06/10/2024
MIŁOŚĆ ŻYCIA - część II,
czyli Z DESZCZU POD RYNNĘ
Idea miłości życia bierze się stąd, że potrzebujemy nadać szczególną rangę przeżywanej przez nas relacji miłosnej, według nas niepowtarzanej i jedynej w swoim rodzaju – bo naszej osobistej. Podkreślamy w ten sposób jej wyjątkowość i unikatowość. Jesteśmy w stanie wszystkim dookoła przysiąc, że tylko my tak bardzo kochamy i w tak szczególny sposób. I tak właśnie czujemy.😊 To bardzo piękne emocje i miłe sercu przeświadczenie, pod warunkiem, że nie kryje się za tym zaanonsowana już w poprzednim artykule deprywacja emocjonalna.
Deprywacja emocjonalna to schemat życiowy, który jest konsekwencją zaniedbań i niedostatków domu rodzinnego - głównie w sferze emocjonalnej. To niezaspokojone i bardzo silne pragnienie miłości bezwarunkowej - miłości bliskiej, bezpiecznej, dającej pełną akceptację naszej osoby. Niby oczywista oczywistość, więc gdzie pułapka?
Pułapką jest fakt, że tej przeszłej relacji - z matką i nas w roli dziecka – choćbyśmy bardzo pragnęli, już nie powtórzymy. Nie zamienimy się w niemowlęta czy kilku -/ czy nastolatki Nie przeżyjemy doświadczeń z wczesnego i późnego dzieciństwa, nie odwrócimy czasu i biegu wydarzeń… Dlatego będąc świadomymi strat i rozczarowań w tej niewątpliwie wyjątkowej relacji, potrzebujemy pogodzić się z faktem, że to przeszłość, czyli coś, do czego nie mamy teraz, ani nie będziemy mieć w przyszłości, dostępu.
Mało kto jednak ma świadomość swoich dziecięcych deficytów. Niby coś wiemy, coś przeczuwamy, ale nie zdajemy sobie w pełni sprawy, jak bardzo nasze dzieciństwo determinuje późniejsze relacje osobiste. Wiemy z pewnością, że chcemy przeżyć wielką miłość, która da nam ukojenie i spokój wewnętrzny, która nas uszczęśliwi, bo poczujemy się kochani – cali, tacy, jacy jesteśmy, bez stawiania nam warunków.
Marzymy więc o drugiej połówce, o bratniej duszy, o miłości życia – aż do grobowej deski. Chcąc tego spełnienia, już w dzieciństwie podejmujemy (przeważnie nieświadomie) najlepszą dla nas w tych okolicznościach taktykę. Efektem tego jest zachowanie w życiu dorosłym: albo wchodzimy cali sobą w relację, od razu jak w ogień, nie zważając zanadto na oparzenia, a nawet na samozniszczenie, albo przyczajamy się ostrożnie z boku z obawy na powtórny zawód odrzucenia oraz głębokiego zranienia.
Spalamy się więc, idealizując drugą osobę albo długo ją testujemy, żeby nabrać dzięki tej ostrożności zaufania i aby pozwolić sobie na otwarcie wcześniej zranionego serca. Oba style zachowania, jak łatwo się domyślić, są niezdrowe i wiodące na manowce, ale nie o tym dziś chcę pisać – wracam zatem do tematu miłości życia. 😉
Idea miłości życia zakłada jej wyjątkowość. Dlatego związana jest z idealizacją i przypisywaniem jej obiektom niepowtarzalnych atutów, które według nas nie są do odtworzenia w innym związku. Takiej definicji relacji miłosnej, jako miłości życia, potrzebują przede wszystkim osoby, które doświadczyły deprywacji emocjonalnej. Bo niemożność doświadczenia miłości bezwarunkowej*** – z matką – powoduje, że nieświadomie pragniemy ją przeżyć potem w relacji romantycznej z innym człowiekiem. Problem jednak w tym, że niosąc taki bagaż potrzeb i przerzucając go na barki swojego partnera lub partnerki, niestety nie osiągniemy upragnionego szczęścia. Bo czym innym jest bowiem miłość rodzicielska, a czym inna intymna relacja miłosna. Nie da się w jednej relacji być na raz dzieckiem i dorosłym, córką (synem) i zarazem kochanką (kochankiem). Mieszamy porządki, mieszamy potrzeby i role, sami w końcu nie wiedząc, czego chcemy. Tak też zresztą jesteśmy odbierani przez bliską nam osobę. Raz żądamy opiekuńczości i czułości rodzicielskiej, a innym razem walczymy o własną niezależność i sprawczość jako dorośli - namiętni kochankowie.
To niezrozumiałe i niekonsekwentne falowanie na dłuższą metę jest dla związku zabójcze lub co najmniej wprowadzające ogromne zamieszanie, bo oparte na niekończących się nieporozumieniach i pretensjach. W takich wyczerpujących emocjonalnie, często niestabilnych związkach, także dojrzała bliskość i seksualność także stoi pod znakiem zapytania.
Jeśli trafimy na partnera(kę) o równie wielkich jak nasze potrzebach bliskości wynikających z deficytowej w emocje przeszłości, prawdopodobnie będziemy wtedy jeszcze mocniej lawirować w dziwnym tańcu dziecięco – rodzicielskim z aspiracjami do dorosłości i niezależności. W takim układzie przeciąganie liny, kto bardziej potrzebuje, kto mniej lub więcej dostał, kto jest podporządkowany a kto rządzi itd., stanie się codziennością.
Niestety żaden z wyżej opisanych scenariuszy miłości nie przyniesie upragnionego spokoju ducha i serca. Nawet gdy jesteśmy święcie przekonani, że nasz związek jest wyjątkowy i niepowtarzalny, bo prawdopodobnie mylimy miłość – czy też jej intensywność – z głębokim deficytem uczuć i potrzeb dziecięcych. Zazwyczaj nie zdajemy sobie sprawy, że jesteśmy w szponach deprywacji emocjonalnej. I co warto wiedzieć, że do czasu, gdy nie wyzwolimy się z tej pułapki, będziemy powtarzać taki sam model relacyjny z innymi ludźmi… A to bardzo smutna perspektywa, która po wielu niesatysfakcjonujących związkach może prowadzić do przygnębiających refleksji w stylu: że prawdziwej miłości nie można doświadczyć, że nad nami góruje jakieś niekorzystne fatum, że nie nadajemy się do związków lub nawet, że nie możemy być kochani… że trwałej miłości nigdy nie doświadczymy, że z nami jest coś nie tak…
Właśnie dlatego, żeby nie popaść w pesymizm i rezygnację w temacie miłości, zachęcam do refleksji na ten temat i skorzystania z pomocy specjalisty, który wesprze w zrozumieniu siebie i swoich zachowań relacyjnych. Jest co robić, ale zapewniam, że da się zmniejszyć własny ból i nauczyć zdrowo kochać oraz budować wspierające, dojrzałe relacje. 😊
Żeby nie kończyć tak pesymistycznie, to o szczęśliwej miłości i konsekwencjach jej utraty przeczytacie tu na stronie w kolejnych odcinkach. Kolejny już za kilka dni. Zapraszam!
*** Oczywiście doświadczenie miłości bezwarunkowej w życiu dorosłym też jest możliwe, ale jest arcytrudne. Zazwyczaj tworząc relacje, wybieramy kogoś, właśnie ze względu na to, jakie ten ktoś jest. Trudno więc kochać bez jakichkolwiek warunków. Może się to udać, gdy mamy bardzo rozwinięte życie duchowe, gdy nasze ego jest mocno zredukowane, a bezwarunkowe życzenie szczęścia dla innych istot w znacznym stopniu rozbudowane. Czasem zdarza się, że kochamy bezwarunkowo kogoś i życzymy jej wszelkiego dobra, ale nie chcemy z nią żyć w związku, bo wspólna codzienność jest bardzo kłopotliwa lub przynosząca cierpienie co najmniej jednemu z nas.
Pozdrawiam serdecznie! Dobrego dnia 😊
PS. Jeśli ktoś z was lub waszych bliskich potrzebował wsparcia w wyżej omawianym temacie, zachęcam do kontaktu np. ze mną. 😊 Kontakt tutaj:
https://kozlowskaterapia.pl/kontakt/
Fot. Jon Jacobsen
Wierzę, że zmiana w życiu przynosi ulgę, poczucie siły i radość. Towarzyszę ludziom jako coa