Psychoterapeuta - Maja Suwalska-Wąsiewicz

Psychoterapeuta - Maja Suwalska-Wąsiewicz Jestem psychoterapeutką. Pracuję w Łodzi. Uważam, że warto ją popularyzować. Psychoterapią zajmuję się od 2010 roku. Pracuję w nurcie psychodynamicznym.

Psychoterapia dla mnie to nie tylko metoda leczenia, ale i narzędzie do rozumienia świata wewnętrznego, oraz rozwoju i zmiany sposobu myślenia i przeżywania. Obecnie pracuję w jednej z łódzkich poradni oraz w gabinecie prywatnym. Po 5 letnich studiach magisterskich z pedagogiki specjalnej, ukończyłam 4,5 letni całościowy kurs psychoterapii atestowany przez Polskie Towarzystwo Psychiatryczne. Bliskie jest mi myślenie psychoanalityczne. Pracuję pod stałą superwizją certyfikowanych superwizorów - psychoterapeutów i psychoanalityków.

Są procesy, którym ulegamy codziennie, a nad którymi się nie zastanawiamy. Jednak to, że o nich nie myślimy, wcale nie z...
27/01/2026

Są procesy, którym ulegamy codziennie, a nad którymi się nie zastanawiamy. Jednak to, że o nich nie myślimy, wcale nie znaczy, że nie są dla nas ważne. Weźmy na przykład takie trawienie. Siadając do jedzenia raczej nie zastanawiamy się nad tym, co później z nim się stanie. Rozkoszujemy się nieraz jego widokiem, poddajemy jego zapachowi, pozwalamy żeby smaki rozlały się w naszych ustach. Gdy pokarm trafia do nich, zaczyna być poddawany działaniom różnych enzymów. Ich celem jest rozłożenie bardziej skomplikowanych elementów na prostsze, a następnie uczynienie z nich budulca, który wpłynie korzystnie na działanie naszego organizmu. Innymi słowy - trawimy, a następnie wchłaniamy to, czego nasz organizm potrzebuje.

Czasami jednak mamy takie sytuacje - na pewno je znacie z własnego doświadczenia - że jemy zbyt szybko bez uważności. Wtedy jakiś kawałek jedzenia trafia dalej do żołądka bez wystarczającego przeżucia. A czasami zdarza się tak, że coś nam nie posłuży. Może nas wtedy boleć żołądek albo jelita i możemy mieć poczucie, że coś było niestrawne.

Można powiedzieć, że nasza psychika działa na podobnej zasadzie. Doświadczenia, z którymi stykamy się każdego dnia, są jak pokarm dla naszego umysłu. Jednak nie wszystko, co przeżywamy, jest od razu gotowe do przyjęcia. Żeby nasz umysł mógł bez przeszkód pracować, złożone stany muszą zostać przekształcone w taki sposób, żeby mogły być "strawne". Dopiero wtedy nam posłużą i będziemy mogli je przyjąć.

Ale umysł, podobnie jak żołądek czy jelita, może nie poradzić sobie z niektórymi doświadczeniami. Wtedy możemy mieć poczucie wypełniającego nas napięcia, chaosu wewnętrznego, zalewu nie odróżnialnych emocji, niezrozumiałych fizycznych doznań. To znak, że coś w nas zalega, coś nie mogło zostać strawione. Być może bodźców było za dużo. Albo my byliśmy w zbytnim wewnętrznym pobudzeniu, które uniemożliwiło nam zatrzymanie się na danym zjawisku i dopuszczenie go do siebie w pełni. A może nasz umysł pochłaniało coś zupełnie innego i nie starczyło w nim miejsca na zajęcie się jeszcze kolejną sprawą. Umysł wtedy nie boli tak jak boli żołądek czy jelita. Ale daje nam informację o swoim kłopocie w inny sposób. Możemy gorzej spać, nie radzić sobie z nastrojem czy emocjami, albo mieć inne, poważniejsze problemy, które prowadzą nas do terapeuty lub psychiatry.

I tu chcę Was uczulić na ważny wątek. Rola innej osoby w takim psychicznym trawieniu jest nieoceniona. Zobaczcie, jak jesteśmy mali, nasz układ pokarmowy nie jest od razu gotowy na przyjęcie bardziej skomplikowanego jedzenia. On sobie pomału dojrzewa. I rodzice zazwyczaj wiedzą kiedy dziecko jest gotowe, żeby rozszerzać dietę.

Z umysłem jest podobnie. On też dojrzewa. On też potrzebuje czasu, by nabrać pewnych umiejętności. I potrzebuje też dostosowania płynących do niego bodźców do tego, co może strawić. Wiele rodziców o to dba. Jednak są i tacy, którzy - sami doświadczywszy nieadekwatnej opieki - nie mogą jej potem dać swoim dzieciom. Może się wobec tego wykształcić w umyśle taki stan, jakbyśmy byli pozbawieni pewnego ważnego enzymu.

Ten "enzym" może zacząć funkcjonować tylko wtedy, gdy doświadczyliśmy w naszym rozwoju takiej obecności drugiego człowieka, który z zewnątrz pomagał nam rozkładać bardziej skomplikowane czy trudne dla nas doświadczenia na prostsze. To może być rodzic. W późniejszym życiu przyjaciółka czy przyjaciel, albo terapeuta. To właśnie podczas psychoterapii, w relacji terapeutycznej, możemy doświadczać przygotowywania naszego wewnętrznego środowiska w taki sposób, żeby ten "enzym" mógł przejąć potem swoje funkcje i by nasz umysł mógł sobie samodzielnie radzić z różnymi wyzwaniami. Innymi słowy - najpierw ktoś musi trawić z nami, żebyśmy później byli gotowi robić to sami. Dzięki temu doświadczenia przestają tak bardzo boleć, przestają zalegać, a zaczynają coś znaczyć.

Fot: Tanya Barrow z Unsplash



Nie wiem czy wiecie - susza pozostawia ślad w strukturze wzrostu drzewa. Słój, czyli pierścień przyrostu rocznego - wars...
21/01/2026

Nie wiem czy wiecie - susza pozostawia ślad w strukturze wzrostu drzewa. Słój, czyli pierścień przyrostu rocznego - warstwa drewna, która jest odkładana przez drzewo w kolejnych sezonach wzrostu, jest wtedy cieńszy, czasem nieregularny, czasem z mikrouszkodzeniami. W pniu drzewa susza zostaje zapisana na zawsze jako ślad w jego strukturze.
Podczas suszy drzewo ogranicza fotosyntezę, produkuje mniej energii i inwestuje w przetrwanie. Jeśli kolejne tygodnie, miesiące i lata są bardziej korzystne dla rozwoju, drzewo kontynuuje swój wzrost. Ale - okres suszy może pozostawić w nim swój znak na zawsze.

Jej najważniejszy wpływ polega na tym, że może zmienić tempo, strategię i odporność dalszego rozwoju drzewa, nie zatrzymując go, ale nadając inną formę lub inną dynamikę.
Takie drzewo może stać się mniej odporne na choroby, mróz i szkodniki oraz wykazywać większą wrażliwość na kolejne okresy niedoboru wody - choć u części drzew uruchamiane są strategie zwiększające odporność kosztem tempa wzrostu.
Może rosnąć wolniej, inwestując więcej w mechanizmy ochronne niż szybki wzrost. Szczególnie, gdy susza przypada na okres "dzieciństwa" drzewa.

Czy nie uważacie, że podobne prawidłowości występują i u nas?
Wiele osób nosi w sobie doświadczenie suszy emocjonalnej - niewystarczającego dostrojenia rodziców, ich wycofania lub zbytniej koncentracji na sobie. Susza emocjonalna pojawia się wtedy, gdy dorosły nie reaguje na dziecięce potrzeby; gdy dziecko nie jest widziane i wzrasta w doświadczeniu opuszczenia i samotności.

Nie zawsze taka susza jest równoznaczna z traumą. Jeśli jest krótkotrwała i po niej następuje czas karmienia i adekwatnej obecności, może się zapisać jako niekoniecznie niszczące doświadczenie. Tak może być wtedy, gdy rodzic jest w kryzysie, albo z jakiś innych powodów nie może być dostępny dla dziecka. Jeśli kryzys mija i dorosły odzyskuje równowagę, która pozwala mu widzieć świat wokół, może naprawić ewentualne szkody i nie dopuścić do tworzenia się w dziecku bolesnej rany.

Jeśli jednak susza emocjonalna trwa, zapis o niej wnika głębiej w pokłady tworzącej się osobowości i ma dużo poważniejszy wpływ na powstające w dziecku strategie radzenia sobie z życiem.

Choć te strategie mogą wyglądać bardzo różnie, łączy je jedno: wszystkie polegają na inwestowaniu w poczucie bezpieczeństwa kosztem swobodnego kontaktu ze światem i ekspresji siebie.

Taki człowiek może zainwestować swoje zasoby w tworzenie sztywniejszej i bardziej kontrolującej struktury - jakby budował w sobie coś gęstszego, bezpieczniejszego i mniej podatnego na pęknięcia. Można powiedzieć, że wydaje się "twardszy". Kontroluje swoje emocje i jest mniej spontaniczny. Próbuje dbać w ten sposób o swoją wrażliwą tkankę, by ponownie coś jej nie nadszarpnęło. Jednak, jest mniej "przepuszczalny" na bliskość i intensywność przeżywania.

Ktoś inny z kolei może wytworzyć taką organizację, która skłania go do skupiania się na świecie wewnętrznym. Jest czujny, wrażliwy. Dobrze wyczuwa innych. Jednak może mieć kłopot z ekspresją siebie, zabawą czy byciem widocznym. Można powiedzieć, że taka osoba buduje ogromne korzenie, jednak na zewnątrz zajmuje niewiele miejsca - jej energia idzie bardziej w podtrzymywanie życia niż w rozrastanie się ku światu.

Inny przykład, to mechanizmy obronne, które są jak żywica, nie pozwalająca dostać się innemu do wnętrza czy tworzyć satysfakcjonującą intymną bliskość. Albo strategie oparte na wycofywaniu z relacji, tłumieniu potrzeb i minimalizowaniu oczekiwań. Bo coś wciąż szepcze, że lepiej nie potrzebować niż być pozbawionym. Lepiej więc zainwestować w przetrwanie niż w ekspresję i narażać się tym samym na zranienie. To strategia, w której bezpieczeństwo jest ważniejsze niż rozkwit.

Organizm - czy to drzewo, czy człowiek - rozwijający się w warunkach, które nie są w pełni bezpieczne, nie dąży do maksymalnego rozkwitu, lecz do minimalizowania ryzyka rozpadu.

Fot. Anna Evans z Unsplash

Powszechnie wiadomo, że więź między dzieckiem a matką jest czymś wyjątkowym. Tworzy się ona na etapie życia płodowego, a...
15/01/2026

Powszechnie wiadomo, że więź między dzieckiem a matką jest czymś wyjątkowym. Tworzy się ona na etapie życia płodowego, a wiele mam zaczyna dbać o to przyszłe połączenie jeszcze przed zajściem w ciążę, myśląc o swoim przyszłym dziecku, wyobrażając je sobie i szykując dla niego miejsce w swojej głowie i w swoim ciele.
Przez 9 miesięcy ciąży te dwa osobne organizmy są jakby jednym. Połączone przez łożysko i pępowinę przekazują sobie wzajemnie różne ważne elementy. No właśnie - wzajemnie. Przeczytałam niedawno o zjawisku mikrochimeryzmu płodowego. I zrobiło to na mnie duże wrażenie.
W czasie ciąży łożysko działa jak most między mamą a dzieckiem. Przez nie dostarczane są tlen i substancje odżywcze. Jednak łożysko nie jest w pełni szczelną barierą. Okazuje się, że od dziecka do matki również coś się przedostaje. Komórki macierzyste dziecka potrafią przewędrować do organizmu mamy i wniknąć w jej różne tkanki. Takie komórki znaleziono u matek np. w sercu, skórze i w mózgu. I to kilkadziesiąt lat po porodzie (tymi badaniami zajmowała się amerykańska genetyk i neonatolożka Diana W. Bianchi).

To niesamowite na jak głębokim, fizycznym poziomie zagnieżdża się dziecko w ciele matki.

Co ważne, komórki dziecka są aktywne - mają zdolność do różnicowania się i reagowania na uszkodzenia tkanek. Można więc powiedzieć, że ciało matki zostaje trwale zmienione przez obecność dziecka. Nie do końca jeszcze wiadomo po co to się dzieje, ale pewne badania sugerują, że komórki płodowe mogą wspierać regenerację tkanek matki, mogą brać udział w procesach gojenia, a nawet potencjalnie chronić przed niektórymi chorobami. To oznacza, że nie tylko matka daje życie, ale dziecko dosłownie oddaje cząstkę siebie, która w matce zostaje na zawsze.

To pięknie pokazuje jak bardzo pewne procesy psychologiczne łączą się z naszym ciałem, biologią, fizycznością. Jesteśmy jednością ciała, psychiki. Niektórzy dodaliby: i ducha.

Ale, jak to często bywa, zjawiska zazwyczaj mają dwie strony - tą którą odbieramy jako dobrą, karmiącą, dającą coś oraz taką która jest nieprzyjemna, bolesna, a czasem zatruwa nam życie. Czy o mikrochimeryzmie nie można by zatem myśleć podobnie? No bo przecież macierzyństwo to nie tylko uniesienia i radość. Bardzo często to również cierpienie, rozczarowanie i wiele innych stanów budzących dyskomfort. Relacja z kolei nie zawsze buduje, ale może wnosić w nasze życie smutek, żal i rozpacz.

Istnieje hipoteza badawcza, że mikrochimeryzm może być w jakiś sposób zaangażowany w choroby autoimmunologiczne. Jednak wyniki póki co nie są jednoznaczne. Prawdopodobnie ten niezwykle ciekawy mechanizm może działać w dwie strony: albo ochronnie albo obciążająco.

Trudno nie pomyśleć, że więź zawsze coś wnosi i zawsze coś w nas zmienia. Bliskość zawsze zostawia ślad. Nie zawsze jednak jest to pozytywne.

Grafika: Paweł Czerwiński z Unsplash

Simone Shamay-Tsoory, izraelska neurobiolożka, prowadzi badania nad empatią.W jednym z badań analizowała aktywność mózgu...
09/01/2026

Simone Shamay-Tsoory, izraelska neurobiolożka, prowadzi badania nad empatią.
W jednym z badań analizowała aktywność mózgu dwóch osób siedzących naprzeciwko siebie: jednej doświadczającej cierpienia i drugiej — empatyzującej.
Okazało się, że poziom cierpienia pierwszej osoby zmniejszał się pod wpływem doświadczania kontaktu z drugą — wrażliwą, mentalizującą osobą. U niej z kolei poziom cierpienia nieznacznie wzrastał.
To pięknie pokazuje, jak kontakt z drugim człowiekiem może mieć dobroczynny wpływ oraz skłania mnie do refleksji nie tylko nad terapią czy wsparciem udzielanym w gabinetach, ale szerzej — nad relacją z drugim człowiekiem.
Wrażliwa obecność potrafi leczyć rany i nie tylko zmienia naszą percepcję i emocjonalność, ale — dzięki plastyczności mózgu i synchronizacji procesów neuronalnych między ludźmi — może przekładać się na głębsze zmiany na poziomie neuronalnym.
(Źródło: Cezary Żechowski, „Rozmowy o miłości, współczuciu i gniewie. Kiedy psychoanaliza spotyka neuronaukę”).

Zdjęcie: Miguel Alcântara z Unsplash

"Bowlby pokazywał, że część dzieci adaptuje się, wygaszając uczucia więzi - zdolności do budowania relacji - i koncentru...
30/12/2025

"Bowlby pokazywał, że część dzieci adaptuje się, wygaszając uczucia więzi - zdolności do budowania relacji - i koncentruje się na sobie. Inna część dzieci stara się sprowadzić figurę przywiązania do siebie bardzo gwałtownymi emocjami albo sygnałami. Ale zarówno jeden, jak i drugi sposób mogą być utrudnieniem w dalszym rozwoju. W pierwszym przypadku może powstać tak zwany unikający wzorzec przywiązania, który oznacza poważne problemy z budowaniem trwałej więzi z drugą osobą, bo jest tendencja do wycofywania się do swojego świata. Z kolei w drugim przypadku potrzeby, żądania, pragnienia, poczucie niezaspokojonej miłości, lęk mogą być tak silne, że zaleją drugą osobę i będą same z siebie zagrożeniem dla więzi".
(Cezary Żechowski - Rozmowy o miłości, współczuciu i gniewie. Kiedy psychoanaliza spotyka neuronaukę).

Mechanizmy obronne bywają jak miecz obosieczny - chroniąc przed jednym rodzajem cierpienia, mogą fundować inne. Ich rozb...
18/12/2025

Mechanizmy obronne bywają jak miecz obosieczny - chroniąc przed jednym rodzajem cierpienia, mogą fundować inne. Ich rozbrajanie w toku psychoterapii bywa procesem żmudnym i niekoniecznie prowadzi do poprawy samopoczucia. Tym niemniej jest procesem niezbędnym by dostać się do istoty bólu i móc w końcu się nim należycie zająć.

Mechanizmy obronne mogą być jak dobrzy przyjaciele, którzy wspierają nas w trudnych i wymagających momentach. Jednak gdy...
16/12/2025

Mechanizmy obronne mogą być jak dobrzy przyjaciele, którzy wspierają nas w trudnych i wymagających momentach. Jednak gdy ci przyjaciele nie dorośli i cały czas pozostają w minionym już świecie, na niewiele nam sie zdadzą. Mechanizmy, które się nie rozwijają i nie aktualizują do zmienionych warunków, mogą nam bardziej szkodzić niż nieść pomoc.

Rozwój i natura mają własną mądrość. Taki kompas, który dobrze wie jaką ścieżką podążać, żeby ich wartość i potencjał mo...
11/12/2025

Rozwój i natura mają własną mądrość. Taki kompas, który dobrze wie jaką ścieżką podążać, żeby ich wartość i potencjał mogły być wydobyte. Jednak nasze spotkania z życiem i innymi ludźmi bywają tak skomplikowane i trudne, że to, co dobre i naturalne się gubi, przytłoczone nadbudowanymi strategiami przetrwania.

Mechanizmy obronne wykształcają się w celu zminimalizowania nieprzyjemnych doświadczeń. Jeśli tego, co przytłacza, niszczy, boli, rani jest dużo, obrony muszą to uwzględniać. Bodźce (z zewnątrz i z wewnątrz) muszą być filtrowane, żebyśmy nie popadli w szaleństwo lub nie stracili życia. Jeśli są (lub przeżywane są) jako zbyt intensywne, natarczywe i intruzywne, zatrzymają je tylko radykalne i silne mechanizmy, które zablokują ich dostęp do psychiki.

Takie mechanizmy robią pożyteczną robotę. Ale zazwyczaj tak rozgaszczają się w naszym umyśle, że zostają z nami na bardzo długie lata. Są jak prości, ale skuteczni wojownicy. Ich zadaniem jest neutralizacja tego, co się pojawia. Niestety, ich mocną stroną nie jest umiejętność odsiania tego, co wymaga neutralizacji od tego, co już niekoniecznie. One idą na całość. Zlikwidują potencjalne zagrożenie, ale rykoszetem dostaną również wartościowe i dobre uczucia, myśli, stany, relacje i doświadczenia.

W psychoterapii powoli i z wyczuciem staramy się rozszczelniać zbroję, którą przez lata utworzyły i szukać czującego, często zranionego miejsca, które czeka by je uleczyć.



Jak myślę o psychoterapii to widzę dwa połączone ze sobą obszary, o które trzeba zadbać - ten zraniony, który domaga się...
09/12/2025

Jak myślę o psychoterapii to widzę dwa połączone ze sobą obszary, o które trzeba zadbać - ten zraniony, który domaga się leczenia oraz ten zamrożony, który nie miał szansy się rozwinąć. Nie dzieje się tak oczywiście zawsze i nie każdego, kto przychodzi na terapię dobrze jest tak widzieć. Jednak w przypadku głębszych lub/i dłużej trwających problemów tak zazwyczaj sprawa wygląda.

W tej kwestii myślę, że jesteśmy podobni do rośliny, która nie kwitnie i nie wydaje owoców, jeśli trawi ją jakaś choroba lub zalęgły się w niej szkodniki. Jeśli odpowiednio się nią zajmiemy - usuniemy przyczynę tego, że roślina marnieje i stworzymy warunki potrzebne do pobudzenia naturalnego procesu - doprowadzimy do jej odrodzenia. Jest duże prawdopodobieństwo, że nie tylko będzie mogła skierować więcej energii w kwitnienie, a nie walkę z chorobą, ale że będzie dawać coś wartościowego innym.



Mechanizmy obronne przychodzą nam z ogromną pomocą. Dzięki nim życie jest możliwe do przeżycia. Zmniejszają siłę płynący...
04/12/2025

Mechanizmy obronne przychodzą nam z ogromną pomocą. Dzięki nim życie jest możliwe do przeżycia. Zmniejszają siłę płynących do nas z zewnątrz rozmaitych wyzwań, ale także umożliwiają radzenie sobie z naporami z wewnątrz. Niestety, nie zawsze można powiedzieć o nich tylko korzystne rzeczy. Czasem potrafią zniekształcić rzeczywistość, oddalić od relacji, a nawet kontaktu z samą lub samym sobą.



Rola matki w rozwoju dziecka jest nieoceniona. Pierwsze tygodnie i miesiące razem to niezwykła podróż czułości, miłości ...
01/12/2025

Rola matki w rozwoju dziecka jest nieoceniona. Pierwsze tygodnie i miesiące razem to niezwykła podróż czułości, miłości i delikatności, która staje się przestrzenią dla rozwijającego swój potencjał ucieleśniającego się umysłu. Zanim słowo nabierze swojego znaczenia jest napięcie, rozluźnienie, rytm, kołysanie, ciepło, zimno, zapach. Jest obecność i nieobecność. Ból i ulga. Pragnienie i zaspokojenie. Albo frustracja.
Nowe życie, jeśli tylko będzie miało zapewnioną bezpieczną więź, będzie rozwijać się samo. Troskliwy dotyk w połączeniu z filtrowaniem docierających wrażeń stopniowo będzie pomagać dziecku oswajać ten świat - uczyć się siebie i swoich granic oraz z zaciekawieniem stawiać czoła temu, co nowe.



Życie - mimo całego swojego piękna - bywa też bardzo wymagające. Nie sposób przejść przez nie bez stosownego zestawu obr...
23/11/2025

Życie - mimo całego swojego piękna - bywa też bardzo wymagające. Nie sposób przejść przez nie bez stosownego zestawu obron, które pomagają zminimalizować nieprzyjemności płynące z różnego rodzaju zawirowań. To, co ochrania, może jednak również szkodzić. Wtedy koszt używania takich mechanizmów zaczyna robić się niewspółmiernie wysoki w stosunku do oferowanych przez nie korzyści. I życie się komplikuje.
W najnowszym odcinku podcastu "Przestrzenie psychoterapii" opowiadam o tym, co nas chroni. Zapraszam do wysłuchania. Link w komentarzu.



Adres

Warecka 3/403
Łódź
91-202

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Psychoterapeuta - Maja Suwalska-Wąsiewicz umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Praktyka

Wyślij wiadomość do Psychoterapeuta - Maja Suwalska-Wąsiewicz:

Udostępnij

Share on Facebook Share on Twitter Share on LinkedIn
Share on Pinterest Share on Reddit Share via Email
Share on WhatsApp Share on Instagram Share on Telegram

Kategoria