AMmedica Centrum Medyczne

AMmedica Centrum Medyczne Am-Medica Centrum Medyczne
- medycyna rodzinna
- poradnie specjalistyczne
- stomatologia
- diagnost AM-medica sp. z.o.o Centrum Medyczne
Ul.

Am-Medica Centrum Medyczne oferuje Państwu szeroki zakres kompleksowych, profesjonalnych usług. Nasz zespół lekarzy specjalistów oraz wykwalifikowany personel medyczny zapewnią Państwu kompleksowe leczenie i pełną satysfakcję. W nowoczesnym i kameralnym wnętrzu otoczymy Państwa opieką na najwyższym poziomie, gwarantując indywidualne podejście. Białostocka 20A
16-050 Michałowo

KRS: 0000519417
NIP: 5423239113
REGON: 200874106

Poniedziałek-Piątek: 8.00-18.00

85 888 02 22
85 873 99 55

rejestracja@am-medica.pl

Szanowni Państwo, z okazji Świąt Bożego Narodzenia życzymy Państwu przede wszystkim zdrowia, spokoju oraz wewnętrznej ró...
23/12/2025

Szanowni Państwo, z okazji Świąt Bożego Narodzenia życzymy Państwu przede wszystkim zdrowia, spokoju oraz wewnętrznej równowagi. Niech ten wyjątkowy czas przyniesie wytchnienie od codziennych trosk, ciepło rodzinnych spotkań i nadzieję na nadchodzący rok.

Życzymy, aby Nowy Rok był pełen dobrych chwil, sił do realizacji planów oraz poczucia bezpieczeństwa i troski o siebie i bliskich.

Z wyrazami szacunku,
Zespół Centrum Medycznego Am-Medica w Michałowie

Na początku zawsze jest niewinnie. Lekki ból, zmęczenie, które „pewnie minie”, objaw, który nie pasuje do niczego konkre...
19/12/2025

Na początku zawsze jest niewinnie. Lekki ból, zmęczenie, które „pewnie minie”, objaw, który nie pasuje do niczego konkretnego. Codzienność szybko podsuwa wytłumaczenia: stres, pogoda, brak snu, gorszy dzień. Organizm daje sygnał, ale sygnały łatwo zagłuszyć obowiązkami.

Zwlekanie ma w sobie coś uspokajającego. Pozwala wierzyć, że sprawa nie jest poważna, że nie trzeba jeszcze zatrzymywać świata, brać wolnego, umawiać wizyty. „Zobaczymy za tydzień” brzmi racjonalnie. A potem tydzień zamienia się w miesiąc. I jeszcze jeden.

Rozwinięcie tej historii zawsze wygląda podobnie. Objawy nie znikają — tylko się zmieniają. Przyzwyczajenie robi swoje. Człowiek uczy się funkcjonować z dyskomfortem, traktować go jak normę. To, co kiedyś było sygnałem alarmowym, staje się tłem codzienności.

Kulminacja przychodzi nagle. W momencie, gdy nie da się już odwrócić wzroku. Gdy „samo przejdzie” przestaje być opcją, a decyzja o wizycie nie jest już wyborem, tylko koniecznością. I wtedy okazuje się, że koszt nie liczy się tylko w pieniądzach, ale też w czasie, stresie i zdrowiu.

A odkładanie nie zawsze wynika z lekkomyślności. Czasem to lęk. Czasem brak czasu. Czasem nadzieja, że jednak tym razem organizm poradzi sobie sam. Tyle że zdrowie nie działa w trybie „później”.

Czasem najdroższe nie jest leczenie. Najdroższe bywa czekanie.

Kiedy ostatni raz coś „przeszło samo”… a kiedy już nie? 💬

Herbata z miodem czy recepta? Grudniowy dylemat każdego pacjenta.Grudzień ma swój zapach. Trochę choinki, trochę mandary...
16/12/2025

Herbata z miodem czy recepta? Grudniowy dylemat każdego pacjenta.

Grudzień ma swój zapach. Trochę choinki, trochę mandarynek i… przeziębienia. Ulice świecą lampkami, a organizmy świecą stanem podgorączkowym. W kalendarzu połowa miesiąca, w głowie jedno pytanie: „Czy to już coś poważnego, czy jeszcze da się przeczekać?”. Przychodnia powoli wypełnia się kurtkami, szalikami i cichym kaszlem, który wszyscy próbują zagłuszyć.

Zawsze jest ten moment zawahania. Z jednej strony domowe sposoby: czosnek, cytryna, „babcia tak robiła i żyła sto lat”. Z drugiej – wizja wizyty, kolejki, diagnozy, która może zepsuć idealny plan na święta. Organizm wysyła sygnały, ale kalendarz odpowiada: „Nie teraz, jeszcze tylko tydzień”.

Napięcie rośnie. Objawy nie są dramatyczne, ale uporczywe. Niby da się funkcjonować, ale coraz gorzej. Pojawia się frustracja: dlaczego akurat teraz, dlaczego w grudniu, dlaczego zawsze „na chwilę przed”? Przychodnia staje się symbolem ostatecznej decyzji – przyznania, że herbata przestaje wystarczać.

I tu pojawia się paradoks. Bo czasem ta herbata naprawdę pomaga. Czasem organizm potrzebuje tylko odpoczynku, snu i spokoju, a nie recepty i antybiotyku. Nie każdy kaszel to powód do alarmu, tak jak nie każde ignorowanie objawów kończy się dobrze.

Zdrowie nie zna kalendarza. A grudniowy dylemat nie polega na wyborze między miodem a lekarzem, tylko na umiejętności słuchania własnego organizmu — zanim zacznie krzyczeć.

Grudzień ma własne tempo. Wszystko nagle staje się pilne, ważne i „na wczoraj”. Kalendarze pękają w szwach, a dni ucieka...
13/12/2025

Grudzień ma własne tempo. Wszystko nagle staje się pilne, ważne i „na wczoraj”. Kalendarze pękają w szwach, a dni uciekają szybciej niż pierwsze płatki śniegu. W tym pośpiechu zdrowie często schodzi na dalszy plan – aż do momentu, gdy zaczyna dyskretnie upominać się o uwagę.

Najpierw są drobiazgi. Zmęczenie, które nie mija po weekendzie. Katar, który „przecież zaraz przejdzie”. Ból, który można zagłuszyć herbatą i myślą, że po świętach będzie czas. Grudzień sprzyja odkładaniu – wizyt, badań, decyzji. Bo teraz trzeba zdążyć z prezentami, spotkaniami, zamykaniem roku.

Paradoks polega na tym, że im bliżej świąt, tym głośniej odzywa się ciało. Jakby chciało zdążyć jeszcze przed Wigilią. Zdrowie nie zna pojęcia „wolne od pracy” ani „wrócimy do tematu w styczniu”. Potrafi upomnieć się dokładnie wtedy, gdy plan był prosty: spokój, stół, bliscy.

Z drugiej strony… może ten grudniowy zryw to coś dobrego. Może to jedyny moment w roku, gdy naprawdę pada pytanie: „jak się czuję?”. Może pośpiech paradoksalnie uruchamia troskę, która przez miesiące była odkładana.

Bo zdrowie nie chce psuć świąt. Ono tylko przypomina, że najlepiej smakują wtedy, gdy jest o nie zadbane wcześniej.

W grudniowe dni każde miasto przypomina wielki świąteczny kocioł — para unosi się nie tylko z kubków z gorącą czekoladą,...
08/12/2025

W grudniowe dni każde miasto przypomina wielki świąteczny kocioł — para unosi się nie tylko z kubków z gorącą czekoladą, ale też z przegrzanych emocji.

W przychodniach linie telefoniczne pulsują jak lampki na choince, a w kolejce stoją obok siebie dwa zupełnie różne rodzaje gorączki: ta mierzona termometrem i ta napędzana promocjami „tylko dziś!”.

Bo grudzień ma w sobie dziwną moc. Jedni próbują wyleczyć kaszel, inni leczą poczucie winy świątecznymi zakupami. W tym samym czasie ktoś gorączkuje naprawdę, a ktoś inny — metaforycznie — bo zapomniał kupić prezentu dla teściowej. Obie sprawy wydają się pilne, obie wywołują lekką panikę.

Kulminacja przychodzi zwykle wtedy, gdy choroba zderza się z kalendarzem. Termometr pokazuje 38,5, a kalendarz — „ostatni dzień na zrobienie zakupów”. Oba komunikaty nie chcą ze sobą współpracować. I nagle pojawia się paradoks: to, co miało być czasem radości, staje się próbą logistycznego przetrwania między apteką a supermarketem.

Ale w całym tym zamieszaniu warto zauważyć też coś jeszcze. Czasem ta „świąteczna gorączka zakupowa” jest po prostu sposobem na ukrycie strachu o zdrowie — swojego lub bliskich.

Czasem zakupy są łatwiejsze niż konfrontacja z objawami. A czasem to choroba wymusza zatrzymanie, które powinno wydarzyć się dużo wcześniej.

Niezależnie od tego, którą gorączkę grudzień przyniesie, ta prawdziwa zasługuje na pierwszeństwo. Prezenty mogą poczekać — zdrowie raczej nie.

Zanim ktokolwiek zdąży powiedzieć „dzień dobry”, coś już dzieje się w powietrzu. Pacjent wchodzi do gabinetu i w sekundę...
03/12/2025

Zanim ktokolwiek zdąży powiedzieć „dzień dobry”, coś już dzieje się w powietrzu. Pacjent wchodzi do gabinetu i w sekundę wie, czy to miejsce mu sprzyja. Czasem czuć lekkość — taką, która osiada na ramionach jak ciepły koc. Delikatny zapach świeżości, zorganizowany porządek i spokojny rytm przestrzeni sprawiają, że nawet tętno jakby zwalnia.

W innych miejscach za to wyczuwa się napięcie, choć nikt go nie wypowiada. To ta ciężka, nieokreślona aura, którą pacjent odbiera szybciej niż temperaturę powietrza.

Im więcej czasu mija, tym bardziej widać, jak mocno „energia gabinetu” wpływa na emocje. Nie chodzi wyłącznie o zapach czystości czy o sterylny minimalizm. Pacjent potrzebuje przestrzeni, która nie krzyczy „medycyna!”, ale raczej szepcze: „jesteś bezpieczny”.

Oczekuje subtelnych sygnałów — łagodnego światła, spokojnego tempa rozmowy, nawet dźwięków, które nie przypominają szpitalnych korytarzy. To niewidzialne elementy opieki, które nie są wpisane w procedury, ale odgrywają ogromną rolę.

Kulminacja pojawia się w momencie, gdy pacjent zadaje sobie pytanie: czy lekarz naprawdę ma wpływ na atmosferę, czy to tylko wyobrażenia? Bo gdy w gabinecie unosi się delikatny, neutralny zapach, gdy przestrzeń jest uporządkowana, a całość „oddycha spokojem”, ciało reaguje szybciej niż logika. Oczekiwana jest energia stabilności — nie surowej, lecz ludzkiej.

Pacjent nie zawsze szuka idealnego porządku czy absolutnej sterylności. Czasem wystarczy zwyczajna, autentyczna życzliwość. Nawet w gabinecie, który nie pachnie „jak spa”, można poczuć spokój, jeśli lekarz wnosi go swoim tonem głosu i obecnością.

Pacjenci nie przychodzą tylko po diagnozy. Przychodzą po poczucie, że ktoś widzi człowieka, nie tylko objawy. A dobra energia w gabinecie to często pierwszy krok do zdrowienia — zanim zacznie się leczenie.

Czasem w przychodni panuje atmosfera jak na lotnisku tuż przed odlotem. W powietrzu unosi się napięcie, bo przecież zdro...
29/11/2025

Czasem w przychodni panuje atmosfera jak na lotnisku tuż przed odlotem. W powietrzu unosi się napięcie, bo przecież zdrowie miało poczekać jeszcze tydzień, jeszcze miesiąc, jeszcze „do weekendu”.

Tak rodzi się iluzja, że nic poważnego nie może się wydarzyć nagle… dopóki nie wydarzy się naprawdę.

Profilaktyka brzmi świetnie w teorii, ale w praktyce często przegrywa z codziennym chaosem. Zamiast regularnych przeglądów – szybkie googlowanie objawów. Zamiast kontroli u dentysty – tabletka przeciwbólowa i nadzieja, że „samo przejdzie”. Oczekiwania wobec zdrowia są jak wobec internetu: ma działać zawsze, najlepiej bez naszej ingerencji. Tylko że ciało nie jest urządzeniem, które można zresetować jednym kliknięciem.

Kulminacja przychodzi w momencie, gdy drobiazg zamienia się w dramat.

Problem w tym, że profilaktyka… nie daje natychmiastowych efektów. Nie oferuje spektakularnych zmian ani momentu „wow”.

Jest jak cichy bohater, którego docenia się dopiero po fakcie, gdy sezon infekcyjny się kończy, a my nie musieliśmy chodzić do lekarza.

Zdrowie nie krzyczy – szepcze. Kto nauczy się tego szeptu słuchać, ten nie musi już gasić pożarów.

W poczekalniach przychodni codziennie powtarza się ten sam scenariusz. Ktoś kaszle, ktoś pociąga nosem, a ktoś inny nie ...
25/11/2025

W poczekalniach przychodni codziennie powtarza się ten sam scenariusz. Ktoś kaszle, ktoś pociąga nosem, a ktoś inny nie przestaje kichać.

I wszyscy z tym samym pytaniem w oczach: „To coś poważnego? Wirus? Bakteria? A może po prostu sezon na infekcje? Niby drobiazg, a potrafi wywrócić cały tydzień do góry nogami.

Przez kilka pierwszych dni choroba zachowuje się jak świetny aktor — maskuje się, kopiuje objawy i udaje, że należy do obu stron jednocześnie. Katar, kaszel, ból gardła, osłabienie… brzmi znajomo? Nic dziwnego — wirusy i bakterie potrafią być do siebie podobne jak rodzeństwo, którego nikt nie potrafi odróżnić na zdjęciu z przedszkola.

Kulminacja przychodzi wtedy, gdy objawy zamiast mijać, zaczynają się upierać. Wirus zwykle działa szybko, męczy intensywnie, ale puszcza po 3–5 dniach, jakby miał napięty grafik i musiał iść dalej. Bakteria natomiast jest bardziej uparta — potrafi trzymać dłużej, dokładać kolejne objawy i wcale nie planuje wyprowadzić się sama. Zwłaszcza gdy pojawia się wysoka gorączka, ropny nalot w gardle czy bardzo bolesne zatoki.

Prawda jest taka, że nawet te klasyczne różnice potrafią być mylące. Wirus potrafi dać gorączkę jak z podręcznika, a bakteria zaczaić się bez spektakularnych objawów. I wtedy cała pewność znika jak ręką odjął — bo żadna wyszukiwarka ani domowa teoria nie zastąpi… badania lekarskiego.

Objawy potrafią być podchwytliwe. Wirusa od bakterii najpewniej odróżni dopiero lekarz — tak, by nie brać antybiotyku wtedy, kiedy wcale nie jest potrzebny. Bo dobre leczenie zaczyna się nie od zgadywania, ale od właściwej diagnozy.

Zdrowie w epoce pośpiechu: dlaczego trudno nam dbać o siebie, choć mamy więcej wiedzy niż kiedykolwiek?We współczesnym ś...
21/11/2025

Zdrowie w epoce pośpiechu: dlaczego trudno nam dbać o siebie, choć mamy więcej wiedzy niż kiedykolwiek?

We współczesnym świecie czas przyspieszył tak bardzo, że nawet własne zdrowie zaczęło wydawać się czymś, co „zrobi się później”. W kalendarzach łatwiej znaleźć miejsce na wideokonferencję niż na badania kontrolne, a zegarek przypomina o spotkaniach częściej niż organizm o odpoczynku. W tym pośpiechu rodzi się paradoks: nigdy wcześniej ludzie nie mieli dostępu do tak ogromnej wiedzy medycznej — i jednocześnie nigdy tak konsekwentnie jej nie ignorowali.

Bo choć aplikacje mierzą kroki, puls i poziom stresu, to ich sygnały zderzają się z codziennością, w której „nie mam czasu” brzmi jak magiczne usprawiedliwienie. Wiedza o zdrowiu jest na wyciągnięcie ręki, a jednocześnie oddalona o kilka przewinięć, kilka powiadomień, kilka „za chwilę”. W głowach pojawia się przekonanie, że dbanie o siebie wymaga spokoju — a na ten spokój nikt już nie czeka.

Kulminacją jest moment, gdy organizm sam upomina się o uwagę. Niespodziewanie, nie w pasującym momencie, często zbyt głośno, by można go zignorować. I wtedy wychodzi na jaw kolejny paradoks: zdrowie nie dostosowuje się do kalendarza, choć wszyscy próbują je tam wcisnąć.

A może winą nie jest pośpiech, tylko to, że współczesny człowiek zbyt mocno wierzy w swoją „odporność na jutro”? Może wiedza nie działa, dopóki nie stanie się praktyką, a praktyka nie zadziała, dopóki nie nauczymy się stawiać siebie na liście priorytetów — choćby kilka pozycji wyżej?

Zdrowie nie jest projektem na później. To jedyna inwestycja, której nie da się odłożyć bez konsekwencji.

W garażu zawsze wiadomo, co robić. Kiedy zapala się kontrolka, reakcja jest natychmiastowa: szybki telefon, szybka wizyt...
19/11/2025

W garażu zawsze wiadomo, co robić. Kiedy zapala się kontrolka, reakcja jest natychmiastowa: szybki telefon, szybka wizyta, szybka naprawa. Nikt nie negocjuje z rzeczywistością. Nikt nie mówi: „Może jutro”, „Może jakoś przejdzie”, „Może to nic”. Tam wszystko jest jasne — maszyna ma działać.

W codziennym życiu wygląda to jednak zupełnie inaczej. Gdy „kontrolka” zapala się w ciele, pojawia się cała orkiestra wymówek: brak czasu, ważniejsze sprawy, trochę stresu, pewnie samo minie. Ludzkie zdrowie zdaje się być traktowane jak coś, co ma nieograniczone zasoby, jakby organizm miał wbudowaną funkcję „sam to naprawię w przerwie między pracą a obowiązkami w domu”.

I tu zaczyna się paradoks. Wszyscy wiedzą, że auto można wymienić, części kupić, a silnik naprawić. A mimo to dbałość o nie bywa większa niż troska o jedyne „narzędzie”, którego wymienić się nie da. Dopiero gdy coś naprawdę „strzeli” — dosłownie lub w przenośni — pojawia się zdziwienie, że ciało nie zna opcji „naprawa ekspresowa”.

Bo może ta troska o samochód nie wynika z rozsądku, lecz z tego, że samochód… nie mówi. Nie przypomina o sobie emocjami, stresem, odpowiedzialnością. Jest przewidywalny, techniczny, prosty. Zdrowie natomiast bywa ciche, skomplikowane, niepokojące — łatwiej je odsunąć niż się nim zaopiekować.

Dlatego najlepszym momentem na zadbanie o zdrowie wcale nie jest ten, gdy „coś strzela”, tylko ten, kiedy jeszcze panuje cisza.

Wiele kobiet często unika badań profilaktycznych. I wcale nie dlatego, że się boimy. Czasem po prostu nie chcemy wiedzie...
14/11/2025

Wiele kobiet często unika badań profilaktycznych. I wcale nie dlatego, że się boimy. Czasem po prostu nie chcemy wiedzieć. Bo świadomość zobowiązuje. A to błąd, który może kosztować nas życie lub poważną utratę zdrowia. Czy naprawdę warto tak ryzykować?

Serdecznie zapraszamy na bezpłatne badania mammograficzne organizowane przez Eskulap.

😔 Stres – cichy zabójca, który nie zostawia siniakówNie ma go na zdjęciach. Nie wychodzi w badaniach krwi. Nie można go ...
12/11/2025

😔 Stres – cichy zabójca, który nie zostawia siniaków

Nie ma go na zdjęciach. Nie wychodzi w badaniach krwi. Nie można go opatrzyć ani zagipsować. A jednak potrafi zniszczyć więcej niż niejeden wirus.

Stres.
Towarzysz codzienności, którego nikt nie zaprasza, ale zawsze znajdzie sposób, by się wcisnąć. Do porannego pośpiechu. Do kolejki w sklepie. Do pracy, w której telefon dzwoni częściej niż serce bije spokojnie.

Z początku to tylko napięcie w karku, szybszy oddech, bezsenna noc. „Zwykłe zmęczenie” – tak się to nazywa. Ale z czasem stres zaczyna rządzić ciałem jak nieproszony dyrektor. Zmieniasz sposób jedzenia, mówienia, oddychania. Organizm dostaje sygnał: „Jest niebezpiecznie”. A przecież nie ma pożaru. Tylko codzienność.

Ciało nie rozróżnia, czy ucieka przed lwem, czy przed mailem z pracy. Adrenalina działa tak samo.

Serce bije szybciej. Mięśnie się napinają. Trawienie się zatrzymuje.
I nagle po kilku miesiącach okazuje się, że nie wiadomo skąd przyszło nadciśnienie, bóle brzucha, kołatanie serca, migreny.

Człowiek współczesny żyje dłużej niż kiedykolwiek w historii, ale jego ciało częściej zachowuje się tak, jakby codziennie walczyło o przetrwanie. Nowoczesność dała nam technologię, wygodę i pośpiech. I zabrała spokój.

A jednak trudno powiedzieć, że stres to tylko zło. Bo gdyby nie on, człowiek nigdy nie podjąłby wyzwań. Nie biegłby na autobus. Nie obroniłby się, gdy trzeba. Stres to energia – potrafi mobilizować, ostrzegać, ratować. Tylko że dziś już nie wiadomo, kiedy przestaje być sprzymierzeńcem, a staje się trucizną.

To moment, w którym ciało wysyła sygnały – ból, bezsenność, rozdrażnienie. Ale my je często zagłuszamy: kawą, tabletką, przewijaniem telefonu. Bo przecież „wszyscy tak mają”, prawda?

Tymczasem w przychodniach codziennie pojawiają się pacjenci z objawami, które nie pasują do żadnej choroby. Boli, ale nic nie widać. Zmęczenie, ale wyniki idealne. To właśnie on. Stres – niewidzialny pacjent XXI wieku.

A może zamiast walczyć z nim, trzeba się go nauczyć słuchać?
Zamiast udawać, że go nie ma – przyznać, że jest częścią życia, którą można oswoić. Bo stres nie zniknie. Ale można sprawić, żeby przestał rządzić naszym zdrowiem.

Adres

Ulica Białostocka 20 A
Michałowo
16-050

Godziny Otwarcia

Poniedziałek 08:00 - 18:00
Wtorek 08:00 - 18:00
Środa 08:00 - 18:00
Czwartek 08:00 - 18:00
Piątek 08:00 - 18:00
Sobota 08:00 - 14:00

Telefon

+48858739955

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy AMmedica Centrum Medyczne umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Praktyka

Wyślij wiadomość do AMmedica Centrum Medyczne:

Udostępnij

Share on Facebook Share on Twitter Share on LinkedIn
Share on Pinterest Share on Reddit Share via Email
Share on WhatsApp Share on Instagram Share on Telegram

Kategoria