24/01/2026
Jakiś czas temu przyszła do mnie refleksja...
Czy w obecnym czasie, w dzisiejszych realiach, psychologia i psychoterapia naprawdę mogą dalej opierać się na dokładnie tych samych zasadach co do tej pory?
Klasyczne założenie psychoterapii czy coachingu mówi o tym, że jesteśmy przede wszystkim nastawieni na słuchanie i zadawanie trafnych pytań, że poprzez prowadzenie procesu klient czy pacjent ma sam dojść do określonych wniosków i że docelowo nie możemy mu powiedzieć, co ma robić. I zgoda — to prawda, nie możemy mu mówić, co ma robić.
Tylko czy przy obecnym natłoku informacji, przy ogromnej samoświadomości ludzi, przy powszechnej wiedzy o schematach, mechanizmach, tendencjach i „autodiagnozowaniu się”, taka postawa w procesie terapeutycznym, psychologicznym czy coachingowym nadal ma rację bytu? Czy nasze metody nie są po prostu częściowo przestarzałe wobec tego, co dzieje się dziś — w dobie AI i w dobie dostępu do praktycznie każdej możliwej informacji, którą jesteśmy w stanie sobie wymyślić w głowie ot tak?
Ta refleksja nie bierze się znikąd. Coraz więcej osób — coraz więcej moich klientów albo potencjalnych klientów, z którymi rozmawiam — mówi wprost, że właśnie tego im brakuje. Idą na spotkanie z psychoterapeutą, mówią, mówią, mówią przez 50 minut, a po drugiej stronie ktoś głównie kiwa głową albo zadaje jedno pytanie, często bardzo podobne za każdym razem. I oni nie czują, że jakkolwiek idą do przodu. Bo pogadać to oni mogą z koleżanką, do lustra, a nawet — paradoksalnie — do czata.
Stąd ta refleksja na dziś.
Co myślicie?
E.