22/10/2025
Przyszła mi ostatnio do głowy taka refleksja, że pewne lekcje pamięta się całe życie i nie mam na myśli, że ktoś nam zafundował jakiś ciężki czas, przeciwnie, że lekcja była tak dobra i doniosła, że stała się natychmiast formatywnym doświadczeniem, wpisującym się w zapisy naszego ciała.
To była lekcja u Gulnaaz Dashti, nauczycielki z Instytutu Jogi w Pune w Indiach sprzed 6 lat, którą obserwowałam i nazwana została przez nią "Suptavirasana party".
Pozycja, która długie lata była moim postrachem i wielu innych osób stała się dzięki niej czymś niemal radosnym i ekscytującym.
Moje sekwencje przez pierwsze lata prowadzenia zajęć układałam z głowy, zapisując skrzętnie każdy ruch w opasłym notatniczku, mam ich kilka.
To cenna pamiątka i zapis swojego rozumienia procesu asany.
Obecnie to już taki proces jak w programie "jaka to melodia", wystarczy mi jedna, dwie nutki. Proces tworzenia nie jest już tak intelektualny, to płynie bardziej z serca, przez intuicję. Improwizacja, do której chciano mnie wielokrotnie zniechęcić jest dla mnie kluczową metodą, jest melodią ciała i żywą reakcją na to kogo mam na yogashali, jaka faza Księżyca, jakie jest ogólne samopoczucie np że względu na pogodę, czy jest na sali uczestnik/czka z jakimiś ograniczeniami.
Nie myślę o zajęciach w kontekście stopnia zaawansowania, poziomu, ambicji dotknięcia bardzo trudnych akrobatycznych asan, tylko poszerzenia percepcji, świadomości, wnikania pod powierzchnię ciała pulsacją i przepływem energii.
Środa, godz. 18.00 Przebudzenie Kręgosłupa