28/01/2026
"Wyssać coś z mlekiem matki.”
Tak mówimy, gdy coś jest w nas bardzo wcześnie. Zanim pojawiły się słowa, poglądy i świadome wybory.
I to zdanie – stare, potoczne, niby niewinne – jest zaskakująco bliskie temu, co dziś mówi biologia.
Bo mleko matki to nie tylko pokarm.
To informacja.
Amerykańska badaczka laktacji, Katie Hinde, pokazuje w swoich pracach coś, co dla wielu matek jest intuicyjnie oczywiste, a dla nauki przez lata było „zbyt miękkie”: mleko zmienia się, reaguje, dostosowuje.Zależnie od etapu laktacji, pory dnia, potrzeb dziecka, a nawet jego płci – ma inny skład, inne proporcje, inny „akcent”.
To nie jest proszek odmierzany łyżką.
To żywy system.
W mleku są nie tylko kalorie, ale też hormony, czynniki immunologiczne, substancje wspierające mikrobiotę jelit. Są sygnały regulujące dojrzewanie układów: nerwowego, odpornościowego, metabolicznego.
I jest coś jeszcze, czego nie da się zważyć ani zapisać w tabeli: kontakt.
Karmienie piersią to moment, w którym ciało dziecka uczy się świata bardzo pierwotnie:
– że głód spotyka odpowiedź,
– że napięcie może opaść w ramionach,
– że bliskość reguluje.
Z tej pierwszej relacji – cielesnej, rytmicznej, ciepłej – wyrastają później sposoby radzenia sobie z brakiem.
Bo jeśli regulacja była możliwa wcześnie, łatwiej jest jej szukać także w dorosłości.
I tu pojawia się temat trudny, wymagający delikatności.
Badania populacyjne pokazują, że osoby karmione piersią krócej lub wcale mogą częściej doświadczać w dorosłym życiu problemów związanych z samoregulacją: nadwagą, kompulsywnym jedzeniem, sięganiem po używki, chorobami metabolicznymi czy problemami skórnymi. Czasem pojawiają się też trudności w relacjach – głód bliskości, który trudno nazwać.
Ale to nie jest wyrok.
To są tendencje statystyczne, a nie etykieta przyklejona do człowieka.
Bo życie nie składa się z jednego czynnika.
Na zdrowie i psychikę wpływa cały krajobraz: geny, stres, relacje, bezpieczeństwo, historia rodu.
A brak lub krótki czas karmienia piersią bardzo często nie jest „wyborem”, tylko konsekwencją: choroby, traumy, presji, braku wsparcia, doświadczeń poprzednich pokoleń.
I tu warto powiedzieć jasno: poczucie winy nie leczy niczego.
Jeśli matka nie karmiła piersią albo karmiła krótko – to nie znaczy, że „zabrała” dziecku coś nieodwracalnie.
Miłość, regulacja i poczucie bezpieczeństwa mogą być przekazywane wieloma drogami.
Czasem karmienie butelką było jedyną możliwą formą przetrwania – psychiczną albo fizyczną. I to też jest mądrość ciała.
W perspektywie Totalnej Biologii warto spojrzeć jeszcze szerzej: historia karmienia bardzo często należy do programu rodowego.
Kobieta nie karmi, bo jej ciało „wie” coś o braku, stracie, przeciążeniu, które przyszły wcześniej.
To nie bunt. To pamięć.
Dlatego zamiast pytać:
„Czy karmiłam wystarczająco długo?”
czasem lepiej zapytać:
„Jakiej historii moje ciało było nośnikiem?”
A związek frazeologiczny „wyssać coś z mlekiem matki” przestaje być wtedy oceną.
Staje się zaproszeniem do zrozumienia.
Bo nawet jeśli czegoś nie wyssaliśmy – możemy to odkarmić później.
Świadomością. Relacją. Czułością wobec siebie.
I to też jest biologia.
Tylko już ta bardzo ludzka.
Jeśli masz poczucie, że temat karmienia piersią, relacji lub „ciągłego braku” wraca w Twoim życiu – bardzo często to nie jest tylko Twoja historia.
Na sesjach indywidualnych popracujemy z tym w ujęciu Totalnej Biologii, szukając sensu, a nie winy.