27/06/2020
O pozwalaniu /zabranianiu
WSPÓŁPRACY
Piaskownica ogólnodostępna. Siedzimy z jakimś chłopczykiem ok 3-letnim i jego mamą. Chłopczyk namiętnie sypie piaskiem. Siebie, do przodu, za siebie, nad głową, obsypał nawet mnie i małego T.😉
-Wojtuś nie wolno, Wojtuś nie syp, Wojtuś nasypiesz sobie do oczu, Wojtuś jak nie przestaniesz to stąd pójdziemy, no co to robisz, popatrz obsypałeś Panią, przepraszam Panią za niego, no Wojtuś czemu nie słuchasz mamy, jesteś taki niegrzeczny...
T. patrzy z ciekawością na chłopczyka, obserwuje jego mamę, w sumie jest chyba w tym samym wieku...
W końcu zrezygnowana Mama zwraca się do mnie:
- ja już z nim nie mogę, co Pani robi, że Pani syn tak nie sypie ?
Ja: pozwoliłam mu sypać :)
Mina Mamy skonsternowana więc trochę wyjaśniłam choć nie lubię tego robić poza pracą.
Czemu dzieci nas słuchają lub nie? 🤔
- im bardziej dzieci same czują się usłyszane tym częściej będą słuchać innych
- usłyszenie to nie to samo co słuchanie, zrozumienie i wykonanie polecenia, musimy się upewnić czy dziecko przyswoiło każdy z tych elementów i w danej chwili jest w stanie wszystkie te umiejętności włączyć (w napięciu, stresie, ekscytacji oczywiście nie będzie potrafiło tego zrobić)
- im więcej zabraniania tym więcej oporu, pozwalanie wcale nie "rozbestwia" a wręcz napełnia dziecku "kubeczki" z potrzebą autonomii, samodzielności, samostanowienia, sprawstwa.
Im bardziej pełne kubeczki tym dziecko bardziej skłonne żeby zaspokoić potrzebę współpracy, przynależności i też... sprostać naszym oczekiwaniom.
- często impuls do zrobienia czegoś jest silniejszy niż powstrzymanie się od niego bo to wymaga dojrzałego mózgu a i tak to nie gwarantuje że np. nie skusimy się na ostatni kawałeczek serniczka w lodówce 😉
(dla dziecka wiele czynności jest takim kuszącym serniczkiem na który się rzucają jak po cukrowym detoxie).
- jeśli dana czynność, zachowanie nie zagraża życiu lub zdrowiu samego dziecka czy innych wokół to warto mu na nią pozwolić, niech się nasyci bo zakazany owoc będzie kusił 😉
- jeśli wiemy, że to, czego chce dziecko, będzie dla niego lub kogoś jakoś przykre to możemy zawczasu omijać te miejsca, sytuacje i przedmioty które będą od nas wymagały zakazów i notorycznego upominania dziecka (w myśl lepiej zapobiegać niż leczyć)
- jeśli mamy w sobie wystarczającą ilość zimnej krwi możemy też pozwolić dziecku doświadczyć konsekwencji tejże nieprzyjemnej czynności (piasek we włosach i oczach, upadek z drabinki). Tego rodzaju naturalne konsekwencje pozwalają dziecku uczyć się przez doświadczenie a więc bliższe mu niż poprzez słuchanie o skutkach od rodzica (przy czym nasze gderanie "a widzisz, mówiłam że tak się skończy" już konsekwencją nie będzie tylko karą i możemy sobie darować takie odreagowanie swoich emocji na dziecku 😉
- i jeszcze jedną rzecz możemy.
Jak chce sobie rzucać piaskiem to mu pozwólmy tylko może niech to robi w innym kierunku niż w bawiące się dzieci, można też dać co innego do rzucania, bo to jest bardzo wszechstronnie (wzrokowo-ruchowo) rozwijająca czynność więc dziecko w swej mądrości chce ją doskonalić (nie poprzez swoją złośliwość i krnąbrność a potrzebę rozwoju 😉).
Także moja teza brzmi tak, że im mniej zakazów i wymagań tym więcej spontanicznej zgody i więcej chęci do współpracy.
Oczywiście nie mam tu na myśli rezygnowanie ze swoich granic i potrzeb ale warto o nie dbać inaczej niż przez rozkazy i zakazy.
I chyba można to przełożyć również na relacje między dorosłymi ☺️🤔