12/03/2026
Większość napięć w naszym życiu zaczyna się w miejscu, którego długo nie zauważamy — w ciele.
Ten weekend był dla mnie bardzo intensywny ruchowo.
Warsztaty Gaga z Natalią Iwaniec, zajęcia na Kursie Choreografii Scenicznej i Spacer Męski.
Lubię takie momenty, bo przypominają mi, po co właściwie wracam do pracy z ciałem.
Po pierwsze — uczę się swojego schematu ruchowego.
Widzę wyraźnie, jaki ruch przychodzi mi łatwo, a jaki pojawia się z trudem.
Co w moim ciele porusza się naturalnie, a co od lat pozostaje niemal nieruchome.
Na co dzień trudno to zauważyć.
Siedzimy przy komputerze.
Prowadzimy spotkania.
Odbieramy telefony.
Ogarniając kolejne sprawy.
Ciało działa wtedy trochę jak tło. Nie zwracamy uwagi, że barki są wysoko.
Że szczęka jest zaciśnięta. Że oddech robi się coraz płytszy.
Z czasem zaczyna się zmęczenie, rozdrażnienie albo napięcie, którego trudno nawet nazwać.
Po drugie — mogę zobaczyć, jak wygląda napięcie i rozluźnienie w praktyce.
W codziennym życiu wiele z tych reakcji dzieje się automatycznie.
Na przykład wtedy, gdy:
– ktoś nas ocenia
– trzeba szybko podjąć decyzję
– w pracy pojawia się presja
– w domu zaczyna się napięta rozmowa
Ciało reaguje szybciej niż my. Napinają się barki. Sztywnieje brzuch. Oddech zatrzymuje się na moment.
Jeśli tego nie zauważamy, napięcie zostaje w ciele na dłużej.
I wtedy zaczyna się coś, co wielu ludzi zna z własnego doświadczenia.
Najpierw pojawia się ból.
Kark, głowa, plecy.
Sięgamy po tabletkę przeciwbólową. Na chwilę pojawia się ulga. Ale napięcie w ciele zostaje. Z czasem pojawia się kolejna tabletka. Potem następna.
Ulga trwa krótko, a ciało zaczyna płacić za to coraz większą cenę — przeciążony żołądek, wątroba, a czasem nawet uzależnienie od leków.
To, co miało być chwilową pomocą, zaczyna tworzyć kolejne problemy.
Podobnie jest z napięciem emocjonalnym.
Kiedy ciało przez długi czas pozostaje w napięciu, emocje zaczynają się kumulować.
Na początku próbujemy je kontrolować. Ale przychodzi moment, kiedy napięcie jest tak duże, że emocje wylewają się nagle i z dużą siłą.
W pracy.
W domu.
W relacji.
Czasem jedno zdanie powiedziane w napięciu wystarczy, żeby relacja zaczęła się psuć. Pojawia się dystans. Niezrozumienie. Odrzucenie.
A potem coraz większa izolacja.
Po trzecie — warsztaty ruchowe dają możliwość zatrzymania się na chwilę przy sobie.
Bez oceny.
Bez celu.
Bez konieczności „dobrego wykonania”.
Na co dzień większość z nas funkcjonuje w trybie zadaniowym. Plan. Wynik. Efekt.
Ciało wtedy łatwo staje się narzędziem do dowożenia kolejnych rzeczy.
Na warsztatach można na chwilę z tego wyjść.
Sprawdzić, jak to jest poruszać się bez celu i bez kontroli.
Dla wielu osób to wcale nie jest takie proste. Ale właśnie dlatego bywa tak ważne.
Po czwarte — ruch i taniec potrafią na chwilę wytrącić z dobrze znanych społecznych schematów.
W codziennym życiu często poruszamy się w bardzo określony sposób.
Tak, żeby wyglądać profesjonalnie. Pewnie. Kontrolowanie.
Czasem dopiero w ruchu widać, jak dużo energii kosztuje utrzymywanie tego napięcia. A kiedy ciało zaczyna się poruszać swobodniej, zmienia się też perspektywa. Pojawia się coś, czego w dorosłym życiu często zaczyna brakować — radość z samego ruchu.
Ciało zaczyna produkować endorfiny. Oddech się pogłębia. Pojawia się lekkość i spontaniczność.
Dla wielu osób to zaskakujące doświadczenie. Bo na co dzień radość bywa wypierana przez odpowiedzialność, powagę, obowiązki i oczekiwania.
A przecież to właśnie takie momenty pokazują, czy potrafimy jeszcze pielęgnować w sobie tę część, która czuje się żywa i szczęśliwa.
Nie po to, żeby uciekać od obowiązków. Ale po to, żeby to, co robimy w życiu, nie było tylko koniecznością i ciężarem. Tylko miało w sobie również sens, energię i poczucie spełnienia.
I wreszcie po piąte — to wszystko wraca później do mojej pracy z ludźmi.
Każde takie doświadczenie wzbogaca mój warsztat i pozwala mi lepiej prowadzić zajęcia:
Z Czuciem,
Męski Krąg w Ruchu,
czy wyjazdy dla mężczyzn „Siła Spokoju”.
Bo zanim coś zaproponuję uczestnikom, staram się najpierw sprawdzić to we własnym ciele.
I za każdym razem przypominam sobie jedną rzecz: wiele napięć, które nosimy w życiu, zaczyna się od bardzo prostego momentu — kiedy przestajemy zauważać, co dzieje się w naszym ciele.
Ciekaw jestem jednej rzeczy.
Kiedy ostatnio miałeś moment, w którym ciało naprawdę poczuło lekkość, ruch albo zwykłą radość z bycia w ruchu?