06/02/2026
Poniższy komentarz ma charakter naukowy i oparty jest wyłącznie na recenzowanych publikacjach naukowych. W sytuacji, w której jest ryzyko zdrowotne zależy nam przede wszystkim na tym, żeby opiekunowie mieli dostęp do rzetelnych, sprawdzalnych informacji – a nie do opinii, które mogą wprowadzać w błąd.
Poniższy post jest odpowiedzią na komentarz jednej z przychodni (screen). Myślę że od teraz tak będziemy udostępniać informacje - jako źródło wiedzy do dalszej analizy dla odbiorców.
Nosicielstwo a ognisko VS‑FCV to dwa różne zagadnienia.
Istotnie, FCV jest wirusem endemicznym w populacji kotów. Odsetek bezobjawowych nosicieli wynosi około 2,5% u kotów domowych utrzymywanych w małych grupach (poniżej 4 osobników), około 32% w gospodarstwach z 4 i więcej kotami oraz 50–90% w schroniskach i koloniach (Hofmann‑Lehmann i wsp. 2022, za Radford i wsp. 2009). Nie jest to kontrowersyjne. Kontrowersyjne jest natomiast wyciąganie z tego wniosku, że ognisko VS‑FCV jest po prostu „okresowym nasileniem zakażeń w skupiskach kotów” i że placówka weterynaryjna nie może nic z tym zrobić poza testem PCR przy drzwiach. VS‑FCV to nie jest zwykła kaliciwiroza – to wariant wywołujący uogólnione zapalenie naczyń, niewydolność wielonarządową i śmiertelność rzędu 30–86%. We wszystkich opisanych w literaturze ogniskach VS‑FCV (USA 1998, Kalifornia 2000, Nowa Anglia 2003, Tuluza 2005, Nantes 2011, Korea 2020–2022, Australia 2015–2019) źródłem zakażeń była placówka weterynaryjna lub schronisko – stąd określenie „nosocomial” w tytułach tych publikacji (Schorr‑Evans i wsp. 2003, Reynolds i wsp. 2009, Deschamps i wsp. 2015, Park i wsp. 2024).
Testowanie RT‑PCR przed każdą wizytą nie jest standardem i nie jest rozwiązaniem.
W żadnych wytycznych – ani ABCD (Radford i wsp. 2009, aktualizacja: Hofmann‑Lehmann i wsp. 2022), ani w przeglądach dotyczących kontroli zakażeń w placówkach weterynaryjnych – nie ma zalecenia rutynowego testowania RT‑PCR każdego kota przed wejściem do kliniki. Nie dlatego, że to zły pomysł w teorii, ale dlatego, że jest to logistycznie niewykonalne, kosztowne, a przede wszystkim diagnostycznie niewystarczające: wynik ujemny nie wyklucza zakażenia (czułość testu zależy od momentu pobrania, miejsca wymazu i fazy choroby), natomiast wynik dodatni u zdrowego kota nie pozwala odróżnić łagodnego szczepu nosicielskiego od szczepu VS‑FCV – nie istnieje test molekularny, który to rozróżnia (Hofmann‑Lehmann i wsp. 2022).
Czego natomiast realnie wymagają wytyczne od placówki, w której potwierdzono ognisko VS‑FCV?
Procedura jest jasno opisana w każdym z opublikowanych raportów: natychmiastowe rozpoznanie ogniska na podstawie wzorca objawów klinicznych i potwierdzeń PCR, zamknięcie placówki na minimum 7–14 dni, pełna dezynfekcja wszystkich powierzchni i sprzętu środkami o udokumentowanej skuteczności wobec FCV (podchloryn sodu w rozcieńczeniu 1:32, Virkon S w stężeniu 1%), powiadomienie wszystkich opiekunów, których koty przebywały w placówce w okresie potencjalnej ekspozycji, oraz ścisła izolacja chorych pacjentów z pełnymi środkami ochrony osobistej personelu (Schorr‑Evans i wsp. 2003, Reynolds i wsp. 2009, Deschamps i wsp. 2015). W ogniskach, w których te procedury wdrożono szybko, udawało się ograniczyć szerzenie zakażenia. W ogniskach, w których zwlekano – śmiertelność sięgała 79%, czyli 11 z 14 kotów (Deschamps i wsp. 2015).
Zdanie „Czy my patrząc na zwierzę wiemy, czy cierpi na chorobę zakaźną?” odwraca perspektywę.
Nikt nie oczekuje od lekarza weterynarii rozpoznawania nosicielstwa gołym okiem. Oczekujemy natomiast, że w momencie, gdy w placówce dojdzie do serii zachorowań i potwierdzone zostaną zgony – placówka podejmie działania zgodne z opisanymi wyżej standardami. Niepodjęcie tych działań oznacza, że każdy kolejny kot wchodzący do takiej kliniki jest narażany na kontakt z wirusem przeżywającym na powierzchniach do 28 dni (Gehrke i wsp. 2019) i przenoszonym przez personel na rękach i odzieży (Deschamps i wsp. 2015).
To nie jest kwestia oczekiwań opiekunów, lecz minimum standardu opisanego w literaturze naukowej. Oczekujemy też że placówki będą komunikować się między sobą i poważnie traktować doniesienia jakie same między soba przekazują. Przecież w przypadku każdej choroby zakaźnej jest to po prostu rozsądne. To buduje zaufanie do całego środowiska, buduje poczucie bezpieczeństwa. A właśnie to i wiedza, co powinno nas zaniepokoić to podstawa, żeby czuć się pewnie.
Podsumowując: opiekunowie mają prawo oczekiwać od placówki weterynaryjnej nie testów PCR przed każdą wizytą, lecz uczciwej komunikacji o ryzyku, wdrożenia procedur izolacyjnych i dezynfekcyjnych oraz zdecydowanych działań mających na celu wyeliminowanie zagrożenia. To jest standard (światowy i z opracowań), nie nadmierne roszczenie.
Z poważaniem,
mgr dietetyki Agnieszka Cholewiak‑Góralczyk
Fundacja Surowe Kotki i Psy