01/03/2026
W czwartek przyjechałam na zjazd z hipnoterapii, do Warszawy.
Zamawiam Ubera pod podany adres: ul. Wspólna 56.
Wsiadam. Jedziemy.
Jedziemy.
I jedziemy…
I dalej jedziemy.
Nagle lekki lasek. Trochę polany. Cisza. Jakby zapomniana część świata.
Myślę: serio? W Warszawie są takie miejsca?
I od razu druga myśl: ale cudownie! Może właśnie tu będzie ten zjazd. Na przerwie pójdę na spacer. Klimatycznie.
Kierowca zatrzymuje się przy domu w rozsypce.
Furtka związana łańcuchem.
Zero szyldu. Zero ludzi. Zero „centrum szkoleniowego”.
– Dziękuję, miłego dnia – mówi pan kierowca.
Co???
Jak to „miłego dnia”???
– To chyba… yyyy… nie tu? – mówię niepewnie.
Pan patrzy. Uśmiecha się uprzejmie.
– Do widzenia.
Nieee. Ja nie wysiadam na tym polu.
Pan po ukraińsku tłumaczy, że musi jechać na nowy kurs.
A tam ledwo zasięg łapie.
Patrzy na mnie. Wzdycha wymownie.
Ja mówię, że jadę do Centrum Szkoleniowego na Wspólnej 56.
On mówi, że jesteśmy na Wspólnej 56.
I wtedy mnie tknęło.
Sprawdzam.
Jest inna Wspólna 56.
Centrum szkoleniowe – Wspólna 56.
Ale zupełnie gdzie indziej.
23 kilometry stąd.
Pan patrzy na mnie.
Na moją nawigację.
Znowu na mnie.
Nie włączył taksometru (czy jak to się tam fachowo nazywa) – i chwała mu za to.
Jedziemy. Jupi. Jedziemy.
Im bliżej centrum, tym więcej korków, tramwajów, ludzi.
Wraca nadzieja. Wraca cywilizacja. Wraca poczucie, że dojadę.
Przez całą drogę pan kierowca milczał.
Ja też ( długa ta sesja ciszy ;)
A mnie w głowie wróciły wspomnienia z mojej „słynnej podróży” Kraków–Berlin.
Ciekawe, kto jeszcze to pamięta?
Och, jak ja lubię przygody.
Och, jak przygody lubią mnie.
Oczywiście – historia z happy endem.
Dojechałam do właściwej Wspólnej 56.
I mam kolejną piękną historię do swojego – i tak już całkiem bogatego zbioru opowieści.
( Na pierwszej Wspólnej 56 niestety nie zrobiłam zdjęcia, ale uwierzcie mi, że nic się nie zmieniło. Co najwyżej nowy łańcuch był )