02/01/2026
Zapraszam na terapię. Zwolniło się parę miejsc. Agnieszka Wróblewska tel. 602625730
Są historie, które łatwo opowiedzieć.
Mają początek, wyraźne „przed” i „po”.
I są takie, które nie mają ani sceny kulminacyjnej, ani jednego dnia, który wszystko zmienił.
Są rozlane w czasie. Ciche. Nienazwane.
Bo jak opisać cierpienie, kiedy naprawdę nic konkretnego się nie wydarzyło?
Nie było przemocy, którą można by wskazać.
Nie było krzyku, którego echo wciąż brzmi w uszach.
Nie było opuszczenia w sensie fizycznym.
Było za to coś trudniejszego do uchwycenia:
emocjonalna pustka.
Dziecko dorastające w takim środowisku często ma wszystko „na zewnątrz”.
Dom. Jedzenie. Ubrania.
Ale wewnątrz czegoś brakuje.
Nie ma kogoś, kto naprawdę zauważa.
Kto reaguje na emocje z ciekawością i spokojem.
Kto potrafi być przy smutku, strachu, zagubieniu – bez oceniania, bagatelizowania, poprawiania.
Dziecko uczy się wtedy bardzo wcześnie, że emocje są problemem.
Że lepiej ich nie pokazywać.
Że trzeba być grzecznym, samodzielnym, niewymagającym.
Że bliskość jest niepewna, a uwaga – warunkowa.
Nie ma jednego momentu traumy.
Jest codzienność, w której coś się systematycznie nie wydarza.
Nie wydarza się ukojenie.
Nie wydarza się bezpieczne przyjęcie emocji.
Nie wydarza się poczucie: jestem ważna/y.
Układ nerwowy nie potrzebuje katastrofy, żeby wejść w tryb przetrwania.
Wystarczy długotrwały brak regulacji.
Wystarczy życie w napięciu: czy mogę tu być sobą? czy moje uczucia są mile widziane?
Z czasem organizm przestaje pytać.
Zaczyna się dostosowywać.
Ciało uczy się czujności.
Emocje uczą się chować.
Relacja z samym sobą staje się ostrożna, napięta, pełna autocenzury.
I tak powstaje trauma, która nie ma obrazu, ale ma konsekwencje.
W dorosłym życiu ta trauma często objawia się bardzo subtelnie, a jednocześnie wszechobecnie.
Jako poczucie wewnętrznej pustki, której nie da się zapełnić.
Jako smutek bez powodu.
Jako chroniczne zmęczenie, mimo że „nie ma powodu, żeby być zmęczonym”.
Jako trudność w odpoczynku – bo gdy ciało puszcza, pojawia się niepokój.
Często pojawia się też głębokie, ciche przekonanie:
coś jest ze mną nie tak.
Nie dramatyczne. Raczej stałe. Tło życia.
Osoby z taką traumą bardzo często umniejszają własne doświadczenie.
Porównują się z innymi.
Mówią sobie, że nie mają prawa narzekać.
Że przesadzają.
Że wymyślają problem.
To dodatkowo pogłębia cierpienie, bo ból zostaje bez świadków.
Trauma zaniedbania emocjonalnego uczy, że nie tylko emocje są nieważne,
ale że sam fakt cierpienia też nie zasługuje na uwagę.
Dlatego tak wiele osób żyje latami w stanie funkcjonowania zamiast życia.
Działają. Ogarniają. Przetrzymują.
Ale nie czują się naprawdę obecne w swoim życiu.
Bliskość bywa trudna – bo wymaga odsłonięcia.
Samotność też bywa trudna – bo zostawia z pustką.
Radość jest podejrzana.
Spokój – nieznany.
I wciąż pojawia się to jedno pytanie, którego nikt wcześniej nie pomógł nazwać:
dlaczego boli, skoro nic się nie stało?
Boli, bo czegoś zabrakło.
A brak, zwłaszcza w dzieciństwie, nie znika sam.
On zostaje zapisany w ciele, w reakcjach, w sposobie bycia ze sobą i z innymi.
Uzdrowienie takiej traumy nie polega na „rozpamiętywaniu przeszłości”.
Polega na bardzo powolnym uczeniu się doświadczeń, których kiedyś nie było.
Bezpiecznej obecności.
Łagodnej uwagi.
Prawa do emocji.
Prawa do bycia.
Bo nawet jeśli „nic się nie stało” –
Twoje ciało i Twoja psychika wiedzą, że coś było nie tak.
I to wystarczy, żeby potraktować to doświadczenie poważnie.
Z czułością.
Bez porównań.
Bez unieważniania.
Bo nawet jeśli „nic się nie stało” –
Twoje doświadczenie jest prawdziwe.
I zasługuje na uwagę, łagodność i czas.