22/01/2026
Tak było. Możesz wyjechać z Indii, ale Indie nie wyjadą z Ciebie.
Podeszłyśmy do okienka, żeby zakupić karty sim z indyjskim numerem. Dorotka zdjęła obudowę i znalazła w niej karteczkę, którą schowała tam ponad rok temu: „Twoje marzenie spełni się podczas pełni”.
Zamurowało mnie, bo wylądowaliśmy w Dheli właśnie podczas pełni księżyca.🌝
I tak się zaczęła nasza podróż i spełnienie jej marzenia.
Któregoś dnia na Goa powiedziała - „Aga ja nigdy w życiu tak nie odpoczęłam i nigdy czegoś takiego nie przeżyłam”.
***
Pierwszy dzień to pierwsze wrażenia, które często są tak intensywne, że trudno o nich mówić. Nie można znaleźć słów, nazwać tego co się widzi i tego co się czuje, wiec czasem po prostu chce się tylko płakać.
Pamiętam jak Ewka powiedziała do mnie ze łzami w oczach „mam dziurę w głowie i nie mogę sobie poradzić z tym co widzę”, ale potem przechodząc nad cuchnąca rzeczką w środku Mahabalipuram, pełną śmieci, butelek i rynsztoku coś się zmieniło…
Dziura zaczęła znikać.
I… zaczął się prawdziwy „sen wariata”.
Cieszę się, że i ja byłam w tym śnie i Ewuś dziękuję 🙏 za każde Twoje słowo wypowiedziane i napisane.
Ten sen każdego dnia był w innych barwach, w innej epoce.
Szalony, magiczny i z każdym kolejnym odcinkiem bardziej wyczekiwany.
Taras na dachu Holi wood, Ashram Aurobindo z karmionym przez guru drzewem, czerwone drogi Auroville i odwiedziny Matrimandir, przypominające trochę futurystyczna scenę z Seksmisji – wtedy się dopiero zaczęło.
Oszołomienie towarzyszyło ekipie coraz częściej, a poczucie, że nie wiedzą co się tutaj dzieje narastało.
Darek wdeptując w krowi 🐄 placek powiedział, że niektórzy widzą duchowość wdeptując w krowie placki i rzeczywiście coś w tym jest, przecież krowa w Indiach jest święta. Na końcu przyznał, że ta podróż - na różnych poziomach - była tak intensywna, jak jego pół roku dotychczasowego, ale intensywnego życia.
Ninka chłonęła Indie po swojemu i żeby się zbytnio nie rozgadywać leci do Indii z nami już za kilka miesięcy.
Medytowaliśmy, byliśmy w koncentracji, rozmyślaliśmy, trawiliśmy to czego dostarczają nam zmysły. Widzieliśmy kolory, słyszeliśmy fale, palące się ognisko, dziwne ptaki wirujące nad głowami, delikatny deszcz i cichutkie pochrapywanie pomiędzy.
Zadziwił nas wielki kamień 🪨, który choć leży na górce nie chce skulać się w dół. Zobaczyliśmy świątynię ukrytą pod piaskiem i dziesiątki martwych żółwi na plaży.
Czasem trudno wyjaśnić taki rodzaj zażyłości, który po prostu jest - bez zbędnych słów i deklaracji. Wystarczy spojrzenie. Tak jest z Alą 💙. Chociaż zwykle to ja śpiewam najgłośniej na imprezach, przy niej nie miałam żadnych szans. Kiedy mnie nie było, to Ona stawała na straży całej dziatwy.
Marzenka i Mariusz nie byli w Indiach pierwszy raz, ale jak sami to określili - z biurem podróży poznawali Indie po powierzchni. Teraz dotknęli, powąchali i zobaczyli głębiej. Żegnając się ze łzami w oczach powiedzieli - „To była podróż naszego życia”, a dzisiaj napisali, że po raz pierwszy mogliby wrócić do tych samych miejsc w przyszłym roku. Podejrzewam, że może chodzić o Casablankę lub Upasanę.💃
Magda - co za pozytywna duszka tego wyjazdu. Cieszyła się z wszystkiego jak dziecko. Poczuła się w Indiach od samego początku jak w domu, może tak jak my tutaj się kiedyś urodziła 🇮🇳. Wczoraj napisała do mnie – „Weźmiecie mnie w przyszłym roku?”
Jej podróżnicza siostra Ania, dzisiaj wylądowała w domu. Trudno w to uwierzyć, ale żeby dołączyć do naszej wyprawy przyleciała, aż z Montrealu. To typowa Zosia samosia, która polubiła w Indiach tybetańskie klimaty i nie mówię tutaj wyłącznie o Majnu Ka Tila.
Gracjanna odcięła się od obowiązków i kontroli. Z mojego tarasu na Goa przyglądałam się, jak odpoczywa, regeneruje się i ładuje baterie. Czekała na te podróż ponad rok i następnym razem zamierza wsiąść tutaj za kierownicę.
Kornelia to moja mała P… rzyjaciółeczka. 🫶
Zawsze dbała o mój dobry humor i moje wory pod oczami, więc w trakcie przemieszczania się busikiem przyklejała mi specjalne płatki pod oczy. Chociaż na początku podroży czuła jakby kupiła kota w worku – uwielbiam robić podróżnicze niespodzianki - z każdym dniem Indie pochłaniały ją, mieszały jej w głowie, powiedzmy sobie szczerze - zawładnęły nią (oj dobrze to znam). Odwołała nawet planowaną na przyszły rok podróż do Japonii, bo oczywiście jedzie z nami do Indii.
" Możesz wyjechać z Indii, ale Indie nie wyjadą z Ciebie" – powiedziała i każdy kto je zrozumiał wie, że to prawda.
Kilka dni przed rozpoczęciem tej podroży napisałam "oni jeszcze tego nie wiedzą, ale nie wrócą tacy sami" – Patrycja wiedziała, bo jechała z nami teraz już drugi raz. W ciągu ostatniego roku w jej życiu bardzo dużo się zmieniło, a te zmiany zaczęły się właśnie tam, w Indiach. Tym razem to była nie tylko podróż do Tamilnadu, ale przede wszystkim podróż w siebie. Pełna siły, mocy i samoświadomości. Nie da się zapomnieć tego co się raz zobaczyło, doświadczyło czy przemyślało. 🕉️Lakszmi się maluje…
Siedzimy sobie z Gregiem nad Gangesem w Rishikesh i wspominamy wspólne chwile z ogromnym wzruszeniem. To takie szczęście, że chociaż to nie był ajurwedyjski wypad, możemy naszych ajurwedyjskich przyjaciół, ludzi z tej samej gliny ulepionych, poprowadzić naszymi indyjskimi ścieżkami i pokazywać im Indie trochę naszymi oczami. Poznając się nie tylko lepiej nawzajem, ale przede wszystkim zgłębiając prawdę o sobie samym.
Nasz tańczący kelner z Salty powiedział do jednego z nas „ Dlaczego nie tańczysz? Tańcz! Żyj!” i ja się pod tym podpisuję.
Żyjmy.
🙏🙏🙏Dziękuję kochani za te podróż w imieniu swoim i Wodza Grega, waszego pastuszka goańskiego.🐏🐑🦙🐄🫏🐐