Mamy Wioskę.

Mamy Wioskę. Rozwojowa i wspierająca wioska dla rodziców - blisko ۰ mądrze ۰ bez presji

Proszę, udostepniaj dalej :)
24/02/2026

Proszę, udostepniaj dalej :)

🤔 Ona nie zawsze wygląda jak „ciągły płacz” i „niewstawanie z łóżka”.Czasem na zewnątrz wygląda jak „codzienne” i „zwykł...
23/02/2026

🤔 Ona nie zawsze wygląda jak „ciągły płacz” i „niewstawanie z łóżka”.
Czasem na zewnątrz wygląda jak „codzienne” i „zwykłe” macierzyństwo.

Mówię o depresji poporodowej.
I nie bez powodu wracam dziś do tego tematu, bo właśnie dziś jest Ogólnopolski Dzień Walki z Depresją.

Jako psycholog i jako mama wiem, jak cienka potrafi być granica między „to normalne, każda mama tak ma” a momentem, w którym coś zaczyna boleć naprawdę głęboko.

Macierzyństwo to zmęczenie.
To huśtawki nastroju.
To ogrom emocji, które czasem trudno unieść.

I właśnie dlatego tak łatwo przeoczyć moment, w którym pod tym wszystkim zaczyna kryć się coś więcej niż tylko trudny okres.

Depresja poporodowa nie zawsze jest spektakularna.
Czasem to ciche poczucie pustki.
Czasem myśl, że „inni radzą sobie lepiej”.
Czasem narastające poczucie winy albo wrażenie, że nie czuję tego, co „powinnam”.

Można funkcjonować.
Można się uśmiechać.
Można ogarniać dzień za dniem.
A jednocześnie czuć, że w środku jest coraz trudniej.

Często słyszę:
„Kiedyś nikt tego nie diagnozował i jakoś żyjemy”.

Tylko czy naprawdę chodzi o samo przetrwanie?
Czy o życie, w którym jest miejsce na spokój, bliskość i poczucie, że jestem wystarczająca? Nieleczona depresja zostawia ślad - w relacji z samą sobą, dzieckiem, relacji z partnerem.

Ale jest też druga strona tej historii.
Depresję poporodową można leczyć.
Można z niej wyjść.
Wsparcie naprawdę działa.

Jeśli czujesz, że „to zwykłe zmęczenie” trwa zbyt długo…
jeśli coraz częściej towarzyszy Ci bezradność, drażliwość, obojętność albo poczucie, że coś jest nie tak, to potraktuj to poważnie.

To nie jest słabość.
To sygnał Twojego organizmu, że potrzebuje wsparcia.

Jako psycholog powiem Ci jedno - proszenie o pomoc to nie porażka.
Jako mama dodam - to jedna z najbardziej odważnych rzeczy, jakie możemy zrobić dla siebie i dla naszego dziecka.

Dodam jeszcze na koniec, że nie zapominajmy w tym wszystkim o tatusiach, bo oni również mogą mierzyć się z depresję poporodową (tak dobrze czytasz) i jeśli mama się z nią mierzy, to w tej relacji u taty zwiększa się szansa na zachorowanie!

Zachowaj ten post jeśli czujesz, że dotyczy Ciebie lub wyślij bliskiej Ci osoby, która może się z tym mierzyć 🧡
- Zuza

🫶 W międzynarodowy dzień psychologa…nie składam sobie życzeń, ale piszę ten post, żeby odczarować trochę mitów tego zawo...
21/02/2026

🫶 W międzynarodowy dzień psychologa…
nie składam sobie życzeń, ale piszę ten post, żeby odczarować trochę mitów tego zawodu i zaprosić do rozmowy, wymiany doświadczeń. A może kogoś zachęcić do poszukania pomocy 😊
🌿 Wokół psychologa jest sporo wyobrażeń i to tych z kategorii stereotypowych…. że siedzi w gabinecie i się mądrzy. ocenia, co robisz źle jako rodzic. analizuje każde Twoje słowo. patrzy z góry i „wie lepiej”.
A to nie do końca tak.
Psycholog nie stawia stopni z rodzicielstwa. Nie mówi: „powinnaś bardziej” albo „robisz to źle”. Nie przychodzi z gotową instrukcją na Twoje życie.
Raczej wspólnie się zastanawiamy i zadajemy sobie pytania:
Co tu jest trudne?
Co się w Tobie dzieje?
Czego potrzebujesz?
🌿 Wiele mam nie zgłasza się po pomoc, bo myśli: „powinnam poradzić sobie sama”, „inni mają gorzej”, „to tylko zmęczenie”. A proszenie o wsparcie nie jest słabością. Jest dojrzałością i troską i to nie tylko o siebie.
Piszę to też jako mama. Są momenty, kiedy wiedza psychologiczna nie sprawia, że jest łatwiej. Bo każda z nas po prostu przeżywa podobne trudności, musi zmierzyć się ze "stratami" macierzyństwa.
🌿 Psycholog nie zabiera emocji. Nie naprawia Cię. Pomaga uporządkować to, co w środku jest splątane. Pomaga odzyskać kawałek siebie.
🌿 W Dniu Psychologa chcę powiedzieć jedno:
W gabinecie nie musisz być silna, spokojna, idealna.
Nie musisz być jakakolwiek.
Po prostu bądź sobą.
Twoje dziecko ma tylko jedną mamę 🧡
- Zuza

Hop hop! Czołem Wiosko! 🌸Za nami wspaniałe warsztaty psychologiczne prowadzone przez naszą Zuzannę Sobiecką. Kto nie był...
20/02/2026

Hop hop! Czołem Wiosko! 🌸
Za nami wspaniałe warsztaty psychologiczne prowadzone przez naszą Zuzannę Sobiecką. Kto nie był, niech żałuje! :P A kto był - dziękujemy! 😊 Wczorajsze spotkanie wywołało lawinę pomysłów i ciekawych wniosków… Pewnie będę je częściowo przemycać w postach, ale dzisiaj o AKCEPTACJI.
Wspominałam Wam już, że mój synek nie jest miłośnikiem wózka? 😊 Otóż jeszcze będąc w ciąży, wiedziałam, że z wózkiem może być różnie, ale raczej wyobrażałam sobie siebie spacerującą alejkami, siedzącą na ławce w parku i czytającą książki. Przed porodem zamówiłam nawet kilka pozycji, żeby być przygotowaną na te piękne „posiadówki” pod chmurką 😉.
No i co… No i pierwsze dwa-trzy tygodnie były piękne. Spacery po 2-3 godziny, a nawet dłużej. Młody spał, spał i jeszcze raz spał… aż nagle bum! Jedno wyjście - płacz. Drugie wyjście - płacz. Myślałam: „ok, jest głodny, trzeba nakarmić”. Niestety, kolejna próba i znowu płacz, krzyki. I tak przy każdym wyjściu, bez względu na porę dnia. Pieluszka sucha, w gondoli milusio, ciuszki dobrane do pogody. A jednak każde wyjście na zewnątrz kończyło się stresem i nerwami. Próbował mąż, próbowałam ja, próbowaliśmy razem.
Moje wyobrażenie o spokojnych spacerach po prostu się rozmyło. Pamiętam, że był to jeszcze okres połogu - miewałam gorsze dni i bardzo potrzebowałam odespać. Mąż próbował wychodzić z młodym, bym mogła odpocząć, ale zazwyczaj po 15 minutach wracali do domu. Do tego każda jazda autem - czy to 5 minut, czy godzina - to był płacz. Pamiętam to zdziwienie u innych: „No ale jak to? Przecież dzieci lubią wózki!”, „Przecież w aucie od razu zasypiają…”. Też tak myślałam 😉.
Pamiętam swoje rozczarowanie i to, jakie to było dla mnie ciężkie. Ale ponieważ chciałam, by synek spędzał czas na powietrzu, nie rezygnowałam. Kombinowałam. Siedzieliśmy na kocu w ogrodzie albo w parku. Później wjechała chusta i nosidło. To nam pomogło, choć nie zawsze miałam siłę na noszenie. Bywały momenty, że i chusta szła w odstawkę, bo młody się w niej denerwował. Każdy spacer wiązał się z lekkim napięciem.
Z czasem nauczyłam się z tym funkcjonować. Gdy synek był większy i zrobiło się cieplej, po prostu wyciągałam go z wózka i niosłam na rękach. W końcu przyszedł moment, że Maksiu polubił się z wózkiem! Pamiętam moje szczęście, gdy mogłam spacerować przez 40 minut, a on leżał spokojnie i się uśmiechał. Niestety, po pewnym czasie znów mu się odwidziało...
Nawet zmiana fotelika w aucie nie pomogła od razu - nadal zdarza się płacz i muszę się zatrzymywać, by go lulać na rękach. Jeśli trafimy w porę drzemki, zaśnie i możemy spacerować nawet 2 godziny. Ale jeśli mamy wyjść w jego OKNIE AKTYWNOŚCI, nosidło mam zawsze w pogotowiu 😉.
Długo nie mogłam się z tym pogodzić. Pytałam siebie: „co robię nie tak?”. Walczyłam z tym niezadowoleniem, aż w końcu… po prostu odpuściłam. Zaakceptowałam to.
Zauważyłam, że w momencie pełnej akceptacji coś zaczęło się zmieniać. Ja stałam się spokojniejsza, a i młody zaczął dłużej wytrzymywać. Dostrzegłam plusy: nauczyłam się wiązać chustę, a dzięki temu, że syn lubi nosidło, możemy razem jeździć w góry! Pokonałam lęk przed wyjściem i wiem, że poradzę sobie w każdej sytuacji.
Ogromną ulgę przyniosły mi też spotkania z innymi mamami z naszej grupy. Okazało się, że nie tylko u nas tak jest! Są dzieci, które kochają wózki, i takie, które na sam widok gondoli krzyczą w niebogłosy. Choć ta druga opcja bywa trudniejsza, akceptacja tego faktu przynosi prawdziwy spokój.
A Wy? Macie w swoim macierzyństwie sytuacje, które po prostu zaakceptowałyście? Czy są rzeczy, z którymi nadal ciężko Wam się pogodzić? Czy są tu inne mamy „anty-wózkowych” dzieciaków? 😊
Dajcie znać w komentarzach, jestem bardzo ciekawa Waszych historii!
Ściskam Was mocno,
Mama Ania :)

500 🤍To dla nas coś więcej niż liczba.To 500 mam/tatusiów/osób, które w jakiś sposób chcą należeć do naszej społeczności...
17/02/2026

500 🤍
To dla nas coś więcej niż liczba.
To 500 mam/tatusiów/osób, które w jakiś sposób chcą należeć do naszej społeczności.
Dziękujemy, że jesteście. Naprawdę.
Chcemy, żeby to miejsce było realnym wsparciem, a nie tylko kolejnym profilem do scrollowania.
Dlatego zatrzymajmy się na moment.
Powiedz nam:
👉 Z czym teraz jest Ci najtrudniej w roli rodzica?
👉 O czym chciał_byś czytać / słuchać więcej?
👉 Jakie spotkania albo wydarzenia byłyby dla Ciebie naprawdę pomocne?
Może potrzebujesz więcej treści o emocjach dziecka.
Może o przeciążeniu i poczuciu winy.
Może o relacji z partnerem po pojawieniu się dziecka.
A może o tym, jak zadbać o siebie bez wyrzutów sumienia.
Napisz jedno zdanie. Jedno słowo.
To będzie dla nas najważniejsza wskazówka, w jaką stronę iść dalej.
Tworzymy to miejsce razem 💛
- Zuza, Ania i Ula
́lnota

Cześć Wiosko! 🌿Z tej strony Ula. Mam nadzieję, że tym postem zajaram Was do tematu 1 Pomocy- i nie ważne czy masz roczne...
16/02/2026

Cześć Wiosko! 🌿

Z tej strony Ula. Mam nadzieję, że tym postem zajaram Was do tematu 1 Pomocy- i nie ważne czy masz roczne, półroczne czy nastoletnie dziecko, ten temat przyda się dosłownie każdemu!

🤔 Co robić kiedy "dzieje się"?
Nie ważne, czy mówimy tutaj o krwotoku z nosa, zadławieniu, omdleniu... Ten schemat możesz użyć w każdej sytuacji!
ZUPA - rosół, ogórkowa cyz pomidorowa? Najlepiej ta, którą lubisz - zapamiętaj ten skrót a już zachwilkę dowiesz się o czym mowa. 🍲🍜

Z - zatrzymaj się! Dlaczego to takie ważne? Kiedy widzisz sytuację, w której ktoś potrzebuje pomocy najpierw TY upewnij się, że jesteś bezpieczny/a! Tak, nawet jeśli chodzi o Twoje dziecko!!! To proste, kiedy Twoje zdrowie lub życie będzie poważnie zagrożone, jesteś kolejną osobą do ratowania. Nie pomożesz a utrudniusz lub opóźnisz przyjazd pomocy na miejsce zdarzenia! 😣 A tego naprawdę nie chcemy! Co zrobić? Stań, na sekundę - rozejrzyj się i oceń czy TY jesteś bezpieczny/a. Czy nic nie wali się, nie pali się, czy nie biega rozśwcieczony pies...

U- USPOKÓJ SIĘ!!! Jeśli miejsce zdarzenia jest względnie bezpieczne (nie zagraża Tobie), weź głęboki wdech i wydech. Dlaczego? Dajesz tej całej sytuacji dotrzeć do siebie. Widzisz- złamana noga, jest krew, jest krzyk i płacz. Wdech, wydech. Ok, dam radę. To naprawdę robi różnicę! 😱Nie biegasz w amoku, nie krzyczysz, nie potęgujesz strachu. Bierzesz na klatę całą sytuacje i nie dajesz się przytłoczyć. 😪

P- pomyśl. Pomyśl: gdzie jest apteczka (czy wgl gdzieś jest?), AED, czy mam po kogo krzyknąć, żeby mi pomógł, czy ktoś usłyszy moje wzywanie pomocy, gdzie mój telefon? 💊Nie, nie masz robisz check-listy, to zajmie Ci dosłownie chwilkę. To właśnie ta chwila, żeby zobaczyć z czym możesz działać. Czy masz wsparcie- jeśli tak, wołaj! Jeśli nie, nie trać czasu na bieganie, krzyczenie - dzwoń na głośniku na 112! 🩺

A- adekwatnie do sytuacji REAGUJ! (nie było niczego innego na "a" 😅). To czas na reakcję. Jest bezpiecznie, jesteś względnie ogarnięty/a, wiesz czy masz wsparcie (inna osoba lub apteczka). 🦸‍♀️🦸

Reszta postu w KOMENTARZU - jednak mój wywód jest za długi na Facebooka ;)

Dzień dobry! 🌸Czy Wy też czujecie w powietrzu zapach wiosny? Dziś o poranku wsłuchiwałam się w śpiew ptaków i tak - to j...
13/02/2026

Dzień dobry! 🌸
Czy Wy też czujecie w powietrzu zapach wiosny? Dziś o poranku wsłuchiwałam się w śpiew ptaków i tak - to jest to! Idzie wiosna! 😊
Przychodzę do Was z pytaniem: jak to jest u Was z kontaktami maluchów z rówieśnikami? Uważacie, że relacje w pierwszym roku życia są ważne, czy raczej zbędne?
Pytam, bo miałam okazję zorganizować mikołajki dla naszych szkrabów. Tak, dobrze czytacie - mikołajki! 😉 Na początku myślałam, że to może przesada. Przecież są tacy mali, nie zrozumieją, będzie za dużo bodźców... A co, jeśli zaczną płakać? Czy to w ogóle ma sens?
Mimo obaw udało nam się spotkać! Dzięki uprzejmości Marlena Chojecka skorzystaliśmy z sali w jej studio tańca. Przygotowałyśmy poczęstunek i wynajęłyśmy najlepszą animatorkę pod słońcem - pozdrowienia dla Mila Mas! Wam już mogę zdradzić, że to ona była Mikołajem, ale maluchom jeszcze nie mówcie... 😉
Była zabawa, tańce i muzyka. I wiecie co? Okazało się, że było cudownie! Wspomnę tylko, że w grudniu nasze dzieciaczki miały od 6 do 11 miesięcy. Pamiętam, że mój syn był tego dnia bardzo marudny, drzemka mu nie wyszła i bałam się, że te dodatkowe bodźce go dobiją. A stało się coś odwrotnego - od wejścia na salę bawił się wyśmienicie! Zero płaczu, za to ogromne zainteresowanie „ziomeczkami”, sprawdzanie prezentów i dużo śmiechu. Nie przypominam sobie, żeby którekolwiek dziecko wpadało w histerię. Wręcz przeciwnie - były zafascynowane!
A my, mamy? Mogłyśmy po prostu miło spędzić czas ze sobą.
Piszę o tym, bo często słyszę, że dzisiejsze niemowlęta mają za dużo wszystkiego i że takie kontakty nie mają sensu, bo „one jeszcze nie nawiązują relacji”. Może i świat jest pełen przebodźcowanych zabawek, ale myślę, że we wszystkim trzeba złapać dystans i przede wszystkim obserwować swoje dziecko.
Mój Maks jest bardzo otwarty i towarzyski. Lubi, gdy wokół coś się dzieje. Jest ciekawy świata i odważny, dlatego daję mu przestrzeń, gdzie są inni ludzie i dzieci. Gdybym widziała lęk, gorsze wieczory czy problemy ze snem - pewnie bym odpuściła. Kluczem jest zdrowy balans.
Maks do 6. miesiąca wybudzał się przy każdym szmerze. Słyszałam wtedy, że „przesadzam” z tą ciszą. Ale ja nie „przyzwyczajałam” go do luksusów, tylko reagowałam na jego potrzeby. Teraz jest już inaczej, ale lekcja została: warto ufać własnej intuicji, o czym wspominała już Zuza. Jeśli czujemy, że coś jest dobre dla naszego dziecka - czemu z tego nie korzystać?
Cieszę się, że mamy swoją grupę mam. Dzięki temu Maks od początku widzi rówieśników - patrzy na nich, dotyka, naśladuje. Ma nawet swoją „narzeczoną”, z którą w Sylwestra jadł kolację z jednego talerza! 😊
A jak to wygląda u Was? Wasze maluszki lubią towarzystwo innych dzieci? Jakie macie do tego podejście? Dajcie znać w komentarzach - jestem bardzo ciekawa Waszych opinii!
Udanego weekendu, moi mili!
Ania

Wdzięczność w rodzicielstwie - brzmi abstrakcyjnie i trochę jak sztuczne hasło kampanii „only positive vibes”… ale może ...
11/02/2026

Wdzięczność w rodzicielstwie - brzmi abstrakcyjnie i trochę jak sztuczne hasło kampanii „only positive vibes”… ale może jednak ma sens?

Kiedy mówimy o byciu za coś wdzięcznym, łatwo pomyśleć:
„Serio? Przy niewyspaniu, chaosie i milionie rzeczy na głowie mam jeszcze być wdzięczna?”

I nie - to nie chodzi o udawanie, że jest łatwo.
Nie chodzi o pozytywne myślenie na siłę ani o zaklejanie trudnych emocji uśmiechem.

Z psychologicznego i neurobiologicznego punktu widzenia praktykowanie wdzięczności to raczej delikatny trening uwagi naszego mózgu.

Bo mózg ma naturalną tendencję do skupiania się na tym, co trudne, stresujące i potencjalnie niebezpieczne - to mechanizm przetrwania.
Problem w tym, że w codzienności rodzica potrafi on działać na pełnych obrotach, przez co łatwo widzimy głównie to, co nie działa i co jest trudne. A nasza perspektywa i sposób interpretowania rzeczywistości zaczynają przyjmować kształt naszych myśli.

Kiedy regularnie zauważamy drobne dobre momenty -
spokojne 5 minut ciszy, śmiech dziecka, ciepłą kawę wypitą do końca, własną cierpliwość w trudnej sytuacji -
nie zmieniamy rzeczywistości.
Zmienia się sposób, w jaki nasz mózg ją przetwarza.

Badania pokazują, że praktykowanie wdzięczności może:

🧡 wspierać regulację emocji,

🧡 obniżać poziom stresu,

🧡 poprawiać nastrój i poczucie sensu,

🧡 wzmacniać relacje.

To nie jest magiczne narzędzie.
To raczej małe, regularne przesuwanie uwagi - z trybu „co jest nie tak?” na „co też dzisiaj było wystarczająco dobre?”.
Możemy potraktować przy tym nasz mózg trochę jak mięsień - to, co ćwiczymy częściej, staje się dla niego bardziej naturalne.

I ważne:
wdzięczność nie oznacza ignorowania trudności.
Można jednocześnie być zmęczonym, wkurzonym i wdzięcznym za coś małego.
To nie zaprzecza rzeczywistości - to ją poszerza.

Jak zacząć - bardzo realistycznie

🌿 wieczorem zapisz 1 drobną rzecz z dnia (jedną - nie trzy, nie pięć),

🌿 nazwij coś, co zrobił_ś wystarczająco dobrze,

🌿 spróbuj zauważyć moment ulgi w ciągu dnia - nawet krótki.

Nie chodzi o idealny rytuał.
Chodzi o mikro-momenty, które powoli uczą mózg widzieć pełniejszy obraz codzienności.

Na koniec

Wdzięczność nie sprawi, że rodzicielstwo stanie się łatwe.
Ale może sprawić, że będzie trochę lżej - bo łagodniej zaczniemy patrzeć na siebie i na to, jak spełniamy się w roli rodzica 🌿
Pst... też staram się to ćwiczyć i nie zawsze wychodzi, ale widzę, że im częściej sięgam po wdzięczność, tym bardziej automatycznie mi przychodzi ona w codziennych sytuacjach i wtedy jest po prostu jakoś lżej na duchu 🤩

A Ty - za jaką jedną małą rzecz możesz dziś poczuć wdzięczność?
- Zuza

-Jejuu ile tych ciuszków! 😱-Cześć Wiosko!🌿Podejrzewam, że nie tylko ja wypowiadam te słowa dość często będąc rodzicem. A...
09/02/2026

-Jejuu ile tych ciuszków! 😱-

Cześć Wiosko!🌿

Podejrzewam, że nie tylko ja wypowiadam te słowa dość często będąc rodzicem. Ale zacznijmy od początku...
Już w czasie ciąży dostawaliśmy od znajomych, w prezentach ciuszki i jakieś du****le dla dziecka. Ale to dopiero w ostatnim miesiącu ciąży zobaczyłam ILE TEGO JEST!?! Zaczęłam segregować, składać, prać i... wyszło mi, że na start mam TRZY WORY ciuszków dla niemowlęcia!

Po porodzie były same niespodzianki 🤰: Aura urodziła się większa niż te pierwsze rozmiarówki niemowlęce- więc na start, połowa ciuszków była za mała 🤡 część ciuszków okazała się niewygodna do używania przez niedoświadczonych rodziców, i dopiero z tej ostatniej części ciuszków wyłoniły się ulubione 10 bodziaków, które były non-stop używane. 😏

🤭 Rezultat- dosłownie trzy wory ciuszków, które są do... no właśnie - wyrzucenia? Szkoda, bo nowe. Oddania? Próbowałam grupki na Facebooku, ogłoszenia na OLX - ale podejrzewam, że tam też są rodzice, którzy mają po sufit ciuszków dla dzieci. No i klops. Nie jestem z osób, które chomikują rzeczy- więc zaczęłam kombinować, co by tu zrobić. Jak rozwiązać ten problem. 🤔

Przypomniałam sobie, że w szpitalu dostaliśmy na start dla Aury jakieś tam pierwsze bodziaki, rożek itp. Olśniło mnie wtedy! Szpital! 😇 Od razu chwyciłam za telefon i zadzwoniłam do szpitala, w którym rodziłam - eureka! Przyjmują ciuszki, rożki, ręczniczki, duperelki (oczywiście w dobrym stanie). Na drugi dzień wszystko było spakowane i zawiezione do szpitala.

Kolejny etap- zabawki. 👼Powtórzone (10 sztuk) grzechotek - o co ludziom chodzi z tymi grzechotkami dla dziecka?! - które Aura miała w głębokim poważaniu (i nadal ma🤣). Misie szumisie- które prosiliśmy, żeby nam NIE kupować- jednak i tak dwa się trafiły. 🫠 Ogrom, prawdziwy ogrom rzeczy, zabawek, du****lek- na które nie mamy po prostu miejsca. Co z tym zrobić? Co z tym zrobić? W kółko próbowałam wymyślić - telefon do żłobków, przedszkól - tylko nowe, z atestami. Te, które rzeczywiście były w opakowaniach z nowści- oddaliśmy tam. Reszta- rozwoziliśmy- Dom Samotnej Matki we Wrocławiu, świetlice wiejskie... było rozwożenia- ale udało się! 🥳

Po co to piszę? Bo może ktoś z Was też boryka się z takim "problemem" (obyśmy tylko takie problemy w życiu mieli 😉) - tutaj przychodzę z rozwiązaniami:
♻️ciuszki w małych, pierwszych rozmiarach- lokalna porodówka, szpital
♻️ zabawki- Domy Samotnej Matki, przedszkola, żłobki, świetlice szkolne, świetlice wiejskie, lokalne biblioteki (one też mają kącik dziecięcy),
♻️ większe ciuszki rozmiarowo + ubrania ciążowe, kobiece- Domy Samotnej Matki

Macie sprawdzone miejsca, gdzie przyjmują powyższe rzeczy? Koniecznie podzielcie się w komenatrzu - bo coś czuję, że nie tylko ja mam zagwozdkę co z tymi rzeczami robić?! 🤔😅

Pozdrawiam spod kolejnych stert ciuszków do przesortowania!
-Ula

Czołem Wiosko!Jak Wam mija piąteczek? 😊 Pogoda nas nie rozpieszcza, więc przyznajcie - czy Wy też czekacie na wiosnę tak...
06/02/2026

Czołem Wiosko!
Jak Wam mija piąteczek? 😊 Pogoda nas nie rozpieszcza, więc przyznajcie - czy Wy też czekacie na wiosnę tak mocno jak ja? 😊
Dzisiaj kontynuuję opowieść o tym, co działo się u nas w ostatnim czasie (a ile wspaniałych wydarzeń jeszcze przed nami, ho ho ho! ;D). Tak jak wspominałam, sporo dobrego już za nami, a dziś opiszę kolejne spotkania, które udało nam się zorganizować. Były spotkania dla przyszłych mam, pikniki z maluchami, wspólne spacery, a także konkretne warsztaty dla rodziców.
Dzięki wspaniałej Uli Malickiej odbyły się warsztaty z pierwszej pomocy dla niemowląt i dzieci. Udało się zachęcić też kilka osób z zewnątrz i wiem, że wszyscy wyszli bardzo zadowoleni! Ogrom wiedzy i przydatnych informacji - ja osobiście bardzo dziękuję Uli, bo okazało się, że wielu rzeczy nie wiedziałam, a uważam taką wiedzę za must-have przy maluchach.
Życie szybko zweryfikowało teorię w praktykę... Niespełna dwa tygodnie po szkoleniu mój synek zakrztusił się przy jedzeniu. Dzięki warsztatom wiedziałam krok po kroku, co robić. Myślę, że to właśnie dzięki temu udało mi się zachować spokój i opanowanie. Jeżeli ktoś z Was chciałby, aby Ula powtórzyła takie szkolenie, dajcie znać w komentarzu - Ula z radością zorganizuje je ponownie! 😊
Udało się również zorganizować spotkanie dla mam z przedstawicielką olejków eterycznych firmy doTERRA. Dlaczego taki temat? Zainspirowała mnie pierwsza choroba synka 😉. Zaczęłam się zastanawiać, jak mogę wesprzeć jego odporność naturalnymi sposobami. Temat olejków był mi znany, ale nie do końca wiedziałam, jak bezpiecznie stosować je u niemowląt. Zapytałam na naszej grupie o rady i... bang! Okazało się, że jedna z naszych mam jest przedstawicielką i chętnie nas przeszkoli.
We współpracy z Heleną Wołowicz, nasza Zuzanna Adamczuk przygotowała wspaniały warsztat. Dziewczyny opowiedziały, które olejki wzmacniają odporność, a które warto wyciągnąć z apteczki podczas choroby. Mocno wierzę w siłę natury, więc zaraz po spotkaniu zaopatrzyłam się w bezpieczny zestaw dla mojego synka.
Co jeszcze ciekawego się wydarzyło? O tym przeczytacie w następnych postach, bo jedno z wydarzeń zasługuje na oddzielny, nieco dłuższy opis 😉.
A Ty? Masz jakieś pomysły na nasze kolejne spotkania? Może coś chodzi Ci po głowie i chcesz się tym podzielić? Wspólnie możemy stworzyć coś naprawdę fajnego! Daj znać w komentarzach! 😊
Życzę Wam udanego, spokojnego i pełnego słońca weekendu! 😊
Mama Ania

Intuicja w rodzicielstwie - czy ona w ogóle istnieje?Często słyszymy:„Słuchaj swojej intuicji”. "Najważniejsza jest matc...
04/02/2026

Intuicja w rodzicielstwie - czy ona w ogóle istnieje?
Często słyszymy:
„Słuchaj swojej intuicji”. "Najważniejsza jest matczyna intuicja."
Ale zaraz potem pojawia się wątpliwość:
A jeśli jej nie mam? A jeśli się mylę? A jeśli wszyscy wokół wiedzą lepiej? I mnóstwo różnych myśli zaczyna krążyć po głowie 🤔
Z psychologicznego punktu widzenia intuicja w rodzicielstwie istnieje, ale nie jest "magicznym szóstym zmysłem”.
To raczej szybki, nie do końca uświadomiony proces, w którym nasz mózg korzysta z:
doświadczeń,
🌿obserwacji dziecka,
🌿sygnałów z ciała,
🌿wcześniejszych relacji i wzorców.
Czyli: to, co podpowiada Ci umysł w danej sytuacji często ma swoje podstawy - nawet jeśli nie potrafisz tego od razu ubrać w słowa.
Dlaczego czasem trudno jej zaufać?
Bo dosyć łatwo można ją zagłuszyć. Najczęściej robią to:
❕nadmiar porad („u mnie działało coś zupełnie innego”),
❕porównywanie się z innymi rodzicami,
❕presja bycia „dobrą/ogarniętą mamą”,
❕zmęczenie i przeciążenie,
❕lęk przed popełnieniem błędu.
Wtedy intuicja nie znika -
ona po prostu cichnie pod hałasem z zewnątrz i wewnętrznym krytykiem.
Intuicja a emocje - ważne rozróżnienie
I tu ważna rzecz:
intuicja to nie to samo co impuls pod wpływem emocji.
Złość, lęk czy bezsilność są informacją -
ale kiedy jesteśmy bardzo pobudzeni, mózg działa w trybie alarmowym. Więc ja postrzegam intuicję jako coś co jest na połączeniu takiego rozemocjonowanego umysłu i takiego skrajnie racjonalnego
Dlatego:
nie mamy wpływu na to, że emocja się pojawia (to automatyczna reakcja mózgu),
mamy wpływ na to, co z nią zrobimy dalej.
Dopiero gdy napięcie trochę opadnie, łatwiej usłyszeć to, co intuicyjne - spokojniejsze, bardziej dopasowane do dziecka i do nas.
Jak sobie pomóc w kierowaniu się intuicją?
🧡zatrzymaj się na chwilę – nawet 10 sekund robi różnicę,
🧡zapytaj siebie: „Co moje dziecko próbuje mi teraz powiedzieć?” zamiast „Jak to uciszyć?”,
🧡zauważ, co mówi ciało (ścisk, napięcie, ulga - to też informacja),
🧡ogranicz ilość „rad” - czasem mniej wiedzy = więcej czucia,
🧡daj sobie prawo do prób i błędów - intuicja rozwija się w relacji, nie w perfekcji.
Na koniec
Intuicja w rodzicielstwie nie oznacza, że zawsze wiesz, co robić.
Oznacza raczej, że uczysz się słuchać siebie i swojego dziecka, zamiast wyłącznie zewnętrznych głosów.
A to proces.
Czasem cichy.
Czasem bardzo niepewny.
Ale bardzo ludzki 🌿
A Ty?
Czy zdarza Ci się ufać swojej intuicji jako rodzicowi - czy raczej ją podważasz?
- Zuza

Adres

Świdnica Gmina

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Mamy Wioskę. umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Udostępnij

Share on Facebook Share on Twitter Share on LinkedIn
Share on Pinterest Share on Reddit Share via Email
Share on WhatsApp Share on Instagram Share on Telegram