Marta Żysko NINTU Pracownia Psychologiczna

Marta Żysko NINTU Pracownia Psychologiczna Jestem psychoterapeutą, który towarzyszy w rozstaniu, przywraca wiarę w siebie oraz radość życia.

22/01/2026

To zdanie ma w sobie coś bardzo dorosłego i bardzo czułego jednocześnie.
Przyszło do mnie w wyniku warsztatów u

NIE ZGADZAM SIĘ NA ATAKOWANIE SIEBIE ZA TO CO ZROBILI LUB ROBIĄ MI INNI.

Jest jak postawienie strażnika przy moim własnym wnętrzu.

Atakowanie siebie po tym, co zrobili inni, to mój stary mechanizm przetrwania. (Idę o zakład, że nie tylko mój).
Umysł myśli wtedy:
-jeśli to moja wina mogę to naprawić (mam wpływ);
-jeśli to przeze mnie, mogę następnym razem temu zapobiec (mam kontrolę)

To logiczne, ale okrutne. Podsyca przekonanie, że jeśli się NA PRAWDĘ postaram to dam radę, zapobiegnę, ubiegnę, zabezpieczę, ochronię, przygotuję, zmienię, dostosuję itd
Ceną za to poczucie wpływu na życie często bywa samobiczowanie, podważanie siebie i samotność.

W tym zdaniu przesunęłam oś odpowiedzialności na właściwe miejsce.
Nie neguje faktów i jednocześnie nie unieważniam mojego bólu.
Nikogo nie wybielam.
Mówię tylko:
krzywda nie jest dowodem mojej winy.

To jest akt porządkowania tego co przeżyłam.
To moment, w którym mój wewnętrzny oskarżyciel traci monopol, a pojawia się wewnętrzny świadek: ktoś, kto widzi, co się wydarzyło, i nie zamienia tego w akt oskarżenia wobec siebie.
Dla mnie osobiście to ogromna zmiana jakościowa.
To granica, której szukałam, potrzebowałam i mam!
Wiem, że stary nawyk jeszcze będzie wracał – cicho, pod postacią „mogłam inaczej”, „trzeba było wiedzieć”, „jak zwykle przesadziłam” itd.

Wtedy, w ramach pauzy, będę to zdanie sobie przypominać.
To jest wybór, który przywraca mi godność i zostawia energię tam, gdzie naprawdę jest potrzebna: na żałobę, złość, sens, ruch dalej. Bez dodatkowego ranienia siebie po drodze.

A Ty 🩵
w jakich momentach łapiesz się na tym, że bierzesz winę na siebie za coś, co nie było Twoje?

Jeśli to zdanie coś w Tobie porusza, zostaw serce albo napisz w o komentarzu jedno słowo, z którym dziś zostajesz 🙏🏻🤗





20/01/2026

W okresie zmian mam jedną niezawodną praktykę.
- uczę się
- uczę siebie nowych umiejętności
- rozszerzam własną perspektywę
- poznaję

Przede mną WIELKA zmiana.
Potrzebuje wsparcia więc oto jestem

Warsztaty “MOJE TAK, MOJE NIE”

U

Rzeczy nie dzieją się same.
Ja je robię.
Nie na wszystko mam wpływ.
Ale na swoje życie TAK.
Więc buduję je tak aby żyło mi się w nim doskonale ❤️

Ty też możesz.

Krok pierwszy
- przyznać przed sobą, że być może potrzebujesz coś zgłębić, czegoś się nauczyć, coś dowiedzieć.

Powiedz NIE omnipotencji i zaproś TAK dla niewiedzy ❤️

12/01/2026

Potrzebowałyśmy trzech spotkań, żeby dopiero za czwartym razem usiąść i w pełnej akceptacji oraz otwartości zacząć mówić o seksualności.
Czuję ulgę. I mam jednocześnie głęboką refleksję, jak bardzo seksualność jest zepchnięta w otchłań.
Jak bardzo jesteśmy w niej samotni – w czymś, co z natury ma łączyć, zbliżać, ożywiać.

Ile tam jest przypadkowości.
Ile ukrytych tajemnic.
Surowych ocen.
Powierzonych marzeń i nadziei.

To wszystko wczoraj wybrzmiało w naszym kręgu.

Zasiadłyśmy w końcu przy ogniu.
I zaczęłyśmy mówić.

Pojawiły się historie o seksualności zbudowanej na zakazach, wstydzie i strachu.
O seksualności zamrożonej, chroniącej ciało przed kolejnym zranieniem.
O seksualności jako obowiązku, jako polu walki, manipulacji albo całkowitego odcięcia.
I takie, w których seksualność była miejscem miłości, czułości, życia – czasem odzyskanym dzięki drugiej osobie, czasem bardzo krucho, od nowa.

Każda inna.
Każda prawdziwa.
Każda ważna.

Patrząc na ten proces, czuję ogromny szacunek do tempa, do ciszy przed słowami, do momentu, w którym pojawia się zgoda, by wreszcie dotknąć tego miejsca bez ucieczki.

Zostawiam Cię z pytaniem – do autorefleksji, jeśli zechcesz:
Moja seksualność dziś jest taka, jaka jest, bo…
(Z książki “warsztaty intymności”)

Może któreś z tych słów rezonują z Tobą,
A może masz własną, również nigdy nie wypowiedzianą , a mimo to równie ważną, równie intymną … historię?

Ciekawe, co ten post w Tobie budzi?

Kliknij serce, jeśli jesteś tu z nami i chcesz czytać o tym, co odkrywamy. 💛

11/01/2026

Tak to wygląda to od środka.

Warsztaty Nowy Początek to nie jest szybkie „zrób mapę marzeń i idź dalej”.

To proces. Cielesny, powolny, momentami niewygodny, a przez to prawdziwy.

W tym roku, na każdym etapie, bardzo wyraźnie towarzyszyło nam jedno:

nie umiem · nie jestem pewna · niedowierzam.

Narracje w głowie pełne wątpliwości, cofania się, sprawdzania.
I to jest… całkowicie normalne.

Bo w chaosie zmiany zawsze jest niepewność.
A marzenia same się nie spełniają.

Moment przełomu pojawił się wtedy, gdy przestałyśmy z tym walczyć.
Gdy zrobiłyśmy miejsce na niewiedzenie.
Wtedy przyszło ZACIEKAWIENIE.
Serca zaczęły się otwierać, a ciała w końcu wylądowały.

Mapa marzeń nie działa dlatego, że jest ładna.
Nie działa dlatego, że wisi w widocznym miejscu.

Działa wtedy, gdy
jesteś w niej Ty.
Twoja decyzja.
Twoje TAK dla tego, co na mapie.

Czute głęboko – pod żebrami.
I zgoda na to, że możesz mieć to wszystko.

Do dziś jesteśmy w kontakcie.
Podsiewamy nasze ziarna.
Pielęgnujemy glebę, w której je zasadziłyśmy.
Uczymy się chronić to, co ważne, i wracać do siebie wtedy, gdy przychodzą wątpliwości.

Dziękuję za każdy proces.
Za odwagę i lęk.
Za kruchość i siłę.
Za niepewność i wybór.

Kocham ten proces.
I widzę, jak z roku na rok nabiera wyrazistości, mocy i jednocześnie coraz większej czułości — wypełnionej obecnością i zaufaniem.

Dziękuję 🤍

Ania, Kasia, Beata, Agnieszka, Marta, Monika, Kasia, Dorota, Ula, Asia, Marlena, Ola, Ewa
🩵🩵🩵

Zdjęcie autorstwa : Ula 🩵

2025 był snem o odzyskiwaniu Królestwa.Najpierw utraconego. Potem odnajdywanego. Na końcu – zamieszkanego.Jak co roku ro...
28/12/2025

2025 był snem o odzyskiwaniu Królestwa.
Najpierw utraconego. Potem odnajdywanego. Na końcu – zamieszkanego.

Jak co roku robię kolaż moich snów.
Jeden z rytuałów kończenia tego co odchodzi.

Korzystając z covidowego paszportu i detoxu od wszystkiego zabrałam się za czytanie moich snów:
Oto co z nich wynikło:

W snach wracał zamek, pałac jako symbol wewnętrznej suwerreności.
Dużo podróżowałam -
To była droga spiralnie, w dół,
do korzeni, do prawdy.

Dominowała biel - przestrzeń ciszy oraz uczciwości.
Ale też błękit (prawda),
czerwień (życie)
i złoto (wartości)

Były matki i córki, liczni ludzi i mnóstwo różnych relacji.

W snach byłam z ludźmi, między ludźmi i wśród ludzi.
Łączyłam, leczyłam, uzdrawiałam, obejmowałam i przyjmowałam.
Byłam nie tą, która wie lepiej lecz
tą, która jest z.

„oddychać możesz tylko swoimi płucami. oddychanie cudzymi to śmierć”

Wyjątkowo rzadko śniły mi się zwierzęta.
Zaraz na początku roku pojawiła się słonica ze słoniątkiem, które kroczyły podziemnym, wymarłym miastem z czerwonej cegły - pamięć, linia rodowa, macierzyństwo

A kolejne dopiero na koniec roku
- unikatowe zwierze turkusowy dinozaur - pradawna siła, które nie musi już walczyć o przetrwanie
- kot - wyczucie momentu, intuicja
- wąż - transformacja, seksualność,

Powtarzał się motyw
„nie pospieszaj. Czekaj”
i tu czekanie jest aktem odwagi.

Wypisałam najważniejsze przekazy senne:
- ważniejsze niż wygrać jest żyć uczciwie i truchtać własną ścieżką w swoim rytmie.
- oddychać możesz tylko swoimi płucami. Oddychanie cudzymi to śmierć.
- czasem nie trzeba tłumaczyć. Trzeba wstać i wyjść.
- przeciwności i trudności to nierozłączna część życia
- czasem jest pod górkę. Zdejmij to co nie potrzebne i idź w swoją stronę, do przodu.
- odpowiedzialność stoi na własnych nogach zaufania
- ścieżka złota istnieje i możesz ją stworzyć

To był rok Utraconego Królestwa.
I rok Odzyskanego Królestwa.

Uczta mojego śnienia.
A Ty co śniłaś w tym roku?

Świąteczne chorowanie – czas start 🤷‍♀️Czytałam kiedyś, że w okresie świąt – i tuż po nich – przeziębienia, anginy i spa...
23/12/2025

Świąteczne chorowanie – czas start 🤷‍♀️

Czytałam kiedyś, że w okresie świąt – i tuż po nich – przeziębienia, anginy i spadki energii są wyjątkowo częste.
Z perspektywy psychobiologii niektórzy tłumaczą to tak, jakby ciało mówiło: „coś mi tu nie pasuje”, „za dużo tu napięcia, za dużo nienaturalności”.
Jakby próbowało wypocić nadmiar sztuczności, oczekiwań, grzecznych ról.

A święta… no cóż.
To czas ogromnego zagęszczenia emocji.
Tęsknoty, żalu, presji, wspomnień.
W gabinecie rzadko słyszę o „entuzjazmie” — choć wiadomo, trafiają tam osoby z trudnością.
Coraz częściej jednak myślę, że to nie „ci z problemami”, tylko ci z odwagą, żeby przerwać zaklęty krąg.

U mnie w tym roku święta po nowemu.
Z rodziną mojego Ukochanego.
I choroba… przyszła przed.
Złapałam się na myśli: czy to mini-autosabotaż mojej uciekającej natury? 😅
A może po prostu zwykłe przeziębienie.
Choć — jak to bywa — ciało i psychika rzadko działają w całkowitej separacji.

W gabinecie …
Jedna z moich klientek też Wigilia w nowym składzie i … bez energii.
Inna, pierwsze święta głównie ze sobą, i też w napięciu, dezorientacji bo „zawsze było inaczej”.

Zmiana — nawet ta dobra — kosztuje.
A ciało często pokazuje ten koszt pierwsze.

A u Was jak?
Jak się macie przedświątecznie — w ciele, w emocjach, w głowie?
Jest w Was więcej napięcia, czy ulgi?

To jest obowiązkowy film dla każdej kobiety, która z jakiegoś powodu czuje, że czasami “nie jest sobą” a jej relacje jak...
19/12/2025

To jest obowiązkowy film dla każdej kobiety, która z jakiegoś powodu czuje, że czasami “nie jest sobą” a jej relacje jakoś tak się …. Rozpadają!

Wbija w fotel.
Przepiękny.
Wyjątkowo dobry i pełen mądrości ❤️

💗 Pokochaliście i pokochałyście „Być kochaną”, a nas niezmiernie to cieszy.

Podczas gdy inni chwalą się sześcio- i siedmiocyfrowymi wynikami, my jesteśmy dumni z 50 000 widzów i widzek w kinach — na filmie, który jest definicją pojęcia „małe-wielkie kino”. Kto widział, ten wie.

Zachęcamy, by jeszcze złapać ten film w kinach: https://bilety.gutekfilm.pl/byckochana

A najlepiej wybrać się na seans z przyjaciółką, partnerem, partnerką, mamą czy córką — to niezmiernie terapeutyczny film, którego warto doświadczyć z bliską osobą.

19/12/2025

Dziś domknął się jeden z ważniejszych i najpiękniejszych rozdziałów mojego życia.

Zakończyłam moją kilkuletnią terapię.

Nie z fanfarami.
Ale z cichym „aha”, które osiada w ciele.
I ogromną pokorą, że jestem tylko człowiekiem

Zostawiam tu mały, bardzo osobisty bilans.

W trakcie terapii odkryłam w sobie guza macicy wielkości arbuza.
Paradoksalnie — ja, przekonana, że „czuję swoje ciało”, nie czułam giganta, który we mnie rósł.
Operacja nauczyła mnie pokory. Zgody na zależność. Różnicy między czuję,a myślę, że czuję.

Wybiłam sobie jedynki, boleśnie ucząc się, gdzie naprawdę jest moja granica wytrzymałości.
I jak wiele zaniedbania można nosić w sobie tylko po to, by chronić innych.

Złamałam kość ogonową — i zobaczyłam, jak sztywny mam kręgosłup.
Nie tylko fizycznie.
Jak często gram według twardych reguł.
Jak surowa potrafię być w bliskości.

Przez półtora roku płakałam.
Czasem bez tchu. W wojnie ze sobą.
Aż w końcu dotarło do mnie coś ważnego:
uzdrowienie to nie uwolnienie — to integracja.
Mam ogromny szacunek do mojej terapeutki, że utrzymała przestrzeń, gdy wiłam się z bólu.
I do siebie — że nie uciekłam, choć tysiąc razy chciałam krzyczeć: „dość, chcę już żyć, a nie tylko analizować”.

Powoli łapałam równowagę.
Zamiast wyrzucać emocje — zaczęłam brać je na ręce i słuchać.
Do głosu dopuściłam mój piękny umysł, który codziennie przypomina mi, że jestem po prostu zwykłym, dobrym człowiekiem.

Pojechałam sama na koniec świata.
Zamknęłam drzwi wielu starym tematom.
Zrozumiałam, czym jest miłość.
Otworzyłam serce dla siebie — i wylądowałam w spokoju.

Pozwoliłam, by mój facet mnie znalazł.
Stałam się tą, która jest. Kocha. Pielęgnuje. Trzyma ogień.
Mimo strachu. Mimo wątpliwości.

Poznałam siebie od podszewki.
Budowałam wartość i zaufanie do siebie.
Rozprawiałam się ze wstydem, brakiem i strachem.
Zajrzałam w oczy tajemnicom, które chowałam całe życie — także przed sobą.
I wypuściłam do życia tę, którą zawsze byłam.

Po drodze zwolniłam ludzi z obowiązku lubienia mnie.
A siebie — z powinności udawania, zabiegania o miłość i oklaski.

Pokochałam życie. I siebie.
A razem z tym przyszły miłość, lekkość i radoś.

Od teraz chcę dawać to także Tobie.
Naprawdę.
Możesz.

15/12/2025

Wczoraj na Kręgu Kobiet
z cyklu „od dziewicy do dziwki”
liznęłyśmy bardzo delikatnego tematu.

Skąd wiem, kiedy mi się chce?
Jakie to w ogóle jest uczucie – chcieć?

Tak jak w życiu, tak i w seksualności działają w nas dwa układy:
pobudzania i hamowania.
Badania pokazują, że u facetów zwykle bardziej wrażliwy jest układ pobudzenia,
a u kobiet – układ hamowania.

Pomyśl:
Ile razy bolała Cię głowa?
Ile razy byłaś zmęczona?

Kiedy nam się nie chce – zazwyczaj wiemy to doskonale.

Wczoraj spróbowałyśmy dotknąć tego malutkiego impulsu:
Jak to jest, kiedy mi się chce?

Dotknęłyśmy …
Bo nawet w kręgu kobiet mechanizm hamowania potrafi działać bardzo sprawnie 🫣

Jakoś łatwiej nam się rozmawia o codzienności, emocjach, relacjach…
niż zajmuje TYM tematem 😅

Na szczęście jest mądrość kręgu.
I w uczciwości, bez presji ale w odwadze -
wyświetliłyśmy to sobie wczoraj 🙃
i… na coś się umówiłyśmy🤩

Już nie mogę się doczekać kolejnego spotkania 💫

A tak przy okazji…
pojawiła się ochota na mini kurs online
„MOC BIODER”
📅 styczeń – marzec.

Ciało już wie.
Teraz daje mu przestrzeń.

07/12/2025

Jakie to miłe, kiedy kończenie może być miękkie.
I jakie to niewiarygodne, kiedy naprawdę takie jest.

W ostatniej praktyce tańca
eksplorowałam trzy jakości:
zamykanie. góra/dół. lekkość.

Wiem, brzmi dziwnie, ale wytrzymaj do końca :)

Pierwsza próba połączenia tych trzech jakości wydała się conajmniej dziwaczna…
Zamykanie - Kończenie - lekko - góra/dół?

Mój umysł nie zna takiego stanu.
Kończenie łączę raczej z ciężarem, napięciem i rwaniem.

A jednak …. zaczęłam eksplorować 
Pojawiający się ruch przypominał mi obraz liścia
Taki, który więdnąc ZWIJA SIĘ do środka i z LEKKOŚCIĄ opada.
W DÓŁ
Bez dramatów.
Czasem ląduje jeszcze na jakiejś gałęzi,
albo cudzym kapeluszu….
czasem niesiony wiatrem podlatuje W GÓRĘ.

Wtedy złapałam drobną myśl…
Jakie to miłe móc kończyć lekko i miękko …

Czasem podtrzymujemy to, co już się skończyło.
Trzymamy, podwiązujemy, reanimujemy…
Jeszcze jeden ruch … i jeszcze jeden … i jeszcze raz

To co na zewnątrz pomaga utrzymać przy życiu, to co już się skończyło.
I kosztuje dużo energii.
Bywa męczące.

A liść?
Mimo wszystko
I przy wszystkich zewnętrznych próbach reanimacji
Pozwala końcowi wybrzmieć.
Zwija się do środka.
Zamyka.
I wolno opada.
W lekkości.
Miękko.

W moim życiu kończą się aktualnie dwie relacje.
Zupełnie różne, ale wyjątkowo ważne.

Dziękuję za możliwość ich doświadczenia przez jakiś czas i pracę, którą wykonałam..

Dziś, mogę ze spokojem zamknąć ten rozdział, lekko, pozwalając mu opaść w dół, a sobie pozostać w górze.

A Ty?
Zastanawiałaś się kiedyś jak kończysz? dlaczego właśnie tak?
I czego w swoim kończeniu nie masz, a chciałabyś mieć?

Za chwilę kończymy coś wszyscy razem,

ten rok.

Może chcesz sprawdzić, jak brzmi miękki koniec i ciepły Nowy Początek?

Zapraszam Cię na warsztaty.
Pomogę Ci odnaleźć Twoje jakości, które poprowadzą Cię ścieżką w Nową Stronę ❤️

Informacje na stronie Nintu.pl

Dziękuję Kasi Dańskiej za prowadzenie

Film z liściem wytworzony we współpracy z AI.

Adres

Grochowskiego 1 Lok. 53
Piaseczno
05-500

Godziny Otwarcia

Poniedziałek 09:00 - 14:00
Wtorek 14:00 - 19:00
Czwartek 14:00 - 19:00

Telefon

+48504011880

Strona Internetowa

https://www.nintu.pl/

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Marta Żysko NINTU Pracownia Psychologiczna umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Praktyka

Wyślij wiadomość do Marta Żysko NINTU Pracownia Psychologiczna:

Udostępnij

Share on Facebook Share on Twitter Share on LinkedIn
Share on Pinterest Share on Reddit Share via Email
Share on WhatsApp Share on Instagram Share on Telegram

Kategoria

o mnie

„Kochanie, chciałabym Ci powiedzieć, że jesteś wyjątkowa ale muszę Cię rozczarować - jesteś jak ja i miliony innych kobiet. Witaj w naszym świecie, a teraz przestań dramat uprawiać” - usłyszałam od Katarzyny Miller. To był początek mojej wielkiej przemiany i drogi do pracy z kobietami.

Jak to się zaczęło?

Kiedy miałam 6 lat na koncie doświadczeń widniało już jedno bankructwo moich rodziców oraz klepanie biedy zakończone dość spektakularnym rozwodem. Wówczas był on źródłem mojego bólu i wstydu. Z czasem stał się tematem wokół którego skupiła się moja praca zawodowa.

W wieku 14 lat zamieszkałam sama w Warszawie gdzie miałam wieść cudowne życie wzorowej uczennicy i tym samym dawać powód do dumy rodzicielce. Niewiele z tego jednak wyszło. Byłam zwyczajnie przeciętna co i tak stanowiło nie lada wyzwanie. Towarzyszyły mi głównie uczucia osamotnienia, bycia kimś gorszym i niepasującym do otoczenia. Z perspektywy czasu wiem, że to była lekcja odwagi i siły do kreowania życia po swojemu, nawet gdy myślę, że nie dam rady.