28/02/2026
""Feniks po 40-tce"
Mówili dookoła o mnie: „tobie nic się nie uda”, „nie dasz rady wyjść na ludzi”, „jesteś na przegranej pozycji” – tak, jakby życzyli mi, żebym pozostał nikim. A jednak, mając 46 lat, idę za swoim celem, chwytając się poręczy własnych sukcesów. I nie mam tu wcale na myśli wyłącznie uzupełnienia nowych kwalifikacji zawodowych Med 14 w zawodzie opiekuna medycznego, ale przede wszystkim zapisanie się na studia licencjackie I stopnia na kierunku pracownik socjalny i ich kontynuację. Może dla niektórych to czas spóźniony, ale ja dziś kładę pewne wartości na jednej szali i za ciosem idę po wyznaczonej linii – bez względu na wszystko. Cała reszta, która jest wokół mnie, jest tylko dodatkiem.
Do pewnych życiowych momentów się dojrzewa. Kiedyś powtarzali mi, że ja już pozostanę na swoim dnie. I wiem, że w pewnych miejscach mnie nie chcą – bo jest ludzka zazdrość, bo jest zawiść, bo jest rywalizacja, a może i obawa. Być na dnie w dawnych czasach nie oznacza jednak pozostać tam na zawsze. Determinacja daje ten przywilej, że to, co było kiedyś we mnie sponiewierane, dziś staje się procesem zdrowienia na bardzo mocnym fundamencie. Sprawił to czas – czas budowania mojej własnej wartości, momenty osobistego rozwoju i wzrostu duchowego, nie w rozumieniu religijnym, bo o tym nie jest mowa.
Wiara w siebie nadchodzi wraz z czasem osobistej refleksji i dojrzałości emocjonalnej. Stabilność zdrowia psychicznego scala wszystko w całość i nadaje porządek temu, co przez lata było rozsypane.
Dziś jestem w takim miejscu, że doceniam wierność jednemu miejscu i jednej drodze. Ta wierność sprawia, że dojrzewam w sobie z większą mocą – na różnych płaszczyznach mojego życia.
Nigdy nie przyszło mi do głowy, że kiedykolwiek ujrzy światło dzienne moja literacka działalność. A jednak osiem książek, które wyszły spod mojego pióra, to moje autobiograficzne perełki. Nie są to wyciskane na siłę, sztuczne łzy mające wzbudzać społeczną litość wśród odbiorców i czytelników. Nie są też posiłkowane żadną mocą sztucznej inteligencji. Ze wszystkich dzieł, które powstały, ja wraz z nimi „zmartwychwstałem”.
Dążę również do celu, aby po pracy socjalnej pochylić się nad specjalizacją terapeuty uzależnień. To, co otrzymaliśmy od życia w darze nowego życia, winniśmy przekazywać tym, którzy trwają w swojej bezsilności wobec różnych zniewoleń i uzależnień.
Jeśli wydaje ci się, że na swój sukces nie zasługujesz, chcę powiedzieć jedno: jesteś w błędzie. Nawet jeśli tu i teraz nie chcą nas w danym miejscu, konstruktywnie szukajmy lepszego dla siebie miejsca. Wyjdź ze swojej „depresji” życiowej, porzuć starą skorupę tego, co cię okrada i ogołaca. Nieważne, ile masz lat – na nic w życiu nie jest za późno. Ja mam 46 lat i dopiero rozkwitam.
Ogólnopolski Związek Zawodowy Opiekunów Medycznych i Pracowników Pomocy Społecznej, którego stałem się pomysłodawcą i założycielem stał się początkiem drogi. To moje „dziecko”, które mam zamiar piastować i rozwijać – nie samotnie, ale zespołowo, na kolejnych poziomach przestrzeni biznesowej.
Pamiętajmy: jeśli czegoś z głębi serca pragniemy i za tym głosem podążamy, to spełni się to prędzej czy później. Trzeba w życiu szukać okoliczności i możliwości współpracy z ludźmi o kreatywnym myśleniu – tylko wtedy to „coś” naprawdę nadejdzie.
Tak naprawdę twój sukces jest na wyciągnięcie ręki. Pytanie tylko: czy jesteś na niego gotowy i czy jesteś otwarty na nowe? Wszystko zależy ode mnie i od Ciebie.
Nowe jest dzisiaj, stare było wczoraj.
Marcin Staszak
Wiceprezes Zarządu OZZOMiPPS
OZZ Opiekunów Medycznych i Pracowników Pomocy Społecznej