Rodzę z Magdą

Rodzę z Magdą Położna,
Edukator ds. Przygotowanie do porodu, połogu i karmienia piersią.

laktacji,
Opieka okołoporodowa,
Certyfikowany doradca noszenia dzieci w chustach i nosidłach miękkich,
Certyfikowany Doradca Laktacyjny,
Poród domowy,
Doula.

23/03/2026

Witajcie w poniedziałkowym cyklu:
✨ Laktacyjny Alfabet – Dziś na tapetę wchodzi litera I

Dotarliśmy do litery I w naszym Laktacyjnym Alfabecie. Im więcej wiemy o laktacji, tym mniej stresu i więcej pewności siebie przy karmieniu. Dziś przyjrzymy się kluczowym pojęciom zaczynającym się na I – bo karmienie piersią to nie tylko instynkt, ale też wiedza.


I jak INSTYNKT

Noworodek i mama mają wrodzone mechanizmy ułatwiające karmienie.
• Instynkt ssania dziecka jest silny od pierwszych chwil życia.
• Instynkt ochronny mamy sprawia, że szuka najlepszego sposobu na wygodne karmienie.

👉 Obserwacja własnego ciała i reakcji dziecka pozwala lepiej dopasować karmienie, a nie „przestawiać się na zegarek”.



I jak INDUKCJA LAKTACJI

Proces rozpoczynania produkcji mleka, nawet jeśli mama nie rodziła, to indukcja laktacji.
• Stosowana przy adopcji lub przy narodzinach dziecka innej kobiety.
• Wymaga regularnej stymulacji piersi i wsparcia hormonalnego lub ziołowego.

👉 Pokazuje, że laktacja jest biologicznie elastyczna i możliwa w różnych sytuacjach.



I jak INTEGRACJA EMOCJI

Karmienie to nie tylko mleko – to wspieranie emocji mamy i dziecka:
• Obniża poziom stresu dzięki oksytocynie.
• Wzmacnia więź i poczucie bezpieczeństwa.
• Pomaga regulować sen i rytm dnia dziecka.

👉 Laktacja to emocjonalny dialog między mamą a dzieckiem, który wspiera rozwój całego układu nerwowego.



I jak INFORMACJA

Dobre informacje = spokojniejsza mama.
• Obserwacja sygnałów dziecka i przyrostów masy ciała.
• Wsparcie laktacyjne i edukacja zmniejszają poczucie niepewności.
• Wiedza o hormonach i potrzebach dziecka pomaga podejmować świadome decyzje.

👉 Twoja ciekawość i otwartość na naukę wspiera sukces laktacyjny.



🌿 Na zakończenie

Laktacja to instynkt, indukcja, integracja emocji i informacja.
To system, w którym ciało, emocje i relacja działają razem.

💛 Twoje ciało zna rytm karmienia.
💛 Twoje dziecko wie, kiedy potrzebuje piersi.
💛 Twoja wiedza i obserwacja są kluczem do spokojnej laktacji.

Dziękuję, że jesteś z Laktacyjnym Alfabetem 💬



💬 A co dla Ciebie było najważniejszym „I” w tym alfabecie? Napisz w komentarzu – może powstanie Laktacyjny Alfabet PRO z dodatkowymi literami 😉

22/03/2026

🤍 Niedzielna refleksja z serca położnej 🤍

Są takie chwile w mojej pracy, kiedy świat na moment cichnie.
Kiedy trzymam w ramionach maleńkie życie — spokojne, wtulone, ufne… jak na tym zdjęciu.

To są momenty, w których czuję ogromną pokorę wobec życia.
Bo choć pracuję jako położna od lat, za każdym razem, gdy biorę w ramiona nowo narodzone dziecko, mam w sercu to samo wzruszenie.

Patrzę na maleńką twarz, na drobne dłonie, na spokojny oddech — i myślę o tym, jak wielkim cudem jest życie. Jak niezwykłe jest to, że mogę być obok w tych pierwszych chwilach, kiedy wszystko dopiero się zaczyna.

Moja praca to nie tylko procedury, wiedza i doświadczenie.
To obecność.
To czułość.
To słowa wsparcia wypowiedziane wtedy, gdy kobieta najbardziej ich potrzebuje.
To chwile ciszy, kiedy w sercu pojawia się modlitwa — cicha, prosta, prawdziwa.

Często modlę się właśnie tak — w myślach.
Powierzam Bogu mamę, która walczy o każdy skurcz.
Powierzam maleństwo, które za chwilę przyjdzie na świat.
Proszę o siłę, spokój i bezpieczne narodziny.

Bo wiem, że choć mamy wiedzę i medycynę, to życie zawsze pozostaje cudem — darem, który nie jest nam dany na własność, ale powierzony naszej trosce.

Czasem, kiedy trzymam takie maleństwo w ramionach, czuję ogromną wdzięczność.
Za to, że mogę być blisko.
Za zaufanie, którym obdarzają mnie rodzice.
Za każdą mamę, która pozwala mi towarzyszyć sobie w jednym z najważniejszych momentów życia.

Moja praca to nie tylko zawód.
To powołanie.
To droga, którą wybrałam sercem.
To służba życiu — temu najmniejszemu, najdelikatniejszemu, a jednocześnie najpiękniejszemu.

W tę niedzielę zatrzymuję się na chwilę i dziękuję Bogu za dar tej pracy.
Za każde maleństwo, które mogłam przywitać na świecie.
Za każdy pierwszy oddech, który miałam zaszczyt zobaczyć.
Za każdą historię, która zaczęła się w moich dłoniach.

Bo życie to cud.
A możliwość bycia jego świadkiem — to największy dar, jaki mogłam otrzymać. ✨

🌷 Pierwszy dzień wiosny – kiedy natura budzi się do życia… a my razem z nią 🌷Wiosna przyszła.Ptaki śpiewają trochę głośn...
21/03/2026

🌷 Pierwszy dzień wiosny – kiedy natura budzi się do życia… a my razem z nią 🌷

Wiosna przyszła.
Ptaki śpiewają trochę głośniej niż zwykle, słońce coraz śmielej zagląda przez okna, a my powoli zdejmujemy kolejne warstwy zimy — z ramion, z myśli, czasem też z serca. 🌱

I nie bez powodu pierwszy dzień wiosny tak bardzo kojarzy mi się z narodzinami.
Bo wiosna, podobnie jak poród, nie pojawia się nagle znikąd. Ona dojrzewa.
Najpierw po cichu.
Pod ziemią, której nie widzimy, zaczyna się ruch, zmiana, przygotowanie.
Potem pojawiają się pierwsze oznaki — nieśmiałe pąki, cieplejsze powietrze, dłuższy dzień.
Aż w końcu przychodzi moment, kiedy wszystko zaczyna rozkwitać. 🌸

Jako położna pracująca poza szpitalem mam ogromny przywilej obserwować, jak bardzo kobiece ciało przypomina naturę.
Nie da się przyspieszyć wiosny — choć wielu z nas próbowało, wystawiając twarz do słońca już w lutym i mówiąc: „No dobra, już może być ciepło!” 😄
Tak samo nie da się poganiać procesów, które potrzebują czasu, spokoju i bezpieczeństwa.

Ciało kobiety wie.
Naprawdę wie.
Wie, jak nosić dziecko.
Wie, jak przygotować się do porodu.
Wie, jak urodzić.

A kiedy dostaje wsparcie zamiast presji, zaufanie zamiast strachu i przestrzeń zamiast pośpiechu — potrafi działać w sposób, który za każdym razem budzi mój ogromny szacunek i zachwyt. 🤍

Wiosna przypomina nam też o czymś bardzo ważnym — że zmiana nie zawsze jest spektakularna od razu.
Czasem jest powolna, cicha i niemal niezauważalna.
Tak jak rosnący brzuch, który pewnego dnia nagle okazuje się już całkiem spory.
Tak jak przygotowanie do macierzyństwa, które dzieje się krok po kroku — między jednym oddechem a drugim, między jedną myślą a kolejną.

I trochę z przymrużeniem oka — wiosna to też czas, kiedy wiele ciężarnych nagle odkrywa w sobie nieodpartą potrzebę spacerów, wietrzenia szaf, mycia okien i układania maleńkich ubranek po raz trzeci… albo siódmy 😅
Nie wiem, czy to hormony, instynkt czy po prostu pierwsze ciepłe słońce — ale coś w tym jest, że razem z wiosną budzi się w nas energia do przygotowań.

Na ten pierwszy dzień wiosny chciałabym zostawić Wam kilka życzeń — takich od serca, z miejsca, w którym codziennie widzę siłę kobiet:

🌿 żebyście ufały swojemu ciału — nawet wtedy, gdy pojawiają się wątpliwości
🌿 żebyście słuchały swojej intuicji — bo ona naprawdę ma głos
🌿 żebyście miały obok siebie ludzi, którzy dodają odwagi, a nie odbierają spokój
🌿 i żebyście pozwalały sobie rozkwitać we własnym tempie — bez porównań, bez presji, bez pośpiechu

A na zakończenie chcę Wam powiedzieć coś bardzo prostego, ale bardzo ważnego:

Tak jak wiosna przychodzi zawsze — nawet po najdłuższej zimie — tak w każdej kobiecie jest ogromna siła do wzrastania, rodzenia i zaczynania od nowa. 🌷

Niech ta wiosna będzie dla Was czasem czułości dla siebie, spokoju w sercu i wiary w to, że wszystko ma swój dobry moment.
Bo życie — tak jak wiosna — zawsze znajduje drogę, żeby rozkwitnąć. 🌸

Nów ma swoją magię… 🌑✨I znowu to widzę – porodów więcej, intensywniej, jakby wszystko przyspieszało w tym samym czasie.T...
20/03/2026

Nów ma swoją magię… 🌑✨
I znowu to widzę – porodów więcej, intensywniej, jakby wszystko przyspieszało w tym samym czasie.

Ten poród miał być zupełnie inny… planowany, spokojny, w szpitalu. Po dwóch cięciach cesarskich wszystko było poukładane. A jednak – kiedy natura ma swój plan, wszystko zaczyna układać się po swojemu, gdzieś w tej większej harmonii Wszechświata.

Ciało wiedziało, co robi. Tak bardzo chciało urodzić naturalnie, że finał przyszedł nagle i intensywnie – do tego stopnia, że nie zdążyliśmy nawet wyjść z domu.

I znów mam w sercu takie poczucie… że te cudowne, skromne kobiety dostają to, o czym marzą gdzieś głęboko, w ciszy. Noszą te pragnienia w sobie, często nie wypowiadając ich na głos, chroniąc swoją intymność. A jednak – życie, natura, Wszechświat – jakoś to słyszy.

I jeszcze jedno co będę powtarzać zawsze– w tej pracy ogromnie ważne jest mieć zespół, na który zawsze można liczyć. Wsparcie, obecność, gotowość… to daje siłę i spokój tam, gdzie wszystko dzieje się tak szybko i intensywnie. Zrozumienie bez słów..

Czuję też, że coś się we mnie zmienia…
Coraz mniej widzę siebie jako doulę w szpitalu.
Dokańczam towarzyszenie paniom, które mam zapisane do maja, a czerwiec już układa się inaczej – z domową listą rezerwową.

Chcę pracować w zgodzie ze swoim sercem. 🫶🏻
Moją propozycją będzie rozkręcanie pierwszego okresu w domu, w między czasie poznanie się z doulą i pozostałą część porodu w szpitalu. Na ten moment nie widzę już tego inaczej …

Takie spontaniczne porody - to są momenty, które zostają w sercu na zawsze.
Siła kobiet. Mądrość ciała. Zaufanie.

Kocham moją pracę położnej ❤️
Poród za porodem… nie tylko te przy których jestem ale i te ze środowiska gdzie każdy jest inny, każdy niezwykły. Jednak mimo wszystko najważniejsze jest bezpieczeństwo czasem oznacza pozostanie w domu by nie urodzić w aucie a czasem pojechanie wcześniej dmuchając na zimne kiedy intuicja podpowiada to koniec próby w domu …

Dziś jest dzień św. Józefa – patrona rodzin, ojców, opiekunów… i wszystkich tych, którzy kochają w ciszy.Piszę to jako p...
19/03/2026

Dziś jest dzień św. Józefa – patrona rodzin, ojców, opiekunów… i wszystkich tych, którzy kochają w ciszy.

Piszę to jako położna. Jako ktoś, kto na co dzień stoi na granicy między bólem a cudem. Kto widzi pierwsze łzy – i te ze strachu, i te ze szczęścia. Kto słyszy pierwszy krzyk dziecka i pierwsze słowa: „już jesteś…”.

I powiem Wam coś szczerze – w tych najbardziej intensywnych, surowych, prawdziwych momentach życia… św. Józef jest bardziej obecny, niż mogłoby się wydawać.

Bo św. Józef to nie jest postać z obrazka.

To jest każdy mężczyzna, który stoi trochę z boku, często niepewny, czasem przestraszony… ale zostaje.

To ten, który trzyma za rękę rodzącą kobietę, choć sam nie wie, czy bardziej boi się o nią, czy o dziecko.

To ten, który nie zawsze wie, co powiedzieć… ale jest. I to wystarcza.

Przy porodach widzę to codziennie.

Widzę kobiety, które przekraczają granice własnego ciała i wytrzymałości. Widzę siłę, której nie da się opisać.

Ale widzę też mężczyzn.

Takich, którzy ocierają łzy, którzy podają wodę, którzy milczą… bo wiedzą, że to nie jest moment na wielkie słowa.

I zawsze wtedy myślę o Józefie.

O tym, jak musiał patrzeć na Maryję. Bezradny. Z troską. Z miłością, która nie potrzebowała rozgłosu.

Bo prawdziwa miłość często wygląda właśnie tak – cicho, zwyczajnie, bez fajerwerków.

A potem przychodzi ten moment.

Pierwszy krzyk dziecka.

Cisza, która trwa sekundę… i zmienia wszystko.

I nagle widzę, jak rodzi się nie tylko dziecko.

Rodzi się matka.

Rodzi się ojciec.

Rodzi się rodzina.

I wtedy… dzieje się coś, czego nigdy nie przestanę podziwiać.

Ten sam mężczyzna, który chwilę wcześniej był niepewny, zagubiony… bierze swoje dziecko na ręce.

I w jednej sekundzie wszystko się zmienia.

Jest w nim czułość.

Jest odpowiedzialność.

Jest miłość, której nie da się nauczyć z żadnej książki.

I to jest właśnie św. Józef.

Nie idealny. Nie głośny. Nie spektakularny.

Prawdziwy.

Obecny.

Wierny.

Jako położna widzę też drugą stronę.

Zmęczone mamy. Niewyspane. Czasem przerażone. Czasem wątpiące, czy sobie poradzą.

I wiecie, co wtedy jest najważniejsze?

Nie perfekcja.

Nie „ogarnięcie wszystkiego”.

Tylko obecność.

Czyjeś „jestem”.

Czyjeś „dasz radę”.

Czyjeś „nie jesteś sama”.

Dlatego dziś, w dniu św. Józefa, chcę powiedzieć coś wszystkim rodzicom – tym świeżo upieczonym i tym, którzy już trochę w tej roli są:

Nie musicie być idealni.

Wasze dziecko nie potrzebuje perfekcyjnych ludzi.

Potrzebuje Was.

Waszych rąk.

Waszego głosu.

Waszej obecności – nawet jeśli jest zmęczona, niedoskonała, czasem niepewna.

Św. Józef nie był idealny.

Ale był.

I to wystarczyło, by stać się jednym z najpiękniejszych wzorów miłości.

Dziś myślę i polecam św. Józefowi wszystkie rodziny, które spotykam.

Dzieci, które dopiero przyjdą na świat.

Te, które właśnie zaczęły swoją drogę.

Mamy, które dają z siebie wszystko.

I ojców – tych cichych bohaterów, których często się nie zauważa… a bez których ten świat nie byłby taki sam.

Św. Józefie,

ucz nas miłości, która nie potrzebuje oklasków.

Ucz nas obecności, która leczy.

Ucz nas odwagi w codzienności.

Bo największe cuda nie dzieją się na oczach tłumów.

One dzieją się w ciszy.

W ramionach rodziców.

W pierwszym spojrzeniu.

W sercu, które zaczyna kochać bardziej, niż kiedykolwiek wcześniej.

I ja mam zaszczyt być tego świadkiem każdego dnia.

Za tydzień wspaniała inicjatywa z okazji tygodnia douli. O porodzie warto rozmawiać zawsze. Szczególnie wtedy kiedy to b...
17/03/2026

Za tydzień wspaniała inicjatywa z okazji tygodnia douli. O porodzie warto rozmawiać zawsze. Szczególnie wtedy kiedy to były trudne tematy. Polecam całym sercem. Nawet jeśli jesteś w ciąży i poród przed Tobą a masz ochotę warto. 🫶🏻🫶🏻🫶🏻

Zapraszamy na Krąg Opowieści Porodowych, 24 marca 2026 r.

Zostało kilka wolnych miejsc.
Wydarzenie BEZPŁATNE

Zapisy i więcej informacji: 509 692 423

Prowadzenie: Kaja Mlekodaj - Doula.

„Proszę się nie ruszać.”To było jedno z tych zdań, które zapamiętała najbardziej.Nie krzyk.Nie ból.Właśnie to.Leżała i p...
17/03/2026

„Proszę się nie ruszać.”

To było jedno z tych zdań, które zapamiętała najbardziej.

Nie krzyk.
Nie ból.
Właśnie to.

Leżała i patrzyła w sufit, próbując zrozumieć, kiedy to się stało.
Kiedy przestała być kimś, kto rodzi… a stała się kimś, kogo się „obsługuje”.

Jeszcze chwilę wcześniej była w sobie.
Oddychała. Czuła. Była skupiona.
To był jej rytm.

A potem wszystko przyspieszyło.

Ktoś coś powiedział.
Ktoś coś zdecydował.
Ktoś gdzieś się spieszył.

Nie pamięta dokładnie kiedy przestała nadążać.
Pamięta tylko moment, w którym już nie zadawała pytań.

Bo nikt na nie nie czekał.

„Tak będzie lepiej.”
„Zaufajcie nam.”
„Musimy.”

Musimy.

To słowo wraca do niej do dziś.

Bo nikt nie zapytał jej, czy ona też „musi”.
Czy rozumie.
Czy się zgadza.

Zrobiła się cicha.

Nie dlatego, że wszystko było w porządku.
Tylko dlatego, że poczuła, że jej głos nic tu nie zmienia.

A kiedy jej dziecko przyszło na świat — wszyscy odetchnęli.

„Wszystko dobrze.”
„Zdrowe.”
„Gratulacje.”

Uśmiechnęła się.
Bo tak trzeba.

Ale gdzieś głęboko czuła coś zupełnie innego.

Jakby ktoś wszedł w środek jej doświadczenia bez zaproszenia.
Jakby coś zostało jej zabrane — nie spektakularnie, nie dramatycznie…
tylko cicho. Systemowo. Normalnie.

Najtrudniejsze przyszło później.

Bo nie miała „powodu”, żeby czuć inaczej.

Przecież wszystko było dobrze.

Więc próbowała to w sobie uciszyć.
Zracjonalizować.
Zamknąć.

Tylko że ciało pamięta.

I czasem wraca do tego momentu, w którym chciała powiedzieć „stop”…
ale nikt nie zrobił na to miejsca.

To nie jest rzadka historia.

To jest historia, która mieści się w statystykach „bez powikłań”.

I właśnie dlatego tak łatwo ją zignorować.

Jeśli jesteś w ciąży — przeczytaj to uważnie:

Masz prawo rozumieć, co się z Tobą dzieje.
Masz prawo zadawać pytania — nawet jeśli komuś się spieszy.
Masz prawo powiedzieć „nie” albo „poczekaj”.

To nie jest luksus.
To nie jest fanaberia.

To jest Twoje doświadczenie. Twoje ciało. Twój poród.

I masz prawo w nim być — nie tylko leżeć.

Bo możesz urodzić zdrowe dziecko…
i jednocześnie potrzebować, żeby ktoś w końcu zapytał:

„A Ty — czy jesteś okej?”

Z cyklu muszę bo się uduszę:W Internecie wszystko wygląda pięknie.Oddziały polecane, świetne opinie, „cudowna opieka”, „...
16/03/2026

Z cyklu muszę bo się uduszę:

W Internecie wszystko wygląda pięknie.
Oddziały polecane, świetne opinie, „cudowna opieka”, „personel anioły”.

A potem przychodzi patronaż.
I zaczynamy słuchać historii, które z tym obrazkiem mają niewiele wspólnego.

„Dokarmiaj ze dwa razy, to jutro wyjdziesz do domu.”
W szpitalu dziecko nie będzie płakać, w domu może nie chcieć piersi, ale co tam czyj to będzie problem jak odrzuci pierś ….

Jedno zdanie.
Rzucone gdzieś między obchodem a wypisem.

Jedno zdanie, które potrafi rozwalić początek laktacji, zasiać w głowie kobiety wątpliwość i przekonanie, że jej ciało zawodzi. Że może „nie ma pokarmu”. Że może robi coś źle.

A potem jest patronaż i zaczynamy sprzątać ten bałagan w głowie.

Kolejna historia – szwy po porodzie.
Druga doba, szwy puściły. Zdarza się. Tkanki pracują, kobieta wstaje, chodzi, zajmuje się dzieckiem. Krocze w poprzedniej ciąży nacięte więc ryzyko było…
Może i można było uniknąć ale oksy w pompie, pozycja na plecach trudno…

Kobieta zgłasza problem i słyszy:
„W sumie można by założyć, ale po co kłuć…?”

To naprawdę ręce opadają.

Bo kobieta po porodzie nie powinna się zastanawiać, czy jej ciało „jakoś się zrośnie”.
Nie powinna słyszeć komentarzy, które bagatelizują jej ból i jej ciało.

To jest młoda kobieta.
Ktoś, kto będzie z tym ciałem żył przez kolejne lata.
Ktoś, kto powinien mieć poczucie, że został potraktowany z szacunkiem – także tam, gdzie nikt poza nią i personelem nie zagląda.

Do tego temat który wraca jak bumerang - szybkie odpępnianie, mimo że coraz więcej mówi się o korzyściach z późniejszego.

Komentarze rzucane przy łóżku, czasem półżartem, czasem z ironią – ale kobieta zapamiętuje je na długo.

I teraz powiem coś z perspektywy położnej środowiskowej.

Bo my naprawdę wiemy, jak powinno być.
Uczymy się tego latami.
Pracujemy z kobietami w ciąży, w porodzie, w połogu.
Znamy fizjologię, znamy standardy, wiemy jak ogromne znaczenie mają pierwsze godziny i pierwsze dni.

A potem idziemy na patronaż i zderzamy się z rzeczywistością.

Z kobietami, które boją się przystawić dziecko, bo „w szpitalu mówili, że nie mają pokarmu”.
Z mamami, które dokarmiają, bo ktoś powiedział, że tak będzie szybciej i spokojniej.
Z kobietami, które wstydzą się pokazać ranę, bo usłyszały, że „tak bywa”.

I w naszych głowach naprawdę czasem pojawia się bezsilność.

Bo my przychodzimy i próbujemy to wszystko odkręcać.
Tłumaczyć. Wspierać. Odbudowywać wiarę w ciało, w laktację, w siebie jako matkę.

Tylko że bardzo często zaczynamy od naprawiania tego, co ktoś zepsuł już na starcie.

Naprawdę mogłoby być inaczej.

Ile z tych problemów w ogóle by nie powstało, gdyby ktoś na początku po prostu zrobił swoją pracę dobrze.

Ale z tych historii płynie też jeszcze jedna bardzo ważna lekcja dla kobiet.

Budujcie swoją wartość.
Zdobywajcie wiedzę.
Pytajcie, sprawdzajcie, szukajcie informacji.

Bo macie prawo wiedzieć, co dzieje się z waszym ciałem.
Macie prawo pytać.
Macie prawo powiedzieć „nie zgadzam się”.
Macie prawo decydować o sobie.

Poród i połóg to moment ogromnej wrażliwości, ale to nie znaczy, że kobieta przestaje być podmiotem.

Świadomość, wiedza i poczucie własnej wartości to nie bunt przeciw systemowi.
To troska o siebie.

Dlatego tak ważne jest, żeby kobiety wiedziały, że mają prawo stanowić o sobie i swoich losach.

A zanim podejmiesz decyzję o wyborze szpitala porozmawiaj szczerze z osobą która niedawno rodziła … bo kolorowe ściany nie są tak ważne jak profesjonalna opieka i godne podejście…

Jeśli uważasz, że jakoś to będzie … to napewno jakoś będzie .. tylko czy to wystarczy aby dobrze rozpocząć rodzicielską drogę mając świadomość że można było inaczej?

Ja nie założę w domu tych szwów ale odsyłam tam gdzie wiem, że będzie to zrobione bez bólu. Niby tylko dwa szwy niby tylko plastyka ale zmienia jakość życia tej kobiety …. Od samooceny, do jakości współżycia bo to ma być przyjemna część życia jeśli tak nie jest zalecam konsultacje u fizjoterapeutki.

Właśnie wyszła ode mnie młoda świadoma dziewczyna która oglądając odpowiednie treści próbuje sama uregulować cykle, oczyścić organizm, pouzupełniać niedobory aby unikać brania leków od początku ciąży …

Czy wiecie, że odpowiednia suplementacja w początkach ciąży może obniżyć TSH które może skakać fizjologicznie na początku ciąży. Dlatego, że organizm który kształtuje dziadziusia ma większe zapotrzebowanie na jod. Z normy 0,1 -2,5𝜇IU/ml może być znacznie podwyższone.

Jeśli zwiększałoby się w tym czasie znacznie przy odpowiedniej suplementacji jodu choćby pod kontrolą specjalisty jesteśmy w stanie uregulować poziom TSH. Proceduralnie aby zapobiegać poronieniom odsyła się kobiety do endokrynologa. Ale to już historia na inny post …

Chciałam tylko zapalić światełko i pokazać jak ważne jest to żeby odpowiednio się edukować i świadomie podchodzić do naszego życia.

Jestem bardzo podbudowana tym, jak się może potoczyć historia pani z dzisiejszej wizyty kiedy trafi na odpowiednie osoby na swojej drodze…

Jestem wdzięczna za to, że mogę obserwować te zmiany… te świadome kobiety które biorą życie w swoje ręce.

Jak to mówią moje starsze koleżanki za mojego życia jeszcze nie będzie tak jak powinno ale obserwuje te zmiany… które są …

Trzymam za Was kciuki. A słowa dziękuję wychodzę stąd uspokojona to najlepsza nagroda.

Czas i tak upłynie. Zdobywanie wiedzy i edukacja to jest pewien trud ale satysfakcja na końcu jest ogromna. I wygrane zdrowie bezcenne💕

Witajcie w poniedziałkowym cyklu :✨ Laktacyjny Alfabet – Dziś na tapetę wchodzi litera H.Dotarliśmy do litery H w naszym...
16/03/2026

Witajcie w poniedziałkowym cyklu :
✨ Laktacyjny Alfabet – Dziś na tapetę wchodzi litera H.

Dotarliśmy do litery H w naszym Laktacyjnym Alfabecie. Hormony, hipogalaktyia, karmienie na żądanie… brzmi medycznie? Bo takie jest. Laktacja to nie magia ani kwestia motywacji – to precyzyjnie regulowany proces biologiczny, który warto zrozumieć, by mniej się martwić.


H jak HORMONY

Laktacja to proces hormonalnie sterowany, a nie „kwestia silnej woli”.

Najważniejsze hormony to:
• Prolaktyna – odpowiada za produkcję mleka, jej poziom rośnie przy ssaniu i odciąganiu.
• Oksytocyna – odpowiada za wypływ mleka (odruch wypływu). Jest silnie powiązana z emocjami, stresem, dotykiem i poczuciem bezpieczeństwa.
• Estrogeny i progesteron – ich spadek po porodzie uruchamia laktację.

👉 Dlatego stres, ból, brak wsparcia czy zmęczenie mogą realnie wpływać na wypływ mleka – to nie jest „wina mamy”.



H jak HIPOGALAKTYIA (niedobór mleka)

Hipogalaktyia to medyczne określenie na zbyt małą produkcję mleka.
Może być:
• pierwotna (np. niewystarczająca tkanka gruczołowa, zaburzenia hormonalne),
• wtórna (rzadkie przystawianie, nieefektywne ssanie, dokarmianie bez stymulacji piersi).

👉 Wiele mam myśli, że ma „mało mleka”, choć problemem jest transfer mleka, a nie jego produkcja.

Ocena przyrostów masy ciała dziecka, liczby mokrych pieluch i obserwacja karmienia są kluczowe.



H jak HARMONOGRAM (czyli karmienie na żądanie)

Noworodek nie funkcjonuje według zegarka.
Karmienie na żądanie oznacza:
• reagowanie na sygnały głodu,
• brak sztywnych odstępów,
• częste karmienia w pierwszych tygodniach (tzw. cluster feeding).

👉 Częste karmienie to nie oznaka „słabego mleka”, ale biologiczny sposób regulacji laktacji i budowania więzi.



H jak HIGIENA PIERSI

Piersi nie wymagają specjalnych kosmetyków ani sterylizacji.

Wystarczy:
• codzienna higiena pod prysznicem,
• unikanie silnych detergentów na brodawkach,
• pozostawianie kropli mleka na brodawce jako naturalnej ochrony.

👉 Nadmierna higiena może sprzyjać podrażnieniom i pęknięciom brodawek.



H jak HARMONIA MAMA–DZIECKO

Laktacja to nie tylko mleko.
To regulacja stresu, temperatury, rytmu snu, tętna i emocji dziecka.

Kontakt skóra do skóry i karmienie piersią wpływają na:
• rozwój neurologiczny dziecka,
• regulację układu nerwowego,
• więź i poczucie bezpieczeństwa.

👉 To biologia relacji w praktyce.



🌿 Na zakończenie

Laktacja to hormony, hipogalaktyia, harmonogram, higiena i harmonia.
To system, w którym ciało, emocje i relacja działają razem.

💛 Twoje ciało nie jest zepsute.
💛 Twoje dziecko nie jest „za często przy piersi”.
💛 Twoje doświadczenie jest ważne i zasługuje na wsparcie.

Dziękuję, że jesteś z Laktacyjnym Alfabetem 💬



💬 A co dla Ciebie było najważniejszą literą tego alfabetu?
Napisz w komentarzu – chętnie zrobię rozszerzoną serię (np. „Laktacyjny Alfabet PRO” 😉).

Gdyby nie poczucie,że Jesteś i Czuwasz nic nie było by takie jakie jest.
15/03/2026

Gdyby nie poczucie,że Jesteś i Czuwasz nic nie było by takie jakie jest.

Oceany - Exodus 15Exodus 15http://exodus15.plMdr 14,3

Dziś w niedzielę chciałabym Wam opowiedzieć o podstępnej diablicy … dlatego, że co 5 osoba w Polsce może mieć łagodne lu...
15/03/2026

Dziś w niedzielę chciałabym Wam opowiedzieć o podstępnej diablicy … dlatego, że co 5 osoba w Polsce może mieć łagodne lub ciężkie objawy tej trudnej choroby… To oznacza, że każdy z nas zna taką osobę. Nawet jeśli nie kojarzysz może się okazać, że jest to najbardziej uśmiechnięta i zajęta osoba której nawet nie podejrzewasz o złe samopoczucie. Bo nie ma się czym chwalić …

Nie zawsze wpada do życia z hukiem. Często wpełza po cichu. Najpierw zabiera sen. Potem spokój. Potem siłę, chęci, sens, nadzieję. Aż w końcu człowiek siedzi we własnym życiu jak w obcym miejscu i nie poznaje samego siebie.

To nie jest „gorszy czas”.
To nie jest lenistwo.
To nie jest fanaberia.
To nie jest brak wdzięczności.
To jest choroba. Prawdziwa, okrutna, wyniszczająca.

Depresja potrafi wmówić człowiekowi, że jest ciężarem, że przeszkadza, że nic dobrego już go nie czeka. Że wszyscy bez niego mieliby lżej. To kłamstwa choroby, ale dla osoby chorej brzmią jak jedyna prawda. I właśnie to jest w niej tak przerażające — że odbiera nie tylko radość, ale też zdolność uwierzenia, że można poczuć się lepiej.

Najgorsze jest to, że często jej nie widać.
Człowiek z depresją potrafi wstać, pójść do pracy, zrobić zakupy, uśmiechnąć się, odpisać „u mnie okej”. A w środku ledwo oddychać psychicznie. Walczyć o przetrwanie dzień po dniu, godzina po godzinie.

I trzeba powiedzieć to głośno: leczenie depresji nie zawsze jest proste i nie zawsze działa od razu.
Leki bywają konieczne, ratują życie, pomagają odzyskać grunt pod nogami — ale czasem nie są trafione za pierwszym razem. Czasem trzeba czasu, zmiany dawki, zmiany preparatu, ogromu cierpliwości. Czasem pojawiają się skutki uboczne. Czasem człowiek już resztką sił próbuje się ratować, a poprawa nie przychodzi tak szybko, jak wszyscy by chcieli. To nie znaczy, że leczenie nie ma sensu. To znaczy tylko tyle, że ta choroba jest skomplikowana i że szukanie właściwej pomocy bywa trudną, wyczerpującą drogą.

Depresja nie niszczy tylko tej jednej osoby. Ona rozlewa się szerzej.
Rodzina patrzy i cierpi, bo kocha — a nie umie wejść do czyjejś głowy i wyciągnąć go z tego mroku.
Matka widzi, że dziecko gaśnie i nie może mu oddać własnej siły.
Partner widzi obojętność, wycofanie, łzy albo pustkę i często nie wie, czy bardziej przytulić, czy zostawić przestrzeń.
Rodzeństwo czuje bezradność.
Dzieci czują, że „coś jest nie tak”, choć często nie rozumieją co.
Współpracownicy widzą zmianę: milczenie, zmęczenie, spadek energii, nieobecność duchem, czasem błędy, czasem izolowanie się. I też nie wiedzą, jak pomóc, żeby nie zranić jeszcze bardziej.

Bo prawda jest brutalna: bliscy sami często nie mogą nic zrobić, co po prostu „naprawi” depresję.
Nie uleczą jej samą miłością.
Nie zagadają jej dobrymi radami.
Nie wypędzą jej tekstem „weź się w garść”.
Nie sprawią siłą woli, że ktoś nagle poczuje sens.

I to też ich boli. Bo kochać kogoś i patrzeć, jak zmaga się z takim choróbskiem, to czasem czuć się kompletnie bezsilnym. Dawać serce, obecność, troskę — i widzieć, że to wciąż za mało, by zatrzymać ten ból. To rodzi lęk, frustrację, zmęczenie, czasem nawet poczucie winy. Bliscy też niosą ten ciężar, choć nie zawsze o tym mówią.

Ale jedno jest ważne: choć rodzina, partner czy współpracownicy nie mogą sami wyleczyć depresji, mogą być obok tak, żeby nie dokładać bólu.
Mogą nie oceniać.
Mogą nie umniejszać.
Mogą nie porównywać.
Mogą zostać.
Mogą powiedzieć: „nie rozumiem wszystkiego, ale jestem i nie odwrócę się od ciebie”.
Czasem to nie leczy, ale pomaga przetrwać najgorsze.

Depresja to wstrętne choróbsko. Podłe, ciche, bezlitosne. Uderza w chorego, ale rani też tych, którzy stoją obok i patrzą, jak ktoś im bliski tonie, a oni nie mogą go po prostu wyciągnąć własnymi rękami.
Dlatego tyle jest w tym bólu, ciszy, niezrozumienia i zmęczenia po wszystkich stronach.

I właśnie dlatego trzeba o niej mówić uczciwie.
Że to choroba.
Że leczenie bywa długie.
Że leki nie zawsze są dobrze dobrane od razu.
Że terapia wymaga odwagi.
Że bliscy też potrzebują wsparcia.
Że nikt nie powinien zostawać z tym sam.

Bo depresja kłamie.
Kłamie choremu, że nie ma ratunku.
Kłamie rodzinie, że są bezwartościowi, skoro nie potrafią pomóc bardziej.
Kłamie wszystkim, że już zawsze będzie tylko ciemno.

A prawda jest taka, że z depresją można walczyć. Czasem bardzo długo. Czasem z potknięciami. Czasem przez łzy, złość i kompletne wyczerpanie. Ale ta walka ma sens.
Człowiek w depresji nie jest stracony.
Nie jest słaby.
Nie jest problemem.
Jest chory. I zasługuje na leczenie, cierpliwość, zrozumienie i obecność.

A Ty?

Jeśli zmagasz się lub zmagałeś z depresją – co pomagało Ci przetrwać najtrudniejsze chwile?
A może znasz kogoś bliskiego w tej sytuacji – co Twoim zdaniem naprawdę pomagało? Podziel się swoimi doświadczeniami, Twoja historia może dać nadzieję innym.

Adres

Czarnieckiego 3/4
Połaniec
28-230

Godziny Otwarcia

Poniedziałek 08:00 - 18:00
Wtorek 08:00 - 18:00
Środa 08:00 - 18:00
Czwartek 08:00 - 18:00
Piątek 08:00 - 18:00

Telefon

+48690465596

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Rodzę z Magdą umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Praktyka

Wyślij wiadomość do Rodzę z Magdą:

Udostępnij

Share on Facebook Share on Twitter Share on LinkedIn
Share on Pinterest Share on Reddit Share via Email
Share on WhatsApp Share on Instagram Share on Telegram