Psycholog Olga DeFatta

Psycholog Olga DeFatta Dane kontaktowe, mapa i wskazówki, formularz kontaktowy, godziny otwarcia, usługi, oceny, zdjęcia, filmy i ogłoszenia od Psycholog Olga DeFatta, Psycholog, Świętojańska 141a/16, Gdynia.

O spójności, wstydzie, zazdrości, narcyzmie i identyfikacji projekcyjnej:Nikt z nas nie lubi dostrzegać tego, że postępu...
06/06/2025

O spójności, wstydzie, zazdrości, narcyzmie i identyfikacji projekcyjnej:

Nikt z nas nie lubi dostrzegać tego, że postępuje w sposób niespójny. Wstyd to uczucie, które przeżywamy właśnie wtedy, gdy uzmysławiamy sobie istnienie niezintegrowanych części siebie – wiemy przecież, iż ponosimy jakąś odpowiedzialność za działania, które zachodzą w naszym wnętrzu, wywołując ową rozbieżność; za działania, które sami podtrzymujemy. To pierwsza kwestia. Po drugie, jeżeli chcemy żyć w zgodzie ze społeczeństwem i cieszyć się szacunkiem, to musimy jawić się jako osoby troskliwe, a nie zachłanne – gdy więc zachowujemy się w sposób pozbawiony troski, staramy się to ukryć. Wstyd ściśle wiąże się z niektórymi aspektami narcyzmu, ponieważ wszyscy ukrywamy pewne źródła własnego działania (w takim stopniu, w jakim dominują w nas skłonności narcystyczne). Jednym z zadań psychoterapii jest właśnie odnajdywanie owych ukrytych źródeł.
(…)
Jeżeli wyrzekamy się jakiejś części siebie, w kontakcie z innymi ludźmi padamy ofiarę tego właśnie aspektu obecnego w ich osobowości. Powiedzmy, że istnieje we mnie część, która odczuwa ogromną zazdrość i której się wypieram. Działa ona mimo wszystko, wpływając na moje zachowanie wobec innych. Uważam, że jedną z klasycznych strategii w takiej sytuacji jest związanie się z osobą, która przejawia skrajną zazdrość – wówczas partner może nosić w sobie tę część mnie, której sam się pozbywam. Później jednak nieustannie cierpię z powodu konsekwencji tego rozwiązania. Paradoks polega na tym, że gdy tylko uda mi się uznać własną zazdrosną część i przyznać: „Tak, mam kontakt z tą częścią: należy do mnie, a nie do ciebie”, to zazdrość zaczyna znikać. Destrukcyjny aspekt tkwi nie tyle w zazdrości, co w fakcie, że się jej wypieram. Tak naprawdę muszę ją w jakimś stopniu odczuwać, aby móc dbać o swój związek.

Neville Symington: „Narcyzm. Nowa teoria”

Kultura, w której żyjemy, również nie sprzyja przeżywaniu żałoby. W środowisku kapitalistycznym, to znaczy nastawionym n...
10/05/2025

Kultura, w której żyjemy, również nie sprzyja przeżywaniu żałoby. W środowisku kapitalistycznym, to znaczy nastawionym na ciągłą produktywność, zysk i natychmiastową gratyfikację, nie ma miejsca na zatrzymanie i pobycie w smutku, czy zadumie. Takie środowisko nie sprzyja refleksji, czy wykonywaniu pracy wewnętrznej, ponieważ, nagradzane są zewnętrzne sukcesy, lub, chociażby, dążenie do fizycznego piękna, które samo w sobie czasami może być przejawem ucieczki od nieakceptowanych uczuć. Piękne zewnętrze ma wtedy rekompensować poczucie wewnętrznej „brzydoty”, czy nieprzystawania ze swoim smutkiem do kultury, w której nagradza się bycie ciągle uśmiechniętym, a przynajmniej sprawczym, sprawnym i zawsze gotowym do działania.

https://psycheo.pl/pl/blog/nieprzezyta-zaloba-i-jej-implikacje/

[Shamay-Tsoory] sadzała dwie osoby na przeciwko siebie - osobę cierpiącą i mentalizującą - i badała równolegle ich mózgi...
15/12/2024

[Shamay-Tsoory] sadzała dwie osoby na przeciwko siebie - osobę cierpiącą i mentalizującą - i badała równolegle ich mózgi. Okazało się, że poziom cierpienia u osoby doświadczającej empatii się zmniejsza, a u empatyzującej nieco zwiększa. Jest to więc po części przejęcie doświadczenia od drugiego człowieka. Jeżeli patrzymy na perspektywę mózgu, to dzieje się coś niezwykłego: w sytuacji empatii mózgi zaczynają się ze sobą synchronizować. To nie jest proste odzwierciedlenie, naśladownictwo ani identyfikacja, a o wiele bardziej złożone procesy, które można porównać do tańca, w którym dwie osoby muszą się ze sobą w jakiś sposób połączyć. Synchronizowanie mózgów w empatii powoduje coś, co Shamay-Tsoory nazwała interbrain plasticity, czyli plastycznością pomiędzy mózgami. To stwarza nadzieję na zmianę, na powstawanie nowych połączeń w mózgu, ale również na zdobycie nowych doświadczeń, kompetencji. Amerykańskie badania nad synchronizacją mózgu wyraźnie pokazują, że jeżeli dwa mózgi synchronizują się ze sobą, to tworzą sieć, która jest czymś więcej niż jeden plus jeden, ponieważ pojawia się też trzecia, dodana ciekawa wartość - synchronie dzieją się też w sieciach.

Cezary Żechowski w: Rozmowy o miłości, współczuciu i gniewie. Kiedy psychoanaliza spotyka neuronaukę.

Obraz: Rene Magritte

Klitzing badał fantazje rodziców przed urodzeniem dziecka i później przebieg jego rozwoju dowodząc, że to, w jaki sposób...
24/11/2024

Klitzing badał fantazje rodziców przed urodzeniem dziecka i później przebieg jego rozwoju dowodząc, że to, w jaki sposób reprezentowani byli w tych fantazjach dziecko i drugi rodzic oraz relacja pomiędzy nimi, ściśle korelowało z dalszym przebiegiem rozwoju, niejako go determinowało. Zatem dla wytworzenia relacji triadycznej i dla późniejszego rozwoju dziecka bardzo ważne jest to, co dzieje się w umyśle matki i ojca jeszcze przed jego urodzeniem, a może nawet przed poczęciem. Innymi słowy ważne jest, jaka jest reprezentacja ojca dziecka w umyśle matki i matki dziecka w umyśle ojca oraz modelu relacji dziecka z drugim rodzicem. To wszystko wpływa później na wytworzenie się reprezentacji obiektów w umyśle samego dziecka, które mogę być skonfliktowane, wykluczające się nawzajem lub nie. Taką zdolność do pomieszczania trzeciej osoby w relacji nazwał Klitzing zdolnością triadyczną. Polega ona na budowaniu relacji z dzieckiem bez wykluczania partnera ani siebie samego z tej relacji i na umiejętności znoszenia ambiwalentnych emocji w związku, bez wyprojektowywania rozszczepionych, nienawistnych obiektów na partnera lub na dziecko. Prace Klitzinga pokazują, że relacje triadyczne w pierwszym roku życia silnie przyczynowo korelują z wytworzeniem pozytywnego środowiska rodzinnego i prospołecznymi zachowaniami dziecka w późniejszym życiu.

Ojciec jest od początku - z Cezarym Żechowskim rozmawia Julia Jastrzębska (Biuletyn PTPP nr 18, pt. "Ojciec", 2013)

Obraz Joselito Sabogal

Życie psychiczne jest terenem wewnętrznego ruchu i zwykle toczy się żywo. Ale są w nim obszary, które ruch skojarzeń, my...
22/08/2024

Życie psychiczne jest terenem wewnętrznego ruchu i zwykle toczy się żywo. Ale są w nim obszary, które ruch skojarzeń, myśli, uczuć omija. Miejsca pierwotnie przegrzane, a potem gwałtownie wychłodzone. Wypełniają je zamrożone przeżycia. Nieruchome, niedostępne, stężałe wydają się martwe. I chcemy wierzyć, że tak już zostanie. Jeśli myśl przypadkiem zaplącze się w tych rejonach, odbija się od śliskiej, zwartej grudy i szybko oddala w inną stronę. Wewnętrzne, lodowe złomowiska budzą lęk.

Zjawiskiem, którego nie umiemy rozpoznać i które trudno nam docenić jest dynamika bezruchu. Psychiczne zastoiny bierzemy za miejsca obumarłe, nieruchomość łączymy ze skostnieniem niezdolnym wyłonić nic nowego. Zapatrzeni w szybkie zmiany, ufając tylko temu, co się żywo rusza, w gruncie rzeczy skazujemy się na migotanie. Tej powierzchownej, choć niestety głównej, formy naszej aktywności nie da się jednak porównać z siłą i prężnością działań wypływających spod nieruchomych, ciężkich zlodowaceń, które stanowią prawdziwe źródło energii, uporu i wyznaczają trwałe kierunki naszych dążeń.

Dopiero gdy schodzimy na sam dół lodowca, ujawnia się gigantyczna praca, której nie zdradzały wyższe piętra: góry przywleczonych głazów, hałdy otoczaków, gliny, piachu. Z otwartej wyrwy prowadzącej w głąb zwałowiska chlusta biała, rwąca rzeka.

Sądzę, że bezruch, przyczajenie, znieruchomienie są warte nie tylko uwagi, ale nawet pielęgnacji. Zlodowacenia wewnętrzne - czarne lustra, zimne źródła stałej stymulacji - motywują nas najmocniej i z pewnością wiele im zawdzięczamy.

Jolanta Brach-Czaina: Błony Umysłu.

W traumie, doświadczenie afektywne jest po prostu zbyt trudne do zniesienia. Rozszczepienie jest konieczne. Całe doświad...
27/07/2024

W traumie, doświadczenie afektywne jest po prostu zbyt trudne do zniesienia. Rozszczepienie jest konieczne. Całe doświadczenie jest rozczłonkowane. Wydarzenia i ich znaczenia są odłączone, lub być może diaboliczny wewnętrzny tyran przekonuje ego dziecka, że wydarzenia nie do zniesienia nie przytrafiają się już „mnie”. W ciężkich przypadkach doświadczenie traci wszelką wymiarowość. Dziecko w ogóle nie przypisuje już znaczenia swojej percepcji. Dziecięce afekty nie do zniesienia i doznania z ciała nie mogą uzyskać symbolicznej reprezentacji mentalnej. Rezultatem jest wewnętrzny świat, w którym archaiczne afekty i ich fantastycznie rozbudowane archaiczne obiekty pozostają nienazwane i odłączone od osobistego znaczenia lub sensu. Pierwotne afekty nie zostały zmodulowane, zhumanizowane i spersonalizowane poprzez zwykłe procesy projekcyjne/identyfikacyjne. Skutkiem tego jest choroba psychosomatyczna lub to, co Joyce McDougall określa mianem „aleksytymii” – pacjenci, którzy nie mają słów na opisanie uczuć i którzy w rezultacie są „pozbawieni afektu” lub, jak to się obecnie mówi, „pozbawieni duszy” (por. McDougall, 1985).

Doald Kalsched: Wewnętrzny Świat Traumy. Archetypowe obrony jaźni.

Obraz: Joselito Sabogal

„Nieuchronnym doświadczeniem człowieka jest utrata, kluczowe jest to, jak sobie z nią poradzimy. Depresja jest nieudaną ...
07/02/2024

„Nieuchronnym doświadczeniem człowieka jest utrata, kluczowe jest to, jak sobie z nią poradzimy. Depresja jest nieudaną żałobą, niemożnością poradzenia sobie z utratą i pogodzenia się z nią. W żałobie człowiek cierpi z powodu świadomości utraty obiektu, a w depresji ma poczucie, że utracił część ego”
.. depresja (melancholia) a smutek

https://kulturaliberalna.pl/2023/02/28/depresja-to-utrata-czesci-siebie/?fbclid=IwAR3NuYE3Bcs_CN_6EUSLdL-q7w3F9XgLmz2AwU6r7FbLijr404pcCmKhTmE

Depresja jest nieudaną żałobą, niemożnością poradzenia sobie z utratą i pogodzenia się z nią. W żałobie człowiek cierpi z powodu świadomości utraty obiektu, a w depresji ma poczucie, że utracił część ego.

O tym jak język zamieszkuje ciało, współdzieli je z afektami, przekształca symbolicznie jego symptomy:Na granicy świata ...
24/01/2024

O tym jak język zamieszkuje ciało, współdzieli je z afektami, przekształca symbolicznie jego symptomy:

Na granicy świata zwierzęcego i symbolicznego, nastroje - a smutek w szczególności - są ostatecznymi reakcjami na nasze traumy, naszą ostatnią szansą na osiągnięcie równowagi. Ponieważ jeśli prawdą jest, że osoba będąca niewolnikiem swych nastrojów, istota pogrążona w smutku, ujawnia jakieś słabości psychiczne lub ideacyjne, prawdą też jest, że różnorodność nastrojów, paleta smutku, misterność smutku czy żałoby są oznakami człowieczeństwa: oczywiście nie triumfującego, ale jednak subtelnego, wojowniczego i twórczego...
Twórczość literacka to przygoda ciała i znaków, będąca świadectwem uczuć: smutku jako oznaki oddzielenia i jako zapowiedzi panowania symbolu; radości jako oznaki triumfu, sytuującego mnie w uniwersum sztuki i sztuczności, oraz symbolu, które próbuję najlepiej jak umiem powiązać z moim doświadczeniem rzeczywistości. Twórczość literacka wytwarza jednak to świadectwo w całkiem innym materiale niż nastrój. Przekształca ona uczucie w rytmy, znaki, formy.

Julia Kristeva "Czarne słonce. Depresja i melancholia"

Rzeźba: Philippe Faraut

Wychodzenie z traumy pod wieloma względami przypomina pisanie wiersza. Obie czynności wymagają właściwego momentu, odpow...
03/12/2023

Wychodzenie z traumy pod wieloma względami przypomina pisanie wiersza. Obie czynności wymagają właściwego momentu, odpowiednich słów i obrazów. Gdy spełniają się wszystkie warunki, pojawia się coś pełnego znaczenia, co można odczuć w ciele. Do uzdrowienia konieczne jest odpowiednie tempo. Jeżeli zbyt szybko dojdziemy do obrazu, możemy nie być gotowi go przyjąć. Jeżeli za wcześnie usłyszymy słowa, które mają nas ukoić, możemy nie być gotowi, aby je usłyszeć. Jeżeli słowa nie są precyzyjne, możemy je zlekceważyć, lub nie rezonować z nimi.
W podróży prowadzi nas język, ukryty język naszych zmartwień i lęków. Ten język może być z nami przez całe życie. Może pochodzić od naszych rodziców lub jeszcze wcześniej, od pokoleń naszych pradziadków. Nasz wewnętrzny język domaga się wysłuchania. Kiedy pójdziemy tam, dokąd prowadzi i wysłuchamy jego opowieści, ujawni się jego moc rozpraszania naszych najgłębszych lęków.
Prawdopodobnie spotkamy po drodze znanych i nieznanych członków rodziny. Niektórzy nie żyją od lat. Z innymi nie jesteśmy nawet spokrewnieni, ale ich cierpienie albo okrucieństwo mogło zmienić losy naszej rodziny. Być może odkryjemy dawno zapomnianą tajemnicę, albo dwie. Jednak niezależnie od tego, dokąd zaprowadzą nas poszukiwania, z mojego doświadczenia wynika, że dotrzemy do nowego miejsca w życiu, z większym poczuciem wolności w ciele i bardziej pogodzeni ze sobą.

Mark Wolynn: Nie zaczęło się od Ciebie

W tym właśnie bodaj tkwi największa pułapka współczesnej kultury, w której zewsząd słyszymy tę dobrą nowinę: wszystko je...
19/11/2023

W tym właśnie bodaj tkwi największa pułapka współczesnej kultury, w której zewsząd słyszymy tę dobrą nowinę: wszystko jest możliwe, możesz być, kim zechcesz, śmierć i słabość nie istnieją, sprawność jest najwyższą wartością, życiem można zarządzać niczym doskonale zaprogramowanym przedsiębiorstwem. Za tymi pełnymi optymizmu hasłami kryje się bezwzględność wobec wszelkich przejawów bezradności. Fantazja o doskonałości działa, z jednej strony, jak najwyższej klasy narkotyk, z drugiej - musi być bezustannie podtrzymywana, nawet kosztem użycia przemocy.
Jako odtrutkę na ten stan rzeczy James Hillman postulował stworzenie we współczesnej kulturze języka i przestrzeni, w których możliwe byłoby świadome doświadczenie elementarnej substancji istnienia: śmierci, straty i żałoby, lęku przed tym, co niewyjaśnione, własnej ułomności i skłonności do przemocy, niepewności, bezradności i porażki. Idzie mu o taką perspektywę, w której wartością nadrzędną przestają być integracja, wzrost, uodpornienie czy wyzwolenie, czyli wszystko to, co prowadzi do przezwyciężenia słabości i osiągnięcia sukcesu. W ich miejsce pojawić miałaby się przestrzeń na ujawnienie własnych słabości, porażek, błędów, zaciemnień i zawikłań. Wszak nasze życie składa się z nich w tym samym stopniu, co z jakości przeciwnych.
"Wówczas wszystkie pomyłki jakie w życiu popełniamy, wszelkie słabości, potknięcia poddawane analizie przestaną być powodem do skruchy i poprawy, przedmiotem drobiazgowej analizy. Staną się natomiast bramą do błędu, otwarciem na odwrócenie wszystkich wartości. Kiedy jestem pogrążony w rozpaczy, nie chcę słuchać o odrodzeniu; kiedy starzeję się i rozpadam, a świat wokół mnie cierpi z powodu obsesji na punkcie wzrostu, nie chcę słuchać o "wzrastaniu"; kiedy zaś gubię się w złożoności własnego doświadczenia, nie jestem w stanie znieść kompulsywnie uproszczonych mandal ani sentymentalnej wizji rozwoju jako jedności i pełni. Tego rodzaju myślenie oparte jest na fantazji przeciwieństw, w myśl której odpowiedzią na dezintegrację powinna być integracja. Tymczasem ja domagam się właściwego ujęcia błędu tkwiącego w samej naturze życia."
Stanowiłoby to prawdziwy przełom: na powrót włączyć bezradność, błąd, słabość, śmiertelność, lęk, podatność na zranienie do naszego życia. Do tych wszystkich przestrzeni, w których króluje dzisiaj kult sprawności i sukcesu, bogacenia się, rozwijania, wzrastania, przepracowywania traum i trudności w imię sił. Uznać te wypierane dotąd jakości za fundamentalne dane istnienia, za jego niezbywalne, niemożliwe do pełnego wyeliminowania składowe, które są najbardziej uniwersalnym, najgłębszym i wspólnym wymiarem doświadczenia łączącym wszystkie świadome i czujące istoty - niezależnie od ich stanu posiadania, wieku, pochodzenia, przekonań politycznych i metafizycznych, płci, orientacji seksualnej, koloru skóry czy przynależności gatunkowej. Pierwszym krokiem do tak pomyślanej rzeczywistości jest dostrzeżenie, że kultura zbudowana na kulcie sukcesu, zafiksowana na potrzebie kontroli, odwracająca się od tego, co niezrozumiałe, tajemnicze i nieuchwytne, nieuchronnie staje się specyficznym systemem wielopoziomowych opresji. Systemem dyskryminującym wszystkich, którzy nie mieszczą się w wąskim wzorcu sprawności i którzy nie są w stanie dotrzymać innym tempa w permanentnym wyścigu o prestiż, miejsce w hierarchii, kapitał moralny i symboliczny, o taki czy inny przywilej. To system, który tworzy świat przyjazny dla silnych, a nieprzyjazny dla słabych.
Potrzebujemy lęku przed śmiercią i świadomości, że wszyscy prędzej czy później umrzemy i że śmierć jest tyleż doniosła i nieuchronna, ile upiornie wręcz banalna - przydarza się bowiem często zupełnie znienacka, bez zapowiedzi, bez sensu. Potrzebujemy doświadczenia rozpaczy i żałoby, smutku po stratach, z których utkana jest materia naszych biografii, ale i smutku w ogóle - tego specyficznego uczucia pojawiającego się, ilekroć uświadamiamy sobie, że w nas i dookoła nie ma niczego, co nie podlegałoby bezlitosnemu prawu umierania i rozpadu. Potrzebujemy też konfrontacji z własną przemocą i własnym złem, uznania, że jesteśmy podatni na przemoc, że jest ona siłą wybitnie zakaźną, na którą nikt nie jest immunizowany i która nikogo nie oszczędza. Potrzebujemy doświadczenia chaosu i niezrozumienia, przypadkowości losu, bezsensowności cierpienia. Potrzebujemy zgody na błędy, upadki, niepowodzenia. Potrzebujemy zgody na bezradność.

Stawiszyński, "Ucieczka od bezradności"

W wewnętrznym wszechświecie każdego z nas skrywa się wiele "postaci" - części osobowości często podejmujących całkowicie...
01/11/2023

W wewnętrznym wszechświecie każdego z nas skrywa się wiele "postaci" - części osobowości często podejmujących całkowicie niespójne działania, co prowadzi do konfliktów i cierpienia psychicznego. Dzieje się tak dlatego, że nie znamy tych ukrytych aktorów i ich ról.
Niezależnie od tego, czy poznamy ich, czy nie, nasi wewnętrzni aktorzy stale szukają jakiejś sceny, na której mogliby rozgrywać swoje tragedie i komedie.
Wprawdzie rzadko bierzemy odpowiedzialność za nasze tajemne inscenizacje, jednak ich producent siedzi wygodnie rozparty w naszych umysłach. Poza tym to właśnie ten świat wewnętrzny i jego powtarzalny repertuar odpowiada za większość tego, co przydarza się nam w świecie zewnętrznym.

Joyce McDougall, Teatry umysłu

Badanie nieświadomości jest lekarstwem dla duszy. Freud uważał, że nasze nieszczęście i duża część naszego cierpienia po...
23/10/2023

Badanie nieświadomości jest lekarstwem dla duszy. Freud uważał, że nasze nieszczęście i duża część naszego cierpienia polega na tym, że jesteśmy niezwykle wierni zawartym w nieświadomości przekonaniom na swój temat i na temat świata. Mówił, że ludzie wolą mieć rację, niż być szczęśliwi. Są to z reguły bardzo sztywne i trudno poddające się zmianom przekonania. Jest tak właśnie dlatego, że one są w dużej części nieświadome, czyli „zakryte”, głęboko „zakopane”. Żeby tu coś zmienić, musimy najpierw nadać temu jakąś formę, ująć to w jakiś zrozumiały język, a więc „odsłonić”, „wydobyć na światło dzienne”. Wtedy dopiero możemy się przekonać, że część tych naszych nieświadomych przekonań jest niedorzeczna i szkodliwa. Innymi słowy, zaczynamy widzieć, że nieświadomość dominuje w naszym przeżywaniu teraźniejszości, co oznacza, że na nieświadomym poziomie przeżywamy teraźniejszość jak sytuacje z przeszłości. Teraźniejsze miesza się z przeszłym...dzięki psychoanalizie można zyskać pewien szczególny rodzaj etyki, który polega na uczciwości wobec siebie. Dzięki psychoanalizie człowiek się nie okłamuje. Jeżeli robi złe rzeczy, niszczące, to wie, że to robi i dlaczego to robi. Oczywiście, psychoanaliza nikogo nie uchroni od dokonywania takich wyborów, ale można powiedzieć, że czyni je świadomymi. Hanna Segal napisała w tym kontekście, że skutkiem psychoanalizy jest uzyskanie wewnętrznej wolności polegającej na tym, że zaczynamy świadomie dokonywać różnych wyborów i nie mamy poczucia, iż jesteśmy więźniami naszej historii, różnych okoliczności życiowych. Dzięki psychoanalizie przestajemy być krańcowo zdeterminowani przez doświadczenia, które mieliśmy w życiu. Owszem, to wszystko nadal składa się na naszą tożsamość, ale poza tym mamy dość duży margines wolności, w którym możemy decydować, kim chcemy być i jak chcemy wybierać.
wiedza, która się wyłania z nieświadomości, jest rzeczywiście bolesna, ale nie musi być przerażająca. Przerażenie pojawia się wtedy, gdy nie wiemy jeszcze, co w tej nieświadomej sferze siedzi. Kiedy się to w trakcie terapii stopniowo poznaje, kiedy zyskuje to swą konkretną formę, zostaje nazwane i zaczynamy się dowiadywać, na czym to polega, wtedy okazuje się, że choć to nie jest przyjemne, nie jest to też żaden koniec świata, gdy wie się coś takiego o sobie. A więc psychoanaliza pozwala człowiekowi tolerować prawdę na swój temat i właśnie nie robić z tego horroru. Są we mnie też mało eleganckie obszary, i mało piękne, i mało szlachetne. Jeżeli wiem, że tak jest, to mogę coś z tym zrobić, mogę próbować jakoś nad tym zapanować, mogę coś wybierać. Czując jakieś poruszenie w środku, potrafię rozpoznać, że to jest na przykład zawiść albo zazdrość, i mogę się temu poddać albo nie. Bez rozeznania, co mnie pcha do działania, nie miałabym wielkiego wyboru, musiałabym temu ulec.
Otóż utrzymywanie różnych rzeczy w nieświadomości i niezajmowanie się nimi ma swoją cenę. Jest nią zubażanie siebie. Nie jest bowiem tak, że można się czegokolwiek ze swej nieświadomości pozbyć, nie zajmując się tym. To również jest część nas – tacy jesteśmy. Jeśli decydujemy się tego nie widzieć, jakoś się zubażamy, jakbyśmy sobie sami zasłonili jedno oko i tylko jednym okiem próbowali patrzeć na świat. Ostatecznie da się. Ale to jest przecież istotne zubożenie. I tak samo, jeśli chodzi o doświadczanie treści nieświadomych. Póki wszystko w naszym życiu jest dobrze – nie ma problemu. Natomiast w momencie kryzysu, kiedy życie nam się wali, można powiedzieć, że doprowadziliśmy się już do takiego stanu, w którym nazbyt siebie zubożyliśmy i nie potrafimy dobrze tego świata rozeznać. Wtedy próbujemy dowiedzieć się, co się dzieje. Psychoanaliza pozwala odzyskać te utracone kawałki siebie, których nie chcieliśmy, bo wydawały się paskudne, ale których pozbywanie się naraziło nas na potworne koszty...Ludzie się nie wstydzą pragnień seksualnych, natomiast wstydzą się czułości, pragnień związanych z czułością, z bliskością. To, że powiązano psychoanalizę z doszukiwaniem się we wszystkim podtekstów i znaczeń seksualnych, wynika po części z ducha czasów, w których przyszło żyć Freudowi.

Sny pozwalają na poznanie zgromadzonej w nieświadomości wiedzy, czyli doświadczeń, które nas kształtują i decydują o tym, kim jesteśmy.

Adres

Świętojańska 141a/16
Gdynia
81-404

Godziny Otwarcia

Wtorek 14:00 - 19:00
Czwartek 15:00 - 20:00

Telefon

+48664247994

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Psycholog Olga DeFatta umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Praktyka

Wyślij wiadomość do Psycholog Olga DeFatta:

Udostępnij

Share on Facebook Share on Twitter Share on LinkedIn
Share on Pinterest Share on Reddit Share via Email
Share on WhatsApp Share on Instagram Share on Telegram

Kategoria