08/01/2026
Nowa piramida żywieniowa nie jest rewolucją. To przyznanie się do blefu.
I powrót do zdrowego rozsądku.
Będzie długo 🍿
Widziałaś?
Na naszych oczach założenia dietetyczne właśnie wywracają się do góry nogami 🤸
Ja nie jestem zaskoczona. To dość oczywisty efekt trendów, które obserwujemy od lat. Ta „nowa” piramida żywieniowa… wcale nie jest nowa. To powrót do dawnego, zdrowego rozsądku.
Zanim świat nauki zaserwował nam wytyczne dietetyczne w formie piramidy, nikt nie liczył kalorii. Jadło się mięso, jajka, masło, warzywa, rosół. Jedzenie miało karmić, sycić i dawać siłę i robiło to całkiem skutecznie, bo przecież przeważająca większość ludzi pracowała fizycznie.
W pewnym momencie jednak dostaliśmy piramidę żywieniową jako „naukową wskazówkę”. Jej podstawą były zboża i produkty skrobiowe, a tłuszcz zepchnięto niemal do roli zagrożenia. Przedstawiono to jako efekt badań, ale wystarczy trochę pogrzebać: kto te badania finansował i jakie interesy stały za narracją, aby zauważyć, że lobby cukru i przemysłu spożywczego miało ogromny wpływ na kierunek zaleceń.
Ta narracja była bardzo na rękę rządzącym. W czasach rosnących cen i napięć społecznych okazało się, że „podstawa piramidy” to produkty tanie, łatwo dostępne i masowe. Problem rozwiązany.
Przynajmniej na papierze 🤷
Zaczęto nas karmić strachem:
– cholesterol był wrogiem
– tłuszcz „zatykał”
– chleb urósł do rangi fundamentu
– cukier to przecież „tylko energia”
Zaczęliśmy bać się tego, co normalne.
Masło zastąpiono margaryną. Pamiętam, jak była synonimem nowoczesności!
Jajka stały się podejrzane, a mięso dostało ciężkie zarzuty.
A teraz spójrzmy na efekty tej narracji: epidemia otyłości, coraz więcej cukrzycy, zaburzeń hormonalnych, chorób degeneracyjnych.
W sklepach „zdrowe półki”, produkty fit, zero, light oraz wyroby udające mleko, mięso i sery — z długą listą składników i krótką listą korzyści.
Tego żywieniowego przekrętu nie dało się dłużej maskować. W XXI wieku zaczęto więc „poprawiać” piramidę: więcej grup żywności, ruch jako podstawa, a potem całkowita zmiana na talerz z podziałem na produkty. Lepsza forma — ale nadal to samo zagubienie.
Jak się w tym odnaleźć?
W labiryncie porad żywieniowych bardzo często dochodzimy po prostu do ściany. Najlepszy przykład? Woda:
w plastiku zła, w szkle też nie idealna, z kranu zatruta, z filtra „też nie taka”.
A przecież mamy ją pić codziennie. Kilkanaście szklanek.
I teraz totalny zwrot akcji.
Wracamy do tego, co nasze babcie wiedziały bez doktoratu: – jedz prawdziwe jedzenie
– białko jest ważne, a tłuszcz nie jest diabłem
– żywność przetworzona tworzy problem, nie rozwiązanie
Wracamy do jedzenia, które karmi ciało i daje stabilną energię.
I zobacz, co jeszcze się sypie:
upadają zakazy, restrykcje i wieczna walka z jedzeniem. Przez dekady uczono nas bać się normalności. Sama widzę, jak osoby wychowane na wsi, blisko natury, dziś boją się żywności „prosto od rolnika”. Bo może nie ma badań, bo może ktoś dotknął, bo może coś…
Morał jest prosty:
nie warto ślepo ulegać modom żywieniowym. Warto pamiętać, że wytyczne dietetyczne to nie tylko narzędzie zdrowia, ale też narzędzie polityczne i kulturowe.
Dlatego budujmy własne wyczucie tego, co nam służy. Bliżej zdrowia, równowagi hormonalnej i energii, która nie znika po 14:00.
Mogę Ci zagwarantować jedno:
jeśli wyeliminujesz żywność przetworzoną, organizm bardzo szybko zacznie Ci pokazywać, co naprawdę Cię karmi.
Niech Twoim głównym kierunkowskazem będzie samopoczucie, poziom sytości i jakość energii życiowej.
Źródło grafiki: Department of Health and Human Services (USA), profil X