12/12/2025
Ze skrajności w skrajność — a prawda jak zawsze leży pośrodku.
Jestem naturopatą. Kocham naturalne metody, pracę z ciałem, emocjami, oddechem, jelitami, hormonami, dotykiem. Widzę, jak ogromną moc mają rośliny, zioła, masaże, suplementacja, detoks cyfrowy, zmiana stylu życia, regulacja układu nerwowego.
Ale nie jestem skrajna.
I NIGDY nie będę powtarzać narracji, że „wszystko da się wyleczyć naturalnie”.
Bo to nie tylko nieprawdziwe — to po prostu niebezpieczne.
Coraz częściej widzę w internecie teorię, że depresja nie istnieje, a „wszystkiemu winne są jelita”.
Tak, jelita i mikrobiota mają OGROMNY wpływ na nastrój, regulację serotoniny, stan zapalny, energię.
Mogą być jedną z ważnych cegiełek układanki.
Ale nie jedyną.
Depresja istnieje.
To choroba.
To cierpienie, które nie wynika z tego, że ktoś „źle je”.
Nie wynika z jednego organu, jednej traumy, jednego nawyku.
To złożona sieć psychiki, biologii, neurochemii, emocji, środowiska i tego, co człowiek niesie w sobie przez całe życie.
I nie — nie da się „wymasować” ciężkiej depresji.
Nie da się jej „wyleczyć ziołami”.
Nie da się jej „oddechem przepchnąć”.
Ale można ją wesprzeć.
Można zmniejszyć napięcie, wyciszyć ciało, poprawić sen, regulować układ nerwowy, pracować z emocjami, wspierać jelita, wprowadzić mikrozmiany stylu życia, które budują zasoby.
Naturopatia jest pięknym, mądrym dopełnieniem terapii, leczenia, psychiatrii.
Nie zastępuje ich.
Nie walczy z nimi.
Współpracuje.
Nie jestem tu po to, żeby szerzyć skrajności.
Jestem tu po to, żeby dać równowagę, zdrowy rozsądek i szacunek dla ludzkiego zdrowia.
Bo między „wszystko naturalne” a „nic naturalnego” jest ogromna przestrzeń.
I właśnie w tej przestrzeni pracuję — z miłością do natury, ale także z szacunkiem do nauki, medycyny i realnych ludzkich doświadczeń.
Naturopatia ma sens.
Ale skrajności już nie.