01/01/2026
Przez tysiące lat ludzie nie zaczynali roku w środku zimy.
Nowy cykl rozpoczynał się wtedy, gdy budziła się przyroda:
na wiosnę, przy równonocy, gdy wracało światło, energia i życie.
Dopiero w starożytnym Rzymie, z powodów czysto administracyjnych, przesunięto początek roku na 1 stycznia.
Nie dlatego, że było to zdrowsze dla ludzi, ale wygodniejsze dla państwa.
A potem przyzwyczailiśmy się do myślenia, że:
„Nowy rok = nowy ja / nowa wersja siebie”
Tymczasem z perspektywy biologii i psychiki styczeń to czas spowolnienia, a nie ekspansji.
Układ nerwowy działa wtedy w trybie oszczędzania energii.
Więcej melatoniny, mniej światła, większa potrzeba snu i bezpieczeństwa.
To nie jest moment na „naprawianie siebie”.
Historycznie zima była czasem:
✨odpoczynku
✨opowieści i sensu
✨domykania starego cyklu
Nie czasem wielkich postanowień.
Dlatego tak wiele noworocznych planów kończy się nie zmianą, ale poczuciem winy i samokrytyką.
Nie dlatego, że „brakuje nam dyscypliny”,
ale dlatego, że próbujemy zaczynać nowy rozdział w środku biologicznej zimy.
Zatem być może na 1 stycznia nie potrzebujesz rewolucji ani nowej wersji siebie, tylko zgody na to, że zima też jest częścią cyklu.
Być może bardziej wspierająca okaże się łagodna joga - nie po to, by coś poprawiać, ale by pozostać w kontakcie z ciałem, rozluźnić napięcia i dać sobie poczucie stabilności.
A może potrzebujesz medytacji, rozumianej nie jako narzędzia do „uspokajania się”, lecz jako przestrzeni na bycie z tym, co jest, bez presji zmiany, szczególnie wtedy, gdy zewnętrzny świat zwalnia, a myśli stają się głośniejsze.
A czasem wystarczy tylko świadomy oddech - najprostszy sposób, by dać układowi nerwowemu sygnał bezpieczeństwa i wrócić na chwilę do tu i teraz.
A prawdziwy „nowy początek” przyjdzie wtedy,
gdy wróci światło i energia pojawi się naturalnie
Namaste 🙏🏼