24/04/2024
Mija kwartał odkąd otworzyłem studio YOGENO, w którym prowadzę jogę. Daje mi to sporo nowych wglądów. Jeden z najistotniejszych dotyczy 𝐩𝐫𝐳𝐞𝐤𝐨𝐧𝐚𝐧𝐢𝐚 𝐨 𝐧𝐚𝐬𝐳𝐲𝐜𝐡 𝐥𝐢𝐦𝐢𝐭𝐚𝐜𝐡. Od wielu lat – pomimo tego, że aktywnie ćwiczę jogę – miałem przekonania, że to, co wylosowałem na loterii genetycznej, daje mi sporo plusów, ale też jeden poważny minus: powolną regenerację powysiłkową. W pierwszym tygodniu, w którym dzień w dzień prowadziłem po kilka godzin jogi, około czwartku, ledwo włóczyłem nogami wracając do domu. Moje myśli krążyły wtedy wokół: tak się nie da, nie do wytrzymania, padam, zdycham, nie nadążam, źle wybrałem, to nie dla mnie, zajadę się... Kolejny tydzień był już jednak trochę bardziej łaskawy. Zakwasy wciąż mocno dawały o sobie znać, ale zasobnik z energią życiową nie był wyzuty do cna. Może do połowy. Kolejne tygodnie zaś to… Surprise, surprise! Zaskakująca przemiana! Organizm się zaadaptował i obecnie traktuje 8-10 godzin jogi tygodniowo jako standard. 💪Wniosek: wszystko jest trudne, zanim stanie się łatwe. Z dużo większą podejrzliwością spoglądam teraz na siebie, gdy mój umysł mówi mi, że z czymś tam nie dam rady. Serio? Pytam. Pomimo Twoich wątpliwości, drogi umyśle, wybieram przynajmniej spróbować! 😉🧘♂️