25/03/2026
Macierzyństwo dało mi bardzo dużo.
Ale dopiero niedawno zrozumiałam, że jednocześnie coś mi też zabrało.
Ula wczoraj pięknie napisała o odpuszczaniu w macierzyństwie.
Ja dopiero niedawno zrozumiałam, że zanim naprawdę zaczniemy odpuszczać… czasem potrzebujemy najpierw coś pożegnać.
Bo macierzyństwo to nie tylko początek nowego życia.
To też ciche końce wielu rzeczy, które były wcześniej.
Przez długi czas wydawało mi się, że wszystko jest „w porządku”.
Byłam w trybie działania - opieka nad dzieckiem, codzienność, obowiązki. Niewiele miejsca na zatrzymanie się i zastanowienie, co dzieje się ze mną.
Ale kiedy zaczęliśmy zbliżać się do pierwszych urodzin mojej córki, coś zaczęło we mnie pękać.
Zaczęłam być bardziej poirytowana.
Miałam mniej ochoty na spotkania z ludźmi.
Trudniej było mi cieszyć się rzeczami, które wcześniej dawały mi radość.
I zaczęłam się zastanawiać: co się ze mną dzieje?
Dopiero w ostatni weekend wiele rzeczy zaczęło mi się układać w całość.
Na zajęciach z psychologii okołoporodowej robiliśmy ćwiczenie „wstążka smutku”, które dotyczyło różnych strat w naszym życiu. I wtedy dotarło do mnie coś ważnego.
Ja przeżywam żałobę.
Nie po kimś.
Ale po częściach mojego życia sprzed macierzyństwa.
Bo macierzyństwo - oprócz ogromnej miłości - niesie też realne straty.
I bardzo rzadko o tym mówimy.
Jestem ciekawa, czy czytając to też macie moment: „kurczę… ja też coś takiego czuję, tylko nigdy tego tak nie nazwałam”.
U mnie są to między innymi:
🍃 czas tylko dla siebie
🍃 autonomia i możliwość swobodnego zarządzania swoim czasem
🍃 poczucie kontroli nad wieloma obszarami życia
🍃 zmiana w relacji z moim mężem i w naszej codzienności
Ale są też straty mniej oczywiste:
🌿utrata spontaniczności
🌿zmiana w relacjach społecznych i sposobie spędzania czasu
🌿 utrata dawnego obrazu siebie
🌿 utrata wizji macierzyństwa, którą miałyśmy w głowie
🌿poczucie, że w wielu obszarach znów jesteśmy początkujące
🌿brak ciszy i przestrzeni tylko dla siebie
🌿utrata pewnej lekkości życia sprzed dziecka.
I to wszystko może współistnieć z ogromną miłością do dziecka.
Te rzeczy się nie wykluczają.
W książce „Macierzyństwo bywa trudne” autorka pięknie opisuje, że pewnego rodzaju żałoba może być wpisana w doświadczenie macierzyństwa.
Bo kiedy rodzi się dziecko, rodzi się też nowa wersja kobiety - a poprzednia wersja częściowo odchodzi.
I kiedy w końcu to sobie uświadomiłam, coś stało się łatwiejsze.
Zamiast walczyć z tym, że czuję się inaczej niż zwykle, mogę spróbować zobaczyć, czego tak naprawdę teraz potrzebuję.
Może więcej przestrzeni dla siebie.
Może nazwania tego, co się zmieniło.
Może powolnego budowania nowej równowagi w tym nowym etapie życia.
Bo czasem to, co wygląda jak zmęczenie, irytacja czy spadek energii…
jest po prostu częścią procesu żegnania się z tym, co było - żeby zrobić miejsce na to, co jest teraz.
Gdybyście miały dokończyć zdanie:
„W macierzyństwie czasem tęsknię za…” - co by się w nim pojawiło?
- Zuza