01/02/2026
Taki komentarz ostatnio pojawił się pod naszym postem. To będzie dłuższy post. Zaskoczy Cię jeśli przeczytasz do końca.
Rozumiemy, jeśli ktoś tak myśli. Bo z zewnątrz widać tylko ceremonię: białe rękawiczki, ciszę, kwiaty, trumnę i kilka godzin uroczystości.
Ale prawda jest taka, że ceremonia pogrzebowa to najłagodniejszy element całej tej pracy.
Dziś chcemy spokojnie, bez złości choć trochę pokazać, jak wygląda prowadzenie firmy pogrzebowej od środka.
To nie jest stabilny, przewidywalny biznes
Nie jesteśmy w stanie przewidzieć, ile będzie pogrzebów.
Może być pięć w miesiącu, a może pięćdziesiąt.
A koszty są stałe: dyżury całodobowe, pracownicy, flota samochodów, paliwo, chłodnie, kaplice, biura, sprzęt, podatki, ZUS, ubezpieczenia, kontrole.
Ryzyko jest ogromne. Tu nie da się „zaplanować sprzedaży” ani „zamknąć firmy na weekend”.
To praca 24 godziny na dobę
Nie „od 8 do 16”.
Telefon może zadzwonić o każdej porze dnia i nocy.
- W Wigilię trzeba odejść od stołu i pojechać w las, gdzie ktoś odebrał sobie życie.
- po 20 godzinach pracy bierzesz szybki prysznic, jest północ, dzwoni telefon: wypadek, zgon w trudnych warunkach, brak dojazdu.
Nosisz ciało przez kilkaset metrów albo kilka kilometrów, bo nie da się podjechać.
Wracasz o piątej rano.
Śpisz dwie godziny.
O ósmej siedzisz z rodziną, która właśnie straciła kogoś najbliższego.
Masz być spokojny, uprzejmy, profesjonalny.
Bo oni nie mogą widzieć twojego zmęczenia.
- Plany? Weekendy? Wyjazdy?
Często odwołane.
Bo „skumulowały się pogrzeby”.
Przygotowanie ciała. O tym się prawie nie mówi
To nie wygląda tak, że przyjeżdżamy po ciało, które jest gotowe i ubrane.
Za każdym razem wykonujemy toaletę pośmiertną.
Często trzeba ciało ponownie rozebrać, zabezpieczyć, ponownie ubrać.
Zatrzymać krwotoki z ust, nosa, uszu.
Zmienić pampers.
Wykonać tanatokosmetykę. Często to wiele godzin pracy.
Bywa, że trzeba:
– zrekonstruować twarz po wypadku,
– zrekonstruować pękniętą czaszkę,
– przyszyć oderwane kończyny.
Bywają osoby, które odeszły spokojnie.
Ale bywają też ciała w stanie zaawansowanego rozkładu znalezione po dwóch lub trzech tygodniach w upalne lato.
Robactwo.
Zapach, którego nie da się zapomnieć do końca życia.
Widoki, które dla większości ludzi byłyby traumą na zawsze.
- Bywają wypadki drogowe. Ciała rozczłonkowane.
Bywają odebrania sobie życia.
Bywają dzieci.
Niemowlęta. Małe trumny. Rodzice, których świat właśnie się zawalił.
I my musimy te dzieci przygotować, ubrać, a potem przeprowadzić rodziców przez coś, czego nie da się przejść „normalnie”.
Trauma, która się kumuluje
Mało kto mówi o tym głośno, ale w tej branży bardzo łatwo o traumę wtórną.
To nie jest jedna trudna sytuacja.
To setki historii.
Setki dramatów.
Setki obrazów, zapachów i rozmów, które zostają w głowie.
Wielu ludzi z tej branży zmaga się z bezsennością, wypaleniem, stanami lękowymi, a czasem objawami zespołu stresu pourazowego.
Bo nie da się codziennie patrzeć na śmierć i cierpienie bliskich, a potem po prostu „wyłączyć głowę” po pracy.
Logistyka, odpowiedzialność, presja
W jednym dniu potrafi odbywać się kilka ceremonii.
Kilkunastoosobowa obsługa.
Każdy detal ma znaczenie: kwiaty, wieńce, muzyka, transport, czas.
W trakcie mowy pożegnalnej telefon wibruje w kieszeni.
Po ceremonii oddzwaniasz:
– nastolatek odebrał sobie życie
– osoba ważąca 200 kg na 4. piętrze bez windy,
– odbiór z hospicjum
Wszystko naraz.
I każdy z tych zmarłych zasługuje na godność.
Emocje rodzin to też nasza codzienność
Jesteśmy świadkami kłótni, dramatów i sporów rodzinnych.
Nigdy nie oceniamy.
Ale to obciąża.
Widzimy omdlenia z rozpaczy.
Ataki paniki.
Matki płaczące nad ciałem dziecka.
Dzieci nad ukochaną mamą.
Mężów, którzy nie wiedzą, jak dalej oddychać.
A czasem o 2:00 w nocy ktoś dzwoni zapytać, czy można zamówić wiązankę.
I odbieramy.
Bo taka jest ta praca.
- „Ale przecież to dochodowy biznes”
Tak.
Nie pracujemy za darmo.
Bo nie da się prowadzić firmy, płacić ludziom godnych pensji - a wspaniali pracownicy jakich mamy to podstawa i dzięki nim mamy najlepszą jakość w regionie, inwestować w sprzęt, samochody, biura, kaplice, pomagać innym i wspierać lokalne inicjatywy pracując „za dziękuję”.
Czy można mieć o to pretensje?
Czy ktoś ma pretensje do lekarza, ratownika, psychologa, że nie pracuje za darmo?
Prawda jest taka, że można zarabiać więcej w innych branżach.
Pracować 8 godzin dziennie.
Mieć wolne święta, weekendy, noce.
Nie oglądać śmierci z bliska.
Jeśli ktoś wchodzi w tę branżę tylko dla pieniędzy - jest z góry przegrany.
Psychicznie nie da się tego udźwignąć bez czegoś więcej.
To nie jest zwykła praca
To powołanie.
Misja.
Świadomość, że w najgorszym dniu czyjegoś życia ktoś musi być spokojny, kompetentny i ludzki.
Tak, ceremonie nas ruszają.
Tak, płaczemy.
Nawet jeśli tego nie widać.
Jesteśmy ludźmi.
A ci, którzy korzystali z naszych usług, wiedzą o tym najlepiej.
To nie są wszystkie przeciwności, trudności tej branży, to jest kropla. Nie sposób wszystkiego opisać w jednym poście... Jesteśmy otwarci na rozmowe z każdym, jeśli masz pytania napisz komentarz.
I jeszcze jedno
Widzimy, że konkurencja w Jaśle próbuje nas naśladować:
wzorami nekrologów, zachowaniem, sposobem komunikacji. A nawet sposobem robienia zdjęć na ceremoniach i wrzucania ich na social media. Informują nas o tym klienci, którzy to zauważają :)
To dla nas sygnał, że wyznaczamy nowy, wyższy standard.
Zmieniamy tę branżę na lepsze.
I jesteśmy z tego dumni. Jeśli konkurencja chce - niech się do nas zwróci, damy jeszcze kilka rad co mogą robić lepiej. Warto sobie pomagać.
Na koniec powiemy tylko tyle:
zanim ktoś napisze, że „nie płaczemy, bo mamy 2 tysiące na czysto”
Zapraszamy na jedną dobę próbną.
Jedną noc.
Jeden telefon o trzeciej nad ranem.
Jeden odbiór zwłok.
Jedno przygotowanie zwłok.
Jedno spotkanie z rodziną, która właśnie straciła wszystko.
Odpłatnie.
Potem możemy porozmawiać.
Mariola Knap Piotrowska
Zespół Feniks