29/01/2026
Thursday. Surprisingly, it's not raining. You've just finished supervision. You feel that satisfying state in your body when thoughts and feelings finally find their rightful place, creating space for new reflections. And then a thought comes to your mind – was there ever a time when children could simply be children? And you think, no, but at the same time, you admit to yourself that today, children can no longer be children any more than they used to. They have to be someone. This "someone" can take any form. It could be something more specific, like a diligent student, a competition winner, a soccer player, a judoka, a gymnast. But it can also be a less specific "someone" – someone ambitious, someone organized, someone serious. Whatever this "someone" is, it's usually not the same as "their" selves. Children don't become themselves by climbing a framework built for them by their parents, teachers, or other adults. They are more likely to be pushed into boxes created by us, the adults...
(which also raises the thought that often those who expect children to be able to resist negative peer influences do not give them the opportunity to practice speaking their minds at home).
And I think about how difficult it is to maintain a balance between educating children, socializing them, imparting a shared value system, and being open to their uniqueness and individualism, their individuality, their resources, and their weaknesses.
And I have no intention of lecturing anyone on how to maintain this balance. Mainly because I tend to believe that this balance is a continuous process, in which failures are intertwined with successes, and we can only hope that there will be more successes than failures. The only thing I would like to do is encourage those who influence children to reflect more on the nature of their actions. Are they more likely to support or to shape children.
Czwartek. O dziwo nie pada. Jesteś tuż po superwizji. Czujesz w ciele ten satysfakcjonujący stan, kiedy myśli i odczucia w końcu znajdują należne im miejsce i tworzą tym samym przestrzeń dla nowych refleksji. I na to przychodzi ci do głowy taka myśl – czy był kiedyś czas, kiedy dzieci mogły być po prostu dziećmi? I myślisz, że nie, ale jednocześnie przyznajesz sama przed sobą, że dzisiaj dzieci nie mogą być dziećmi jeszcze bardziej niż kiedyś. Muszą być kimś. To „kimś” może przybrać dowolną postać. To może być coś bardziej konkretnego, jak pilnym uczniem, laureatem konkursu, piłkarzem, judoką, gimnastyczką. Ale może być to też mniej sprecyzowane „kimś” – kimś ambitnym, kimś zorganizowanym, kimś poważnym. Jakie by to „kimś” nie było z reguły nie jest tożsame z „sobą”. Dzieci raczej nie stają się sobą wspinając się po stelażu zbudowanym im przez rodziców, nauczycieli, innych dorosłych. Bardziej wpychane są w szuflady stworzone przez nas, dorosłych…
(co rodzi też myśl, że często ci, którzy oczekują od dzieci umiejętności przeciwstawienia się złym wpływom rówieśniczym nie dają im jednocześnie możliwości trenowania umiejętności mówienia swoim głosem w warunkach domowych).
I myślę o tym, jak trudno jest zachować równowagę między uczeniem dzieci, uspołecznianiem ich, przekazywaniem wspólnego systemu wartości, a otwartością na wyjątkowość i indywidualizm dzieci, na ich unikatowość, zasoby, ale też słabsze strony.
I nie mam najmniejszego zamiaru nikogo pouczać, jak tą równowagę powinno się zachowywać. Głównie dlatego, że składaniam się ku stwierdzeniu, że wspomniana równowaga to proces ciągły, w którym porażki przeplatają się z sukcesami, a my możemy mieć tylko nadzieję na to, że sukcesów będzie więcej niż porażek. Jedyna rzecz, jaką chciałabym zrobić to zachęcić tych, którzy mają wpływ na dzieci do większej refleksji nad tym, jaka jest natura ich działań. Czy bliżej im do wspierania, czy jednak odkształcania dzieci.