19/11/2023
W tym właśnie bodaj tkwi największa pułapka współczesnej kultury, w której zewsząd słyszymy tę dobrą nowinę: wszystko jest możliwe, możesz być, kim zechcesz, śmierć i słabość nie istnieją, sprawność jest najwyższą wartością, życiem można zarządzać niczym doskonale zaprogramowanym przedsiębiorstwem. Za tymi pełnymi optymizmu hasłami kryje się bezwzględność wobec wszelkich przejawów bezradności. Fantazja o doskonałości działa, z jednej strony, jak najwyższej klasy narkotyk, z drugiej - musi być bezustannie podtrzymywana, nawet kosztem użycia przemocy.
Jako odtrutkę na ten stan rzeczy James Hillman postulował stworzenie we współczesnej kulturze języka i przestrzeni, w których możliwe byłoby świadome doświadczenie elementarnej substancji istnienia: śmierci, straty i żałoby, lęku przed tym, co niewyjaśnione, własnej ułomności i skłonności do przemocy, niepewności, bezradności i porażki. Idzie mu o taką perspektywę, w której wartością nadrzędną przestają być integracja, wzrost, uodpornienie czy wyzwolenie, czyli wszystko to, co prowadzi do przezwyciężenia słabości i osiągnięcia sukcesu. W ich miejsce pojawić miałaby się przestrzeń na ujawnienie własnych słabości, porażek, błędów, zaciemnień i zawikłań. Wszak nasze życie składa się z nich w tym samym stopniu, co z jakości przeciwnych.
"Wówczas wszystkie pomyłki jakie w życiu popełniamy, wszelkie słabości, potknięcia poddawane analizie przestaną być powodem do skruchy i poprawy, przedmiotem drobiazgowej analizy. Staną się natomiast bramą do błędu, otwarciem na odwrócenie wszystkich wartości. Kiedy jestem pogrążony w rozpaczy, nie chcę słuchać o odrodzeniu; kiedy starzeję się i rozpadam, a świat wokół mnie cierpi z powodu obsesji na punkcie wzrostu, nie chcę słuchać o "wzrastaniu"; kiedy zaś gubię się w złożoności własnego doświadczenia, nie jestem w stanie znieść kompulsywnie uproszczonych mandal ani sentymentalnej wizji rozwoju jako jedności i pełni. Tego rodzaju myślenie oparte jest na fantazji przeciwieństw, w myśl której odpowiedzią na dezintegrację powinna być integracja. Tymczasem ja domagam się właściwego ujęcia błędu tkwiącego w samej naturze życia."
Stanowiłoby to prawdziwy przełom: na powrót włączyć bezradność, błąd, słabość, śmiertelność, lęk, podatność na zranienie do naszego życia. Do tych wszystkich przestrzeni, w których króluje dzisiaj kult sprawności i sukcesu, bogacenia się, rozwijania, wzrastania, przepracowywania traum i trudności w imię sił. Uznać te wypierane dotąd jakości za fundamentalne dane istnienia, za jego niezbywalne, niemożliwe do pełnego wyeliminowania składowe, które są najbardziej uniwersalnym, najgłębszym i wspólnym wymiarem doświadczenia łączącym wszystkie świadome i czujące istoty - niezależnie od ich stanu posiadania, wieku, pochodzenia, przekonań politycznych i metafizycznych, płci, orientacji seksualnej, koloru skóry czy przynależności gatunkowej. Pierwszym krokiem do tak pomyślanej rzeczywistości jest dostrzeżenie, że kultura zbudowana na kulcie sukcesu, zafiksowana na potrzebie kontroli, odwracająca się od tego, co niezrozumiałe, tajemnicze i nieuchwytne, nieuchronnie staje się specyficznym systemem wielopoziomowych opresji. Systemem dyskryminującym wszystkich, którzy nie mieszczą się w wąskim wzorcu sprawności i którzy nie są w stanie dotrzymać innym tempa w permanentnym wyścigu o prestiż, miejsce w hierarchii, kapitał moralny i symboliczny, o taki czy inny przywilej. To system, który tworzy świat przyjazny dla silnych, a nieprzyjazny dla słabych.
Potrzebujemy lęku przed śmiercią i świadomości, że wszyscy prędzej czy później umrzemy i że śmierć jest tyleż doniosła i nieuchronna, ile upiornie wręcz banalna - przydarza się bowiem często zupełnie znienacka, bez zapowiedzi, bez sensu. Potrzebujemy doświadczenia rozpaczy i żałoby, smutku po stratach, z których utkana jest materia naszych biografii, ale i smutku w ogóle - tego specyficznego uczucia pojawiającego się, ilekroć uświadamiamy sobie, że w nas i dookoła nie ma niczego, co nie podlegałoby bezlitosnemu prawu umierania i rozpadu. Potrzebujemy też konfrontacji z własną przemocą i własnym złem, uznania, że jesteśmy podatni na przemoc, że jest ona siłą wybitnie zakaźną, na którą nikt nie jest immunizowany i która nikogo nie oszczędza. Potrzebujemy doświadczenia chaosu i niezrozumienia, przypadkowości losu, bezsensowności cierpienia. Potrzebujemy zgody na błędy, upadki, niepowodzenia. Potrzebujemy zgody na bezradność.
Stawiszyński, "Ucieczka od bezradności"