23/02/2026
Dziś Międzynarodowy Dzień Walki z Depresją
Jak zmieniło się leczenie depresji i co pozostaje najważniejsze - zachęcamy do lektury wywiadu!
Czy decydujący wpływ na to, że zachorujemy na depresję, ma to, co się dzieje w naszym organizmie, czy raczej to, co się dzieje w naszym życiu? - dzienniakrka .pl pyta prof. dr hab. n. med. Dominika Dudek - psychiatrę, prezeskę-elekt Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego; kierującą Katedrą Psychiatrii i Psychoterapii UJ CM.
prof. Dominika Dudek: Tego nie da się rozdzielić. Od wielu lat wiemy, że w przypadku zaburzeń psychicznych, zwłaszcza tych cięższych (...) człowiek ma pewną podatność na te choroby i na to nakładają się czynniki środowiskowe – traumy, stres, codzienne obciążenia.
(...). Geny także, ale większa podatność może wynikać również z mikrouszkodzeń jeszcze z okresu prenatalnego czy z problemów okołoporodowych. To wszystko może dostarczyć odpowiedzi na pytanie: „Jak nasz mózg zareaguje na to, co się wydarzy w naszym środowisku?". Przełomem były badania Avsholoma Caspiego, z których wynikało, że u pacjentów z pewnym wariantem genu transportera serotoniny wydarzenia traumatyczne zwiększają ryzyko depresji i podjęcia próby samobójczej. Nie jesteśmy więc zdeterminowani przez nasze geny do zachorowania na depresję, ale możemy być na to uwrażliwieni. Jednego kryzys życiowy wzmocni, a drugiego jakaś większa przykrość załamie. Czasami do rozwoju depresji bardziej przyczyni się jakieś wydarzenie, a czasami to, co się dzieje w naszym organizmie, np. niedobory hormonalne lub stan zapalny.
(...) Nic nie zapowiada tego, że będziemy pobierać krew, oznaczać jakiś marker i na tej postawie stwierdzać: „Jest niski, więc dajemy taki lek". Badania genetyczne też nam nie dadzą takiej odpowiedzi. Dzisiaj badania farmakogenetyczne mają sens tylko w wyjątkowych przypadkach, np. kiedy pacjent reaguje nietypowymi skutkami ubocznymi na leczenie. Kolejne wskaźniki mogą nam pomóc zawęzić wybór, ale nie dadzą jednoznacznej odpowiedzi, co dla danej osoby będzie najlepsze. Ja zresztą uważam, że w spersonalizowanym leczeniu kluczowe są relacja z pacjentem i porządny wywiad kliniczny. To metoda oldschoolowa, ale według mnie lepszej nie ma. Dlatego jestem przerażona chęcią leczenia pacjentów wyłącznie przez telefon i online. Oczywiście telemedycyna ma swoje dobre strony – jeśli znamy pacjenta, jesteśmy z nim w częstym kontakcie i chodzi tylko o przedłużenie recepty, możemy to zrobić online, ale pierwsza wizyta, wizyta po dłuższej nieobecności czy wtedy, gdy pacjent zgłasza problemy, musi się odbyć w gabinecie. Kiedy pacjent wchodzi, widzę, jak nawiązuje kontakt wzrokowy, jak jest ubrany, czy jest zadbany. Poza tym każdy człowiek ma wokół siebie coś, co nazywam rodzajem aury. Absolutnie nie mam na myśli nic czarodziejskiego, żadnej obwódki wokół siebie, tylko coś trudnego do zwerbalizowania, co czujemy w osobistym kontakcie.
Grafika: pinterest, Loreenart