29/01/2026
https://www.facebook.com/share/1AbvsHkRG2/
O dźwiękach, o których się nie mówi
Jest taki moment na sali, który nie pojawia się na początku praktyki. Przychodzi później — wtedy, gdy ciało jest już rozgrzane, zakres się pogłębia, a ruch zaczyna naprawdę wymagać uwagi. Czasem są to dynamiczne przejścia, czasem pozycje odwrócone, czasem dłuższe trwanie w wymagającym ustawieniu. W takich chwilach uwaga naturalnie kieruje się do środka. Zaczynamy oddychać bardziej świadomie — głębiej, mocniej, czasem szybciej — bo ciało próbuje w ten sposób utrzymać stabilność.
I właśnie wtedy oddech przestaje być tłem. Zaczyna pełnić swoją pracę. Przepona pracuje wyraźniej, wydech zaczyna regulować napięcie, a ciało korzysta z oddechu, żeby poradzić sobie z wymaganiem. I właśnie w takich momentach czasem pojawia się dźwięk. Krótki. Jednoznaczny. Taki, który natychmiast wyciąga uwagę z ciała do głowy.
Wstyd przychodzi szybciej niż refleksja. Pojawia się napięcie, chęć kontroli, myśl: „coś jest ze mną nie tak”. A przecież to doświadczenie zna bardzo wiele kobiet. Tak — chodzi o powietrze z pochwy. Temat, o którym rzadko mówi się na głos, a jeszcze rzadziej spokojnie go tłumaczy.
Najczęściej słyszy się wtedy jedno wyjaśnienie: słabe mięśnie dna miednicy. I czasem to prawda. Ale bardzo często to tylko fragment większej historii. Dno miednicy nie działa w izolacji. Jest częścią systemu, który reaguje na oddech, ruch i zmiany ciśnienia w ciele. Bez zrozumienia tego fundamentu samo „wzmacnianie” bywa mało wartościowe, a czasem wręcz nieskuteczne.
Oddychamy cały czas, ale nie zawsze w ten sam sposób. Inaczej, gdy siedzisz i czytasz. Inaczej, gdy idziesz szybkim krokiem. Inaczej, gdy podnosisz coś ciężkiego. I inaczej, gdy praktykujesz jogę — szczególnie wtedy, gdy ciało jest już w wysiłku, zakresy są większe, a układ nerwowy potrzebuje stabilizacji. Ciało nie zna jednego „prawidłowego” toru oddechu. Zna adaptację. Dobiera strategię do zadania, które przed nim stoi.
W praktyce ruchowej bardzo często oddech pogłębia się w kierunku brzucha. Przepona obniża się, objętość jamy brzusznej się zmienia, a dno miednicy — zupełnie fizjologicznie — podąża za tym ruchem. Jeśli w tym samym czasie klatka piersiowa jest mało ruchoma, żebra nie uczestniczą w oddechu, a wydech jest krótki lub gwałtowny, w ciele tworzy się określony układ ciśnień. Nie patologiczny. Mechaniczny. W pozycjach, w których miednica jest otwarta, a tkanki krocza wydłużone, powietrze może dostać się do pochwy. Nie dlatego, że coś się „nie domyka”, ale dlatego, że ciało reaguje na różnicę ciśnień i ułożenie struktur.
Potem przychodzi moment zmiany. Przejście. Dynamiczny ruch albo wyjście z pozycji. Wydech. Napięcie brzucha. Ciśnienie rośnie szybciej, niż dno miednicy zdąży się do tego dostosować ekscentrycznie, czyli z kontrolowanym wydłużeniem. I powietrze się wydostaje. Czasem głośno, czasem ledwo słyszalnie. To nie jest błąd ciała. To informacja o koordynacji.
Właśnie dlatego samo wzmacnianie mięśni dna miednicy nie zawsze rozwiązuje problem. Można mieć relatywnie silne mięśnie, a mimo to doświadczać takich sytuacji, jeśli fundament — oddech i praca z ciśnieniem — pozostaje niezmieniony. Dno miednicy reaguje na to, co dzieje się wyżej: na przeponę, na żebra, na tempo ruchu. Siła bez koordynacji nie daje kontroli.
Co ciekawe, bardzo często dotyczy to kobiet mobilnych, regularnie praktykujących, świadomych swojego ciała. Im większy zakres i większe wymaganie, tym więcej zmiennych. A im więcej zmiennych, tym większe znaczenie ma to, jak oddychasz i czy ciało ma czas, by za tym oddechem nadążyć.
Rozwiązaniem nie jest więc zaciskanie się bardziej ani próba „trzymania” wszystkiego za wszelką cenę. Często jest nim coś znacznie subtelniejszego: zauważenie, jakim torem oddychasz w danym momencie i czy jest on adekwatny do tego, co właśnie robisz. Oddech codzienny nie jest tym samym co oddech w wysiłku. Oddech w ruchu nie jest tym samym co oddech w praktykach oddechowych. A pranajama nie jest wzorcem na całe życie, tylko narzędziem, które pozwala lepiej zrozumieć reakcje własnego ciała.
Ciało, które potrafi zmieniać strategię oddechową w zależności od sytuacji, jest ciałem elastycznym. A elastyczność nie polega na tym, że nic się nie wydarza. Polega na zdolności do regulacji. Jeśli więc na macie pojawi się powietrze z pochwy, zamiast traktować to jak coś, co trzeba ukryć, można potraktować to jak sygnał. Nie pytanie: „co ze mną jest nie tak?”, ale: „jak oddycham w tym momencie i czy moje ciało nadąża za tym, co od niego wymagam?”
Ciało nie robi niczego przeciwko nam. Ono reaguje. A jeśli nauczymy się słuchać tych reakcji bez wstydu i bez uproszczeń, bardzo często prowadzą nas dokładnie tam, gdzie warto zajrzeć najpierw — do fundamentu.
DJ🤍