22/10/2025
🍂ŁUSZCZYCA — choroba oddzielenia, które domaga się pojednania
Łuska.
Słowo, które w prasłowiańszczyźnie znaczyło odjąć, oddzielić, odłupać.
Ten sam rdzeń łu- znajdziemy w „łupie”, „łupinie”, „łomie” i greckim lyo – „rozwiązywać, uwalniać”.
W jego semantyce drzemie ruch rozdzielania i uwalniania, ale także rozpad, który poprzedza narodziny nowego kształtu.
W naturze łuska to ochrona – pancerz, który oddziela to, co miękkie od świata; w języku – symbol tego, co odpada, gdy coś dojrzewa do zmiany.
Łuszczyć się znaczy zrzucać stare warstwy.
Łuszczyca więc to ciało, które usuwa swoją przeszłość kawałek po kawałku.
Nieprzypadkowo łacińska nazwa choroby - psoriasis - pochodzi od greckiego ψώρα (psora) – świerzb, świąd, drażnienie, coś, co domaga się drapania, dotyku, ale zarazem przed nim ostrzega.
Świąd – to przecież głos ciała, które chce być zauważone.
Już starożytni lekarze, jak Celsus i Galen, opisywali choroby skóry jako efekt „gotowania się humoralnych soków”, fermentu wewnętrznego.
Łuszczyca należała do tych, które przebiegają z gorącem, zaczerwienieniem, złuszczaniem – jakby ciało wytwarzało własny ogień, by wypalić coś, co boli.
W Totalnej Biologii ŁUSZCZYCA to konflikt podwójnego oddzielenia – z jednej strony potrzeba kontaktu, z drugiej lęk przed nim.
To dramat ciała, które pamięta: „Dotyk oznaczał ból”.
Dlatego wytwarza nową skórę, grubszą, twardszą, by już nie bolało – ale przez to także trudniej poczuć ciepło drugiego człowieka.
Psychosomatycznie to opowieść o miłości, która nie mogła być wyrażona dotykiem:
dziecko odseparowane od matki, kobieta, która nie może dotknąć ukochanego, rodzinna pamięć żałoby i utraty. To może być również rodowe wspomnienie kremacji lub kogoś, kto spłonął w pożarze.
Często łuszczyca pojawia się u tych, którzy „musieli być silni” – a więc zamrozili w sobie pragnienie bliskości.
Łuszczenie to akt oczyszczania.
Skóra nie tyle choruje, co odkłada to, co zbędne, jak drzewo, które zrzuca korę, by móc rosnąć dalej.
Może więc łuszczyca nie jest raną, a rytuałem odnowy – cierpliwym odpadaniem starego „ja”, które już nie chroni, lecz krępuje.
I może właśnie w tym złuszczaniu, w tym drżeniu między dotykiem a dystansem, kryje się archetypiczna opowieść o człowieku – istocie, która pragnie jednocześnie być chroniona i kochana.
Bo łuszczyca nie jest przeciwko nam.
Jest naszym własnym językiem ciała, które mówi:
- „Nie mogę już dłużej nosić tego, co nie jest moje. Zdejmuję więc warstwy – aż do prawdy”.
🍂Jesień w Tradycyjnej Medycynie Chińskiej to czas płuc, jelita grubego i skóry — organów, które uczą nas oddychać, oczyszczać, puszczać.
To pora uwalniania i żegnania.
Pora, w której można zapytać siebie:
- "Co już mi nie służy?"
- "Jakie wspomnienie separacji wciąż trzymam w ciele?"
- "Jaki smutek czas wreszcie wypuścić z oddechem?"
Bo może właśnie ta skóra, złuszczająca się po kawałku, jest nauczycielką jesiennego rytmu — rytmu oczyszczania, który przywraca oddech, miękkość i zgodę na to, że wszystko, co stare, może odejść.