31/03/2022
Moje najbardziej żywe wspomnienia z dzieciństwa dotyczą czasu, kiedy mama i tata zabierali nas (moją siostrę i mnie) w góry, gdzie wchodziliśmy w głąb lasu. Rozkładaliśmy się nad potokiem, gdzie spędzałem czas pluskając się, zbierając kamienie rzeczne i układając z nich budowle, których sens był tajemnym i zarazem nieskrępowanym światem dziecięcej wyobraźni. Był to świat otwartego postrzegania i doświadczania, jeszcze nie zamkniętego w sztywne ograniczające ramy i ciasne klatki praw, zasad, powinności, konwenansów i przekonań. Budowaliśmy tamy, które nigdy nie podnosiły poziomu wody, co kompletnie nie przeszkadzało w zabawie. Ściskany w dłoni kij był wyposażony w niewymagające wyjaśniania moce. Wiedziałem wtedy i nikt nie musiał mi tego tłumaczyć, że przez wszystkie rzeczy przepływa wspólne inteligentne spoiwo. Drzewa, góry i strumienie. Słońce, ziemia, wiatr. Naturalny, samoistny kolektyw, od którego my ludzie możemy się tak wiele nauczyć. I rzecz jasna, dzika woda, pradawne źródło uzdrawiania i jednoczenia. Niebutelkowana, nieprzetworzona, nieprzepuszczona przez rurociąg systemu, wolna od chemikaliów i mętnego koloru stagnacji.
Snująca opowieść i terapeutycznie szemrząca. Nie tylko przekazująca ładunek swojej energii ciału i umysłowi, ale posiadająca tą magiczną zdolność otrząsania i budzenia w nas czegoś głęboko w środku.
„Pierwotne kultury uznawały, że przejawienie przyrody jest potencjalnie animistyczne. Wszystko się porusza. Każdy element natury uczestniczy w jej pulsie i ma swoją dynamikę, zdolność do interakcji, a tym samym wszystko w naturze jest żywe, świadome i zdolne do ekspresji. Konwencjonalna interpretacja takiego rozumienia natury jest uważana przez antropologów i etnologów, za prymitywne projektowanie ludzkich atrybutów takich jak świadomość, na elementy świata natury. Tyle, że postrzeganie animistyczne jest zapisane w „ustawieniach fabrycznych” człowieka. Kiedy byliśmy dziećmi lub gdy już jako dorośli wracamy na łono natury i odłączamy się od „technologicznych zagłuszaczy”, nasza aparatura postrzegania, wciąż potrafi spontanicznie się zachwycać i wchodzić w interakcje z sensorycznym otoczeniem, doświadczając go jako responsywnych sił odczuwającego pola.
Najbardziej naturalne dla nas doświadczanie świata i miriadów tworzących go przejawień, ma charakter wielowymiarowo animistycznego kosmosu, w którym żadna najmniejsza postrzegana rzecz nie jest jednoznaczna i pozbawiona zdolności do ekspresji czy życia jako takiego.”*
Nasze jednoczesne wyobcowanie i wciąż żywą zdolność doświadczania natury opisuje słowo Ballagarraidh.
Czasami przemieszczasz się w miejskim zgiełku i czujesz w kościach, jakie to wszystko jest dziwne. Spektakl współczesnej cywilizacji, niewiele starszej od ciebie. Cywilizacji, z całą jej ciasną logiką, martwymi spojrzeniami betonu i szkła; zasadami, liniami siatek i uzasadnień - czemu świat powinien być taki, jaki jest.
Ale część Ciebie wie i mówi - nie czuję się tutaj w domu. Ta część wciąż pamięta Eden i tęskni za powrotem. Więc część w Tobie czasem się odzywa, jeśli tylko pozwolisz sobie ją usłyszeć. Ona pragnie odstawić samochód i uciec od tego wszystkiego. Żyć z ziemi, bez technologii, symulacji i sztucznej stymulacji, deadline-ów, pędu licznika samochodu, syzyfowej błędnej pętli chomikowego kołowrotka. Ona chce doświadczać natury w całej jej prostocie – surowej, dzikiej, mądrej i szalenie prawdziwej. Poczuć bujność niewygładzonej dziczy, jasność prawdziwego jedzenia. Jedne stworzenia padają ofiarą, inne stawania się silniejszymi. Głupie szczęście przetrwania nocy.
Ale inna część Ciebie wie, że Eden to fantazja, bo wygnaliśmy siebie z niego, wlokąc ze sobą chmury cywilizacji, gdziekolwiek się udajemy. Choć jesteśmy jak każde inne stworzenie, odłamkami pierwotnego witrażu, odwróciliśmy się, zamknęliśmy oczy, uszy i wszystkie inne zmysły od starożytnych symboli.
Staliśmy się udomowionym zwierzęciem, owiniętym syntetycznymi włóknami i syntetycznymi myślami. Przez tak długo to my wyrzucaliśmy świat z naszego świata. Zabarykadowaliśmy się w otoczonym murem więzieniu. Uznając to za konieczne dla naszego przetrwania, a następnie dominacji, wypędziliśmy większość świata. Nie moglibyśmy poradzić sobie z prawdziwym stanem natury – przytłaczającym chaosem – bez uprzedniego podzielenia go na małe pudła, małe ramki, ściany i druty kolczaste.***
Edenu nie ma. „Bajanie o jakimś innym, niż ten świat, nie ma sensu. Tę myśl Nietzschego zapisałem sobie w notesie jako motto… Wielu z nasz zarówno w grotach jak i miastach nie chce takiego świata; chciałoby tylko świata celebrowanego… Góry, oszalałe od światła niebo, pędzące chmury, świat dziki jak na grani: wszystko to mieliśmy przed sobą i to wystarczało. To, co było niewidoczne, mogło się ukazać. To, co się nie pojawiało, potrafiło się ukryć. To było pogańskie przyzwolenie, starożytna pieśń.
Czcij to, co masz przed sobą. Niczego nie oczekuj. Pamiętaj o wszystkim. Strzeż się nadziei, dymów nad ruinami. Ciesz się tym co jest. Szukaj symboli i uwierz, że poezja jest solidniejsza od wiary. Zadowól się światem. Walcz, żeby przetrwał.”***
Kilka ostatnich lat to dla mnie droga powrotu do korzeni, do odpowiadania na zew pierwotnej tęsknoty, do życia takim, do bycia sobą jakim jestem, wolnym i dzikim, do stania w mocy obecności i intuicji. Model współczesnego życia w hyper-modernistycznej cywilizacji oznacza coraz szybciej postępujące wyobcowanie z siebie. Przewlekłe schorzenia, lęki, depresje, zaburzenia emocjonalne, bezpłodność, samobójstwa, atomizacja i degradacja więzi społecznych, choroby autoimmunologiczne. To nie jest dla nas naturalny stan, którego większość z nas pragnie. Naturalny wskazuje na naturę. Wierzę, że w każdym z nas jest miejsce, które jest gotowe na ponowne połączenie z naturą. Wierzę, że jest w nas ludziach naturalna mądrość, którą jesteśmy zdolni odkryć.
* David Abram - The Spell of the Sensuous: Perception and Language in a More-Than-Human World
** wyjaśnienie słowa Ballagarraidh na podstawie „The Dictionary of Obscure Sorrows”
*** Sylvian Tesson - Duch Śniegów