14/02/2026
Dziś świętujemy Walentynki. Wiem że to święto działa wielu osobom na nerwy. Mnie też działało. A dziś obudziłam się najbardziej uśmiechniętą kobietą pod słońcem. Jak to możliwe? Podzielę się z Tobą moją historią.
Nie jestem zwolennikiem dzielenie się życiem prywatnym w życiu zawodowym, ale ten drobny szczegół jest tak istotny, że muszę o nim wspomnieć.
W maju 2025 roku zakończyłam swój związek po 12 latach. Długo traktowałam to w kategoriach porażki. Nie wzięłam ślubu jak inne dziewczyny. Nie mam dziecka. A w dodatku to bardzo negatywnie nakręcające słowo: ZMARNOWAŁAM 12 lat życia z samego środka młodości, z formą życia i twarzą bez zmarszczek.
Oczywiście przepracowywałam to każdego dnia, w takich procesach nic nie dzieje się z dnia na dzień. Natomiast kilka tygodni przed Walentynkami zaczęła zalewać mnie frustracja, gdy widziałam reklamy. A reklam i ogłoszeń walentynkowych było pełno… w końcu to bardzo komercyjne święto. Jednak było mi przykro, że pierwszy raz od dwunastu lat nie dostanę prezentu, nie zjem romantycznej kolacji, czy choć nie spędzę wieczoru w czułych objęciach drugiej połówki. Określiłam to słowem: PORAŻKA.
Sprawy nie poprawił fakt, że miałam w walentynkowy weekend grać koncert na misach tybetańskich i prowadzić warsztaty na wyjeździe dla kobiet. Lecz mimo wielu osób wstępnie zainteresowanych wyjazdem, grupa nie uzbierała się wystarczająco duża, by wyjazd mógł się odbyć. Byłam stratna i czas i energię i pieniądze.
I tak do porażki z życia prywatnego doszła porażka w biznesie. A czy człowiek, który ciągle odnosi porażki, może być szczęśliwy?
W pewien wieczór grałam na misach tybetańskich. Nie miałam siły na nic innego w swojej rezygnacji, ale stwierdziłam, że relaks nigdy nie zaszkodzi. Grając, często wchodzę w stan medytacji. I wtedy czasem przychodzi jakaś złota myśl, jakby niesiona przez samego Anioła.
Przyszła do mnie taka:
To jak definiujesz rzeczywistość - staje się tą rzeczywistością.
I faktycznie… nazywając coś porażką, czułam się jak człowiek odnoszący porażki.
Ale to nie musiały być porażki to mogły być LEKCJE. Za te lekcje płaciłam albo materialnie albo energią albo nawet długimi latami życia. Ale czy wartościowe korepetycje nie kosztują?
I patrząc w ten sposób spojrzałam na siebie jako na silniejszą i mądrzejszą. Z obu lekcji wyciągnęłam wnioski.
Dziś obudziłam się z uśmiechem na twarzy. Przecież samotne walentynki mogą być naprawdę szczęśliwym dniem. A swoich lekcji nie muszę ze wstydem magazynować w swoim własnym umyśle, mogę się nimi dzielić. Porażki się ukrywa, a o lekcjach się opowiada.
Niezależnie od tego czy jesteś singlem/singielką czy w relacji, przytul dziś siebie. I myśl o sobie z czułością, bo w końcu SŁOWA MAJĄ MOC! 😘