11/12/2025
🍃ŚMIERĆ I NARODZINY🍃- odwieczny cykl życia.
Gdybym nic nie zmieniała w swoim życiu, dziś byłabym instruktorką fitness z 23-letnim doświadczeniem. Może prowadziłabym własne miejsce albo pracowałabym w jakimś klubie fitness, z grupą stałych klientów, z którymi budowałabym relacje przez lata.
Ale tak się nie stało. W moim życiu ciągle coś mnie pchało do przodu, czułam, że nie mogę się zatrzymać. I po ośmiu latach pracy w fitness pojawiła się joga. Szukałam czegoś więcej, głębiej. Chciałam ruchu, który nie jest tylko fizyczny, ale dotyka emocji i wnętrza. Przejście na jogę oznaczało pożegnanie ze starymi klientami i przywitanie nowych. To były małe śmierci, które pozwalały na narodziny czegoś nowego.
Po kolejnych latach, kiedy moja praktyka jogi była już rozwinięta i prowadziłam zajęcia w prestiżowych miejscach, przyszedł uraz kręgosłupa. Musiałam zacząć od nowa — wszystko. To był najbardziej dotkliwy moment śmierci i odrodzenia mojego nowego „ja”. Joga wróciła, ale w innym, bardziej subtelnym wydaniu — to była joga intuicyjna, która uczyła mnie słuchać ciała, wracać do siebie, naprawdę poznawać swoje granice.
Nowe przychodziło powoli. Ludzie, którzy pasowali do starej mnie, odchodzili, a przychodzili ci, którzy rezonowali z nową. Równolegle przyszła arteterapia — terapia przez sztukę — która otworzyła mi drogę do szamanizmu, prowadzonego przez moją nauczycielkę, Arvik Bagramian.
I znowu mijały lata, stare zamykało się, a nowe pukało do drzwi: szamanizm, który jest ze mną już ponad sześć lat.
Moje życie to ciągłe narodziny i małe śmierci. To niełatwe, ale każda transformacja uczy mnie więcej o sobie, o ciele, emocjach i energii. Każda zmiana otwiera przestrzeń dla tego, co jeszcze nie odkryte.
Edyta