17/11/2023
Czy pamiętacie słynne słowa naszych mam i babć, żeby nie latać do niemowlaka na każde jękniecie, bo musi sobie wytrenować płuca, lub jak je przyzwyczaimy do noszenia to sobie rady później nie damy? Załączony artykuł pokazuje jak takie praktyki wpływają na niemowlę i jak wcześnie dziecko może doznać traumy.
Tekst Joanna Chmarzyńska - Golińska
Doświadczenia niemowlęcia a nadzieja, bądź jej brak.
W pierwszej więzi z opiekunem szukałbym źródeł nadziei, odporności psychicznej oraz przyczyn nadziei uszczuplonej i wątłej odporności psychicznej.
W kwestii powiązań wczesnodziecięcej traumy z nadzieją bądź beznadzieją, ważne są dla mnie wskazania Donalda Winnicotta.
Uważał on, że uderzenie traumatyczne ma swoje fazy. Oto oryginalny tekst Winnicotta :
„Poczucie, że matka istnieje, trwa X minut. Jeśli matka jest nieobecna dłużej niż X minut, jej obraz słabnie, a wraz z nim zdolność niemowlęcia do używania symbolu jedności. Dziecko staje się niespokojne.ale ten stan rzeczy zostaje wnet naprawiony, ponieważ matka wraca po upływie X plus Y minut. W tym czasie dziecko jeszcze się nie zmieniło. Jednak po upływie X plus Y plus Z dziecko doświadczy traumy. Po upływie tego czasu powrót matki nie naprawi już zmienionego dziecka. Trauma polega na tym, że dziecko doświadczyło przerwy w ciagłości istnienia., pociąga to za sobą konieczność organizacji pierwotnych obron, zabezpieczających przed ponownym przeżyciem „niemożliwego do pomyślenia lęku” lub nawrotem silnego pomieszania, jaki towarzyszy dezintegracji rodzącej się stryktury ego. (…) Po ochłonięciu z deprywacji X plus Y plus Z dziecko musi zacząć istnieć od nowa, trwale pozbawione korzeni, które mogłyby mu zapewnić ciągłość z osobistym początkiem.” (Zabawa i rzeczywistość, s.136)
Winnicott stawiał pierwszego esa-floresa i pozwalał na kontynuacje innym, więc pozwolę sobie napisać, jak - przez pryzmat własnych doświadczeń z pracy nad straumtyzowaniem - rozumiem ten fragment.
Najpierw w obliczu wydarzenia traumatycznego psychika mobilizuje swoje zasoby - adekwatne do wieku.(np.płacz) Gdy zmobilizowane zasoby okazują się nie polepszać sytuacji, pojawia się bezradność, ból i lęk. To jest stan X. Dalej będziemy mieli dwie możliwe opcje - najpierw X plus Y, czyli ten stan X, ale wciąż z nadzieją na obiekt, który przyniesie ratunek. Tu wyraźnie chodzi o czas - konkretnie o nie przekroczenie limitu czasu - żeby stan bycia w X plus Y , czyli w lęku z nadzieją był możliwy, to dziecko musi dysponować możliwościami utrzymania obrazu matki, wspomnienia jej kojącej obecności. Dzięki temu, że dobre, kojące dyskomfort doświadczenia opieki miały wcześniej miejsce i były regularne, to zostały zapisane i przez jakiś czas będą dostępne pamięci dziecka - jakiś konkretny czas dziecko jest w stanie utrzymać obraz kojącej matki, a to utrzymuje nadzieje na pomoc. Czyli mamy tu stan dyskomfortu, braku i lęku, ale z nadzieją. Zapisy takich stanów - braku , ale z nadzieją na ukojenie - mogą być źródłem odporności psychicznej - bo lęk i brak skojarzony jest z tym, że nadchodzi pomoc i kres nieszczęścia. To pozwala rozwijać się w stronę tolerancji na wyższe poziomy dyskomfortu i buduje zdolność do wytrzymywania frustracji i cierpienia.
Natomiast stan X plus Y plus Z to jest stan, w którym czas nadziei i oczekiwania został przekroczony, wspomnienie matki rozmazało się, dobry obiekt nie jest już możliwy do pozyskania w pamięci - ze względu na kruchość tej pamięci u małych dzieci. Stan bezradności bez nadejścia matki trwał zbyt długo, na tyle długo, że pojawił się stan bezimiennego przerażenia. To są tzw pierwotne stany traumatyczne, czyli doświadczenie grozy bez wyjścia, poza nadzieją. Dodatkowo to, co wydaje się być odnajdywane np. w objawach ciężkiej depresji, to taki właśnie stan katastrofy bez wyjścia, ale też, że wraz z nim człowiek czuje się beznadziejny, bo nie potrafił stawić czoła temu co się stało, a może nawet w jakiś sposób się do tego przyczynił. John Bowlby obserwował ten stan u niemowląt, separowanych od matek na czas hospitalizacji, i nazywał ten stan odłączeniem, albo zobojętnienim. I owszem system przywiązania i potrzebowania może być tu dezaktywowany.
Takie pierwotne stany traumatyczne muszą być dysocjowane - to co Winnicott nazywa koniecznością uruchomienia „pierwotnych obron”. Psychika dziecka by uniknąć psychicznego unicestwienia, uruchamia dysocjacje - nieznośny ból zostaje oddzielony. Jednak te dysocjowane części są jak drzazga, która nie jest w ciele rozpuszczana, czy wchłaniana i organizm próbuje ją „wypchnąć” - zatem to co oddysocjowane będzie napierało by powrócić.
Próby "wczytania" na nowo oddysocjowanych części, wymagają obecności innego człowieka, który wchłonie nadmiar napięcia i pomoże w integracji. myślę, że przetwarzanie oddysocjowanych aspektów jest raczej niemożliwe bez pomieszczającej funkcji innego umysłu.
Na zdjęciu: Donald W. Winnicott