Gabinet Psychoterapii Magdalena Boba

Gabinet Psychoterapii Magdalena Boba Specjalista Psychologii Klinicznej. Psychoterapeuta. Czasem, motywacją do spotkań terapeutycznych może być ciekawość, chęć poznania siebie czy własny rozwój.

Gabinet psychologiczny – psychoterapia

Zapraszam osoby, które mają trudności w radzeniu sobie z emocjami, podejrzewają u siebie stany depresyjne, lękowe lub które są w kryzysie a także te, które chciałyby poprawić jakość swoich relacji z innymi. Jeżeli czujesz, że gubisz poczucie sensu i celu, że szkodzisz własnemu dobru, nie możesz wyzwolić się spod złych wpływów, tkwisz w układach, które Cię niszczą, to znaczy, że jest to moment, w którym powinieneś skorzystać z profesjonalnej pomocy. Mam ponad dwudziestoletnie doświadczenie w pracy psychologa. Pomagam osobom z problemami takimi jak: stany depresyjne, lękowe, zaburzenia nerwicowe, zaburzenia osobowości, kryzysy, tendencje samobójcze oraz konflikty w relacjach społecznych, rodzinnych. Przygotowuję badania i opinie psychologiczne na potrzeby orzecznicze, oceny neuropsychologiczne, badania pamięci. W swojej pracy preferuję metody psychoterapii psychodynamicznej. Daję gwarancję dyskrecji, przyjaznej i życzliwej atmosfery i profesjonalizmu. Jestem absolwentką Uniwersytetu Jagiellońskiego, kierunku psychologii. Pracę zawodową praktycznie rozpoczęłam już od II roku studiów wolontariatem w Klinice Psychiatrii CMUJ na Oddziale Psychoz. Po studiach pracowałam na oddziale dziennym dla pacjentów psychotycznych, potem kolejno: w oddziale leczenia środowiskowego, oddziale ginekologii i położnictwa, w domu pomocy społecznej. Od 1995 roku pracuję w Klinice Toksykologii CMJU Szpitala Uniwersyteckiego. Od 7 lat pracuję również w poradni zdrowia psychicznego. Od 2004 roku prowadzę własny gabinet psychologiczno- psychoterapeutyczny. W 2004 roku – po czteroletnim szkoleniu uzyskałam Certyfikat Psychoterapeuty ( nr 363) Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego i założyłam własny gabinet psychoterapeutyczny w Krakowie. W 2006 roku zrobiłam II stopień specjalizacji z zakresu psychologii klinicznej. Ciągle dokształcam się w swoim zawodzie, śledząc fachową literaturę i biorąc udział w konferencjach naukowych i zjazdach z zakresu psychologii i psychiatrii. Prywatnie jestem mężatką, mam dwoje dzieci.

14/02/2026

Freud, inspirując się Arthurem Schopenhauerem, opisał ludzką bliskość poprzez metaforę „dylematu jeża”. Jeże w zimnie muszą się do siebie przytulić, żeby przetrwać. Ale im bliżej są, tym bardziej ranią się kolcami. Zbyt duży dystans oznacza chłód. Zbyt mały to ból. Cała sztuka polega na znalezieniu takiej odległości, która daje ciepło, nie rozrywając skóry.

To trafny obraz miłości. Bliskość jest konieczna, ale nigdy nie jest wolna od napięcia. Pytanie nie brzmi, czy się zranimy, lecz czy potrafimy to wytrzymać i regulować dystans. Głęboka więź nie jest stanem równowagi raz na zawsze osiągniętym. Jest ciągłym dostrajaniem.
Co więcej, w relacji nigdy nie pojawiamy się jako „czyści”. Wnosimy całe swoje dzieciństwo. Reakcje na milczenie, krytykę, oddalenie czy brak uwagi mają historię, często starszą niż sam związek. To, co dziś wydaje się wyłącznie winą partnera, bywa echem dawnych doświadczeń. Dlatego konflikty są tak intensywne. Dotykają nie tylko teraźniejszości, lecz także tego, co dawno zapisane.

Freud dostrzegł również inny, mniej romantyczny paradoks: trudność w długotrwałym połączeniu miłości i pożądania wobec tej samej osoby. tej formule zawiera się napięcie między bezpieczeństwem a erotyzmem.

Stephen Mitchell, w książce wydanej pośmiertnie w Walentynki 2002 roku, oraz Esther Perel w „Mating in Captivity” rozwijali tę intuicję. Miłość potrzebuje stabilności, przewidywalności, codziennej obecności. Eros rozwija się w przestrzeni nowości, niepewności i tajemnicy. To, co daje poczucie domu, nie zawsze rozpala ogień. To napięcie nie jest patologią. Jest strukturalne.
Na to nakłada się zwykłe życie.

William Doherty z Uniwersytetu Minnesoty ujął to prosto: największym zagrożeniem dla dobrego małżeństwa jest codzienność. Nie dramatyczne zdrady, lecz pranie, kredyty, brak snu, obowiązki. Łatwo wtedy pomylić naturalne osłabienie intensywności z dowodem głębokiego niedopasowania.
Badania Johna Gottmana pokazują, że po narodzinach dziecka około 67% par doświadcza wyraźnego spadku satysfakcji ze związku. To nie musi oznaczać zaniku miłości. Często oznacza przesunięcie energii. Rodzice zakochują się w nowym życiu, a relacja partnerska schodzi na dalszy plan. Można powiedzieć, że na pewien czas „odkochują się” w sobie, intensywnie kochając dziecko.

Freud przeczuwał to już w 1883 roku. W liście do swojej narzeczonej Marthy Bernays pisał o przyszłych „niebezpiecznych rywalach” - domu i dzieciach. Wiedział, że miłość romantyczna nie istnieje w próżni. Musi dzielić przestrzeń z obowiązkami i zmęczeniem.

Miłość więc nie tyle znika, ile zmienia warunki. Wymaga świadomego wysiłku, by nie rozpuściła się w organizacji życia. Wymaga ochrony przestrzeni, w której partnerzy pozostają dla siebie kimś więcej niż rodzicami czy współlokatorami.

W tym miejscu wracamy do głębszego wymiaru dojrzałości. Melanie Klein pisała, że kochać to widzieć drugą osobę jako całość - dobrą i niedoskonałą jednocześnie. Bez idealizacji i bez redukowania jej do chwilowych rozczarowań. To wymaga rezygnacji z fantazji o doskonałym obiekcie.
Donald Winnicott dodawał, że w zdrowej relacji trzeba umieć „przetrwać” siebie nawzajem. Wytrzymać czyjąś złość, wycofanie czy rozczarowanie bez natychmiastowego odwetu albo ucieczki. Miłość nie polega na braku napięcia, lecz na zdolności powrotu po nim.

Dojrzała miłość zaczyna się od uznania, że mam swoje kolce i że druga osoba też je ma. Że reaguję nie tylko na to, co dzieje się dziś, lecz także na to, co kiedyś mnie ukształtowało. To "więcej”, którego często szukamy, nie musi oznaczać zmiany partnera ani zmiany życia. Może oznaczać większą czujność wobec tego, co w nas się uruchamia - wobec dawnych lęków, starych obron, automatycznych interpretacji.

Miłość nie jest utopią ani stanem permanentnej intensywności. Jest procesem regulowania dystansu, odzyskiwania bliskości po przeciążeniu i świadomego chronienia przestrzeni dla pożądania wśród codzienności. To inwestowanie w relację nie z powodu tego, że jest idealna, lecz dlatego, że jest realna. Zdaje się że dojrzała miłość nie unika bólu, lecz wytrzymuje bliskość.

Obraz: Jessica Ross Jackson

09/02/2026

Wiele osób myśli, że mózg po traumie goi się wtedy, gdy w końcu wszystko zrozumiemy.
Gdy nazwiemy, przeanalizujemy, „przerobimy” przeszłość.

Ale trauma nie zostaje w myśleniu.
Trauma zostaje w układzie nerwowym.

Dlatego mózg nie zdrowieje od wysiłku, presji ani ciągłego „pracowania nad sobą”.
Zdrowieje wtedy, gdy przestaje być w stanie zagrożenia.

To, co goi mózg po traumie, jest bardzo konkretne, biologiczne i często zaskakująco proste.
Oto najważniejsze mechanizmy.



1. Powtarzalne doświadczenie bezpieczeństwa

Nie jednorazowe poczucie ulgi, tylko codzienne, drobne sygnały, że nic złego się teraz nie dzieje.
Że nie trzeba się spieszyć.
Że można odpuścić czujność choć na chwilę.

Dopiero wtedy mózg przestaje produkować nadmiar hormonów stresu i uruchamia neuroplastyczność, czyli zdolność do regeneracji. Bez bezpieczeństwa mózg nie leczy się, tylko trwa w trybie przetrwania.



2. Regulacja układu nerwowego

Mózg nie goi się w alarmie.
Goi się w stanie regulacji.

Oddech, sen, rytm dnia, ciepło, spokojny ruch, przewidywalność – to nie są „miłe dodatki”, tylko warunki biologiczne zdrowienia. Ciało musi wrócić do równowagi, zanim emocje i myśli będą mogły się uspokoić.



3. Koregulacja z drugim człowiekiem

Po traumie mózg bardzo często nie potrafi się regulować sam.
Potrzebuje obecności kogoś, kto jest spokojny, stabilny i nie naciska.

To nie zależność. To neurobiologia.
Układ nerwowy leczy się w relacji, bo trauma bardzo często wydarzyła się w relacji albo przy jej braku.



4. Nowe doświadczenia, które przeczą traumie

Mózg nie uczy się przez tłumaczenie, tylko przez doświadczenie.

Kiedy stawiasz granicę i świat się nie wali.
Kiedy czujesz emocję i ona naprawdę mija.
Kiedy mówisz „nie” i nie jesteś za to karana.

To właśnie takie momenty nadpisują traumatyczny zapis, a nie same afirmacje czy logiczne argumenty.



5. Integracja pamięci

Trauma to pamięć bez czasu, zapisana tak, jakby wszystko wciąż działo się teraz.

Gojenie polega na tym, że mózg stopniowo łączy ciało, emocje i narrację, porządkuje wspomnienia i przenosi je do przeszłości. Dlatego z czasem reakcje stają się mniej gwałtowne, a wspomnienia tracą intensywność.



6. Odzyskiwanie wpływu

Trauma to doświadczenie bezradności.
Zdrowienie zaczyna się tam, gdzie wraca wybór.

Kiedy możesz decydować o tempie.
Kiedy możesz przerwać.
Kiedy możesz powiedzieć „stop”.

Nawet bardzo małe decyzje przywracają mózgowi poczucie kontroli, a to jedno z najsilniejszych źródeł bezpieczeństwa.



7. Czas, ale tylko bez dalszego zagrożenia

Czas sam w sobie nie leczy.
Leczy czas, w którym naprawdę nie ma już przemocy, nacisku, unieważniania.

Mózg nie goi się tam, gdzie trzeba się tłumaczyć ze swojej traumy albo „już być silną/silnym”. Najpierw zagrożenie musi się realnie skończyć.



8. Płacz

Płacz jest jednym z najsilniejszych biologicznych mechanizmów leczenia mózgu po traumie.

Podczas płaczu spada poziom kortyzolu, wycisza się ciało migdałowate, aktywuje się układ przywspółczulny. Ciało domyka reakcje stresowe, które kiedyś musiały zostać zatrzymane.

Płacz nie jest cofnięciem się.
Płacz jest sygnałem, że mózg czuje się na tyle bezpiecznie, by puścić napięcie.

Szczególnie leczniczy jest ten, który nie jest przerywany, zawstydzany ani „naprawiany”.



Mózg po traumie nie potrzebuje presji, żeby wyzdrowieć.
Nie potrzebuje kolejnego „weź się w garść”.

Potrzebuje doświadczenia, że życie przestało być niebezpieczne.
Że ciało może odpocząć.
Że emocje mogą się pojawić i odejść.
Że nie wszystko trzeba kontrolować, żeby przetrwać.

To nie jest słabość.
To jest powrót do biologicznej równowagi.

07/02/2026

"Wymóg wykraczania poza bycie wystarczającym narzuca nam też kultura. Dlatego wchodzimy na Everest i rozglądamy się za wyższym szczytem. Jeśli ktoś ma jednak kontakt ze sobą, nie przejmuje się tak bardzo kulturowymi podpowiedziami i nie poddaje do końca społecznej presji. Zna swoją wartość. Sam ocenia, co jest dla niego zdrowe. Wie, ile może zrobić. Nie czuje też przymusu popisywania się na Instagramie i porównywania z innymi, żeby ostatecznie dojść do wniosku: „Inni są lepsi, a ja do niczego się nie nadaję"
U osób, które wiecznie wymagają od siebie, nie ma stopniowania. Albo zdobywają sto punktów na sto, albo zero. Jeżeli dostają trzydzieści, pięćdziesiąt, siedemdziesiąt, czują się załamani, bo dla nich to zawsze jest zero. Ludzie, którzy czują się wiecznie niewystarczający, mają też tendencję do funkcjonowania w pewnym sensie poza czasem. Wydaje im się, że zawsze zdążą. Że muszą się do czegoś jeszcze lepiej przygotować. Że nie sprawdzili wszystkich możliwości. Cóż, te możliwości przelatują im jednak przed nosem. Byłoby lepiej, gdyby po prostu zaczęli działać, zamiast nadal stać z pustymi rękami.

Warto też zastanowić się nad tym, dla kogo chcemy być wystarczający - dla kultury, kolegów, rodziców, partnerów? Jeśli nie odpowiemy sobie na to pytanie, możemy zabrnąć w maliny. Pod koniec życia zorientujemy się - jak trafnie ktoś to kiedyś ujął – że wspięliśmy się na drabinę przystawioną do niewłaściwej ściany.

Żeby rozpoznawać własne potrzeby, żyć swoim życiem, a nie tym zalecanym przez innych, potrzebujemy kontaktu z prawdziwą częścią nas samych. Wtedy poczujemy się wystarczający. Zaczniemy się prawdziwie bawić życiem i w życiu. Rozumiem przez to swobodną eksplorację świata, porzucanie sztywnych przekonań, zaglądanie za róg ulicy, bo może kryje się za nim coś ciekawego. Takim osobom ich prawdziwe ja podpowiada: „To mi się podoba! A to wypluję, bo mi nie smakuje".

Zabrzmi to może dziwnie, ale pomocna okaże się także zazdrość. To bardzo przydatne uczucie, choć niestety ma fatalną prasę. Taką opinię wyrobili jej ludzie, którzy natychmiast reagują pod jej wpływem. Tymczasem trzeba pozwolić jej, tak jak większości uczuć, trochę w nas pomieszkać i poleżeć. Inaczej nie da się jej oswoić i zaprzestać impulsywnych działań. Jedynie wtedy zazdrość pcha w stronę rozwoju, bo podpowiada nam, czego chcemy i co nas naprawdę inspiruje u innych, co motywuje do sensownego działania."

Danuta Golec, Czyim życiem żyjesz? Wyd. Ingenium
fot Nathan Broadbent

30/01/2026

Identyfikacja projekcyjna jest najbardziej niezwykłym, opisywanym niemal ezoteryczną terminologią mechanizmem obronnym.

Jonathan Shedler, znany amerykański psychoanalityk i naukowiec opisuje mechanizm identyfikacji projekcyjnej i osoby ją stosujące w następujący sposób:

Jedna z najważniejszych rzeczy, których się nauczyłem: poważne problemy osobowościowe znajdują *kamuflaż*. Nikt nie myśli o sobie: „Jestem sadystką” lub „Jestem narcyzem złośliwym ”. Zamiast tego znajduje system przekonań/grupę społeczną, która potwierdza jego najbardziej nienawistne, destrukcyjne impulsy i prezentuje je jako cnoty.

Najbardziej toksyczni i nienawistni ludzie tego świata są w 100% przekonani, że walczą po stronie wszystkiego, co prawdziwe i słuszne.
Znajdują sobie powyższy sposób, by dać upust swojemu okrucieństwu, atakować, traktować innych brutalnie i złośliwie.
* I znajdują sojuszników, którzy ich oklaskują*, którzy również wierzą, że są po stronie wszystkiego, co prawdziwe i dobre.

Dla kolegów z branży poszukujących bardziej teoretycznego wyjaśnienia, procesy psychologiczne to rozszczepienie, projekcja i identyfikacja projekcyjna. Rozszczepienie oznacza nieuznawanie własnej zdolności do nienawiści, okrucieństwa i destrukcyjności. Osoba ta jest ślepa na zło w sobie. Zamiast to spostrzec, rzutuje swoją niegodziwość na inną osobę. Ta inna osoba lub grupa, poprzez mechanizm obronny projekcji, jest teraz postrzegana jako siedlisko wszystkiego, co złe i niegodziwe, co należy zaatakować i zniszczyć. To jest projekcja.

Taka osoba ta czuje się teraz w pełni usprawiedliwiona, wyładowując swoją niegodziwość i nienawiść na innej osobie, teraz postrzeganej (na mocy projekcji) jako ktoś monstrualny, kogo należy zniszczyć.

Jeśli osoba, na którą skierowana jest projekcja, reaguje na intensywną prowokację gniewem albo ośmiela się w jakikolwiek sposób walczyć, jest to teraz postrzegane jako kolejny dowód na to, jak bardzo jest nienawistna i zła – i dlaczego atakowanie jej jest sprawiedliwe i słuszne.
To właśnie nazywamy „identyfikacją projekcyjną”.

27/01/2026

Terapeuci zwykle dobrze wyczuwają, kiedy pacjent snuje opowieści, które wprawiają wrażenie wglądowych, ale niekoniecznie mu służą, bo nie zmieniają sposobu, w jaki żyje. Psychoterapia nieraz konfrontuje z rzeczami trudnymi i bolesnymi, zarazem prawdziwymi. To istotne, żeby je pokazywać i komunikować, ale w sposób, który pacjent jest w stanie przyjąć. Zwracamy też uwagę na relację z pacjentem. Choć nie mamy bezpośredniego dostępu do jego życia poza gabinetem, możemy obserwować zmiany w jego zachowaniu czy w faktach z jego życia, o których mówi w gabinecie. Celem terapii nie jest potwierdzenie czyichś przekonań. Jednym z powodów, dla których jest tak trudna, jest to, że prowokuje odkrywanie i wypowiadanie tego, czego zwykle nie chcemy o sobie wiedzieć. Myślę, że sednem tej pracy jest nauka wielowymiarowego widzenia tego, jak sami funkcjonujemy w relacjach i sposobu, w jaki postrzegamy to, co inni nam w relacjach „robią”.

Cveta Dimitrova dla czasopisma "Kontakt"

16/01/2026

"Dziecko, które doświadcza wystarczająco dobrego rodzicielstwa, stosunkowo łatwo uczy się, że będzie otrzymywało coraz mniej bezwarunkowej miłości. W tym czasie powoli zaczyna rozumieć, że inni ludzie też mają swoje prawa i potrzeby. Absolutne prawo do gratyfikacji ma swój kres, a potrzeby rodziców nie będą już zawsze pomijane, aby zaspokoić każdą potrzebę dziecka. (…) Poważne problemy zaczynają się jednak wtedy, gdy dziecko nie uczy się, że istnieją granice jego pierwotnego przywileju. Jeśli granice te nie pojawiają się przez zbyt długi czas, rozpoczyna się proces kształtowania się dorosłego narcyzmu. Z drugiej strony jeśli granic jest zbyt wiele i występują one zbyt szybko, zaczyna się tworzyć struktura traumy. Świadomi rodzice wprowadzają granice powoli, ale konsekwentnie. Robią to w takim tempie, że zanim dziecko osiągnie wiek dojrzewania, będzie potrafiło zrównoważyć zaspokajanie swoich potrzeb z pomaganiem bliskim w zaspokajaniu ich potrzeb. Nauczy się dzielenia i wzajemności, co jest warunkiem koniecznym do podtrzymania bliskości w dalszym życiu."

Pete Walker
Złożone PTSD
Od przetrwania do pełni życia
Proces powrotu do zdrowia po traumie dziecięcej
Harmonia Universalis, 2024 Gdańsk

fot Armand Khoury

29/12/2025

Uświadamiam klientom, że uczucia, przed jakimi się bronią, są właśnie tymi, których muszą na nowo doświadczyć, aby poczuć się lepiej. Wiedzy tej nie czerpię z literatury, lecz z doświadczeń innych terapeutów. Parafrazując słowa Winnicotta (1974), najbardziej lękamy się tego, co już się nam przydarzyło. Nasze największe obawy obracają się wokół ponownego doświadczania najbardziej bolesnych chwil naszego życia - czy to sobie uświadamiamy, czy nie.

📖 K.J. Maroda, "Techniki terapii psychodynamicznej"
📸 Unsplash/ Albert Edelfelt

28/12/2025

PSYCHOANALIZA vs CBT

Jeśli będziemy badać tylko to, co da się łatwo zmierzyć, to będziemy leczyć tylko to, co łatwo da się skrócić/uśmierzyć.

A ludzie nie są krótkoterminowi, „czyści diagnostycznie” i nie zdrowieją od checklist.

Są wielowymiarowi, pełni sprzeczności i różnych (niewidocznych i ilościowo niemierzalnych) zależności.

W artykule:
„In Evidence: Measurement-Based Care Can Guide Clinical Practice in Psychoanalysis”
autorzy: badacze z Austen Riggs Center (m.in. Katie Lewis, Steven Ackerman)
opublikowany w 2023 r. w The American Psychoanalyst /TAP Magazine

oraz

Revisiting Freud’s “Discrediting”
Research
Frederick Crews has died. Let’s lay his views on psychoanalysis to rest.
Opublikowany w 2024r. w The American Psychoanalyst /TAP Magazine

opisano ciekawe zestawienie odnośnie projektowania i prezentacji badań dotyczących podejścia psychoanalitycznego/psychodynamicznego i CBT

Oto główne tezy i wnioski zawarte w artykułach:

❗️Psychoanaliza ma dowody skuteczności.

Od lat 60. istnieje ponad 300 badań RCT, które pokazują, że terapie psychodynamiczne:
☆są skuteczne,
☆często nie gorsze lub lepsze niż inne terapie „evidence-based”,
☆dobrze radzą sobie z zaburzeniami złożonymi, osobowościowymi, chronicznymi.

⚠️Problemem nie jest brak badań, tylko brak ich przełożenia na:
politykę zdrowotną, finansowanie i narrację publiczną.

❗️CBT idealnie pasuje do logiki RCT (krótkie interwencje, „czyste” diagnozy),
jest łatwa do zbadania, zmanualizowania i sprzedania, została silnie wypromowana instytucjonalnie (APA, granty, lobbing, media).

Efekt:
to, co łatwiej zmierzyć i sprzedać, stało się „złotym standardem”.

RCT są ustawione pod jeden paradygmat, autorzy krytykują fakt, że: RCT mierzą głównie szybką redukcję objawów, a ignorują to, co dla pacjentów kluczowe:
➡️relacje,
➡️funkcjonowanie,
➡️tożsamość,
➡️zdolność do pracy i bliskości.

A przecież:
„czyste” diagnozy są rzadkością, większość pacjentów cierpi na współwystępowanie zaburzenia i problemów osobowościowych.

❗️CBT korzysta z pojęć psychoanalizy (pod innymi nazwami)
Wielu terapeutów CBT realnie używa technik psychodynamicznych,
ale:
☑️zmienia się język,
☑️upraszcza znaczenia,
☑️gubi się głębia relacyjna.

☢️Psychoanaliza poniosła tu „narcystyczny uraz”: zamiast walczyć o język i znaczenie,
wycofała się z debaty publicznej.

⚠️Skuteczność CBT jest trochę "nadmuchana" narracyjnie

Autorzy (dość ostro) wskazują, że:
40–70% pacjentów z depresją po CBT ma nawrót w ciągu roku, krótkie, zautomatyzowane formy CBT działają u części pacjentów, ale nie u większości, zwłaszcza w długim okresie.

❗️A jednak:
obniżenie wskaźników skuteczności nie przebiło się do opinii publicznej.

✅️Kluczowa teza końcowa:
Skuteczna terapia zawsze opiera się na relacji. Technika bez relacji działa krótko albo powierzchownie.

🧩 PODSUMOWANIE

🔹 To nie jest wojna nurtów
Ten tekst nie mówi:
„CBT jest zła, psychoanaliza dobra”
On mówi:
system nagradza to, co da się szybko zbadać, a nie to, co długofalowo pomaga ludziom żyć.
🔹 To jest tekst o polityce wiedzy
Artykuł pokazuje, że:
„evidence-based” to nie neutralna kategoria,
to efekt:
-modeli badań,
-interesów instytucjonalnych,
-karier akademickich,
-potrzeb decydentów.

Zdjęcie ze strony:
medicalnewstoday








28/12/2025

Przeprowadzone badania ujawniły, że sposób, w jaki traktowane jest nasze ciało od urodzenia, może wiązać się z tym, jak w dalszym życiu postrzegamy cielesność i jej rolę w relacjach. Alberto Eiguer ujął tę zależność w pięknym zdaniu: „Nauczyliśmy się tego od rąk, które kiedyś nas otaczały". Otaczające ręce rodzica przekazują dziecku informację zarówno o uczuciach miłości i opieki, jak i akceptacji i zachwycie dla dziecięcego ciała. Ann Kearney-Cooke jest zdania, że dzieci internalizują sposób, w jaki ich ciało traktowane jest przez bliskie osoby, a inni badacze podkreślają wręcz, że stosunek do cielesności zbudowany w bliskich relacjach może być czynnikiem chroniącym przed negatywnym wpływem mediów promujących nierealną do osiągnięcia wizję sylwetki.
Wyniki badań (…) pokazały, że osoby wychowujące się w rodzinach, w których często pojawiał się kontakt fizyczny, miały wyższe poczucie własnej wartości oraz pozytywny stosunek do własnej seksualności.

„Nauczyliśmy się tego od rąk, które kiedyś nas otaczały” – związek dotyku i relacji z rodzicami z obrazem ciała” Natalia Głowacka w: „Samotne ciało. Doświadczanie cielesności przez dzieci i ich rodziców” pod redakcją Katarzyny Schier
fot Limor Zellermayer

Adres

Ulica Cisowa 6
Kraków
30-229

Telefon

+48602402543

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Gabinet Psychoterapii Magdalena Boba umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Praktyka

Wyślij wiadomość do Gabinet Psychoterapii Magdalena Boba:

Udostępnij

Share on Facebook Share on Twitter Share on LinkedIn
Share on Pinterest Share on Reddit Share via Email
Share on WhatsApp Share on Instagram Share on Telegram

Kategoria