16/03/2026
Od dłuższego czasu obserwuję to, co dzieje się wokół pani Darii Abramowicz i mam coraz większe poczucie, że w tej historii coś bardzo mocno przestało być zdrowe.
Psychologia sportu opiera się na jednym z kluczowych założeń, zawodnik w najważniejszym momencie ma być samowystarczalny mentalnie. Cała praca odbywa się wcześniej, w treningu, w procesie, w budowaniu odporności, koncentracji i autonomii.
Tymczasem widzimy sytuacje, w których psycholog staje się niemal stałym elementem wydarzeń na korcie, obecność przy ławce, reakcje w trakcie meczu, sygnały z trybun. To zaczyna wyglądać bardziej jak ciągłe zarządzanie zawodnikiem, a nie praca nad jego niezależnością psychiczną.
Jeśli zawodnik w trakcie meczu potrzebuje zewnętrznego sterowania, to znaczy, że coś w tym procesie zostało odwrócone. Psycholog nie powinien być kimś, bez kogo zawodnik nie jest w stanie funkcjonować w kluczowym momencie rywalizacji.
I powiem coś, co pewnie wielu myśli, ale niewielu mówi głośno: patrząc na to z boku, mam coraz większe wrażenie, że dziś to nie tylko zawodniczka potrzebuje wsparcia.
Bo powtarzamy wszyscy, że zawodniczka potrzebuje teraz spokoju, empatii i zrozumienia. I to prawda. Ale jest też jedna bardzo ważna zasada w pracy z ludźmi:
„Drugiemu człowiekowi nie dasz tego, czego sama nie masz”.
Dlatego może dziś potrzebne jest coś więcej niż kolejne analizy i komentarze. Może potrzebna jest chwila zatrzymania, dystansu i prawdziwego wsparcia także dla tych, którzy stoją obok zawodnika i biorą na siebie ogromną odpowiedzialność za jego psychikę.
Bo kiedy pracuje się z drugim człowiekiem na tak delikatnym poziomie jak emocje, presja i tożsamość sportowa, najpierw trzeba samemu mieć w sobie spokój, równowagę i przestrzeń, żeby móc je dać komuś innemu.
Życzę zawodniczce i całemu sztabowi właśnie tego spokoju, mądrości i odwagi, żeby na chwilę się zatrzymać i poukładać rzeczy, które tego wymagają.
Sport zawsze daje kolejną szansę. Następna już w Miami.