerkę, bo skrzywdził kogoś w relacji, bo zrobił coś, z czego sam nie jest dumny i z czym nie potrafi sobie poradzić. I wyobraźmy sobie, że psycholog patrzy na niego i mówi: „wyjdź, nie możesz tu być, nie jesteś mile widziany, nie masz prawa siedzieć ze mną w moim gabinecie”.
Właśnie w tym miejscu widać najlepiej, gdzie zaczyna się problem tej narracji, ponieważ psychologia nie polega na wyrzucaniu ludzi za drzwi w momencie, kiedy przychodzą ze swoją winą, słabością czy błędem.
Psychologia/terapia istnieje właśnie dlatego, że ludzie popełniają błędy, ranią innych, czasem zachowują się w sposób niedojrzały albo krzywdzący i dopiero później zaczynają szukać drogi zmiany.
Jeśli odpowiedzią na ludzką słabość ma być wyłącznie wykluczenie i odebranie miejsca przy stole wspólnoty, to przestajemy mówić językiem psychologii, a zaczynamy mówić językiem moralnego sądu, który nie prowadzi do zmiany, tylko do jeszcze większej izolacji człowieka.
Wczoraj trafiłem na nagranie psycholożki, która mówi mniej więcej tak: „Nie możesz z nami siedzieć przy jednym stole, bo bijesz żonę. Nie chcę mieć z tobą relacji, bo zdradzasz swojego narzeczonego. Nie jesteś zaproszony na święta, bo jesteś przemocowy wobec swojej rodziny. Znormalizujmy takie słowa w 2026 roku. Jeśli pozostajemy neutralni wobec tego, co jest ewidentnie złe, to również czynimy zło”.