08/12/2025
🌿KALOSZE SZCZĘŚCIA🌿 – ciąg dalszy opowieści
Pojechałam w końcu na ten mój zjazd.
Trzeciego dnia pracowaliśmy nową techniką w parach. Moja koleżanka, Justyna, miała dla mnie pójść po rytuał – taki szamański „przepis” na pewne wcześniejsze działanie, które zrobiłyśmy. To, czego dotyczył, nie jest teraz aż tak ważne.
Ważne było to, co wydarzyło się później.
Po jej podróży szamańskiej usiadłyśmy naprzeciwko siebie, żeby mogła opowiedzieć mi przekaz od duchów. Patrzę na nią… a ona ma na twarzy dziwny, lekko zagubiony wyraz.
– Wiesz co… – zaczyna niepewnie – ja nie wiem, czemu duchy dały mi właśnie to.
– Spokojnie – mówię jej – przecież duchy wiedzą lepiej.
Wtedy Justyna bierze głębszy wdech… i zaczyna opowiadać.
– Duchy pokazały mi… buty. Masz sobie sprawić jasne buty. A na nich masz namalować kolorowe wzory. Takie, które będą kojarzyły ci się z lekkością. I kiedy będziesz chodziła w tych butach, i spojrzysz w dół, zobaczysz te wzory. To ma ci przypominać, żeby nie patrzeć już więcej w dół – w dolny świat – ale podnieść głowę i zacząć czerpać z lekkości świata środkowego. Bo tutaj, wokół ciebie, czekają cuda.
W tym momencie… zamurowało mnie.
Kompletnie.
Justyna nie miała zielonego pojęcia o mojej historii z nowo kupionymi kaloszkami. Nie wiedziała, że kilka dni wcześniej znalazły się przede mną jakby wyrzucone z innego wymiaru, jedyna para w sklepie, jakby czekały tylko na mnie.
Natychmiast je wyciągnęłam i pokazuję:
– Justyna… JA JUŻ mam jasne buty. I to nie byle jakie.
Opowiadam jej całą przygodę z ich pojawieniem się w sklepie, z panią kasjerką, która nazwała je kaloszami szczęścia. Justyna patrzy na mnie z szeroko otwartymi oczami, a potem śmieje się, kiwając głową.
– No to teraz już rozumiem, czemu duchy podały taki rytuał – mówi. – One naprawdę wybierają najlepszy sposób na daną chwilę.
Bo tak już jest: duchy zawsze znajdą drogę, żeby do nas przemówić. I czasami dzieje się to przez sny, czasami przez ludzi… a czasami przez kalosze znalezione w osiedlowym sklepie ;).
Kiedy wróciłam do domu po zjeździe, kilka dni później namalowałam na moich kaloszkach czarodziejskie różdżki. No bo jak inaczej udekorować buty, które nazywają się „kalosze szczęścia”?
I wiecie co?
Już następnego dnia zaczęły działać.
Szybko.
Skutecznie.
Tak, że nawet ja byłam zaskoczona, jak bardzo ten rytuał się zakotwiczył.
Bo kiedy przedmiot jest darem – kiedy przychodzi do nas nie z półki sklepowej, ale z Niewidzialnego Świata – wtedy zaczyna tworzyć własną magię.
I te kalosze… tworzą ją do dziś.
Czasem wydaje nam się, że duchy przemawiają tylko wtedy, gdy jesteśmy w transie, przy bębnie, wśród pieśni, w świętym kręgu.
Ale prawda jest prostsza. I piękniejsza.
Duchy mówią do nas zawsze.
Przez spotkaną przypadkiem osobę.
Przez jedno powtórzone zdanie.
Przez sytuację, która wydaje się absurdalnie „za bardzo dopasowana”.
A czasem… przez parę beżowych kaloszy w osiedlowym sklepie ha ha.
To nie o kalosze chodziło.
To chodziło o przesłanie.
O przypomnienie, że droga, którą idziemy, może być lżejsza, jaśniejsza, bardziej miękka.
Że nie musimy wciąż zaglądać w dolne światy, w przeszłość, w ból.
Że czasem wystarczy podnieść głowę, rozejrzeć się i zobaczyć, jak wiele cudów stoi obok nas, tuż…😃
Wdzięczność ogromna 🌿🌿🌿