27/03/2026
Wczorajsze warsztaty
dla kobiet i o kobietach w Skierniewicach 🧡💛💜
Wczoraj wydarzyło się coś więcej niż spotkanie.
To była przestrzeń.
To był czas zatrzymania.
To było spotkanie… ze sobą.
Z oddechem, który na co dzień bywa zbyt szybki.
Z myślami, które rzadko mają szansę wybrzmieć do końca.
Z historią, którą każda z nas niesie – cichą, czasem trudną, ale zawsze ważną.
Spotkałyśmy się jako kobiety.
Różne.
Z różnych miejsc życia.
Z różnymi doświadczeniami.
A jednak – bardzo sobie bliskie.
Bo gdzieś pod warstwą codzienności, ról i obowiązków, każda z nas niesie tę samą potrzebę:
bycia widzianą, usłyszaną… i wystarczającą.
Towarzyszyła nam tego dnia obecność Mokosz –
nie jako postać z dawnych wierzeń, ale jako symbol.
Symbol kobiecej mądrości.
Cierpliwości.
Siły, która nie musi krzyczeć, żeby istnieć.
Mokosz – ta, która przędzie nici życia.
Ta, która przypomina, że każda historia ma znaczenie.
Że nawet to, co poplątane, jest częścią większego wzoru.
I że nic w nas nie jest przypadkowe.
Podczas warsztatu zaglądałyśmy do swoich historii poprzez zdjęcia.
Te zatrzymane kadry – czasem sprzed lat – nagle zaczynały mówić.
Nie tylko o tym, co było widać na pierwszy rzut oka.
Ale o emocjach.
O sile, która wtedy była potrzebna.
O kobiecie, którą już wtedy byłyśmy – nawet jeśli jeszcze tego nie widziałyśmy.
Fototerapia stała się mostem.
Między przeszłością a teraźniejszością.
Między „byłam” a „jestem”.
Później pojawiły się karty metaforyczne.
Obrazy, które – jak lustra – odbijały to, co w środku.
Czasem delikatnie.
Czasem zaskakująco trafnie.
Każda karta była jak szept:
„spójrz głębiej”
„zobacz siebie inaczej”
„zaufaj temu, co czujesz”
I nagle okazywało się, że odpowiedzi nie trzeba szukać daleko.
A potem przyszła cisza tworzenia.
Haft.
Powolny.
Uważny.
Prawie medytacyjny.
Nić po nici.
Ścieg po ściegu.
Jakbyśmy – razem z Mokoszą – dotykały własnych historii i nadawały im nowy sens.
Nie chodziło o estetykę.
Nie chodziło o perfekcję.
Chodziło o obecność.
O symbol.
O zakotwiczenie tego,
co ważne.
Każda z nas tworzyła swoją „nić mocy”.
Swoją opowieść.
Swoje przypomnienie.
I w tym wszystkim było coś jeszcze.
Wspólnota.
Spojrzenia pełne zrozumienia.
Cisza, która nie była niezręczna.
Słowa, które trafiały dokładnie tam, gdzie trzeba.
Bez ocen.
Bez porównań.
Z miejscem na bycie sobą.
Dziękuję za to spotkanie.
Za odwagę.
Za obecność.
Za historie, którymi się podzieliłyście – i te, które zostały tylko w Was.
Za to, że razem stworzyłyśmy przestrzeń, w której można było na chwilę przestać być „dla innych”
i pobyć naprawdę dla siebie.
Bo każda z nas ma w sobie swoją Mokosz.
Cichą.
Mądrą.
Cierpliwą.
Taką, która wie.
I przypomina – wtedy, kiedy jesteśmy gotowe usłyszeć –
że siła nie zawsze jest głośna,
ale zawsze jest obecna.
Dziękuję za zaproszenie 🌸🧡💛💜