Punkt Zwrotny Aha

Punkt Zwrotny Aha Punkt zwrotny Aha - coach kognitywny, psychoedukatorka, autorska metoda w rozwoju osobistym. Sesje zmieniające jakość życia, pracy, relacji. Warsztaty rozwojowe.

Dobrze łączę kropki. Zapraszam online i stacjonarnie w Oławie. Punkt Zwrotny Aha! Pracuję autorską metodą rozwoju osobistego, łącząc coaching kognitywny, pracę ze świadomością oraz budowanie dobrostanu - także w sytuacjach kryzysów i wyzwań. Zapraszam do pracy na sesjach, które realnie zmieniają jakość życia, pracy i relacji. Organizuję i prowadzę kameralne warsztaty rozwojowe. Jestem SOUL, LIFE & BUSINESS coachem kognitywnym, trenerką mentalną i mentorką - czerpię z holistycznych doświadczeń i osobistych wglądów. Szumnie brzmi, bo oczywiście sama uczę się nieustannie. Z pasją zgłębiam naturę człowieka, czerpiąc z psychologii, antropologii, socjologii, neurobiologii, filozofii, literatury, duchowości i innych dziedzin, które integruję w podejściu kognitywnym. Moje podejście jest holistyczne - łączę naukowe i kognitywne metody z głębokim zrozumieniem duchowych wymiarów życia. Pracuję także z energiami pola kolektywnego i uniwersalnej świadomości, które wspierają transformację na poziomie osobistym i społecznym. Czerpię z mądrości starożytnych tradycji oraz współczesnych praktyk rozwoju świadomości, tworząc przestrzeń bezpieczną i otwartą na zmiany w głębszym wymiarze. Dobrze łączę kropki, widząc szeroki kontekst Twoich potrzeb. Nie jestem wróżką, lecz jeśli się poznamy, damy sobie szansę, by je razem odkryć. Z wykształcenia filolożka i fotografka, z pasji brydżystka, a w wolnych chwilach amatorka czarnego humoru i stand-upu. Pracuję online oraz stacjonarnie w Oławie - zapraszam gotowych na zmiany oraz tych, którzy jeszcze nie wiedzą, czego chcą, ale wiedzą, czego już nie chcą. Zaobserwowanie tego to pierwszy krok ku nowemu, a każdy idzie we własnym tempie. Jola

Mój kanał na Youtube: https://www.youtube.com/-Zwrotny-Aha

Dzisiaj dzień walki z DEPRESJĄ ❤️‍🩹Jako zwolenniczce myślenia, że walka wzmaga opór, bliższa byłaby idea dnia ZAOPIEKOWA...
23/02/2026

Dzisiaj dzień walki z DEPRESJĄ ❤️‍🩹
Jako zwolenniczce myślenia, że walka wzmaga opór, bliższa byłaby idea dnia ZAOPIEKOWANIA SIĘ depresją, ale jak zwał tak zwał, temat-rzeka i niezwykle ważny.

Nie są to porady z kubka, aczkolwiek jednak liźnięcie tematu, bo mam świadomość jak rozległy, złożony i niejednorodny jest temat depresji.
Ale może ktoś w odpowiednim momencie trafi na ten wpis (zrobię tez dłuższy podcast) i coś mu zaświta - dla siebie czy dla bliskich.
TAM BYŁAM - miałam to doświadczenie i pamiętam ówczesne przekonanie, że tak już chyba będzie zawsze... że między decyzją o umyciu głowy a pójściem pod prysznic mijały 3 dni, że każdy telefon powodował lęk i na wszelki wypadek był wyciszany, że wyjście po zakupy do sklepu na dół wymagało wysiłku i odwagi.
Że najbezpieczniej jest pod kołdrą i żeby mi wszyscy dali święty spokój.
Gdy pomyślałam o tym jak wcześniej żyłam, czym się zajmowałam, co osiągnęłam, miałam poczucie, że to życiorys innej kobiety, że to nie było możliwe, bo skąd wzięłabym na to wszystko siłę i chęć?
Serio. Miałam niewielką świadomość tematu i wówczas o depresji tyle się nie mówiło.

W Polsce szacuje się, że około 1,2–1,5 miliona osób doświadcza depresji, a jednocześnie ponad połowa chorych nigdy nie trafia do specjalisty!
Depresja jest więc jednym z najbardziej „demokratycznych” zaburzeń - nie respektuje inteligencji, statusu ani siły charakteru.
I paradoksalnie często dotyka właśnie tych, którzy „świetnie funkcjonują”.

❤️‍🩹 Zauważcie, że pierwsze objawy depresji rzadko wyglądają jak „depresja”. Samo to słowo oznacza, że coś na uciska, przygniata, powiedziałabym - ciągnie w dół. Nie następuje jednak dramatyczne załamanie życia. Częściej zauważamy serię drobnych przesunięć w codziennym funkcjonowaniu, które łatwo wytłumaczyć zmęczeniem, wiekiem, stresem albo „takim okresem”.
Toczy nas powolutku, cichaczem zmienia chemię organizmu...
Właśnie dlatego te objawy bywają ignorowane.

Jakoś tak znika radość i lekkość, ciekawość świata, neutralne czynności typu odpisanie na wiadomość powodują dziwny opór, zaczyna się unikać relacji, wycofywać z aktywności, nawet dotąd uznawanych jako przyjemne, zmniejsza się tolerancja na bodźce, odpoczynek nie przynosi ulgi, człowiek zaczyna działać na autopilocie i robi to co musi, a czego nie musi - najchętniej nie robi.
Zaczyna coraz częściej odczuwać smutek i wewnętrzną pustkę.

Jeśli te reakcje utrzymują się przez dłuższy czas - nie są tylko przejściową reakcją, lecz zaczynają poważnie zmieniać sposób funkcjonowania. Najbardziej zdradliwe jest to, że na tym etapie wiele osób mówi: „wszystko jest w porządku, tylko jestem bardziej zmęczona/y niż kiedyś”. Tak też o sobie myślałam i nie dopuszczałam myśli o depresji...

Ale wrzucę Wam tu krótką definicję:

💔 DEPRESJA KLINICZNA, którą diagnozuje specjalista, to stan, w którym człowiek traci już zdolność odczuwania, podstawowy dostęp, kontakt ze sobą. Traci chęć, sens życia...

Na poziomie konkretnych, obserwowalnych objawów, opisanych m.in. w DSM-5, najczęściej pojawiają się:
- anhedonia czyli brak odczuwania przyjemności.
Nie tylko z „wielkich rzeczy”, ale też z tych najprostszych: jedzenia, rozmowy, muzyki, ciszy.
- niewytłumaczalne zmęczenie - człowiek budzi się zmęczony, nawet po przespanej nocy. Ciało jest ciężkie, jakby stale przeciążone.
- zaburzenia snu - trudności z zasypianiem, wybudzanie się nad ranem z poczuciem napięcia; albo przeciwnie - nadmierna senność i potrzeba spania znacznie dłużej niż wcześniej.
- spowolnienie albo wewnętrzny niepokój - niektórzy mówią, że poruszają się jak w gęstej cieczy. Inni czują ciągłe napięcie w ciele, bez wyraźnej przyczyny.
- trudności z myśleniem - problemy z koncentracją, podejmowaniem nawet prostych decyzji, „mgła poznawcza”.
- zmiana apetytu - wyraźny spadek albo wzrost, często połączony ze zmianą masy ciała.
- bóle psychosomatyczne, nieokreślone bóle brzucha, nadwrażliwość skóry, ból pleców, stawów.
- zobojętnienie emocjonalne - nie tylko smutek. Często właśnie brak smutku; brak reakcji, "rezonansu”.
- poczucie bezsensu lub nadmierne poczucie winy - nie jako refleksja filozoficzna, tylko jako ciężar psychiczny, który wydaje się obiektywnym faktem.
- wycofanie z kontaktów - zwyczajna rozmowa staje się wysiłkiem, bo brakuje wewnętrznej energii, by w niej uczestniczyć.

🧠 Neurobiologicznie depresja zaczyna się od osłabienia układu nagrody, czyli spadku aktywności dopaminy - mózg przestaje „oznaczać” doświadczenia jako warte energii, dlatego pojawia się utrata motywacji i przyjemności. Równocześnie przeciążony zostaje układ stresu (kortyzol), co daje przewlekłe zmęczenie i brak regeneracji nawet po długim śnie (ucieczce w sen).
Spada aktywność kory przedczołowej, odpowiedzialnej za poczucie wpływu i sprawczości, więc człowiek zaczyna mieć wrażenie, że wszystko wymaga nadmiernego wysiłku. Zaburzenia komunikacji między obszarami odpowiedzialnymi za emocje i regulację skutkują wycofaniem i zobojętnieniem.
W praktyce oznacza to, że najpierw zmienia się sposób, w jaki mózg przetwarza energię i nadaje znaczenie, a dopiero później pojawia się wyraźnie odczuwany smutek.

Także przy depresji endogennej to jest przede wszystkim chemia organizmu, z którą nie poradzimy sobie myśleniem życzeniowym czy próbami "wzięcia się w garść".
Prosty dowód - czytasz książkę i po 3 stronach nie pamiętasz co było na poprzednich.
Organizm jest mądry i nie będzie trafił cennej energii "na głupoty", kiedy biologicznie jest w stanie zagrożenia.
A depresja to ostatnie ostrzeżenie przed śmiercią - dla nas biologicznie wciąż najważniejsze jest przetrwanie, a jeśli jedziesz na rezerwie nie myślisz o kolorze karoserii, myjni ani tuningu auta, prawda?
Myślę, że z tej perspektywy można spojrzeć na depresję jak na przyjaciela, który próbuje nas uratować.

Wracając.
Przy tych nasilonych objawach nie ma już sensu czekać ani „naprawiać się siłą woli”. Tego stanu się NIE ROZCHODZI.
To już czas na świadome wsparcie swojego układu nerwowego i psychiki.
Jeśli te objawy trwają tygodniami czy - nie daj panie - miesiącami - koniecznie idź do psychologa/psychiatry/psychoterapeuty!
Potrzebna jest psychoterapia, a na początek odpowiednio dobrane leki, które wyregulują organizm, zmniejszą stany lękowe i przywrócą równowagę neurobiologiczną. Dzięki temu mózg odzyskuje zdolność do odczuwania przyjemności, podejmowania decyzji i reagowania na bodźce w sposób bardziej adaptacyjny.

Leki mogą być dużym wsparciem - stabilizują organizm, zmniejszają lęk i przywracają zdolność odczuwania emocji.
Same leki jednak nie rozwiązują PRZYCZYNY depresji - jeśli nie zajmiemy się tym, jak myślimy, jakie mamy wzorce i jak interpretujemy swoje życie, objawy mogą wracać.
Dlatego tak ważna jest psychoterapia, która pozwala przepracować emocje i głębsze mechanizmy, z mojej mańki - coaching kognitywny, który pomaga wprowadzać świadome zmiany w myśleniu, decyzjach i codziennym funkcjonowaniu, przywracając poczucie sprawczości i sensu życia. I tutaj pomagam, gdy już człowiek jest stabilny albo na wczesnych etapach wyłapania symptomów.

Depresja egzogenna ma głównie podłoże środowiskowe, tutaj objawy związane są najczęściej z konkretnym wydarzeniem - utratą bliskiej osoby, rozwodem, stratą pracy, chronicznym stresem. W tym przypadku objawy zwykle łagodniej reagują na wsparcie psychospołeczne, rozmowy, terapię poznawczo-behawioralną, czy zmiany sytuacji życiowej.
Ale są też osoby, które mówią o sobie, że są w kryzysie egzystencjalnym od lat...

Co ważne i bywa mylące na zewnątrz:
osoby w depresji często NIE WIDZĄ W JAKIM SĄ STANIE, bo mózg adaptuje się do stanu niskiej energii i odcięcia od nagród.
Są też różne twarze depresji, zapewne słyszeliście o "uśmiechniętej" depresji? - pod maską dobrego funkcjonowania chowa się beznadzieja i smutek. Przypomniał mi się Robin Williams...

💝 Dlatego apeluję tutaj do Was - jeśli widzicie podane objawy u bliskich osób - reagujcie!
Jednak słowa typu: „Ty masz depresję i musisz iść do lekarza” zwykle wywołują opór. Nie tędy droga pomocowa.
Ten opór nie jest „uporem” czy „lenistwem” - to reakcja układu nerwowego na potencjalne zagrożenie, a dla osób z boku może to wyglądać jak odrzucenie czy ignorowanie. TAK NIE JEST.
Według mnie nie chodzi o natychmiastowe działanie, tylko o utrzymanie kontaktu. Osoba z depresją często izoluje się, więc sama obecność kogoś, kto słucha, nie ocenia i nie daje rad, jest już wsparciem stabilizującym neurologicznie.

Depresja obniża poczucie wpływu, więc presja działa odwrotnie. Sensowniejsze są pytania w stylu:
„Czy chciałbyś spróbować porozmawiać z kimś z doświadczeniem, żeby sprawdzić, jak możesz się poczuć lepiej?”
To zmienia kontekst z „musisz” na „możesz wybrać”.
Nie diagnozuj, nie naciskaj, BĄDŹ, utrzymuj kontakt i obecność, nawet jeśli masz poczucie, że to jednostronne.
Zabierz na spacer, przynieś zupę, posiedź i porozmawiaj o neutralnych sprawach, pomilcz trzymają za rękę, wyślij emoticon.
To jest trudny sprawdzian dla relacji i związków.
Ego może się obrażać, że ktoś nie reaguje, nie oddzwania, nie odpisuje - ale wiesz już, że to tylko ego i sprowadzasz je do pionu...
Jeśli jednak stan osoby się ewidentnie pogarsza i widzisz, że traci zdolność funkcjonowania i ma myśli samobójcze - to już jest alarm i absolutna konieczność pomocy specjalisty.
Za fraki i do psychiatry!

Aha ❣️ Miałam napisać jeszcze o łączeniu kropek i możliwych drogach do depresji, jej ścisłym powiązaniu z wypaleniem, traumą, życiem w toksycznych relacjach, bezsensownej pracy, dysregulacją a propos ADHD, o utracie kontaktu ze sobą samym i tym, co dla nas ważne, z czym prawdziwie rezonujemy.
Niektóre szkoły filozoficzne i terapeutyczne widzą przecież w niej sygnał do zatrzymania się, przewartościowania, odnalezienia głębszego celu i sensu w życiu.
Bolesna lekcja.

Ale o tym kolejnym razem, bo możemy zadziałać na etapie wczesnych symptomów, "ciemnej nocy duszy", jak i po, gdy już wyściubimy głowę z bagienka.

Jeśli ktoś dzisiaj potrzebuje pogadać - jestem.
Bądźcie dla siebie czuli i uważni.

Jola 💗

Czy chciał/abyś być znowu NASTOLATKIEM? 😎Wróciłam z drugiego końca Polski z warsztatów TUS dla młodzieży - takiej, która...
16/02/2026

Czy chciał/abyś być znowu NASTOLATKIEM? 😎

Wróciłam z drugiego końca Polski z warsztatów TUS dla młodzieży - takiej, która w większości nie ma w domu zbyt wiele lukru, świadomych, wspierających rodziców, poczucia zaopiekowania, bezpieczeństwa i wystarczalności.

Obserwowałam ich wzorce, programy, którymi już przesiąknęli, zachowania obronne, buntownicze, potrzebę zauważenia, sposoby dostosowania...

Patrzyłam z czułością na talenty, z szacunkiem na wycofanie.
Co ja tam o nich mogę wiedzieć... a jednak nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że co do niektórych mogę przewidzieć ich potencjalną drogę. Zarówno w znaczeniu "obym się nie pomyliła", jak i "obym się myliła".
Bo tutaj z kolei wybrzmiewają moje wzorce i przekonania, które mogą mieć niewiele wspólnego z rzeczywistością. I całe szczęście.
Młodzi ludzie na takich warsztatach mogą usłyszeć o asertywności, złości, agresji, motywacji, reakcji z ciała, relaksacji i wielu innych rzeczach, o których w moim pokoleniu nie mieliśmy pojęcia.
Mają więc dostęp do narzędzi, wiedzy...

ALE

Młodość ma swoje prawa, będą próbować "z drzewa wiadomości dobrego i złego", doświadczać sukcesów, porażek, błędów - nazewnictwo jest drugorzędne, bo nikt za nich życia nie przeżyje.
Każdy ma własną drogę i trafiając na takie zasoby może skorzystać lub odwrócić głowę w drugą stronę. Ma WYBÓR... aczkolwiek wiemy jak to bywa z wyborami nastolatków. 😇

🍀 - Czy chciał/abyś być znowu NASTOLATKĄ?
Z osób, którym zadałam to pytanie, niemal wszyscy odpowiedzieli NIE.
Wielu z nas, niezależnie od peselu, wciąż boryka się z problemami, które mają źródło właśnie w tamtym okresie życia, więc "po co tam wracać, by rzucać sól na otwartą ranę?"
Jeśli jednak umiejętnie zaopiekujemy się "nastoletnim mną", jest szansa, że zmienimy swoje reakcje, przekonania, działania w TERAZ.

Aha ❣️ Na zmianę nigdy nie jest za późno - by lepiej przeżyć czas, który nam pozostał. Mamy WYBÓR.
Do czego zachęcam i zapraszam na sesje oraz warsztaty.

Jola 💗

p.s. Aniu dziękuję za zaproszenie i wsparcie Gabinet Pomocy Psychologicznej Spektrum

MIĘDZY POKOLENIAMI. Uczymy się nowego języka...Stoję po środku trzech światów. Jako córka mojej mamy i jednocześnie mama...
08/02/2026

MIĘDZY POKOLENIAMI. Uczymy się nowego języka...

Stoję po środku trzech światów. Jako córka mojej mamy i jednocześnie mama nastolatki.

Zapewne część z Was ma poczucie, że teraz międzypokoleniowa komunikacja opiera się na innych zasadach, których „nie znamy z domu”. Czyli uczymy się ich jak świeżaki, bo za czasów naszych rodziców nie było internetu, część z nas pamięta czasy sprzed internetu, a nasze dzieci tego świata już nie znają. Chyba, że ze „Stragner Things” ...

W czasach młodości naszych rodziców mądrość życiowa się kumulowała. Społeczne role były wyraźniejsze, ścieżki bardziej przewidywalne. Nawet jeśli system bywał opresyjny, był też czytelny. Wiedziało się, czego się spodziewać po świecie - i czego świat będzie oczekiwał od człowieka.
Były to czasy komuny, świat był spolaryzowany, bardziej czarno-biały. Zmiany ustrojowe i nowa rzeczywistość po 1989 roku były dla nich szokiem.

Świat mojej córki działa już zupełnie inaczej. Jest szybki, fragmentaryczny, przeciążony bodźcami, porównaniami i sprzecznymi narracjami. To rzeczywistość, w której trzeba nieustannie aktualizować mapę - nie tylko technologicznie, ale też tożsamościowo, relacyjnie, emocjonalnie.

Rady, które kiedyś były sensowną strategią życiową, dziś często brzmią jak echo rzeczywistości, która już nie istnieje.

Kiedy spojrzeć na to z perspektywy znacznie głębszej niż dwa pokolenia, widać, jak bardzo zmieniła się sama struktura mądrości. Przez większość dziejów ludzie żyli znacznie krócej niż obecnie, a każdy dodatkowy rok życia oznaczał realne poszerzenie wiedzy, której nie dało się zdobyć inaczej: o cyklach natury, o chorobach, o relacjach w małej społeczności, o tym, które decyzje kończą się katastrofą, a które pozwalają przetrwać.

📖 Starszyzna była żywą biblioteką. Pamięcią wspólnoty. Nośnikiem historii, norm i sprawdzonych strategii, których nie można było wygooglować ani przeczytać w podręczniku.
Szacunek wobec starszych nie był więc tylko kwestią kultury czy obyczaju. Był adaptacyjną strategią przetrwania. Kto słuchał starszych, miał większe szanse przeżyć zimę, głód, epidemię, konflikt. Każdy przeżyty rok zwiększał prawdopodobieństwo, że dana osoba wie coś, czego inni jeszcze nie zdążyli się nauczyć - często na własnej skórze.

Współcześnie można mieć dwadzieścia lat i posiadać kompetencje, których sześćdziesięciolatek nigdy nie mógł rozwijać.
To historyczna anomalia.

I być może dlatego napięcia międzypokoleniowe są dziś tak intensywne, bo biologiczny i kulturowy mechanizm szacunku wobec starszych zderzył się z rzeczywistością, w której doświadczenie nie zawsze oznacza kompetencję w poruszaniu się po współczesnych strukturach społecznych, technologicznych i ekonomicznych.
To generuje mnóstwo frustracji i konfliktów w rodzaju „dzisiaj nie szanuje się starszych”, „co ci starzy wiedzą, głupoty pociskają”, „tacy mądrzy a ikonek w telefonie nie potrafią ustawić”…

Z perspektywy dorosłych dzieci widzimy, że mądrość naszych rodziców nie polega dziś na tym, że „wiedzą lepiej, jak działa świat”. Bardziej pochylamy się nad ich doświadczeniem - jak działa człowiek w świecie: jak znosi stratę, jak przetrwali długotrwały stres, jak funkcjonowali mimo rozczarowań, presji, biedy, bardzo ograniczonych zasobów czy możliwości. To doświadczenie może mieć dla nas wartość emocjonalną i egzystencjalną.

Z perspektywy matki nastolatki obserwuję, że córka często znacznie lepiej niż ja rozumie bieżące mechanizmy świata — tempo, język, kody kulturowe, sposoby komunikacji, to, co jest dziś walutą społeczną, a co przestało nią być.
A jednocześnie jest na etapie życia, w którym układ nerwowy dopiero uczy się długofalowej regulacji, perspektywy czasu, rozróżniania tego, co chwilowe, od tego, co naprawdę istotne. I że „ludzie z internetu” prezentują zarówno piękne zasoby, jak i masową głupotę.

🍀 Jako coach kognitywny widzę w tym procesie coś jeszcze: głęboką zmianę cywilizacyjną, w której międzypokoleniowy transfer mądrości przestaje być prostym przekazem „z góry na dół”.
Dawniej starsi byli nośnikami aktualnej wiedzy o świecie. Dziś często są nośnikami wiedzy o życiu, podczas gdy młodsi szybciej orientują się w samej strukturze rzeczywistości.
To sprawia, że mądrość rodzinna nie może już być hierarchią.
Musi stać się DIALOGIEM.

Odnajduję tu swoją rolę, która nie polega na tym, żeby mieć rację - ani wobec mojej mamy, ani wobec mojej córki. Raczej, by tworzyć przestrzeń, w której różne wersje świata mogą się spotkać bez wzajemnego unieważniania się. Żeby doświadczenie nie było traktowane jak anachronizm, a nowoczesność jak płytkość.
Być może współczesna mądrość nie polega już na odpowiedziach, lecz na JAKOŚCI pytań?
Na zdolności słuchania świata, który się zmienia - i ludzi, którzy zmieniają się razem z nim.
I na bardzo świadomym wyborze, żeby nie próbować wtłaczać ani rodziców, ani dzieci w rzeczywistość, która nie jest już ich...

Aha ❣️ Tamtego świata już nie ma.
Jeśli będziemy kurczowo trzymać się wtłoczonych nam wzorców i przekonań – nie dogadamy się z naszymi dziećmi.
Te schematy w dużej mierze nie mają już racji bytu, zdezaktualizowały się.
Jeżeli będziemy „nauczać” naszych rodziców – odbiorą to jako brak szacunku i prawdopodobnie skończy się to na wymówkach, wzbudzaniem poczucia winy (a jakże), obroną lub atakiem z ich strony. (polecam wpis i podcast „Matka swojej matki”)

**********

Jeszcze dodam jedno oczywiste spostrzeżenie:
a propos błyskawicznych zmian – nie chodzi tu o samą technologię, lecz o tempo życia, zmienność reguł i to, że doświadczenie przestało automatycznie przekładać się na WŁADZĘ w rozmowie.
„Dzieci i ryby głosu nie mają” wciąż wybrzmiewa u zaskakująco wielu dorosłych już osób.

Pomimo, że rzeczywistość zmienia się tak dynamicznie, nasz przeciążony układ nerwowy reaguje wciąż atawistycznie i „po staremu”. Odpalają się nasze deficyty, zranienia, unieważnienia...

Pozostańmy więc może przy prawie do własnej wizji świata, szacunku za życie, uczmy się komunikować, dbać o granice, obserwować i wspierać. Nie robić naszym dzieciom tego, czego sami nie chcieliśmy doświadczać.
Próbujmy tłumaczyć światy, jak tłumacz symultaniczny, na bieżąco…

Z tym również pracujemy na sesjach,
na które serdecznie zapraszam

Jola 💗

ADHD od podstaw, dla poszukujących psychoedukacji i coachingu w temacie. Jak ADHD ma się do depresji, wypalenia, stanów ...
01/02/2026

ADHD od podstaw, dla poszukujących psychoedukacji i coachingu w temacie. Jak ADHD ma się do depresji, wypalenia, stanów lękowych, poczucia niskiego komfortu ziemskiej egzystencji?
Może to jest źródło?



ADHD - czym jest, a zaraz później "czy ja to mam". Czym różnią się objawy ADHD u osób zdiagnozowanych od neuronormatywnych, w jaki sposób się objawiają, bo p...

Życie to nieustanne wybory. Poczynając od porannej garderoby, poprzez „co na obiad”, „gdzie na wakacje”, „czy zmienić tę...
27/01/2026

Życie to nieustanne wybory. Poczynając od porannej garderoby, poprzez „co na obiad”, „gdzie na wakacje”, „czy zmienić tę pracę”, "emigrować", po „czy dalej chcę być w tej relacji”.

Odwieczne DYLEMATY, z tym czy owym… czasem na poziomie wyboru niebieskiej lub czerwonej tabletki via Neo z Matrixa.
Nie da się już odzobaczyć i wrócić do strefy komfortu.

Kaliber jest różny, lecz zaskakujące jest, jak nawet drobne dylematy potrafią zatrzymać człowieka NA DŁUGO.
Zawieszają go pomiędzy tym, co znane, a tym, co możliwe, pomiędzy chęcią ochrony siebie a potrzebą zmiany. Najłatwiej przychodzą nam wybory oczywiste - dla nas oczywiste, czyli takie co do których czujemy, że są jedyną opcją lub mają niewielkie znaczenie.

Ciężar gatunkowy wyboru koszuli, filmu w kinie, kierunku studiów, a partnera życiowego - to jednak różne gramatury, prawda?
Dylemat najczęściej pojawia się wtedy, gdy człowiek czuje, że musi wybrać, ale jednocześnie w środku chciałby tego WYBORU nie dokonywać.
Wybór jednej opcji oznacza rezygnację z drugiej (albo kolejnych), a rezygnacja często boli bardziej, niż zwykle jesteśmy skłonni przyznać.

W głowie krąży więc myśl, że może da się jeszcze poczekać, coś doprecyzować, zdobyć jeden argument więcej. I tak dylemat trwa, absolutnie nie z braku informacji, lecz dlatego, że trudno zgodzić się na to, że każda decyzja coś zamknie. A czasem prokrastynujemy, bo doskonale wiemy, że żadna z opcji nas nie usatysfakcjonuje.

Trudność z wyborem może pochodzić od naszego gadacza w głowie, osobistego sabotażysty. Im więcej człowiek widzi możliwych konsekwencji, im lepiej rozumie siebie i swoje potrzeby, tym mniej kuszące stają się proste odpowiedzi.
Wybór przestaje być ruchem „do przodu”, a zaczyna być aktem porzucenia innych wersji przyszłości, które również miałyby sens. I tak się kręcimy w kółko, jak chomiczki.
Kłopot polega więc nie na samym decydowaniu, lecz na gotowości, by wybrać pomimo niepewności.

I przyjąć konsekwencje, których nie da się w pełni przewidzieć. Czyli „co będzie jak wybiorę źle?”.

- Tego nie wiemy. Możemy jedynie przypuszczać, na stan obecny, na dzisiaj, na ten moment życia.
W dylemacie spotykają się często równorzędne możliwości, z których każda niesie sens, wartość i pewną obietnicę przyszłości – jeśli mówimy o poważniejszych wyborach. Przy wyborze sukienki na randkę bym się egzystencjalnie jednak nie spinała.

Aha ❣️ Mam takie podejrzenie, że podświadomie wiemy i czujemy która opcja jest nam bliższa - wiemy SERCEM, które społecznie usadzony ROZUM próbuje przegadać.
Skoro tak, to dla tego rozumu uruchamiamy narzędzia, które pomogą mu „obrobić” temat i UŚWIADOMIĆ naocznie według jakiego klucza wybieramy. Z argumentami „za i przeciw”.
Czasem z plusów robi się kolejna opcja, której wcześniej nie braliśmy pod uwagę, czasem odkrywamy zupełnie inne wyjście, którego wcześniej nie braliśmy pod uwagę.

🍀 Ten proces w pracy z klientem bywa fascynujący i najczęściej zaskakujący dla niego samego, że odkrywa to, co jego samego „przekonuje”. Bo jak wspomniałam – najczęściej na głębszym poziomie już to wie. Więc wygrzebujemy, oświetlamy, odkrywamy. I wdrażamy, żeby na samym rozkminaniu się nie skończyło.

Pierwszy krok już przynosi ulgę, bo można zacząć planować, obrać cel, poczuć efekt, odnaleźć sens dalszych działań, które wyrwą nas ze stanu marazmu i zawieszenia, w którym potrafimy tkwić naprawdę długo, i to w przewlekłym dyskomforcie...

Zapraszam do pracy z dylematami, to jedne z najszybszych procesów, moich ulubionych.
Jola 💗

Psycholog, psychoterapeuta, psychiatra, terapeuta i coach.Jak się w tym połapać, gdzie iść po pomoc, wskazówki, rozwój?P...
21/01/2026

Psycholog, psychoterapeuta, psychiatra, terapeuta i coach.
Jak się w tym połapać, gdzie iść po pomoc, wskazówki, rozwój?

Piszę ten tekst z perspektywy osoby, która zajmuje się psychoedukacją i coachingiem kognitywnym.
Pracuję z ludźmi inteligentnymi, refleksyjnymi, często bardzo świadomymi - a mimo to zdezorientowanymi.
Sama miałam doświadczenia u każdego z poniżej wspomnianych i potrafię rozpoznać „co by mi się przydało”, ale kiedyś nie wiedziałam i zdarzało mi się tracić czas i pieniądze na rozpoznanie w praktyce.
Aczkolwiek czasem warto było pójść chociaż „to jedno znaczące zdanie czy odkrycie”, które może wiele uświadomić...

*****************

Jakie są KLUCZOWE różnice kompetencyjne, które mogą Ci się przydać jeśli zastanawiasz się kiedy do kogo iść?

🟤 PSYCHIATRA - gdy psychika wymaga podejścia medycznego
Psychiatra jest lekarzem, co oznacza, że ukończył studia medyczne i specjalizację z psychiatrii. To jedyna osoba w tym zestawieniu, która pracuje bezpośrednio na poziomie biologicznym – neurochemii, farmakologii i fizjologii mózgu.

Psychiatra:
• diagnozuje zaburzenia psychiczne,
• przepisuje leki i monitoruje ich działanie,
• ocenia ryzyko (np. samobójcze, psychotyczne),
• może kierować na hospitalizację lub leczenie dzienne,
• często współpracuje z psychoterapeutą.
Do psychiatry warto iść wtedy, gdy objawy są nasilone, długotrwałe i wyraźnie zaburzają funkcjonowanie: sen, koncentrację, pracę, relacje. Leki nie są „drogą na skróty” ani porażką – bywają warunkiem, by w ogóle można było pracować psychologicznie. Czasem układ nerwowy jest tak rozregulowany, że potrzeba stabilizacji chemicznej, by pracować ze sobą dalej.

🔵 PSYCHOLOG - specjalista od diagnozy i rozumienia mechanizmów.
Psycholog to osoba po pięcioletnich studiach magisterskich z psychologii. Jego główną kompetencją jest rozumienie procesów psychicznych oraz ich rzetelna diagnoza.

Psycholog:
• prowadzi konsultacje psychologiczne,
• wykonuje testy (poznawcze, osobowościowe, kliniczne),
• pomaga zrozumieć emocje, reakcje i wzorce zachowań,
• pracuje interwencyjnie w kryzysach życiowych.
To często najlepszy pierwszy krok, gdy ktoś nie wie, co właściwie się z nim dzieje. Psycholog porządkuje sytuację, nazywa mechanizmy i – jeśli trzeba – kieruje dalej.
Ważne rozróżnienie: nie każdy psycholog jest psychoterapeutą. Do prowadzenia psychoterapii potrzebne jest dodatkowe, wieloletnie szkolenie.

🟢 PSYCHOTERAPEUTA - gdy potrzebna jest głęboka, długofalowa praca.
Psychoterapeuta to osoba, która ukończyła specjalistyczne szkolenie psychoterapeutyczne (zwykle 4–5 lat) i pracuje w określonym nurcie (np. poznawczo behawioralnym, psychodynamicznym, systemowym).

Psychoterapia to proces, a nie tak zwane pojedyncze rozmowy.
Dotyczy:
• utrwalonych schematów emocjonalnych,
• relacji i stylów przywiązania,
• doświadczeń z przeszłości,
• sposobów regulacji emocji i radzenia sobie ze stresem.
Psychoterapia ma sens wtedy, gdy problemy wracają mimo prób zmiany, gdy dotyczą głębokich lęków, depresji, traumy albo relacji powtarzających ten sam scenariusz. To precyzyjna metoda pracy wymagająca czasu, regularności i gotowości do konfrontacji z trudnymi obszarami. Najczęściej jest to kolejna kompetencja kształcącego się dalej psychologa.

🟣 TERAPEUTA - cóż, pojęcie szerokie i wymagające uważności.
Dla mnie to termin parasolowy. W Polsce tytuł „terapeuta” nie jest zawodem prawnie chronionym ani zarezerwowanym ustawowo.
Nie istnieje jedna ustawa, rejestr ani organ, który regulowałby, kto może używać tego określenia.
W praktyce oznacza to, że każdy może nazwać się terapeutą, niezależnie od wykształcenia, o ile nie podszywa się pod zawód regulowany (np. lekarza czy psychologa).
Jednocześnie w obiegu funkcjonują konkretne specjalizacje terapeutyczne, które mają swoje standardy środowiskowe lub branżowe (np. terapeuta uzależnień, zajęciowy, SI), ale wynikają one z programów szkoleniowych i praktyki, a nie z jednego, spójnego prawa. Dlatego sam tytuł „terapeuta” niczego nie gwarantuje (nie kwestionuję, że jest tu mnóstwo ludzi robiących dobrze swoje i pomagających, tak samo jak oficjalny tytuł nie jest gwarancją profesjonalizmu) - dopiero sprawdzenie wykształcenia bazowego, zakresu szkolenia, obszaru pracy i standardów etycznych pozwala ocenić realne kompetencje.
Tutaj więc uczulam na samozwańczych „terapeutów” po weekendowym kursie.

🟡 COACH - praca na celach.
Coaching funkcjonuje w obszarze rozwoju, decyzji i skuteczności, a nie zdrowia psychicznego.
Coach:
• pomaga precyzować cele,
• wspiera w podejmowaniu decyzji,
• pracuje na zasobach klienta,
• towarzyszy w procesie zmiany.
Coaching ma sens wtedy, gdy osoba jest względnie stabilna psychicznie, a problem dotyczy kierunku, wyboru lub działania. Coach nie diagnozuje, nie leczy i nie pracuje z zaburzeniami psychicznymi.

🟠 COACH KOGNITYWNY - pomiędzy rozumieniem a działaniem.
Coaching kognitywny, którym się zajmuję, koncentruje się na sposobie myślenia: przekonaniach, interpretacjach i schematach poznawczych, które wpływają na decyzje i zachowania.
Poza zasobami typowego coacha, zakres i zasoby sięgają tu głębiej.
Pracuje się między innymi nad:
• przekładaniem refleksji nad myśleniem na konkretne decyzje i działania,
• przekonaniami ograniczającymi, które nas często sabotują,
• metapoznaniem (czyli świadomością własnego myślenia),
• wypracowywaniem sposobów myślenia, które lepiej służą w codziennych sytuacjach,
• zmianą sposobu interpretowania sytuacji na bardziej wspierający,
• odkrywaniu zasobów, które pozwolą pójść do przodu,
• wsparciem psychoedukacyjnym, ćwiczeniami i narzędziami dla poprawy dobrostanu i codziennego funkcjonowania.

Nie jest to psychoterapia i nie aspiruje do leczenia. To forma rozwoju opartego na rozumieniu, a nie na hasłach motywacyjnych. Coaching kognitywny najlepiej sprawdza się u osób, które chcą realnej zmiany; ale też sięgamy do psychoedukacji i czerpiemy z psychologii, socjologii, filozofii i innych, „miękkich” dziedzin.
Osobiście lubię łączyć kropki, zarówno w związku z wykształceniem, jak i wieloletnimi zainteresowaniami "jak działa człowiek".
Zresztą możecie to wyłowić z moich publikacji i podcastów.

Aha ❣️ Często chcemy pomocy, zmiany, lecz nie wiemy od czego zacząć, kto jest potrzebny ASAP w danym momencie życia, czego możemy oczekiwać, a gdzie możemy się przestrzelić.
Różne formy pomocy nie wykluczają się, lecz odpowiadają na szersze potrzeby i momenty w życiu człowieka. Często warto jest je łączyć.

Tutaj świadomie pomijam całą masę innych form pracy rozwojowej, ale podlinkuję w komentarzu podcast pt. „Kto Ci pomoże w rozwoju” - zachęcam Was do poszerzenia perspektywy i odkrycia co Was być może „zawoła”.
I zapraszam na sesje, jeśli woła Was to o czym piszę i nagrywam.

Jola 💗

Ale miałam/em FLOW - mówimy czasem.I co mamy wówczas na myśli?- Kiedy robimy coś z narastającą przyjemnością, tracimy po...
18/01/2026

Ale miałam/em FLOW - mówimy czasem.
I co mamy wówczas na myśli?

- Kiedy robimy coś z narastającą przyjemnością, tracimy poczucie czasu i kontroli, każdy etap działania przynosi różnorakie rodzaje doznań, szukamy, tworzymy, bardziej jesteśmy nastawieni na doświadczanie niż sam efekt (chociaż tu nie umniejszamy).

🥰 FLOW - ten karmiący i wzmacniający stan przepływu jest jedną z nieodzownych składowych naszego DOBROSTANU.

Robiąc coś w stanie flow wzrasta nasza kreatywność, a nagrodą jest samo robienie, które daje nam czystą przyjemność.
Nie obchodzą nas opinie innych osób, lecz działanie jako „sztuka dla sztuki”, nawet jeśli jest to tworzenie do przysłowiowej szuflady lub czynność podczas której nie wytwarzamy niczego materialnego.

Dla jednych może to być taniec, granie na instrumencie, pielęgnowanie ogrodu, chodzenie po górach, granie w brydża, uczenie się języków, zgłębianie sztuki makijażu, jazda na rowerze.
Inni odnajdują swoje flow podczas majsterkowania, rozwiązywania zadań, kreatywnego pisania…
W sumie trudno tu o definicje – to tylko przykłady, bo dla każdego flow będzie wyłącznie JEGO, subiektywne i osobiste.
Będąc we flow bardziej siebie lubimy i mamy poczucie, że możemy robić to do końca życia (na ten moment).

Ego się dyskretnie wycofuje. W tym sensie flow ma coś wspólnego z aktywną wyobraźnią, z twórczością, z rzemiosłem, z każdym działaniem, w którym psyche „pracuje sama sobą”, a ego nie próbuje jej w tym poprawiać. To stan, w którym nie trzeba wiedzieć, kim się jest, żeby wiedzieć, co robić. Za to odczuwa się sens działania…
Z punktu widzenia układu nerwowego flow jest stanem ekonomicznie racjonalnym. Minimalizuje straty energii wynikające z konfliktów wewnętrznych, nadmiaru decyzji i autoregulacji opartej na kontroli. Mamy się więc dobrze psychofizycznie, nawet jeśli fizycznie zatracimy się i na drugi dzień mamy zakwasy...

ALE – a jakże, czasem nie odróżniamy flow od zwykłej przyjemności (a to akurat można sprawdzić ćwiczeniami), co ważniejsze – nie każde flow będzie nam służyło.

Mianowicie:

⚪️ BIAŁE FLOW jest wówczas, gdy dzięki danej aktywności rozwijają się inne obszary naszego życia. Gdy zachowujemy równowagę i rozsądek, gdy pojawiają nam się nowe pozytywne relacje, gdy czujemy, że zyskujemy także w innych obszarach naszego życia, dzielimy się radością ze światem.
Białe flow uskrzydla.

⚫️ CZARNE FLOW zabiera nam inne, istotne obszary życia, które doznają uszczerbku, ściąga nas przymusem działania i gdy tej czynności nie wykonujemy, pojawia się cierpienie i frustracja; pogarszają się relacje międzyludzkie.
Czarne flow podcina skrzydła.

Z tymi skrzydłami może trochę umownie, bo tutaj chodzi raczej o proces niż chwilowe woow.

Flow nazwałabym pobocznym produktem dobrze ustawionych parametrów własnych, odkrytych „sobie a muzom”.
Tego stanu nie można wymusić, zaplanować, kontrolować.
Tu się radośnie BYWA, płynie z prądem na wyłączonym silniku – gdybym miała szukać metafory.
Idealny flow to balans między stopniem trudności działania a poziomem umiejętności. To my tutaj wybieramy tempo, kierunek, sami się motywujemy, bez presji.

Aha ❣️ To teraz:
pomyśl o trzech aktywnościach, które lubisz podejmować i podejrzewasz, że mogą być Twoim FLOW.
Zastanów się, kiedy czujesz taki stan, czy jest związany z Twoją pracą, hobby, zajęciami (naturalnie odpada sen, kąpiel itp., kiedy jesteś w niedziałaniu…).

UWAGA:
Jeśli masz ochotę - napisz w komentarzu FLOW a ja napiszę Ci na priv jak możesz sprawdzisz, czy to jeszcze przyjemność, czy już Twój stan flow, do którego trzeba i warto wracać.

****************

p.s. czy wiecie, że powtórzenia wykonywane w stanie flow mogą skrócić czas nauki nawet o połowę?
Człowiek czujący się „na swoim miejscu” zakotwicza się w tym, co konkretne, wykonywalne i rzeczywiste.

Flow z nami, oby jak najczęściej, całe na biało…

Jola 💗

Adres

Wroclaw

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Punkt Zwrotny Aha umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Udostępnij

Share on Facebook Share on Twitter Share on LinkedIn
Share on Pinterest Share on Reddit Share via Email
Share on WhatsApp Share on Instagram Share on Telegram