Olga Gill-Sobota

Olga Gill-Sobota Olga Gill-Sobota - psycholog, pedagog, psychoterapeuta, trener mentalny

100% searching → 100% found?Czy może: nie zauważam tego, co już mam?W życiu, w biznesie bywamy jak ta filiżanka:szukamy ...
01/12/2025

100% searching → 100% found?
Czy może: nie zauważam tego, co już mam?

W życiu, w biznesie bywamy jak ta filiżanka:
szukamy na górze - odpowiedzi, potwierdzenia, pewności…
a „sedno” już jest na dnie.
Tylko trzeba dać sobie moment, żeby tam spojrzeć.

Dlaczego ciągle szukamy na zewnątrz?
Bo tak nas uczono:
„Sukces to ciągłe podnoszenie poprzeczki”
„Jak odpoczniesz - ktoś Cię wyprzedzi”
„Najpierw bądź kimś - potem możesz być sobą”

Tyle że w tym „gonieniu” łatwo zgubić siebie.

A oto 3 pytania treningu mentalnego,
które pomagają zatrzymać się w miejscu, gdzie już coś osiągnąłeś/aś:

1️⃣ Co już mam, co jeszcze niedawno było moim celem? Spójrz na to bez umniejszania „to nic takiego”.

2️⃣ Jak ja to zrobiłam/em? Jakie moje cechy mi w tym pomogły? Nazwij kompetencje, nie przypadek.

3️⃣ Skąd wiem, że mogę zrobić następny krok? Bo dowody już masz - w swoim doświadczeniu!

To nie jest przepis na stagnację. Nigdy bym do tego nikogo nie namawiała! To przepis na świadome działanie, nie ucieczkę.

Jak to wykorzystać mentalnie na co dzień?
- Zacznij dzień nie od listy braków, lecz od listy zasobów - z czym JA dzisiaj wchodzę do gry?
- Doceniaj kroki, nie tylko metę, bo to je robisz najczęściej
- Działaj z miejsca kompetencji, nie lęku - presja rzadko buduje długoterminową siłę
- Zatrzymuj się, zanim ruszysz dalej - widok z tego miejsca może być naprawdę ważny

Mentalny paradoks brzmi tak:
Jak przestaniesz siebie poprawiać, zaczynasz rosnąć.

Pytanie na dziś:
Gdybyś przestał/a szukać na chwilę - co już jest „znalezione”?
Co dziś wybierzesz dostrzec?

Bo być może brakowało nie sukcesu…
tylko uważności na to, że jest w Twoich rękach.

Foto archiwum własne

Życie samo się nie zrobi - trzeba wrzucić bieg i jechać!Ta droga przed mani może być kręta, śliska i z niespodziankami p...
28/11/2025

Życie samo się nie zrobi - trzeba wrzucić bieg i jechać!

Ta droga przed mani może być kręta, śliska i z niespodziankami pod śniegiem…
ale to nie jest powód, żeby stać w miejscu.
Przeciwnie - to znak, że może być ciekawie 😉

Nie musisz widzieć celu na horyzoncie, żeby iść w jego stronę.
Wystarczy, że wiesz, gdzie jest „naprzód” -
a reszta wydarzy się między jednym a drugim zakrętem ✨

A od strony rozwojowej i zawodowej:
postęp nie dzieje się w wygodnej strefie postoju.
Decyzje, które dziś wydają się małe lub niepewne, dopiero po czasie okazują się przełomowe.
Droga tworzy się w trakcie jazdy, a nie przed startem.

Więc jedziemy:
z ciekawością, z radością, z wiarą,
że nawet jeśli GPS czasem powie „zawróć”…
to widocznie mamy zobaczyć coś jeszcze po drodze 😌

👉 Bo życie to nie tylko meta.
Życie to podróż, śmiech, postoje i zachwyty po drodze - również te nieplanowane ❄️🚘✨

A Ty — dokąd dziś jedziesz?

Foto archiwum własne

RELACJA MATKA - SYN(i dlaczego jest zupełnie inną podróżą niż ta matka-córka)Są takie momenty, kiedy patrzysz na swoje d...
26/11/2025

RELACJA MATKA - SYN
(i dlaczego jest zupełnie inną podróżą niż ta matka-córka)
Są takie momenty, kiedy patrzysz na swoje dziecko i nagle widzisz nie „chłopca”, tylko mężczyznę w drodze. Samodzielnego. Oddalającego się. Wybierającego własne ścieżki. Czasem dosłownie: jak w oknie świata większego niż Twój lęk.

I wtedy uderza Cię prosta prawda:
Relacja matka-syn to sztuka bliskości, która uczy… odpuszczania.

Z córką często łączy nas „odbicie” - podobieństwa, identyfikacja, emocjonalne lusterko.
A syn? Syn jest innym światem.
Nie przedłużeniem matki, lecz własnym kosmosem, który dopiero nabiera kształtu.

To relacja, w której:
Uczysz się kochać bez kontrolowania.
Towarzyszysz, choć najchętniej trzymałabyś za rękę.
Słyszysz „poradzę sobie” - nawet gdy Twoje serce krzyczy inaczej.
Zamiast pytać „gdzie jesteś?”, uczysz się pytać „jak się masz?”.

I tu wydarza się największa zmiana psychologiczna:
Matka daje korzenie. Syn uczy ją skrzydeł.

Bo dorosły syn nie potrzebuje matki, która prowadzi.
Potrzebuje matki, która wierzy. W jego kompetencje. W jego decyzje. W jego prawo do błędów, upadków i własnej drogi.

Paradoks polega na tym, że im bardziej pozwalasz mu odejść - on tym bardziej wraca. Nie w kilometrach, ale w zaufaniu.

I jest jeszcze jedna prawda, o której rzadko się mówi:
Syn to pierwszy mężczyzna, którego matka uczy miłości… bez oczekiwań.

A kiedy patrzysz, jak siedzi na progu nowego życia - w obcym kraju, w innym krajobrazie, mentalnie (a czasem też fizycznie) kilometry przed Tobą - czujesz coś zaskakującego:
Dumę.
I spokój .
Bo to jest właśnie jego droga. Nie moja.

Rola matki?
Być punktem startu.
A nie celem podróży.
Bo synów się nie zatrzymuje. Synów się wypuszcza.

Pytanie na koniec
Gdy myślisz o swoim synu - bardziej chcesz trzymać… czy towarzyszyć?

Foto archiwum własne

Kiedy zostałam mamą, nikt nie wręczył mi instrukcji.Nikt nie powiedział, jak bardzo dziecko potrafi zmienić życie - nie ...
23/11/2025

Kiedy zostałam mamą, nikt nie wręczył mi instrukcji.
Nikt nie powiedział, jak bardzo dziecko potrafi zmienić życie - nie w teorii, ale w kościach, w sercu, w tym, jak oddychasz. I kiedy pojawia się dziecko - zwłaszcza tej samej płci! - świat rozszerza się o coś, czego wcześniej nie da się nawet nazwać.

Córka to dla mnie wyzwanie i lustro.
Wyzwanie, żeby nie widzieć w niej siebie - bo wtedy mogłabym przegapić ją samą. Jej własny charakter, emocje, upór, wrażliwość. Jej historię, która nie jest przedłużeniem mojej, tylko jej własnym początkiem.
A jednocześnie to codzienny zachwyt, duma, troska, radość i… strach. Tak wiele i każdego dnia w jednej relacji! (Tak, czasem jest ‚ostro’! - ale zaraz potem szczere wzajemne „przepraszam” wpuszcza bliskość i ciepło.)
Bywcie mamą córki to: przywilej bliskości, możliwość patrzenia, jak rośnie, jak staje się sobą, jak buduje własne skrzydła – nie moje. I za to jej dziękuję!

Kiedy masz córkę… musisz zrozumieć: by wychować ją dobrze, nie możesz próbować wychować… siebie na nowo. Córka to nie „mała ty”. I to jest chyba najtrudniejsze zadanie..!
To osobny człowiek. Z własnym światem, tempem, wrażliwością, głosem, którego trzeba się nauczyć - zamiast go narzucać.

Córka patrzy na matkę, by zrozumieć, jak traktować siebie:
czy siebie słuchać, czy siebie uciszać, czy ufać swoim emocjom, czy się ich wstydzić.
A matka - choć dorosła - uczy się na nowo:
słuchać zamiast poprawiać, towarzyszyć zamiast pchać, widzieć zamiast porównywać.

A ten rysunek, który dostałam od mojej 10-letniej córki, dawno temu, przypomina mi jedno:

Dla dziecka najważniejsze jest, że jesteś obok. Nie idealna. Obok.

I choć dziś piszę o niej (i jednocześnie o wielu innych matkach i córkach) - wiem, że ta opowieść ma jeszcze drugi (a raczej pierwszy!) rozdział.
Bo pierwsza była rola mamy syna.
O tym będzie kiedyś kolejny wpis… 🙂

Foto archiwum własne

Zachwyt to wybór! I, paradoksalnie, jedna z rzadkich umiejętności dorosłych. A jaka szkoda!Śnieg miał spaść. Prognozy mó...
21/11/2025

Zachwyt to wybór!
I, paradoksalnie, jedna z rzadkich umiejętności dorosłych. A jaka szkoda!

Śnieg miał spaść. Prognozy mówiły od tygodnia. Zero zaskoczenia.
A jednak… kiedy podchodzę do okna i widzę biel na gałęziach, coś we mnie rozjaśnia się tak, jakby świat zrobił mi niespodziankę.

Można przewidywać, kalkulować, spodziewać się - a i tak być poruszonym!
Można wiedzieć wszystko, a wciąż dać się zaskoczyć.
Można mieć te same problemy co wczoraj, a jednak poczuć w sercu małe, ciepłe „wow! 🤩”

Zachwyt nie wynika z idealnych okoliczności.
Zachwyt to moment, w którym codzienność pęka jak cienka warstwa lodu - i wpada tam światło 🙂

Tego się nie projektuje.
To się dzieje, kiedy pozwalasz sobie widzieć więcej niż rutynę.

Ja dziś czuję się jak dziecko 😊, które zaraz wybiegnie na sanki❄️!
Jakby życie - mimo że nadal ma swoje trudne rozdziały - na chwilę uchyliło przede mną drzwi do prostego, nieskomplikowanego „tu i teraz”.

Bo można narzekać, że zimno.
Można marudzić, że biel zaraz zniknie. Że ślisko, że brudne buty, że koleiny na ulicy i nieodśnieżone chodniki.
Ale można też - choć przez moment - zatrzymać się i pomyśleć: „Jak dobrze, że jeszcze potrafię się zachwycić! Świat jest piękny!”

A Ty - dziś narzekasz?
Czy zachwycasz się, choćby przez 3 sekundy?

Foto archiwum własne

„Gdzie są dzieci?”Zdjęcie, które wygląda niewinnie - ale jego symbolika jest brutalnie prawdziwa.Bo wielu dzieci naprawd...
19/11/2025

„Gdzie są dzieci?”

Zdjęcie, które wygląda niewinnie - ale jego symbolika jest brutalnie prawdziwa.
Bo wielu dzieci naprawdę nie ma tam, gdzie powinny być.

- Są dzieci, które są obecne fizycznie, ale nieobecne w relacji.
To efekt przemocy emocjonalnej: wyśmiewania, ignorowania, umniejszania, ciągłej krytyki.
Ran, których nikt nie zobaczy na skórze - ale które niszczą najbardziej.

- Są dzieci, które doświadczają przemocy „cichej”, niewidocznej.
Krzyku, który trwa latami.
Ciszy, która boli bardziej niż krzyk.
Groźby, straszenia, zawstydzania, zastraszania - tego, co dorośli nazywają „wychowaniem”.

- Są dzieci, które doświadczają przemocy fizycznej.
Nie tylko w formie „lania”.
Czasem to szarpnięcie, dźgnięcie palcem w klatkę, potrząśnięcie, popychanie…
To wszystko jest przemocą.
Dla dziecka to sygnał: „Moje ciało nie jest moje.”

- Są dzieci, które znikają w nadmiarze oczekiwań.
Muszą przewyższać, wygrywać, być dzielne, grzeczne, „nie histeryzować”.
Takie dzieci są bite nie pasem, ale ambicją dorosłych.

- Są też dzieci porzucone emocjonalnie.
Dorosłych, którzy są tu fizycznie, ale nieobecni psychicznie - zmęczeni, zajęci, wyczerpani, wypaleni.
Dzieci, które uczą się: „Moje uczucia przeszkadzają.”

- I są dzieci bez granic.
Pozostawione samym sobie - co również jest formą zaniedbania.
Dziecko, które nie ma ram, musi samo stać się dorosłym.
Zbyt wcześnie.

I wtedy pytanie: „Gdzie są dzieci?” nabiera innego znaczenia.
Bo te dzieci wcale nie znikają.
One rosną.

W dorosłych, którzy boją się odrzucenia.
W dorosłych, którzy za dużo pracują, bo uczono ich zasługiwać.
W dorosłych, którzy nie umieją powiedzieć „nie”.
W dorosłych, którzy powtarzają wzorce, bo innych nie znają.
W dorosłych, którzy walczą o regulację emocji, których nikt ich nie nauczył nazywać.

Każde skrzywdzone dziecko staje się dorosłym, który próbuje jakoś to posklejać.
Często dopiero wtedy można odnaleźć odpowiedź na to kredowe pytanie.

A może pytanie powinno brzmieć: „Gdzie są dorośli?”
To pytanie nie powinno nigdy paść… a jednak pada - w zachowaniach dzieci, które boją się wracać do domu, które przepraszają za to, że istnieją, które robią się „grzeczne”, żeby przetrwać.
Przemoc nie zawsze zostawia siniaki. Czasem zostawia tylko ciszę, której nikt nie słucha.

A dzieci - często są w nas, zagubione, przeciążone, zastraszone lub niewysłuchane.
I dopóki ich nie odnajdziemy, dopóty będziemy powtarzać stare historie.

Foto archiwum własne

TO JUŻ DZIŚ! 🥹 Finał kampanii Dzieciństwo bez Przemocy, która od ponad 6 tygodni odbywa się na terenie całej Polski i to...
19/11/2025

TO JUŻ DZIŚ! 🥹 Finał kampanii Dzieciństwo bez Przemocy, która od ponad 6 tygodni odbywa się na terenie całej Polski i to dziś podświetlimy cały kraj na czerwono! My symbolicznie zmieniamy na ten dzień zdjęcie profilowe na czerwone i Ciebie także gorąco do tego zachęcamy ❤️

Będzie to sygnał, że stoisz po stronie bezpiecznego i dobrego dzieciństwa, które daje moc!

Tak się składa, że dziś obchodzimy także Międzynarodowy Dzień Przeciwdziałania Przemocy wobec Dzieci, co od ponad 34 lat jest naszą misją i już kolejny raz podświetlony zostanie z tej okazji Pałac Kultury i Nauki w Warszawie, ale także... tysiące budynków i obiektów w całej Polsce!

Dołącz do nas i zmień zdjęcie profilowe na czerwone. Wykorzystaj grafikę z tego posta i dodaj hashtag

Żółte liście przypominają o czymś brutalnie prostym:nic nie zostaje na zawsze takie samo.Ani relacje. Ani praca. Ani Ty....
18/11/2025

Żółte liście przypominają o czymś brutalnie prostym:
nic nie zostaje na zawsze takie samo.
Ani relacje. Ani praca. Ani Ty.

Każdy krok zostawia ślad - nawet jeśli dostrzegasz go dopiero wtedy, gdy droga już się zmieniła. Liście pod stopami nie są dekoracją. To dowód, że wszystko ma swój czas życia i swój czas opadania.

Zmiana rzadko wchodzi z hukiem.
Częściej zaczyna się od milimetra przesunięcia - decyzji podjętej mimochodem, innego tempa marszu, momentu, który wcale nie wygląda jak przełom.

Codzienność jest mistrzem kamuflażu.
To, co dziś wydaje się zwykłym dniem, jutro okazuje się początkiem czegoś, czego nie planowałeś.
To, co opada - robi miejsce temu, co musi przyjść.
Bo my też mamy swoje sezony: czas ekspansji, czas zgubienia, czas porządków, czas dojrzewania i czas odpuszczania tego, co już nas nie niesie.

I dopiero z dystansu widzimy układankę.
Dopiero z perspektywy widać, że „mały krok” był właściwie punktem zwrotnym.

Idziesz przed siebie nie dlatego, że masz pewność.
Idziesz, bo ruch ujawnia kierunek.

Nie musisz znać celu.
Musisz tylko przestać tkwić w miejscu.

Każdy krok coś kończy.
Każdy krok coś zaczyna.

Foto archiwum własne

Jeśli nie potrafisz zatrzymać się na 5 minut, to znaczy, że to nie Ty masz kontrolę.Kontrola ma Ciebie.Tak, słyszę, co o...
05/11/2025

Jeśli nie potrafisz zatrzymać się na 5 minut, to znaczy, że to nie Ty masz kontrolę.
Kontrola ma Ciebie.

Tak, słyszę, co odpowiesz:
„Jest tempo. Są cele. Projekty. Dom. Rodzina. Odpowiedzialność.”
Mierzysz życie osiągnięciami - ile robię, ile dowożę, ile udźwignę.
Ile jeszcze mogę.

Ale prawda jest taka:
większość ludzi nie biegnie dlatego, że chce.
Biegnie, bo boi się tego, co się wydarzy, jeśli zwolni.

Bo kiedy zwalniasz, wraca to, co odpychasz:
- niewygodne emocje,
- pytania bez prostych odpowiedzi,
- prawda o tym, co naprawdę czujesz / czego chcesz / co udajesz.

„Spokój to nagroda za wysiłek”
„Chwila dla siebie musi mieć sens, być produktywna”
„Na odpoczynek trzeba zasłużyć”
Słyszę to często od ludzi, którzy biegną szybciej niż są w stanie być.

A ciało widzi wszystko, zanim Ty to nazwiesz:
zaciśnięta szczęka,
ból brzucha,
bezsenność,
poczucie przeciążenia, które „trzeba jakoś przetrwać”.

Więc scrollujesz. Pracujesz. Gasisz pożary. Naprawiasz świat.

Ale ciało nie negocjuje.
Jeśli nie zatrzymasz się sam/a - zatrzyma Cię samo: chorobą, bezsilnością, wypaleniem, pustką, samotnością.

Czasem ciepły kasztan w dłoni ma większą moc niż kolejna strategia produktywności.

Bo to jest moment. Moment styku ze sobą.
Bez masek. Bez „musu”. Własne "ja" - surowe, pierwotne, prawdziwe, żywe.

I teraz pytanie, które może zaboleć: Gdybyś na chwilę przestał/a biec - co byś usłyszał/a? I czy jesteś na to gotowy/a?

foto archiwum własne

Wszystko, co żyje – prędzej czy później coś traci.I wszystko, co tracimy - uczy nas żyć trochę inaczej.A przecież utrata...
02/11/2025

Wszystko, co żyje – prędzej czy później coś traci.

I wszystko, co tracimy - uczy nas żyć trochę inaczej.

A przecież utrata i życie zawsze idą razem.
Jedno bez drugiego nie istnieje.
Coś się zaczyna - coś się kończy.
Coś przychodzi - coś odchodzi.
Ktoś się pojawia - ktoś znika.
Dzień i noc.

Czasem tracimy ludzi, czasem role, pozycje, marzenia.
Czasem sami musimy odejść z miejsc, które nas kiedyś tworzyły.
I w każdym z tych momentów boli.
Bo utrata to nie tylko strata „czegoś”.
To utrata części siebie, która żyła w tym, co było.

Ale właśnie tu, w utracie, zaczyna się świadomość.
Nie ta z książek.
Ta prawdziwa, cicha, często nieprzyjemna.
Świadomość, że nic nie jest dane na zawsze.
I że w tej nietrwałości jest też piękno.

Bo jeśli wiesz, że coś może się skończyć,
uczysz się patrzeć na to inaczej.
Doceniasz. Zatrzymujesz. Przestajesz odkładać.
Zaczynasz żyć, nie tylko mieć przed sobą życie.

Utrata nie jest przeciwieństwem życia.
Jest jego częścią.
A świadomość tej zależności to jeden z najtrudniejszych,
ale też najbardziej dojrzewających kroków w rozwoju mentalnym.

Nie da się wygrać z przemijaniem.
Ale można nauczyć się z niego czerpać - mądrość, wdzięczność, obecność.

Bo życie nie dzieje się po utracie.
Ono dzieje się z nią.

☕️ A Ty - co dziś w Tobie się kończy, a co zaczyna?

Foto archiwum prywatne

A więc twoim zdaniem, odporność psychiczna to bycie twardym?Czyli co - nie czujesz, nie pękasz, nie masz gorszych dni?Za...
28/10/2025

A więc twoim zdaniem, odporność psychiczna to bycie twardym?

Czyli co - nie czujesz, nie pękasz, nie masz gorszych dni?
Zawsze skupiony, stabilny, ogarnięty?
Brzmi jak reklama, nie jak człowiek.

To nie odporność.
To napięcie w garniturze.
Dobrze wygląda z zewnątrz, ale w środku zaciska Ci klatkę piersiową.

Prawdziwa odporność nie ma nic wspólnego z kamienną twarzą i chłodnym tonem.
Czasem wygląda jak łzy w aucie po spotkaniu.
Albo jak „nie mam dziś siły, ale wstanę i zrobię to po swojemu.”
Ludzie, którzy grają twardych, nie są silni.
Są zmęczeni.
Tylko jeszcze nie mają odwagi tego przyznać.

Prawdziwa odporność nie wygląda jak beton.
Wygląda jak człowiek, który upada, klnie, ma ochotę wszystko rzucić,
a potem wstaje, przemywa twarz i mówi: „Dobra. Jeszcze raz.”

To nie jest Instagramowa siła w stylu „bądź najlepszą wersją siebie”.
To czasem raczej: „dzisiaj jestem wersją, która przetrwa, jutro zobaczymy.”

Twardość to strategia.
Użyteczna, dopóki nie zaczyna Cię pożerać od środka.
Bo twardy człowiek tłumi emocje, tłumaczy innych, naprawia świat,
a potem dziwi się, że nikt nie widzi, jak bardzo jest mu źle.

Trening mentalny nie polega na tym, żeby się nie łamać.
Polega na tym, żeby nie robić z siebie superbohatera, kiedy masz ochotę się rozpłakać.
Na tym, żeby mówić: „nie wyrabiam”, zamiast udawać, że wszystko jest pod kontrolą.

Odporność to umiejętność przegrywania bez rozpadania się.
Umiejętność brania odpowiedzialności bez brania wszystkiego na siebie.
Umiejętność powiedzenia „nie”, nawet jeśli ktoś się rozczaruje.

Nie myl siły z napięciem.
Nie myl kontroli z odpornością.
Nie myl ciszy z równowagą.

Twardość zamyka.
Odporność otwiera.
Twardość się kończy, gdy zabraknie paliwa.
Odporność zaczyna się wtedy, gdy wszystko inne już nie działa.

Nie musisz być twardy.
Masz być prawdziwy.
Masz wiedzieć, gdzie jest Twoja granica, i umieć tam stanąć bez wstydu.

Bo odporność psychiczna nie ma nic wspólnego z udawaniem, że „ogarniasz”.
To raczej spokojne: „Nie wiem, jak to zrobię. Ale wiem, że to przetrwam.”

☕️ A Ty?
Budujesz odporność - czy tylko trzymasz się kurczowo wizerunku, który już dawno przestał być Tobą?

Foto archiwum własne

Myślisz, że wystarczy „porozmawiać”?Właśnie dlatego większość rozmów kończy się milczeniem.Bo nie chodzi o to, czy rozma...
27/10/2025

Myślisz, że wystarczy „porozmawiać”?
Właśnie dlatego większość rozmów kończy się milczeniem.

Bo nie chodzi o to, czy rozmawiacie.
Chodzi o to, w jaki sposób to robicie.

Z punktu widzenia komunikacji, rozmowa ma sens tylko wtedy, kiedy obie strony są w stanie regulować swoje emocje.
Bez tego każda wymiana zdań staje się wymianą ciosów.

Wiele osób myli rozmowę z emocjonalnym rozładowaniem.
„Muszę to z siebie wyrzucić”, „musimy to przegadać”, „muszę powiedzieć, jak się czuję”.
Problem w tym, że jeśli mówisz po to, żeby wyrzucić z siebie napięcie, to nie rozmawiasz - tylko rozładowujesz się na drugiej osobie.

I nie ma znaczenia, czy to partner, dziecko czy współpracownik.
Każdy organizm reaguje tak samo: kiedy czuje się zaatakowany, zamyka się, broni, kontratakuje.
I zamiast porozumienia - masz emocjonalny ping-pong.
Ty mówisz, on się broni. Ty naciskasz, on milknie.
Zamiast bliskości - rośnie dystans.

Psychologia komunikacji mówi jasno:
🧠 intencja rozmowy decyduje o jej skutku.
Jeśli chcesz zrozumieć - masz szansę na kontakt.
Jeśli chcesz wygrać - przegracie oboje.

Rozmowa pomaga wtedy, gdy:
- jesteś w stanie mówić o sobie, nie o drugim człowieku,
- potrafisz nazwać potrzebę, zamiast wymierzać winę,
- umiesz słuchać bez przerywania, nawet jeśli czujesz opór,
- nie mówisz po to, by zapanować, tylko po to, by połączyć.

Brzmi prosto, a w praktyce to jedno z najtrudniejszych zadań w relacjach.
Bo ego chce racji, a serce chce bliskości.
I dopóki nie zdecydujesz, czego chcesz bardziej - każda rozmowa będzie polem bitwy.

Nie każda sytuacja wymaga natychmiastowej konfrontacji.
Niektóre wymagają zatrzymania, oddechu, dystansu.
Rosenberg pisał: „Czasem milczenie jest najbardziej empatyczną formą komunikacji.”
Bo rozmowa bez gotowości słuchania nie jest dialogiem.
To walka o przestrzeń emocjonalną.

Więc zanim zaczniesz:
- sprawdź, czy to moment, w którym naprawdę możesz słuchać,
- zastanów się, czy mówisz z potrzeby kontaktu, czy z potrzeby kontroli,
- i zapytaj siebie uczciwie: czy ta rozmowa ma coś naprawić, czy tylko udowodnić, że mam rację?

Nie każda rozmowa musi odbyć się dziś.
Ale każda dobra rozmowa zaczyna się od decyzji, że nie chcesz ranić - tylko zrozumieć.

Komunikacja to nie sztuka mówienia.
To sztuka niesienia słów w taki sposób, żeby ktoś chciał je przyjąć.

A Ty, jakich słów dziś używasz?
Takich, które budują mosty, czy takich, które tylko bronią Twojego brzegu?

Foto archiwum własne

Adres

Kraków

Telefon

+48694255068

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Olga Gill-Sobota umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Praktyka

Wyślij wiadomość do Olga Gill-Sobota:

Udostępnij

Share on Facebook Share on Twitter Share on LinkedIn
Share on Pinterest Share on Reddit Share via Email
Share on WhatsApp Share on Instagram Share on Telegram