15/11/2025
BÓL SOMATYCZNY
Ból somatyczny ma w sobie ciężar, który potrafi zmienić sposób, w jaki człowiek chodzi, oddycha, patrzy na świat.
Kiedy dotykam stóp klienta, czuję nie tylko napięcie tkanek, ale też całą historię, która za nim stoi — zmęczenie, strach, przemilczane troski.
Wiem, że ból jest próbą wołania o równowagę. Organizm szuka wyjścia, a ja staram się mu towarzyszyć. Nie po to, by coś „naprawić na siłę”, lecz by pomóc ciału przypomnieć sobie własną drogę do ulgi.
W mojej praktyce często spotykam osoby, które przeszły wiele terapii, a mimo to ból wraca jak niechciany gość. Pod stopami odnajduję wtedy delikatne sygnały — drobne zmiany, nadwrażliwość, twarde jak kamyki punkty — które prowadzą mnie do źródeł napięcia. Pracując metodą Ingham, powoli uwalniam te miejsca, dając organizmowi szansę, by odetchnął, odpuścił, puścił to, co trzymał zbyt długo.
W bólach somatycznych widzę często coś więcej: ciało, które się skurczyło, jakby przestało wierzyć, że może być bezpieczne. Refleksologia pozwala mi to ciało delikatnie zaprosić z powrotem do życia. Czasem po sesji słyszę: „Jakby coś we mnie odpuściło… w końcu”. I wiem wtedy, że dotarliśmy do momentu, w którym ból przestaje być jedyną narracją.
Refleksologia jest dla mnie metodą integracyjną właśnie dlatego, że przywraca człowiekowi poczucie całości. Dotyk łączy fizyczność z emocjami, napięcie z jego historią, ciało z obecnym momentem. Pomaga wrócić do siebie — powoli.
Gdzie pracować, gdy jest tyle bólu?
Kiedy ból jest wszędzie, ciało potrzebuje, by ktoś je usłyszał, a nie pokonał.
Czasem przychodzi do mnie osoba, w której ciele ból rozlał się jak cień — wszędzie coś ciągnie, kłuje, pali. W takich chwilach wiem, że nie mogę iść wprost do najbardziej napiętych stref. Gdy ciało jest przeciążone, ono nie wpuści mnie tam, gdzie cierpi najmocniej. Dlatego zaczynam od miejsc, które są gotowe na dotyk, choćby w minimalnym stopniu. Czasem to maleńka przestrzeń przy przeponie, czasem przysadka, czasem delikatna linia kręgosłupa na stopie. To właśnie tam rozpoczyna się rozmowa z bólem.
Wiem, że jeśli ból jest wszędzie, to układ nerwowy jest w stanie alarmu. Najpierw więc uspokajam ten alarm: pracuję na przysadce, móżdżku, pniu mózgu. Delikatnie, uważnie.
Kiedy układ nerwowy zaczyna odpuszczać, ciało robi to samo. To niezwykłe, jak często zmienia się wtedy oddech — jakby wreszcie znalazł dla siebie miejsce.
Przepona to moja stała sojuszniczka w pracy z bólem. To właśnie tam, na przecięciu ciała i emocji, wiele napięć ma swój początek. Praca na przeponie w stopie działa jak otwarcie okien w dusznym pokoju: ciało może złapać odrobinę przestrzeni, która do tej pory była zamknięta.
Kiedy bólu jest dużo, wybieram podejście obwodowe — najpierw wyrównuję krążenie, limfę, dopiero później schodzę w głąb. To jak odkręcanie zaworu bezpieczeństwa: nie mogę „dotknąć źródła”, dopóki nie zrobię miejsca na przepływ. Choć czasem klient oczekuje szybkiej ulgi, wiem, że ciało potrzebuje najpierw poczuć się bezpieczne.
Czasami to właśnie stopa sama pokazuje, gdzie zacząć. Może być odrobinę cieplejsza, bardziej miękka, mniej reaktywna. To ona wskazuje drogę — i ja za nią idę. Wiem, że jeśli zacznę tam, gdzie ciało mnie przyjmuje, otworzy przede mną kolejne warstwy.
Przy bardzo dużym bólu pracuję krótko i łagodnie. To nie jest moment na intensywną stymulację; to czas na uważność. Ból nie jest rywalem, którego trzeba pokonać. Jest głosem, który trzeba usłyszeć i dopiero kiedy ciało czuje, że nie walczę z nim, ale jestem obok — zaczyna uwalniać to, co trzymało zbyt długo.
Dlatego zawsze powtarzam sobie: gdy bólu jest tak wiele, zaczynam nie tam, gdzie boli najbardziej, ale tam, gdzie ciało pozwala wejść. To pierwszy krok do ulgi. To początek powrotu do siebie.
RAZEM po zdrowie ❤️