Badanie Świata

Badanie Świata Pracownia Terapii i Rozwoju Badanie Świata
Pomagamy lepiej rozumieć siebie i budować życie w zgodzie z własnymi wartościami. Sprawdź ofertę: badanieswiata.pl

Psychoterapia, arteterapia, kursy uważności i warsztaty rozwojowe – online i stacjonarnie.

Nasz psycholog i terapeuta Jacek Wolszczak nie zwalnia tempa. Tym razem - na kilka dni przed Walentynkami - napisał teks...
08/02/2026

Nasz psycholog i terapeuta Jacek Wolszczak nie zwalnia tempa. Tym razem - na kilka dni przed Walentynkami - napisał tekst o tym, jak wspierać zakochanego nastolatka. Wskazuje też, jak ważne są pierwsze relacje romantyczne dla nastolatka.

- Zakochanie potrafi być naprawdę intensywne. Jako rodzic nie musisz rozumieć wszystkiego. Wystarczy, że uznasz przeżycia dziecka za realne - pisze Jacek i zaprasza do lektury całości.

- Jak nie ta, to inna.
- Tego kwiatu pół światu.
- Jeszcze całe życie przed tobą.
- I co ty w nim/ niej widzisz?

Zakochanie u nastolatka często uruchamia w rodzicach silne emocje: niepokój, zazdrość, lęk o bezpieczeństwo, obawy o naukę, przyszłość, „rozsądek”. To zrozumiałe. Problem zaczyna się wtedy, gdy te emocje przejmują ster i zamiast wspierać dziecko — zaczynamy je kontrolować, oceniać albo umniejszać jego przeżycia. Zdarza się, że oceniamy również sympatię naszego nastolatka.

Tymczasem, zakochanie w okresie dorastania nie jest „fanaberią”, czy nic nie znaczącym epizodem. To ważne doświadczenie rozwojowe, które pomaga młodemu człowiekowi uczyć się bliskości, granic, regulowania emocji i budowania relacji. I to niezależnie od tego, czy jego luby/luba, jej luby/luba to znajomość krótka czy dłuższa. I to niezależnie od tego, ile nasz nastolatek ma lat. I to niezależnie od tego, czy tę jego sympatię lubimy, nie lubimy lub traktujemy z dystansem.

Jest też tak - i to chyba najważniejsze - że od naszej reakcji bardzo dużo zależy. Ten nasz pierwszy komentarz zostaje często z nastolatkiem na lata.

Ach, ta miłość!
Dla nastolatka zakochanie: jest bardzo intensywne emocjonalnie, bo bywa pierwszym tak silnym doświadczeniem więzi z drugim człowiekiem. Więzi z “obcym”, więzi z kimś spoza rodziny. Często więc zajmuje myśli, uwagę i energię. W naturalny sposób wiąże się też - zwłaszcza w okresie nastoletnim - z huśtawką nastrojów (euforia – lęk – smutek – ekscytacja). Ekhm… z wodospadem emocji, które zmieniają się jak w kalejdoskopie.

To ze wszech miar naturalne, że w tym okresie dziecko/ nastolatek jest bardziej zamyślone albo rozkojarzone, zmienia się jego rytm dnia, relacje rówieśnicze i romantyczne stają się ważniejsze niż opinia dorosłych.

To jednak nie oznacza, że rodzic „traci dziecko”.
To jednak nie oznacza, że rodzic jest mniej kochany, szanowany, lubiany.
To oznacza, że dziecko rośnie.

To, co czasem bywa bardzo trudne dla nastolatka to reakcja rodzica, która bagatelizuje uczucie, np.
- To nie jest prawdziwa miłość.

To również podchodzenie do miłości nastolatka z ironią lub wprost żartowanie sobie z jego miłosnego uniesienia, np.
- Za tydzień ci przejdzie

Niektórzy dorośli, często z ciekawości, bywa, że z zazdrości o tę relację, zaczynają od “przesłuchania”, np.
- A kim on jest? Skąd go znasz? Co dokładnie robicie?

Zdarza się, że rodzice, widząc znacznie większe zaangażowanie dziecka w relację, niż w obowiązki szkolne czy domowe, straszą konsekwencjami, np.
- Zniszczysz sobie przyszłość.

Zakochanie nastolatka powoduje też często, że chcąc jakoś ogarnąć po dorosłemu nową sytuację, porównujemy sytuację z tu i teraz do naszych osobistych doświadczeń, a więc pada tak dobrze znane…
- Ja w twoim wieku…”

Dla nastolatka takie reakcje nie brzmią wcale jak troska czy niepokój, ale jak komunikat:

Twoje emocje nie są ważne. Nie jesteś traktowany poważnie.

Efektem często jest wycofanie, brak zaufania. To właśnie brak pewności, że nastolatek zostanie przyjęty ze swoim uczuciem bez umniejszania jego emocjom powoduje, że pojawiają się tajemnice i niechęć do zwierzeń. Pamiętać też należy, że nawet, jeśli rodzice nie robią nic z tego, co napisałem powyżej, tajemnica w tym temacie jest zupełnie naturalna i potrzebna. Nastolatek bowiem jest w trakcie tworzenia “swojego świata”, tego, co jest tylko jego, tego, co dla niego ważne i najbardziej intymne, często też wstydliwe…

Jak więc reagować, gdy nasz syn lub córka zakocha się po raz pierwszy lub drugi, trzeci, piąty?
Warto zacząć od normalizacji emocji, a więc jasnego zakomunikowania, że to, co przeżywa Wasze dziecko jest naturalne, a emocje, które w związku z tym się pojawiają (od radości, euforii po czarną rozpacz) są wpisane w ten czas. Unikamy w ten sposób oceny tego, co widzimy, dając przestrzeń do akceptacji przez nastolatka nas samych, jako tych, którzy mają dobre zamiary i nie chcemy dla niego/ niej źle. Mówimy np.
- Widzę, że to dla ciebie bardzo ważne.

Zakochanie potrafi być naprawdę intensywne.
Jako rodzic nie musisz rozumieć wszystkiego. Wystarczy, że uznasz przeżycia dziecka za realne.
Z pewnością to, co może pomóc to Twoja, Drogi Rodzicu, ciekawość. Zainteresowanie jednak nie równa się przesłuchaniu.

Zamiast:
Masz mi powiedzieć wszystko o nim/niej.

Spróbuj dać nastolatkowi pewność, że zawsze może się do Ciebie zwrócić, np.
- Jeśli będziesz chciał/chciała opowiedzieć, chętnie posłucham.”

To daje nastolatkowi poczucie wyboru, a nie presji.
Warto - nie tylko, gdy nastolatek się zakocha - byś oddzielił/a emocje swojego dziecka od jego zachowań. Można bowiem akceptować uczucia i jednocześnie stawiać granice, np.
- Rozumiem, że bardzo chcesz się z nim/nią widywać. Jednocześnie obowiązki szkolne nadal są ważne.”

To uczy Twoje dziecko, że miłość nie znosi odpowiedzialności za inne obowiązki, ale też nie jest przez Ciebie karana.

Zakochanie potrzebuje intymności. Czytanie wiadomości, sprawdzanie telefonu, wypytywanie znajomych nie buduje zaufania. Możesz np. powiedzieć:
- Masz prawo do swojej prywatności. Jeśli coś cię zaniepokoi lub będziesz potrzebować pomocy — jestem.

Ważne! Jeśli mamy uzasadnione podejrzenie, że dziecko lub nastolatek może być narażony na krzywdę, rolą dorosłego jest podjęcie działań ochronnych, a więc ingerencja w jego prywatność jest wtedy konieczna.

Pamiętaj, że takie tematy jak bliskość, granice, bezpieczeństwo emocjonalne i fizyczne to tematy, które lepiej omawiać spokojnie niż straszyć. Możesz np. powiedzieć:
- Jeśli kiedykolwiek poczujesz presję albo dyskomfort — ważne, żebyś wiedział/a, że możesz powiedzieć ‘nie’.

Nie chodzi o akademicki wykład o odpowiedzialności. Chodzi o poczucie bezpieczeństwa.

Dlaczego to wszystko jest takie ważne?
Bo sposób, w jaki rodzic reaguje na pierwsze zakochanie, uczy dziecko że jego emocje są ważne, że bliskość jest bezpieczna, że w trudnych chwilach można przyjść do dorosłego po radę lub pomoc i że nie ze wszystkim trzeba radzić sobie samemu. To prawdziwy fundament przyszłych relacji.

Ważne, Drogi Rodzicu, byś miał z tyłu głowy, że Twoim zadaniem nie jest chronić dziecko przed każdą emocją, kontrolować każdą relację, decydować, kogo ma kochać.

To, co możesz dać swojemu dziecku to Twoja stabilność, dostępność i spokój. Dajesz przy okazji również siebie samego/ samą jako dorosłego/dorosłą, który/która nie boi się emocji swojego dziecka - nawet jeśli są intensywne.


Zdjęcie: Ri Butov z Pixabay
___________________________________
Jacek Wolszczak
psycholog, pedagog, terapeuta EMDR
pracujący z młodzieżą i dorosłymi w Badanie Świata
e-mail: jacek@badanieswiata.pl

Tym razem nasz psycholog i terapeuta pisze o rodzicielskich obawach. Opisuje również często pomijane różnice między stra...
05/02/2026

Tym razem nasz psycholog i terapeuta pisze o rodzicielskich obawach. Opisuje również często pomijane różnice między strachem a lękiem.

- Lęk sprawia, że przestajemy widzieć człowieka, a zaczynamy widzieć zagrożenia. Zamiast dziecka mamy w głowie czarny scenariusz: że sobie nie poradzi, że coś mu się stanie, że popełni błąd, że „zmarnuje życie”. I wtedy relacja powoli zamienia się w kontrolę, presję i napięcie - pisze Jacek i zachęca do lektury całości tekstu.

By opowiedzieć cokolwiek o rodzicielskim lęku, warto na początek jasno wskazać różnice między strachem a lękiem.

Strach pojawia się w odpowiedzi na rzeczywistą, często zagrażającą sytuację. Gdy ktoś nas napada w ciemnej ulicy żądając portfela będziemy więc czuć strach. Mamy bowiem do czynienia z realnym niebezpieczeństwem.

Gdy jednak boimy się latać, bo np. obawiamy się, że dojdzie do katastrofy lotniczej - będziemy czuć lęk. Lek bowiem to nasza reakcja na to, co POTENCJALNIE może się wydarzyć, choć wcale nie musi. Właśnie z tego powodu możemy działać terapeutycznie w sprawie lęku, bo dotyczy on wyłącznie przyszłości i naszych obaw związanych z potencjalnym zagrożeniem.

Często więc, gdy ktoś mówi:
- Tak bardzo boję się o swoje dziecko, bo nie wiem, czy sobie poradzi.
- Boję się, że nie zda do następnej klasy.
- Boję się, że ona tego nie wytrzyma.
.. słyszymy o LĘKU, a nie o strachu.

Paradoks polega na tym, że bardzo często to właśnie lęk – nawet ten wynikający z miłości – najbardziej niszczy relację z dzieckiem i nastolatkiem.
Lęk sprawia, że przestajemy widzieć człowieka, a zaczynamy widzieć zagrożenia. Zamiast dziecka mamy w głowie czarny scenariusz:
że sobie nie poradzi, że coś mu się stanie, że popełni błąd, że „zmarnuje życie”. I wtedy relacja powoli zamienia się w kontrolę, presję i napięcie.

Przykład?
Rodzic czuje lęk dotyczący bezpieczeństwa swojego dziecka. Dlatego aczyna sprawdzać telefon, dopytywać o każdy szczegół, decydować za dziecko. Dla dziecka to jasny sygnał: „Nie ufasz mi”. A tam, gdzie nie ma zaufania, nie ma szczerości. Nastolatek zaczyna ukrywać prawdę – nie dlatego, że jest „zły”, tylko dlatego, że chce mieć choć kawałek autonomii.

Ważne! Jeśli mamy uzasadnione podejrzenie, że dziecko lub nastolatek może być narażony na krzywdę, rolą dorosłego jest podjęcie działań ochronnych, a więc ingerencja w jego prywatność jest wtedy konieczna.

Warto ją rozważyć tylko wtedy, gdy pojawiają się realne sygnały zagrożenia, a nie sam lęk rodzica.
Na przykład, gdy dziecko wyraźnie się zmienia: wycofuje się, ma wahania nastroju, nagle izoluje się od bliskich.
Na przykład, gdy istnieje podejrzenie przemocy, cyberprzemocy, szantażu, kontaktu z niebezpiecznymi osobami.
Na przykład, gdy pojawiają się sygnały autoagresji, myśli samobójczych, uzależnień
Na przykład, gdy bezpieczeństwo dziecka może być realnie zagrożone „tu i teraz”

Nawet wtedy warto – o ile to możliwe – powiedzieć dziecku wprost, dlaczego to robimy. Nie „bo nie”, albo “nie, bo ci nie ufam”, ale:
- Boję się o twoje bezpieczeństwo i chcę ci pomóc.”

Regularne sprawdzanie telefonu „tak na wszelki wypadek” uczy nastolatka ukrywania, a nie odpowiedzialności. Zaufanie i rozmowa chronią relację dużo lepiej niż kontrola – a telefon nie powinien być polem walki, tylko sygnałem, że coś w relacji lub w życiu dziecka woła o uwagę.

Lęk “zamyka” rozmowę.
Gdy rodzic reaguje lękiem, dziecko uczy się, że nie warto mówić o trudnych sprawach.
Przykład?
Nastolatek mówi, że dostał słabą ocenę. Zamiast rozmowy słyszy:
– Co będzie dalej? Jak ty chcesz zdać? Z takimi wynikami nigdzie się nie dostaniesz!
Efekt? Następnym razem o ocenie już nie powie. Nie dlatego, że mu nie zależy – tylko dlatego, że nie chce kolejnej dawki napięcia.

Lęk zamienia troskę w krytykę.
Rodzic martwiąc się przyszłością zaczyna porównywać, straszyć, wytykać błędy.
– Inni w twoim wieku już wiedzą, kim chcą być.
– Jak tak dalej pójdzie, to się bardzo źle skończy.

Dziecko/nastolatek słyszy nie troskę, tylko komunikat:
- Nie jesteś wystarczający.

A to bardzo skutecznie niszczy poczucie własnej wartości i powoduje, że młody człowiek utyka w byciu tym, któremu się nie udaje, który myśli o sobie różne bardzo przykre i złe rzeczy. Nastolatek w miarę upływu czasu zmienia myślenie na temat swoich sukcesów - twierdzi, że to “przypadek”, że na sprawdzianie były “proste pytania” i dlatego dostał czwórkę. Innymi słowy, zaczyna umniejszać temu, co jest wynikiem jego pracy i zaangażowania.

Osobiste sukcesy i płynąca z nich radość ustępują miejsca sabotowaniu samego/samej siebie. A wtedy droga do uznania, że “nic mi się nie udaje” albo “nie stać mnie na nic więcej” niebezpiecznie się skraca. Dając pole do niskiego poczucia wartości, niskiej motywacji do podejmowania wyzwań. Dziecko/ nastolatek, który uznaje, że sukces to przypadek znacznie częściej będzie “atakował” swoją motywację i sens wykonywania różnych zadań.

Ach, te emocje!
Rozwojowo nastolatek musi oddalać się od rodzica. To proces, bez którego nie powstanie dorosła tożsamość. Mózg nastolatka intensywnie przebudowuje się, szczególnie obszary odpowiedzialne za emocje, impulsywność i ocenę ryzyka. Jednocześnie kora przedczołowa – odpowiedzialna za przewidywanie konsekwencji – dojrzewa znacznie później.

Układ limbiczny – emocje.
Struktury odpowiedzialne głównie za emocje, motywację i reakcje stresowe to przede wszystkim:
1. Ciało migdałowate (amygdala) – odpowiada za szybkie reakcje emocjonalne, szczególnie strach, złość, wykrywanie zagrożenia.
2. Hipokamp – odpowiada za pamięć (zwłaszcza emocjonalną) i nadawanie znaczenia doświadczeniom.
3. Podwzgórze odpowiedzialne za reakcje stresowe, regulację hormonów i pobudzenia organizmu.
U nastolatków układ limbiczny jest bardzo aktywny, co sprzyja intensywnym emocjom.
4. Kora przedczołowa – impulsywność i samokontrola.
Najważniejszy obszar odpowiedzialny za hamowanie impulsów, planowanie, przewidywanie konsekwencji, podejmowanie decyzji.

Ważne! Kora przedczołowa dojrzewa najpóźniej – nawet do ok. 25. roku życia.

5. Jądro półleżące to z kolei część układu nagrody. Odpowiada za dążenie do przyjemności, nowości, silnych doznań. Silnie reaguje na nagrody społeczne (np. akceptacja rówieśników). U nastolatków jest bardzo wrażliwe, co zwiększa skłonność do ryzykownych zachowań.
To dlatego decyzje częściej są emocjonalne, impulsywne i podejmowane „tu i teraz”, a nie po chłodnej analizie ryzyka.

Dla rodzica oznacza to obserwowanie zachowań, które mogą budzić niepokój: impulsywność, eksperymentowanie, zmiany nastroju, potrzeba prywatności. Jeśli jednak rodzic reaguje na te naturalne procesy głównie strachem, wysyła dziecku komunikat: „Nie ufam ci”.
A brak zaufania jest jednym z najsilniejszych niszczycieli więzi.

Lęk oddala emocjonalnie.
Dzieci (nawet dorosłe) potrzebują rodzica, który jest spokojnym portem, a nie alarmem przeciwpożarowym włączonym non stop. Gdy każda rozmowa kończy się napięciem, moralizowaniem albo przewidywaniem katastrofy – dziecko po prostu przestaje przychodzić do rodzica z tym, co wrażliwe, ważne, trudne, niepokojące. Ze swoimi emocjami i kłopotami czy wątpliwościami. W taki właśnie sposób po cichu znika bliskość, ustępując pola dystansowi, nieufności i zdaniu, które tak często pada w kierunku rodziców:
- Bo wy mnie w ogóle nie rozumiecie.

Co więc jest alternatywą? Co Rodzic może wybrać zamiast lęku?
Zaufanie zamiast kontroli.
Ciekawość zamiast osądu.
Rozmowę zamiast straszenia.

To nie znaczy, że mamy nie stawiać granic albo nie reagować. Chodzi o to, z jakiego miejsca to robimy...
Bo dzieci i nastolatkowie nie potrzebują rodziców idealnych. Nie potrzebują też rodziców, którzy regulując swój lęk, próbują wymusić na dziecku/ nastolatku określone działania.

Potrzebują za to stabilnych, ufnych dorosłych, którzy dają przestrzeń. Przestrzeń, w której dorastający, młody człowiek nie boi się być sobą.


Zdjęcie: freepik
___________________________________
Jacek Wolszczak
psycholog, pedagog, terapeuta EMDR
pracujący z młodzieżą i dorosłymi w Badanie Świata
e-mail: jacek@badanieswiata.pl

- Powinnaś/powinieneś mu wybaczyć.- Nie ma sensu tak tego przeżywać.- Daj sobie z tym spokój.Słyszymy to często. Zbyt cz...
01/02/2026

- Powinnaś/powinieneś mu wybaczyć.
- Nie ma sensu tak tego przeżywać.
- Daj sobie z tym spokój.

Słyszymy to często. Zbyt często.
A co, jeśli problemem nie jest to, że nie potrafisz wybaczyć, tylko że próbuje się Cię do tego zmusić?

W nowym artykule nasz psycholog i terapeuta, Jacek Wolszczak, pisze o odpuszczaniu — nie jako moralnym obowiązku, ale jako procesie, który pozwala odzyskać spokój, domknąć granice i przestać żyć cudzą krzywdą.

Bez presji.
Bez pojednania na siłę.
Bez „powinnaś/neś”.

Jeśli kiedykolwiek czułaś/czułeś, że wybaczenie przekracza Twoje możliwości — ten tekst jest właśnie dla Ciebie.

Przeczytaj cały tekst poniżej:
https://badanieswiata.pl/o-spokoju-bez-przebaczania/




Zdjęcie: Zorro4 z Pixabay
_____________________________________
Pracownia Terapii i Rozwoju Badanie Świata w Grodzisku Maz.
Psychoterapia, arteterapia, mindfulness | stacjonarnie i online
e-mail: dominika@badanieswiata.pl

Nasz psycholog świętuje.A my razem z nim!Życzymy, Jacku, kolejnych tysięcy Obserwujących!
31/01/2026

Nasz psycholog świętuje.
A my razem z nim!
Życzymy, Jacku, kolejnych tysięcy Obserwujących!

W grudniu 2025 roku pisałem z przejęciem o 12 000 obserwujących. Tymczasem, 27 stycznia 2026 roku okazało się, że wpada tu, czyta, zostawia komentarz 13 000 💙

To 13 000 powodów, by mówić głośno o zdrowiu psychicznym nastolatków.
Pamiętajcie też, że 13 000 minut rozmowy to ponad 216 godzin realnego kontaktu i uważności.

Dziękuję, że czytacie, komentujecie, puszczacie w świat moje treści.
Dziękuję, że JESTEŚCIE!

To dzięki Wam ten profil ma sens i może mieć realny wpływ na rodzicielstwo, myślenie o nastolatkach, o relacjach z nimi, ale też na sposób reagowania, gdy coś nie idzie tak, jak można by się tego spodziewać.

Piszę dalej – dla nastolatków, rodziców i wszystkich, którym bliskie jest zdrowie psychiczne.

P.S. Możecie również podlajkować (to nie przymus, a możliwość :)) profil Badanie Świata – Pracowni Terapii i Rozwoju, którą wymyśliliśmy i założyliśmy wspólnie z Dominiką, by wspierać. Rodziców, nastolatków, dorosłych i tych bardzo dojrzałych.

#13000
Rysunek: rawpixel z Freepik
___________________________________
Jacek Wolszczak
psycholog, pedagog, terapeuta EMDR
pracujący z młodzieżą i dorosłymi w Badanie Świata
e-mail: jacek@depresjanastolatkow.pl

30/01/2026
Nasz terapeuta i psycholog lubi edukować. Tym razem odniósł się do bardzo często pojawiającego się tematu na grupach rod...
29/01/2026

Nasz terapeuta i psycholog lubi edukować. Tym razem odniósł się do bardzo często pojawiającego się tematu na grupach rodziców, a mianowicie do odpowiedzialności za relację z dzieckiem i nastolatkiem.
- Relacja rodzic–nastolatek jest jedną z najbardziej wymagających relacji międzyludzkich, ponieważ łączy w sobie bliskość emocjonalną, zależność oraz naturalny proces separacji. Choć w okresie dorastania obie strony doświadczają silnych emocji, to główna odpowiedzialność za jakość i bezpieczeństwo tej relacji spoczywa na... - pisze Jacek i zachęca do lektury całego tekstu.
Tekstu, który w formie artykułu znajdziecie również na naszej stronie:
https://badanieswiata.pl/o-odpowiedzialnosci-rodzicow-za-relacje-z-dzieckiem/

Bardzo dziękując za żywiołową dyskusję pod poprzednim materiałem, chciałbym odnieść się do istoty zagadnienia, jakim jest odpowiedzialność za relację z dzieckiem i nastolatkiem.

W poprzednim poście napisałem dwa zdania:
Za relację rodzica z dzieckiem zawsze odpowiedzialny jest rodzic. Nigdy odwrotnie.

Dzisiaj rozwijam zasygnalizowaną wtedy myśl i piszę znacznie, znacznie więcej…

- Jak ty tak, to ja tak.
- Nie będę już więcej z tobą rozmawiać.
- Nie odzywaj się do mnie.

Relacja rodzic–nastolatek jest jedną z najbardziej wymagających relacji międzyludzkich, ponieważ łączy w sobie bliskość emocjonalną, zależność oraz naturalny proces separacji. Choć w okresie dorastania obie strony doświadczają silnych emocji, to główna odpowiedzialność za jakość i bezpieczeństwo tej relacji spoczywa na rodzicu, czyli osobie dorosłej. Dlaczego?

Bo to nastolatek, a nie dorosły znajduje się w okresie intensywnych zmian biologicznych, poznawczych i emocjonalnych.
Bo to układ nerwowy nastolatka, a nie rodzica, jest w przebudowie, a mechanizmy samokontroli i przewidywania konsekwencji dopiero się kształtują.

Właśnie dlatego to nastolatek często reaguje impulsywnie, skrajnie emocjonalnie lub sprzecznie z własnymi deklaracjami. Po osobie dorosłej spodziewam się z gruntu innego zachowania. To, że często rodzic wykazuje zachowania podobne, nie oznacza, że taka jest norma w relacji z dzieckiem.

Rodzic odpowiada również za modelowanie zachowań.
Zgodnie z teorią uczenia się społecznego, nastolatek uczy się nie tyle z deklaracji, ile z obserwacji. Jeśli dorosły nie potrafi przepraszać, przyznawać się do błędu, regulować złości czy słuchać bez oceniania, nie może oczekiwać, że dziecko będzie to robić. Relacja staje się wtedy niespójnym komunikatem: „wymagam od ciebie czegoś, czego sam nie praktykuję”.

Kluczowym obszarem odpowiedzialności dorosłego jest także utrzymanie bezpiecznej więzi, nawet w obliczu buntu i dystansu. Teoria przywiązania jasno pokazuje, że potrzeba bezpiecznej relacji z opiekunem nie znika w adolescencji — zmienia się jedynie sposób jej wyrażania. To rodzic odpowiada za to, by nie wycofywać się emocjonalnie, nie karać ciszą ani nie uzależniać bliskości od „grzecznego” zachowania.
W relacji rodzica z nastolatkiem widać gołym okiem asymetrię.

To rodzic, a nie dziecko ma większą władzę decyzyjną.
To rodzic, a nie dziecko kontroluje zasoby (bezpieczeństwo, finanse itp.).
To rodzic, a nie dziecko posiada bardziej dojrzały układ nerwowy.
To rodzic, a nie dziecko ma większe doświadczenie życiowe i społeczne.

Dlatego to rodzic odpowiada za ramy relacji: jej ton, granice, bezpieczeństwo emocjonalne oraz sposób rozwiązywania konfliktów. Dlaczego?

Jest to relacja oparta na nierówności w zakresie władzy, odpowiedzialności, dojrzałości emocjonalnej oraz zasobów psychicznych. Dotyczy to zarówno wczesnego dzieciństwa, jak i szczególnie wymagającego okresu dorastania, który bywa błędnie postrzegany jako moment, w którym dziecko „powinno już rozumieć”.

Dziecko – również nastolatek – funkcjonuje w ramach stworzonych przez dorosłego. Oznacza to, że nie może być odpowiedzialne za coś, na co nie ma realnego wpływu.
Fakt biologicznego dojrzewania nie oznacza gotowości do ponoszenia odpowiedzialności za relację z opiekunem. Wręcz przeciwnie – adolescencja jest czasem intensywnej destabilizacji emocjonalnej, a nie stabilizacji. Adolescencja to jeden z największych i najtrudniejszych kryzysów rozwojowych. Rozwojowych, to znaczy takich, które są naturalne i potrzebne.

Często czytam i słyszę, że rodzic obraża się na nastolatka, który „już nie chce rozmawiać” i zamyka się w swoim pokoju. Dorosły przestaje więc inicjować kontakt, mówiąc:
– Jak będziesz chciał, to sam przyjdziesz.

Z perspektywy dorosłego może to wyglądać jak szanowanie autonomii, jednak psychologicznie jest to wycofanie się z odpowiedzialności za więź. Nastolatek nie ma narzędzi ani zbudowanego poczucia bezpieczeństwa emocjonalnego, by samodzielnie „odbudować” relację.

Jednym z kluczowych mechanizmów psychologicznych jest nierównomierny rozwój mózgu. U nastolatków struktury odpowiedzialne za emocje (układ limbiczny) są bardzo aktywne, natomiast kora przedczołowa – odpowiadająca za kontrolę impulsów, przewidywanie konsekwencji i refleksję – rozwija się aż do około 25. roku życia. Oznacza to, że reakcje emocjonalne są silniejsze niż zdolność ich kontrolowania, napięcie szybciej przeradza się w wybuch i trudniej o spokojne formułowanie myśli i uczuć.

Przykład?
Nastolatek po złym dniu w szkole na zwykłe pytanie rodzica odpowiada:
- Odczep się ode mnie. Co ciebie to obchodzi?!!
[można tu również wstawić najróżniejsze słowa powszechnie uważane za obelżywe]

Jeśli dorosły odpowie równie impulsywnie, np.
– Nie będziesz się tak do mnie odzywać, smarkaczu!
[można tu również wstawić najróżniejsze słowa powszechnie uważane za obelżywe].. wtedy dochodzi do eskalacji.

Jeśli jednak rodzic potrafi zatrzymać własną reakcję, nazwać sytuację i odłożyć rozmowę na później, przejmuje odpowiedzialność za regulację relacji w nieciekawej sytuacji. To nie oznacza zgody na przemoc, ale oddzielenie zachowania od wartości dziecka i naszej z nim relacji.

Dziecko – także nastolatek – uczy się regulować emocje poprzez kontakt z dorosłym, który potrafi zachować względny spokój w trudnych sytuacjach. Oznacza to, że rodzic pełni funkcję „zewnętrznego regulatora” emocji dziecka. Jeżeli dorosły krzyczy, ironizuje, zawstydza, straszy, ignoruje, to relacja przestaje być bezpieczna, a dziecko traci punkt odniesienia. Odpowiedzialność rodzica polega na tym, by nie obciążać dziecka własną bezradnością emocjonalną.

Przykład?
Rodzice mówią do nastolatka:
– Przez ciebie nie potrafię być spokojny.
– Doprowadzasz mnie do szału!

To bardzo częste przeniesienie odpowiedzialności za emocje dorosłego na dziecko, co zaburza granice i niszczy relację. Dorosły odpowiada za własne reakcje, nawet jeśli są one wywoływane przez trudne zachowania dziecka. Tymczasem…

Teoria przywiązania Johna Bowlby’ego jasno wskazuje, że dziecko potrzebuje stabilnej, przewidywalnej figury dorosłego, aby prawidłowo się rozwijać. Potrzeba ta NIE ZANIKA w okresie dorastania, choć zmienia swoją formę. Nastolatek może dystansować się, kwestionować autorytet, prowokować czy odrzucać bliskość. Nie oznacza to jednak, że przestaje jej potrzebować. Wręcz przeciwnie – bunt często jest testem: „czy nadal jesteś, nawet gdy jestem dla ciebie trudny/niemiły/niewdzięczny.

Przykład?
Rodzic mówi do nastolatka:
– Jak tak się zachowujesz, to nie chcę mieć z tobą nic wspólnego!

Dla nastolatka jest to komunikat warunkowej miłości. Odpowiedzialność dorosłego polega na tym, by utrzymać relację mimo trudnych emocji, jasno oddzielając akceptację dziecka od braku zgody na jego zachowanie. To jednak nie wszystko.

Zgodnie z teorią uczenia się społecznego Alberta Bandury, dzieci uczą się poprzez obserwację, a nie instrukcje. Relacja z rodzicem jest pierwszym i najważniejszym „treningiem relacyjnym”. To mama i tata odpowiadają za to, by pokazywać, jak rozmawia się w konflikcie, demonstrować, jak przepraszać i brać odpowiedzialność, uczą, że emocje są do przyjęcia, a przemoc – nie.

Jeśli więc rodzic nigdy nie przyznaje się do błędu i „zawsze” ma rację, dziecko uczy się, że relacja opiera się na sile, a nie dialogu. Odpowiedzialność dorosłego polega na tym, by być wiarygodnym wzorem, a nie jedynie egzekutorem zasad.

Jeszcze coś o granicach...
Granice są niezbędnym elementem relacji, ale to dorosły odpowiada za ich formę. Granice stawiane z lęku, złości lub potrzeby kontroli niszczą relację, nawet jeśli są „słuszne”.

Przykład?
Rodzic wprowadza zakaz bez rozmowy, a jedyne tłumaczenie, który słyszy nastolatek to:
– Bo ja tak mówię!

To przecież nie jest komunikat mówiący:
– Troszczę się o ciebie. Zależy mi na twoim bezpieczeństwie.

To raczej pokazanie siły i władzy:
– Zrobisz tak, jak ja chcę!

Odpowiedzialność dorosłego polega na tym, by granice były przewidywalne, uzasadnione, połączone z relacją, a nie przeciwko niej.

Podsumowując, chcę jasno podkreślić po raz kolejny:
To rodzic jest odpowiedzialny za relację z dzieckiem i nastolatkiem, ponieważ posiada większe zasoby emocjonalne i poznawcze, ma realną władzę i kontrolę nad kontekstem relacji, pełni funkcję regulatora emocji i modeluje zachowanie dziecka/nastolatka, odpowiada za bezpieczeństwo więzi.

Relacja ta nie jest kontraktem między równymi stronami, lecz procesem wychowawczym, w którym to dorosły niesie ciężar stabilności wtedy, gdy dziecko/nastolatek jej nie ma. Próba przerzucenia tej odpowiedzialności na dziecko prowadzi nie do nauki „dorosłości”, lecz do poczucia odrzucenia, winy i zerwania więzi – często na długie lata.

Niebawem opiszę to, za co odpowiedzialny jest nastolatek.
Bardzo dziękując za dyskusję pod poprzednim postem, liczę na kulturalną wymianę zdań i tym razem.


Obraz: Pexels z Pixabay
___________________________________
Jacek Wolszczak
psycholog, pedagog, terapeuta EMDR
pracujący z młodzieżą i dorosłymi w Badanie Świata
e-mail: jacek@depresjanastolatkow.pl

To już ostatnia część materiału przygotowanego przez naszego psychologa i terapeutę na temat przekonania wcale niemałej ...
28/01/2026

To już ostatnia część materiału przygotowanego przez naszego psychologa i terapeutę na temat przekonania wcale niemałej grupy rodziców. Bycie "niewystarczającym" dotyka jednak nie tylko ich.
- Jednym z głównych źródeł rodzicielskiej „niewystarczalności” jest porównywanie się z innymi rodzicami. Widzimy fragmenty życia tych, którzy tryskają radością, opowiadając o swoim rodzicielstwie: uśmiechnięte dzieci, zdrowe posiłki, spokojne reakcje, wspólne aktywności. Nie mamy okazji widzieć przez to zmęczenia, wątpliwości, frustracji ani łez w łazience - pisze Jacek Wolszczak i zachęca do lektury całości...

Dzisiaj trzecia i ostatnia porcja wiedzy na temat tego, jak radzić sobie z przekonaniem o byciu niewystarczającym rodzicem. Jest ono niezwykle powszechne i – paradoksalnie – im bardziej rodzicom „zależy”, tym częściej pojawia się poczucie, że robią za mało.

Współczesne rodzicielstwo funkcjonuje w świecie nadmiaru informacji. Media społecznościowe, poradniki, podcasty i eksperci (często o sprzecznych opiniach) tworzą obraz „idealnego rodzica”: cierpliwego, zawsze obecnego, kreatywnego, świadomego emocjonalnie, dbającego o rozwój dziecka na każdym poziomie.
Gdy jednak standardy są nierealistycznie wysokie, naturalną konsekwencją jest poczucie porażki – nawet wtedy, gdy obiektywnie rodzic robi bardzo dużo lub – po prostu - wystarczająco

Jak sobie z tym radzić?
Jednym z głównych źródeł rodzicielskiej „niewystarczalności” jest porównywanie się z innymi rodzicami. Widzimy fragmenty życia tych, którzy tryskają radością, opowiadając o swoim rodzicielstwie: uśmiechnięte dzieci, zdrowe posiłki, spokojne reakcje, wspólne aktywności. Nie mamy okazji widzieć przez to zmęczenia, wątpliwości, frustracji ani łez w łazience. Obraz, jak ze świątecznej reklamy pewnej czekolady, gdy widzimy rodzinę w komplecie przy wigilijnym stole. Są uśmiechy, wspólny posiłek, który buduje relacje i obecność.

Psychologia społeczna jasno pokazuje, że porównania „w górę” (z osobami, które wydają się „lepsze”) obniżają samoocenę i wzmacniają poczucie braku czy wadliwości. Co ważne, porównywanie swojego trudu z kimś, kto pokazuje jedynie fragment swojego rodzicielstwa z definicji jest niesprawiedliwe, w samym zamyśle fałszywe.

Każda rodzina to… przede wszystkim różnice.
Rodzice różnią się zasobami emocjonalnymi, wsparciem społecznym, sytuacją finansową, zdrowiem psychicznym i fizycznym, temperamentem swoim i dziecka. To, co działa w jednej rodzinie, w innej może być źródłem napięcia. Tak, jak pisałem w drugiej części - dzieci nie potrzebują „idealnych” rodziców, lecz wystarczająco dobrych. Co to znaczy? Mówiąc o rodzicach, mam na myśli dorosłych, którzy są stabilni, przewidywalni i „zanurzeni” w relacji. Tymczasem, porównywanie się ignoruje ten kontekst i narzuca fałszywe, ujednolicone kryteria.

Przekonanie, że istnieje gdzieś ktoś, kto „radzi sobie lepiej”, często opiera się na MICIE. Rodzice, którzy na zewnątrz wydają się spokojni i kompetentni, równie często doświadczają poczucia winy, wątpliwości, lęku o przyszłość dziecka, zmęczenia i złości. Różnica polega na tym, że nie wszyscy mówią o tym głośno. Porównując się, porównujemy się więc z wyidealizowanym obrazem, a nie z realnym człowiekiem.

Co zamiast porównań?
Zanim wejdziemy na ścieżkę porównań, warto zadać sobie kilka pytań. Fundamentalnych pytań, które mogą dać odpowiedź, jak jest naprawdę, np.
- Czy moje dziecko czuje się przy mnie bezpieczne?
- Czy potrafię naprawiać błędy, gdy je popełnię?
- Czy reaguję wystarczająco dobrze/szybko/uważnie dysponując aktualnymi możliwościami?

Rodzicielstwo „wystarczająco dobre” nie musi polegać na bezbłędności, a na elastyczności i zdolności do refleksji. Dzieci nie potrzebują rodziców, którzy zawsze wiedzą, co robią – potrzebują takich, którzy są autentyczni i gotowi uczyć się razem z nimi.

„Wystarczająco dobry” to naprawdę dużo.
Donald Woods Winnicott, brytyjski psychoanalityk i pediatra, wprowadził pojęcie „wystarczająco dobrej matki” – dziś rozszerzane na wszystkich rodziców/ opiekunów. Oznacza ono osobę, która czasem zawodzi, czasem jest zmęczona, popełnia błędy, ale jest emocjonalnie dostępna i jest w stanie naprawić relację.

Jeśli więc – jako rodzic - masz poczucie, że robisz za mało – nie jesteś wyjątkiem. To doświadczenie wspólne dla wielu osób, które traktują swoją rolę poważnie. Porównywanie się z innymi rodzicami nie przybliża do lepszego rodzicielstwa – oddala od zaufania do siebie i własnej relacji z dzieckiem.

Najważniejszym punktem odniesienia nie są inni rodzice, lecz Twoje dziecko i Wasza więź. A ta nie potrzebuje rywalizacji, porównań czy odniesień, a obecności.

Niech będzie mi wolno zacytować wypowiedź jednej z facebookowych komentatorek – Pani Marty. Myślę, że to wspaniałe podsumowanie rozważań na temat poczucia, że jesteśmy niewystarczającymi rodzicami:
„Nie ma idealnych rodziców, ale jeśli myśli rodzica krążą wciąż i wciąż wokół tego, jakim jest rodzicem, to gubi dziecko. Każdego dnia jest szansa i możliwość, aby być lepszym (nie idealnym), zaś myślenie o swojej beznadziejności, to nieopracowana uraza narcystyczna, która zatrzymuje na sobie i nie pozwala wyjść ku Drugiemu. Nie pozostaje nic innego jak uznać swą zwyczajność i każdego dnia być z sobą i z dzieckiem, słuchać, pytać, mówić, odpowiadać, zaciekawiać się, myśleć i tyle... albo aż tyle”.

I tyle… albo aż tyle.


Obraz RENE RAUSCHENBERGER z Pixabay
___________________________________
Jacek Wolszczak
psycholog, pedagog, terapeuta EMDR
pracujący z młodzieżą i dorosłymi w Badanie Świata
e-mail: jacek@depresjanastolatkow.pl

Adres

Szkolna 2a/1
Grodzisk Mazowiecki
05-825

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Badanie Świata umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Udostępnij

Share on Facebook Share on Twitter Share on LinkedIn
Share on Pinterest Share on Reddit Share via Email
Share on WhatsApp Share on Instagram Share on Telegram

Kategoria