19/11/2025
Zapożyczone...jakie prawdziwe
Dzisiaj znowu usłyszałam: „Wycierasz tyłki”.
To nie pierwszy raz i nie ostatni... ale tym razem postanowiłam odpowiedzieć.
Tak, czyszczę tyłki.
Ale robię znacznie więcej: obcinam paznokcie, myję ciała, karmię, ubieram, pocieszam, słucham, towarzyszyłem ludziom, którzy nie mają siły, aby zrobić to wszystko samodzielnie.
Sprawiam, że możliwe staje się to, czego inni wolą nie widzieć.
Te gesty są aktami troski, szacunku i godności.
A sprowadzanie ich do prostego, pogardliwego zdania jest obrazą wszystkiego, co jest głęboko ludzkie w tym zawodzie.
Bo powiedzmy sobie szczerze:
nie mogłabym wykonywać pracy, w której trzeba manipulować lub kłamać, aby istnieć.
A jednak to właśnie te zawody często gloryfikujemy, podczas gdy nasz jest pogardzany.
W rzeczywistości ci, którzy deprecjonują to, co robimy, jak dotąd nigdy nie potrzebowali pomocy w korzystaniu z toalety lub kąpieli.
Ale ten dzień może nadejść. A kiedy nadejdzie, pomimo wszystko znajdzie się ktoś taki jak ja, kto pomoże im z szacunkiem i życzliwością.
Nasza praca jest niewidoczna, ale niezbędna.
Wymaga serca, siły i odwagi.
Zasługuje na szacunek. Prawdziwy szacunek.
Więc następnym razem, gdy będziesz mówić o „sprzątaniu tyłków”, zrób to z wdzięcznością. Bo pewnego dnia, może... to będzie twoja praca.