12/10/2025
Dotyk w trakcie sesji to nie tylko znalezienie napiętego mięśnia, sztywniejszej powięzi głębokiej np. między grupą kulszowo-goleniową a przywodzicielami i zmiana elastyczności czy inaczej poprawa ślizgu między warstwami grup mięśni, powięzi. Takie działania jak powyżej będą zmieniały biomechanikę stawu kolanowego np. prowadząc do bardziej horyzontalnej pracy stawu kolanowego, co pozytywnie wpłynie na sposób pracy łąkotek. Co więcej mogą mieć kluczowe znaczenie dla sposobu napinania się mięśni dna miednicy. Oczywiście do tego potrzebna jest praca zarówno z prostownikami stawu kolanowego czy pasmem biodrowo piszczelowym, jeśli chcemy mieć nazwijmy to trwałe efekty.
Może pojawić się pytanie: co jeśli stopa jest mało ruchoma, albo troczki stawu skokowego dają zbyt mało informacji (albo ta informacja jest zniekształcona przez kontuzje z zamierzchłych lat) poprzez swoje proprioreceptory do OUN o tym co dziej się w stopie? Hymm, kolano czy inne partie powyżej będę zmuszone to kompensować poprzez większą ruchomość lub usztywnienie. No i co z tym dotykiem? To zależy… Na poziomie zginaczy i przywodzicieli stawu kolanowego, możliwe że nasze działania będą musiały być wolniejsze, żeby pozwolić powięzi na zareagowanie i zmianę konsystencji substancji podstawowej będącej integralną częścią tkanki łącznej – w tym przypadku powięzi głębokiej. Tkanki mogą nie zareagować tak jakbyśmy sobie tego „życzyli”, więc możliwe, że będziemy potrzebować większej lub mniejszej siły, a co wydaje się istotniejsze użyć innego kąta działania. Przychodzi mi na myśl tekst z filmu, który obejrzałem ostatnio: „użyj odpowiedniej dźwigni w odpowiednim czasie”.
Mamy kilkanaście rodzajów tkanki łącznej, albo więcej, czyli z założenia kontakt w różnych miejscach wymaga różnego działania, jeśli chodzi o siłę, czas, kąt dotyku względem innych warstw tkanek, kierunek działania itd. Tylko, że jeśli chcemy czegoś więcej niż zmiany na poziomie mechaniki tkanek, to potrzebujemy czegoś więcej od samych siebie. np. większej obecności w tym co robimy (temat długi i szeroki). Taka obecność z naszej strony może zwiększać poczucie bezpieczeństwa a zmiany mogą zachodzić głębiej np. na poziomie naszego układu interoceptywnego. Myślę, że można patrzeć na to prosto, bądź obecny, czuj co się dzieje pod Twoimi rękoma, bądź spokojny, podążaj za reakcją tkanek i wiedz dokąd dążysz, ale nie narzucaj porządku, obserwuj w tym wszystkim co dzieje się z drugą osobą, jak ona się czuje.
Czasem kontakt trzeba zwiększyć, zmniejszyć, przyspieszyć, zwolnić, albo dać chwilę na odpoczynek czy wyciszyć, pobudzić, doenergetyzować dany obszar. No jak w życiu! Ale po takim działaniu sprawdź czy coś się zmieniło. Tylko pamiętaj, żeby wcześniej np. zrobić test przesuwalności powięzi czy test ruchowy, żeby mieć punkt odniesienia.
Dotyk… no co jeszcze. Endorfiny – jasne, że tak, niektórzy nieświadomie, albo świadomie po to przychodzą. Mamy wpływ na regulacje autonomicznego układu nerwowego a jeśli jest taka potrzeba to możemy aktywować część przywspółczulną, co może wnieść więcej relaksu, wprowadzać stan regeneracji itd. Robiąc to wpływamy na rekcje ze strony nerwu błędnego, nie ważne w jakim miejscu z organizmem działamy. Więc jak słyszę o technikach na nerw błędny to zaczynam się irytować, a jak słyszę, że są jakieś kurs uczące pracy z nerwem błędnym, to dla mnie jest to nabijanie skarbonki i lecenie z wiatrem mody, a nie mądrością i wytłumaczeniem podstawowych zasad fizjologii w kilku zdaniach. Sory, musiałem to napisać…
Co dalej z tym dotykiem?
Pobudzamy naszą korę somatosensoryczną. Zwiększamy świadomość ciała na poziomie propriocepcji, dzięki temu mamy pełniejszy czuciowy obraz ciała i ruch staje się efektywniejszy, płynniejszy, zazwyczaj mniej bolesny